Gori, Donbas, Garwolin. Jak Rosja rozwija swoje techniki sabotażu?
Rosyjskie operacje dywersyjne mają wspólny cel: podważyć zaufanie publiczne i osłabić państwa od środka. Polska swojego egzaminu z podatności nie zdała najlepiej.
Imperium, które nigdy nie umarło.
Rosyjskie operacje dywersyjne mają wspólny cel: podważyć zaufanie publiczne i osłabić państwa od środka. Polska swojego egzaminu z podatności nie zdała najlepiej.
Trudno powiedzieć, gdzie obecnie jesteśmy w kwestii pokoju w Ukrainie. Wiadomo, że Polska nie jest przy stole, chociaż niektóre punkty negocjacji dotyczą jej bezpośrednio. Znamy też dosyć szczegółowo punkty sporne i kluczowe kwestie z punktu widzenia Ukrainy i całego regionu. Przyjrzyjmy się im.
Niezależnie od źródeł szczególnej sympatii amerykańskiego prezydenta do rosyjskiego odpowiednika, ich cele w przypadku tej wojny są rozbieżne. Trump chce ją zakończyć, a Putin wygrać. A Europa i Ukraina nie są pozbawione podmiotowości w tym układzie.
W poweekendowym przeglądzie prasy piszemy o rosyjskiej operacji na polskich torach, która błyskawicznie uruchomiła falę antyukraińskich narracji.
Adam Ciołkosz twierdził, że Rosja doby rewolucji nie była skazana na wybór między nacjonalistyczną dyktaturą watażków a autokratyczną dyktaturą bolszewików. Trzecią możliwość – rewolucyjną, socjalistyczną, ale także i demokratyczną – uosabiał lider tzw. eserów.
W piątkowej prasówce z Europy Wschodniej piszemy o ukraińskiej korupcji z pozłacanym sedesem w tle, wyłączaniu rosyjskiego internetu i Gagauzji, która znów stała się rosyjskim pionkiem.
W minionym tygodniu wschodnia część Europy znów dostarczyła historii balansujących między grozą a absurdem. Rosyjskie media ujawniły skalę zabójstw własnych żołnierzy na froncie, w Ukrainie wybuchła dyskusja o kryzysie demograficznym, na Łotwie tysiące protestowały w obronie konwencji stambulskiej, a na Białorusi naukowcy zaprezentowali „sztuczną rybę” dla dzieci.
W trzecim odcinku najnowszego sezonu podcastu „Blok wschodni” opowiadamy o Mołdawii, która okazała się twardą zawodniczką.
Łukaszenka utrzymał władzę w kraju, skutecznie przeczekał sankcje i izolację, a teraz wraca do gry na arenie międzynarodowej – pisze Paulina Siegień w piątkowej prasówce z Europy Wschodniej.
„Precz z Zielonym Ładem”, „Precz z Niebieskim Ładem” (to o UE), „Precz z Tęczowym Ładem!” – wykrzykuje polska prawica. Trudno się oprzeć wrażeniu, że jedyny ład, z którym jej po drodze, to russkij mir.