Markiewka: Na końcu przychodzi faszyzm, czyli wzniosła retoryka apokalipsy
Faszyzm Trumpa i Muska nie obiecuje lepszej przyszłości. Odrzuca wiarę, że jakaś przyszłość jest nam w ogóle pisana.
Światem rzadzą pieniądze, ale gospodarka nie jest po to, żeby nieliczni mogli się bogacić, ale żeby wszyscy mieli co jeść.
Faszyzm Trumpa i Muska nie obiecuje lepszej przyszłości. Odrzuca wiarę, że jakaś przyszłość jest nam w ogóle pisana.
Żadna osoba kandydacka nie ma monopolu na opowiadanie ekonomicznych bzdur, choć niektórzy myślą o swoich pomysłach w perspektywie XXX wieku.
Niewidzialna ręka rynku była boska, nieomylna. Teraz równie nieomylną i boską władzę ma sprawować algorytm.
Od dawna nie było tak dobrego klimatu jak teraz na poskromienie władzy miliarderów.
Im więcej nierówności, tym większe poparcie dla sił faszystowskich i tym większe w społeczeństwie pragnienie zniszczenia dóbr, do których się nie ma dostępu.
Słowacy smutno żartują, że jeśli nie jest się karanym, to nie ma co szukać miejsca w instytucjach państwowych pod rządami Ficy.
Dotychczasowy model rozwoju Polski można streścić w jednym zdaniu – może i Husqvarna jest szwedzka, ale to Polacy najlepiej i najtaniej potrafią obsługiwać narzędzia z Husqvarny.
Zainicjowany przez premiera Polski wielki deregulacyjny projekt wykluwa się w wyniku głosowania bliżej nieokreślonych osób na stronie uruchomionej prywatnie przez lobbystów biznesu.
W kraju, który lubi się uważać za najlepszy demokratyczny eksperyment w historii świata, mamy do czynienia z ekonomiczną autokracją.
Jeszcze groźniejsza niż finansjalizacja mieszkalnictwa byłaby finansjalizacja kluczowej infrastruktury. Oznaczałaby otwarcie na szeroką prywatyzację publicznych zasobów oraz wzrost cen usług publicznych.