Demokracja i życie ludzi w Hongkongu? Bogowie globalizacji mają to w nosie
Dla protestujących mieszkańców tego państwa-miasta nie ma dziś żadnych klarownych dróg ucieczki.
Kapitalizm państwowy, cyfrowa kontrola i chińska wizja globalizacji.
Dla protestujących mieszkańców tego państwa-miasta nie ma dziś żadnych klarownych dróg ucieczki.
Od ponad dwóch miesięcy Hongkongiem wstrząsają serie protestów. Rząd w Pekinie jest coraz bliższy rozwiązania siłowego.
Rosja i Chiny ustawiają wzajemne relacje tak, by uniknąć poważnych konfliktów z USA.
Stany Zjednoczone zarzucają innym protekcjonizm, choć same stosowały go przez wieki na potęgę. Przekonują też, że ład światowy jest dla nich niesprawiedliwy, choć czerpały i nadal czerpią z niego całymi garściami.
Trwa zimna wojna, która może się przerodzić w otwarty konflikt. Istnieniu społeczeństw otwartych zagraża bezprecedensowe niebezpieczeństwo.
Te wydarzenia społeczne i polityczne z zagranicy, które na pewno na długo zostaną w naszej pamięci.
Chiny korzystają nader wybiórczo z zachodniego podręcznika liberalnej ekonomii. Demokracja się nie załapuje.
Prawicowcy z wypiekami na twarzy słuchają o rywalizacji wiodących sił, snują rozważania o zakulisowych spiskach i przypominają, że ludzkością zawsze będą rządzić odwieczne prawidła, które mają naturalny charakter.
Świat musi się nauczyć żyć z Chinami takimi, jakie są, prawie tak jak dostosował się do globalnej roli Stanów Zjednoczonych.
Ameryka ma problem, ale nie są nim Chiny. Problem tkwi w środku – Stany zbyt mało oszczędzały.