Wsparcie Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Profil Zaloguj się

Załóż się o rzeź cywilów i upadek miasta. Jak rynki prognostyczne wrzuciły nas w technologiczną dystopię

Ten, kto obstawił na tzw. platformach predykcyjnych, że Maduro zostanie odsunięty od władzy jeszcze w styczniu, zgarnął majątek. Na nielegalnych do niedawna w USA serwisach można też zarobić obstawiając czystki etniczne, bombardowania Gazy bądź Libanu przez Izrael czy zdobycie konkretnych ukraińskich wiosek i miast przez Rosję.

ObserwujObserwujesz

Rynki prognostyczne (prediction markets) to cyfrowe platformy, na których użytkownicy mogą obstawiać prawdopodobieństwo wystąpienia przyszłych wydarzeń politycznych czy społecznych (technicznie rzecz biorąc – kupować „udziały w prawdopodobieństwie wystąpienia” danego zdarzenia). Można obstawiać pozycje (zakłady) w formie odpowiedzi „tak” lub „nie” na pytania dotyczące m.in. wyników przyszłych wyborów, zmian legislacyjnych czy rozgrywek sportowych. Możliwe jest też zakładanie się o to, czy jutro Izrael zbombarduje Bejrut albo czy rosyjskie wojska zajmą określoną wioskę w Ukrainie.

Rynki predykcyjne w szarej strefie prawnej

Platformy takie jak Kalshi czy Polymarket reklamują się jednak nie jako narzędzia hazardowe, lecz predykcyjne, gdzie użytkownicy sprzedają swoją wiedzę. Wykorzystując „mądrość tłumu” do uzyskiwania prognoz mają one być nie tyle kasynem, ile zaawansowanym narzędziem analitycznym, znacznie trafniejszym niż standardowe prognozy ekspertów czy sondaże prowadzone przez podmioty zajmujące się badaniami społecznymi. To rozróżnienie ma znaczenie zarówno prawne, jak i PR-owe: dopóki rynek jest postrzegany jako instytucja służąca odkrywaniu informacji lub jako regulowany instrument finansowy, może uniknąć kwalifikacji jako nielegalny hazard. W praktyce granica między „rynkiem informacyjnym” a „zakładem pieniężnym” jest jednak cienka i różnie interpretowana przez regulatorów.

Dzięki temu rynki predykcyjne w USA znajdują się w szarej strefie prawnej. W teorii mogą być uznawane za formę hazardu, jeśli w grę wchodzi prawdziwy pieniądz i zakłady dotyczą wyniku niepewnego zdarzenia. Ich legalność zależy zarówno od przepisów federalnych, jak i prawa stanowego. Na poziomie federalnym nadzór sprawuje m.in. Commodity Futures Trading Commission (CFTC), a ustawy takie jak Unlawful Internet Gambling Enforcement Act ograniczają zakłady internetowe.

Czytaj także @Grok, ubierz prezydenta w bikini Wojtek Żubr Boliński

Na Polymarkecie użytkownicy obstawiają w kryptowalutach (np. USDC), a zakłady dotyczą wydarzeń politycznych, ekonomicznych czy geopolitycznych. Serwis używa USDC, czyli stablecoina powiązanego z dolarem. Ponieważ w USA wiele przepisów hazardowych koncentruje się na zakładach dokonywanych w dolarach, w teorii użycie kryptowalut może klasyfikować transakcję jako instrument finansowy, a nie typowy zakład pieniężny, co daje platformie pewną ochronę prawną.

Z kolei Kalshi umożliwia stawianie prawdziwych dolarów amerykańskich i jest w pełni regulowana przez CFTC, co czyni ją legalną platformą do obstawiania konkretnych wydarzeń, np. pogodowych czy gospodarczych. W praktyce oznacza to, że podczas gdy Polymarket funkcjonuje częściowo w szarej strefie prawnej, Kalshi działa w pełni zgodnie z amerykańskim prawem federalnym.

Od stycznia 2022 roku Polymarket był wykluczony z rynku amerykańskiego. Jesienią roku 2025 działania prawno-regulacyjne (m.in. akwizycja licencjonowanego podmiotu), które podjął Polymarket, umożliwiły mu powrót do działalności w USA. Stając się zjawiskiem społecznym, krytykowanym i komentowanym od South Parku po „Wall Street Journal”. Zbiegło się to z przyjęciem syna Donalda Trumpa – który równocześnie pracuje dla Kalshi – do Polymarketu jako doradcy. Najnowszy raport firm kryptowalutowych Keyrock i Dune wykazał, że miesięczny wolumen nominalny – czyli ile pieniędzy „jest w grze” w danym miesiącu – na rynkach predykcyjnych takich jak Kalshi i Polymarket wzrósł z poniżej 100 milionów dolarów na początku 2024 roku do ponad 13 miliardów dolarów w listopadzie 2025 roku.

Na poziomie prawa stanowego wiele stanów wciąż zabrania tradycyjnych zakładów na wydarzenia sportowe czy polityczne, co może obejmować również rynki predykcyjne. Platformy takie jak Polymarket próbują obejść przepisy, przedstawiając się jako „rynki informacyjne” i ograniczając dostęp w stanach o surowych regulacjach.

W Polsce największe platformy predykcyjne są niedostępne dla użytkowników i traktowane jako platformy hazardowe.

Etyka do kieszeni. Rynki predykcyjne komercjalizują tragedie i wpływają na politykę

Użytkownicy mogą obstawiać wydarzenia o poważnych konsekwencjach w realnym świecie, a nie jest rzadkością, że zakłady dotyczą katastrof naturalnych, niepokojów społecznych, a nawet wojen.

Oglądam rolkę na Instagramie pokazującą mężczyznę – w celowo przerysowany sposób – który w charakterystycznym tonie „crypto bro” opowiada, że w ostatnich miesiącach nie musiał pracować, ponieważ zrobił majątek obstawiając, że Izrael będzie bombardował kolejne państwa w regionie Bliskiego Wschodu. Chociaż ten konkretny filmik ma na celu potępienie militarystycznej polityki Izraela oraz tego, jak kapitalizm komodyfikuje kolejne aspekty życia, jego warstwa faktograficzna jest prawdziwa.

Polymarket pozwalał też na wykupywanie udziałów w prawdopodobieństwie wydarzeń, które noszą cechy zbrodni wojennych. W ostatnich latach mogliśmy obstawiać m.in. „Czy Izrael zostanie uznany przez ICJ winnym ludobójstwa do (tu następował szereg dat dla różnych zakładów)?”; „Czy dojdzie do masowego przesiedlenia ludności Gazy?” albo „Czy za atak na szpital Al-Ahli odpowiada Izrael, czy Palestyna?”

Sytuacja, w której bogaci mieszkańcy USA obstawiają katastrofy, wojny i zbrodnie w Afryce, Europie czy na Bliskim Wschodzie, już na pierwszy rzut oka wydaje się odrażająca. Wyobraźcie sobie przez moment, że jesteście rodziną jednego z wenezuelskich cywilów zabitych podczas amerykańskiej operacji porwania Maduro lub Palestyńczykiem czy Ukraińcem walczącym o przeżycie. A jakaś część „wolnego świata” kibicuje waszym oprawcom i zarabia na waszej tragedii.

Co istotne, sytuacja, w której dana decyzja czy działanie wojenne lub polityczne jest powiązane z zyskiem finansowym, może zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia tych zjawisk, wywierać presję na decydentach i motywować ich do podjęcia określonych kroków. Jeśli bowiem przeciętny obywatel może zarobić na tym, że dojdzie do przesiedlenia Palestyńczyków, ataku USA na Iran czy inwazji na Wenezuelę, to może też naciskać na polityków, nakręcać dyskurs lub głosować nie w zgodzie z interesem społecznym, swoim wcześniejszym zdaniem czy troską o międzynarodowy porządek, ale w oparciu o to, że postawił pieniądze na mało prawdopodobne wydarzenie.

Czytaj także Wygnani z raju: strategie przetrwania w świecie po AI Jakub Chabik

Współzałożyciel Kalshi, Tarek Mansour, trafił w grudniu na nagłówki gazet, gdy stwierdził, że jego długoterminową wizją dla firmy jest „komercjalizowanie wszystkiego i stworzenie zbywalnego aktywa z każdej różnicy opinii” oraz „każdego wydarzenia”. Wizja świata, w którym nie ma dobra ani zła, prawdy ani fałszu (ponieważ, jak zobaczymy później, metody weryfikacji i uczciwość zakładów na rynkach predykcyjnych pozostawiają wiele do życzenia), a jedynie aktywa, na których można zarabiać, wydaje się bardzo charakterystyczna zarówno dla rządów Donalda Trumpa, jak i dla mentalności Doliny Krzemowej.

Mapy i maszynka do siania dezinformacji

Pod koniec listopada 2025 roku pojawiły się zarzuty pod adresem platformy Polymarket dotyczące użycia map frontu w Ukrainie do zasilania zakładów predykcyjnych. Projekt DeepState Live, który prowadzi jedną z najbardziej znanych interaktywnych map konfliktu, skrytykował powiązanie tych danych z rynkami zakładów online. Użytkownik o pseudonimie „Pentagon Pizza Watch stworzył narzędzie Polyglobe, które integrowało mapę DeepState z platformą Polymarket – obstawiający mogli widzieć w czasie rzeczywistym współrzędne i obszary działań zbrojnych przy podejmowaniu decyzji o zakładach. Przez pewien czas widzieliśmy więc na mapie bieżące ruchy wojsk ze sparowanymi zakładami i stawkami.

DeepState jasno stwierdził, że nie wyrażał zgody na takie wykorzystanie swoich danych i że API (Application Programming Interface – Interfejs Programowania Aplikacji) mapy miało służyć celom humanitarnym lub analitycznym, a nie obstawianiu wyników działań wojennych. Po tej deklaracji integracja została usunięta z narzędzia Polyglobe.

Nieautoryzowana zmiana w popularnej interaktywnej mapie inwazji Rosji na Ukrainę chwilowo pokazała, że rosyjskie siły zajęły kluczowy punkt w mieście Myrnohrad w Donbasie.

Instytut Badań Wojny (ISW) w Waszyngtonie podał, że edycja miała miejsce w nocy z 15 na 16 listopada i została usunięta przed aktualizacjami następnego dnia. Nie wpłynęła ona na oficjalne oceny sytuacji czy „poważne raporty” – podano w raporcie ISW z 17 listopada – jednak wpłynęła na rynki predykcyjne. Zdarzenie to umożliwiło rozstrzygnięcie powiązanego zakładu na platformie Polymarket na korzyść graczy, którzy mogli liczyć na ogromne zyski.

Polymarket używa mapy ISW do rozstrzygania zakładów dotyczących zmian terytorialnych podczas wojny w Ukrainie. Jeden z zakładów, dotyczący zdobycia przez Rosję konkretnego skrzyżowania w Myrnohradzie do połowy listopada (o wolumenie transakcji ponad 1,3 mln dolarów), został rozstrzygnięty na „tak” na podstawie tymczasowej edycji mapy. Niektórzy gracze osiągnęli wówczas nawet ponad 30 000 proc. zysku (tak, ponad 30 tysięcy dolarów za każdego obstawionego), mimo że faktycznie do rosyjskich postępów nie doszło.

Rosja ogłosiła zdobycie Myrnohradu pod koniec grudnia, jednak według Ukraińców w styczniu ciągle jeszcze trwają walki o miasto. Powyższa historia jest tylko jedną z wielu, gdzie osoby obstawiające na rynkach predykcyjnych próbowały „tworzyć” rzeczywistość lub przejmować prawdziwe narzędzia analityczne, czyli efektywnie siać dezinformację i chaos, w celu rozpatrzenia zakładów na swoją korzyść.

Insider trading. Granice etyki, regulacji i transparentności

Pojawiają się też zarzuty insider tradingu, czyli handlu opartego na niepublicznej wiedzy o nadchodzących wydarzeniach politycznych. W przypadku ekipy i otoczenia prezydenta Trumpa wydają się one niebezpodstawne.

Jedno z kont, które dołączyło do Polymarketu w połowie grudnia i przyjęło cztery pozycje (zakłady), wszystkie dotyczące Wenezueli, zarobiło ponad 436 tys. dolarów, obstawiając 32 537 dolarów. W efekcie inwestor w mniej niż 24 godziny osiągnął zysk przekraczający 400 tysięcy dolarów, co oznacza stopę zwrotu na poziomie ponad 1200 procent. Nie wiadomo, kto postawił ten zakład. Anonimowe konto było oznaczone jedynie identyfikatorem blockchain, składającym się z liter i cyfr.

Czytaj także Krzemowa oligarchia. Nie będziesz mieć niczego i będziesz płacić abonament Xavier Woliński

Dane Polymarketu pokazują, że w piątkowe popołudnie 2 stycznia traderzy oceniali szanse odejścia Maduro na zaledwie 6,5 proc.

Jednak tuż przed północą wzrosły one do 11 proc., by gwałtownie poszybować w górę we wczesnych godzinach 3 stycznia. Wskazuje to na nagłą zmianę wyceny pozycji i oceny prawdopodobieństwa na krótko przed tym, jak Trump opublikował na Truth Social informację, że Maduro znajduje się w areszcie USA, co jest przesłanką zdającą się potwierdzać nieformalny przepływ informacji (chociażby od mediów, polityków, rodzin żołnierzy biorących udział w operacji) i ich kapitalizację na platformie.

Choć zmiana kursów czy sam opisany zakład nie stanowią dowodu na insider trading, to skala zysku, moment zawarcia zakładu oraz świeżość konta sprawiają, że sprawa przyciąga uwagę komentatorów i obserwatorów rynku predykcyjnego. Przypadek ten ponownie otwiera debatę o granicach etyki, regulacji i transparentności w szybko rosnącym sektorze rynków predykcyjnych. Fakt, że syn prezydenta Trumpa, Donald Trump Junior, jest doradcą obu największych platform rywalizujących na rynku, a stanowisko w większej z nich otrzymał tygodnie przed zatwierdzonym przez nową władzę powrotem platform predykcyjnych na rynek USA, od miesięcy generuje plotki i komentarze, sugerujące nieetyczne związki między branżą a nową administracją.

Czy rynki prognostyczne to dobre narzędzie informacyjne?

Z ust libertarian i środowisk technoentuzjastów usłyszymy, że etyczne wątpliwości co do rynków prognostycznych są nieracjonalne, a same platformy – oprócz aspektu hazardowego – to przede wszystkim doskonałe narzędzia analityczne. Sięgają oni po znaną z wolnorynkowych narracji figurę abstrakcyjnego, absolutnie racjonalnego i pozbawionego uprzedzeń gracza, który na podstawie wszelkiej dostępnej mu wiedzy będzie zupełnie racjonalnie gospodarował swoimi pieniędzmi.

Billboard Polymarketu na Times Square chwalił się 94 proc. trafności obstawień wygranej Zohrana Mamdaniego w Nowym Jorku w wyborach samorządowych, jednak badania pokazują umiarkowaną skuteczność. Clinton i Huang przebadali ok. 2500 kontraktów wyborczych z 2024 roku i stwierdzili, że Polymarket poprawnie prognozował wynik tylko 67 proc. rynków, Kalshi 78 proc. Polymarket – mimo największego wolumenu – okazał się więc mniej precyzyjny.

Czytaj także Palantir: nie próbujcie powstrzymać końca świata Magdalena Bazylewicz

Na rynkach predykcyjnych pojawia się też szereg zjawisk i uprzedzeń wpływających na wiarygodność predykcji, takich jak gracze destrukcyjni, „wieloryby” czy zaangażowanie mediów. Gracze destrukcyjni to uczestnicy, którzy celowo wprowadzają fałszywe informacje (jak w przypadku wcześniej opisanego upadku Myrhohradu) lub manipulują kursami, by osiągnąć zysk kosztem innych, co może wypaczać przewidywania nawet na płynnych rynkach. „Wieloryby”, czyli pojedyncze osoby lub podmioty (na przykład fundusze inwestycyjne) dysponujące dużymi kapitałami, potrafią przesuwać kursy w krótkim czasie, powodując odchylenia od prawdopodobieństw rzeczywistych zdarzeń i wywołując efekt domina w postaci przyłączania się drobnych graczy. Zaangażowanie mediów natomiast może potęgować błędy predykcyjne, gdy nagła publikacja lub komentarz zmienia percepcję wydarzenia, co prowadzi do krótkotrwałych, często przesadzonych ruchów cenowych, a rynki – zamiast odzwierciedlać obiektywne prawdopodobieństwo – reagują na narrację medialną.

Jeszcze innym popularnym na rynkach predykcyjnych zjawiskiem jest obstawianie kontrariańskie, kiedy uczestnik rynku świadomie stawia przeciwko dominującemu konsensusowi lub trendowi kursów. W praktyce oznacza to np. kupowanie kontraktu na wynik, który większość uważa za mało prawdopodobny, licząc, że rynek przecenił prawdopodobieństwo, że jeden z wielu nieprawdopodobnych zakładów w końcu wyjdzie lub że wkrótce nastąpi korekta.

To tylko kilka przykładów czynników, które sprawiają, że rynki predykcyjne stają są dużo mniej stabilnym narzędziem prognozowania, szczególnie w przypadku wydarzeń o dużym zainteresowaniu opinii publicznej, niż twierdzą ich zwolennicy.

Efektywnie więc Dolina Krzemowa zamiast latających samochodów i powszechnego dobrobytu dała nam kolejne narzędzie, które sprawia, że świat jest odrobinkę gorszy. Tym razem zamiast celowo nieskutecznych w tworzeniu par aplikacji randkowych, halucynującej sztucznej inteligencji czy generujących depresję mediów społecznościowych możemy siedząc na toalecie obstawić czystkę etniczną w Gazie albo założyć się o to, który kraj USA zbombarduje w tym miesiącu.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie