Rada Światowego Niepokoju
Jedyną reakcją globalnych liderów na zaproszenie do „Rady Pokoju” powinno być ich gremialne zignorowanie. Dla Polski taki samozwańczy zarząd świata pod dożywotnią wodzą Trumpa oznacza koszmar.
Jedyną reakcją globalnych liderów na zaproszenie do „Rady Pokoju” powinno być ich gremialne zignorowanie. Dla Polski taki samozwańczy zarząd świata pod dożywotnią wodzą Trumpa oznacza koszmar.
Pamiętacie, jak za pierwszej kadencji Trumpa odbierano dzieci imigrantom i trzymano je w klatkach? To wymyślił Stephen Miller, który dziś odpowiada za brutalne deportacje. Podobno mu nie przeszkadza, że ludzie go nienawidzą.
Zadanie, przed którym stoi dziś lewica, to nie besztanie Trumpa za popełnioną zbrodnię (której można się było spodziewać), ale refleksja nad tym, dlaczego „rewolucja boliwariańska” w Wenezueli poniosła tak dotkliwe fiasko.
To, jak administracja Trumpa przeszarżowała z przemocą w walce z nielegalną migracją, będzie jednym z kilku kamieni młyńskich u szyi republikanów w wyborach połówkowych. Podobnie jak wypowiedzi Vance’a na temat Renee Good w następnych wyborach prezydenckich.
Numery telefonów, adresy mailowe, dane o rodzinie i miejscu pracy oraz dostęp do kont społecznościowych – tyle trzeba będzie ujawnić, by wjechać do USA bez wizy. Ameryka nie chce u siebie turystów, a turystom też się odechciewa.
Inwigilacja, kosztowne podarki od Rosjan i szejków czy zabijanie uczestników Marszu Niepodległości sprawiłyby, że Polska by zapłonęła. Tymczasem gdy to samo robi Trump, przez polską prawicę jest wychwalany pod niebiosa.
Kiedy Trump patrzy na Grenlandię, widzi towar: po ile to? Może kupi, a może weźmie siłą. Oby nie zaczął zerkać na Polskę, bo nasi politycy wycenią nas jak prywatyzowane w latach 90. przedsiębiorstwa.
3 stycznia obudziliśmy się w nowej rzeczywistości – wbrew prawu międzynarodowemu USA porwały prezydenta Wenezueli, zabijając przy tym 80 osób. O co chodzi Trumpowi? Co oznacza ten atak dla Wenezueli, Ameryki Łacińskiej i świata? I kim, do cholery, jest Delcy Rodríguez?
Najpotężniejszy członek NATO grozi innemu interwencją zbrojną, jeśli ten nie sprzeda mu swojej wyspy. Brzmi absurdalnie, ale taka jest rzeczywistość – Stany Zjednoczone uważają zajęcie Grenlandii za kluczowe dla swojego bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy Europa wciąż nie może zaakceptować faktu, że główny sojusznik stał się rywalem.
Światopoglądówka nie daje o sobie zapomnieć. „Radykalne” Razem konsekwentnie odcina się od skojarzeń z aborcją, queerami i wstrzykiwaniem marihuany, Tusk wyciera podłogę marszałkiem Czarzastym i ministrą Dziemianowicz-Bąk, a dzięki Trumpowi do łask wróciła wojna z narkotykami.