Świat

Zamieszki w Irlandii Północnej – przedśmiertne skurcze rozbitego Królestwa

Angielska klasa rządząca od dziesięcioleci ignoruje Irlandię Północną. Rozruchy w Belfaście to nieunikniony skutek ich zaniedbań.

Nie pytaj, kto wzniecił ogień. Zapytaj, kto wzniósł stos. Zapytaj, kto dopuścił do tego, by bieda, analfabetyzm i wyobcowanie trawiły lojalistyczne społeczności w Irlandii Północnej do tego stopnia, że jej dzieci niszczą własną wspólnotę od środka tylko po to, by machać tym, co z niej zostało, niczym flagą.

Wyobraź sobie, że jesteś nastolatkiem w społeczności, której tożsamość została w całości zbudowana na lojalności wobec brytyjskich instytucji, a które wydają się nieświadome twojego istnienia i nie robią nic, aby zapewnić ci jakąkolwiek przyszłość.

Zjednoczone Królestwo było umową biznesową. Słynna lojalność protestantów z Irlandii Północnej wobec Wielkiej Brytanii wykuła się w zakładach obróbki metalu w stoczniach wschodniego Belfastu w XIX wieku. Zapatrzeni w drugi brzeg Morza Irlandzkiego – w siostrzane miasta stoczniowe Glasgow i Liverpool – unioniści mieli swój udział w podbojach Imperium Brytyjskiego, a miejsca pracy, które wytworzyły się po drodze, ugruntowały ten sentyment.

Śmierć księcia Filipa: przedostatni akt kurczącego się imperium

W latach 90., po upadku imperium, pokój spał na pieniądzach publicznych i unosił się na bańce konsumenckiego zadłużenia. Unioniści z klasy średniej porzucili Belfast i opanowali przedmieścia, chowając się przed napięciami społecznymi. Stara stocznia Harland and Wolff docelowo przekształciła się w park rozrywki i centrum handlowe znane jako Titanic Quarter (dosł. dzielnica Titanica lub tytaniczna dzielnica). Właściwa nazwa dla reliktu przeszłości, kiedy to lojalność mogła liczyć na nagrodę.

– Tu każdy albo ma jakąś traumę, albo opiekuje się kimś, kto ją ma – mówi Órla Meadhbh Murray, feministyczna socjolożka z Belfastu. Balsamem dla tych steranych dusz miała być terapia zakupowa.

Potem jednak przyszedł krach i zaciskanie pasa. W latach 2011–2019 wydatki na szkolnictwo w Irlandii Północnej zmniejszono o 11 proc. Było to największe cięcie w całym Zjednoczonym Królestwie. Wskutek niedofinansowania praca z młodzieżą poszła z dymem.

Brian Smyth, wychowawca pracujący z młodzieżą i radny z ramienia Partii Zielonych w północnym Belfaście, pisze o tym tak:

„Nie możemy na wszystkim oszczędzać, a potem dziwić się, że młodych ludzi pociąga chaos, skoro przez lata zaciskania pasa rozpadła się cała infrastruktura spajająca wspólnotę. Musimy zacząć inwestować w społeczność robotniczą, zwłaszcza dzieci […]

Myślę o możliwościach, jakie miałem ja, dziecko z klasy robotniczej, dorastające w północnym Belfaście w latach 90., z dostępem do przyzwoitych instytucji działających na rzecz młodzieży i wspólnoty, jaka się wokół nich wytworzyła. Dzięki temu mogłem poznać rówieśników z różnych środowisk i odwiedzić miejsca, o których nawet nie marzyłem. Poszerzyło to moje horyzonty, dało nadzieję i optymizm.

Bezpośrednio skorzystałem na procesie pokojowym […] jako młoda osoba, dzięki środkom i inwestycjom, które szerokim strumieniem szły na pracę z młodzieżą. Bez tego pewnie skończyłbym w organizacji paramilitarnej, więzieniu lub na cmentarzu”.

Wiele pokoleń, w większości katolickiej społeczności nacjonalistów, musiało mierzyć się z dyskryminacją, w związku z zakazem pracy w stoczniach, narzuconym przez oddziały paramilitarne. Ich odpowiedzią było zachęcanie młodzieży do kształcenia się w ramach edukacji formalnej.

Na podobną zachętę nie mogła liczyć młodzież z klasy robotniczej należącej do lojalistów. Władza nagradzała lojalność ich rodziców i dziadków za pomocą dobrze płatnych, wykwalifikowanych stanowisk pracy fizycznej, jak wyjaśnili mi w 2018 roku pracownicy społeczni na leżącej na terenie lojalistów Shankill Road. Usłyszałem wówczas, że jeden na pięciu dorosłych w Irlandii Północnej ma „bardzo słabą” umiejętność czytania i pisania, z wyraźnym odchyleniem w stronę protestanckiej społeczności.

– Oddziały paramilitarne trzymają robotniczą społeczność lojalistów w tak mocnym uścisku, że nie wiem, jak mieliby się od niego uwolnić. [Młodzi lojaliści – przyp. red.] są źle traktowani przez ludzi, którzy ich reprezentują – dodaje Murray.

Budowanie stosu

Aż nastał brexit. Przywódcy lojalistów namawiali swoje wspólnoty do głosowania za wyjściem. Demokratyczna Partia Unionistyczna postawiła na ryzyko w obawie, że rosnąca liczba katolików i malejąca atrakcyjność państwa brytyjskiego działają na korzyść sprawy zjednoczenia Irlandii. Stwierdzono, że wyjście z Unii Europejskiej to sposób na odseparowanie Północy od Południa.

Skutki brexitu już widać

Jednak prowadzący kampanię brexitową angielscy politycy zaprzątali sobie głowę innymi sprawami. Wyraźnie widać, że Boris Johnson i jego otoczenie nie rozważyli problemu irlandzkiej granicy przed głosowaniem w 2016 roku. Kiedy znajomy zapytał o to przed referendum pewnego wpływowego członka konserwatystów opowiadającego się za brexitem, tamten zamrugał i z rozbrajającą szczerością wyznał: „Ach, zupełnie o tym nie pomyślałem”. Johnson najchętniej pozbyłby się kłopotu, ustalając granicę celną na Morzu Irlandzkim.

Istnieją silne przesłanki ku temu, by podział Irlandii postrzegać zarówno przez pryzmat gospodarki, jak i tożsamości. Sto lat temu część wyspy będąca we władaniu katolików składała się w większości z terenów rolniczych, logiczne więc, że w ich interesie leżała ochrona rolnictwa przed wolnym handlem i tańszymi towarami z importu. Jednak należący w większości do protestantów obszar wokół Belfastu składał się z terenów przemysłowych, tak więc w interesie tej grupy leżał nieograniczony dostęp do imperialnego rynku. Wyznaczenie granicy celnej wzdłuż Morza Irlandzkiego ostatecznie kończy tę strategię.

Niezależnie od wszystkiego, taki rozwój wypadków jest konsekwencją tego, że Anglia zagłosowała za wyjściem z Unii Europejskiej, nie oglądając się na inne narody Zjednoczonego Królestwa, jak również tego, że Partia Konserwatywno-Unionistyczna (torysi) straciła zainteresowanie byciem unionistyczną w jakikolwiek znaczący sposób.

– To pierwszy taki scenariusz [od 1994 roku – przyp. red.], w którym dostrzegam możliwość uruchomienia reakcji łańcuchowej, która ponownie doprowadzi do poważnej eskalacji przemocy – mówi Peter McColl, analityk polityczny pochodzący z Belfastu. Aż do teraz „wszelkie rozruchy w sezonie marszowym [między kwietniem a sierpniem] i zamieszki z 2011 roku miały ograniczony zasięg. Te nie sprawiają takiego wrażenia – wygląda na to, że miarka się przebrała”.

Po drodze były, oczywiście, punkty zapalne: naloty w związku z handlem narkotykami na paramilitarne gangi uprzednio łączone z lojalistami; media podsycające wściekłość na przewodniczącą Sinn Féin w Irlandii Północnej i Michelle O’Neill za uczestnictwo w pogrzebie byłego członka IRA Bobby’ego Storeya pomimo covidowych obostrzeń; nieudolność przywódców lojalistów, by skierować gniew ich społeczności na rzeczywiste przyczyny wyobcowania. Jednak to państwo brytyjskie przez dziesięciolecia budowało ten stos.

Zamieszki targające Irlandią Północną są przedśmiertnymi skurczami Zjednoczonego Królestwa, które ginie nie z ręki irlandzkich czy szkockich nacjonalistów, lecz angielskiej klasy rządzącej, która sama wykopała pod sobą dół.

**

Adam Ramsay – redaktor strony głównej openDemocracy i członek Szkockiej Partii Zielonych. Na Twitterze: @AdamRamsay

Tekst ukazał się na stronie Open Democracy. Przełożyła Anna Opara.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij