Świat

Kto pomaga Ukrainie

Gdyby wszystkie państwa Unii pomagały Ukrainie z równym przekonaniem co państwa bałtyckie, Polska, Wielka Brytania czy Kanada, o USA nie wspominając, to wojna skończyłaby się znacznie szybciej.

Czas po 24 lutego to chyba najtrudniejszy test dla wspólnoty euroatlantyckiej po 1989 roku. Historia powiedziała „sprawdzam” i kilka państw tego egzaminu nie zdało. Pocieszające jest za to, że niemała liczba krajów zachowała się „jak trzeba”, a wśród nich znajdziemy parę pozytywnych niespodzianek. Oczywiście, trochę jak w szkole, obok prymusów i leserów największą grupę stanowią hamletyzujący trójkowicze, którzy robią tylko tyle, by zdać do następnej klasy i nie otrzymać przy okazji zbyt dużej bury od rodziców.

W tym kluczowym momencie swojej historii Ukraina nie została sama i ma niemało godnych zaufania partnerów. Niestety, sporo państw ją zawiodło, a wśród nich są też takie, które na różne sposoby wspierają agresora. Przyjrzyjmy się im bliżej.

Najbardziej zagorzały sojusznik: Polska

Wielu komentatorów przekonuje, że bez Polski nie byłoby już dziś Ukrainy, co jest zapewne przesadą, ale niewielką. Przez Polskę trafia do Ukrainy zdecydowana większość wsparcia militarnego i humanitarnego, co wystawia nasze państwo na ogromne ryzyko – zresztą mieliśmy tego próbkę w Przewodowie. „Oni walczą o nas bardziej niż my sami” – stwierdził niedawno doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz w rozmowie z Julią Łatyniną. Arestowycz mówił także, że bez Polski „nie byłoby już nas wśród żywych”, a pomagając wojskowo Kijowowi, Warszawa nie oglądała się nawet na własne potrzeby obronne, przekazując nad Dniepr ogromne ilości własnego sprzętu. To niemałe zaskoczenie, gdyż przed wojną stosunki politycznie Polski z Ukrainą nie były szczególnie bliskie.

Najważniejsze teraz? Nie dać się przestraszyć

Według danych na stronie Ukraine Support Tracker Polska dotychczas przekazała Ukrainie pomoc wartą 3 mld euro, co daje jej piąte miejsce na świecie, ale trzecie pod względem relacji do PKB (pół procent). Do tego trzeba jednak doliczyć wsparcie dla uchodźców, których przyjęliśmy zdecydowanie najwięcej – według UNHCR obecnie już przeszło półtora miliona. Uchodźcy otrzymali dostęp do pełnego pakietu polskich świadczeń społecznych, czyli między innymi do świadczenia „500+”, co jest o tyle istotne, że nad Wisłę trafiły głównie matki z dziećmi. Dzięki temu żołnierze i żołnierki z Ukrainy mogą walczyć ze świadomością, że ich bliscy znajdują się w bezpiecznych warunkach.

Oczywiście, podziękowania za postawę Polski powinny trafić przede wszystkim do obywatelek i obywateli, którzy bez większych wątpliwości zdecydowali się nieść trudy pomocy Ukrainie – pamiętając oczywiście, że trudy samej Ukrainy są nieskończenie większe. Warto jednak też docenić postawę państwa. Pisowski rząd ma wiele grzechów na sumieniu, jednak akurat ten egzamin zdaje, i to przyzwoicie.

Najważniejszy sojusznik: Stany Zjednoczone

Tu oczywiście nie może być zaskoczenia. Bez odpowiedniej postawy USA pomoc Polski zdałaby się na niewiele. To ogromne szczęście, że wybory prezydenckie w 2020 roku nad Potomakiem wygrał Joe Biden, a nie nieprzewidywalny Donald Trump. Doskonale pamiętający realia zimnowojenne Biden nie zaczął prezydentury dobrze – wycofanie się z Afganistanu było przeprowadzone fatalnie, nie udało mu się także odstraszyć Rosji przed inwazją.

Zachód kontra Chiny i Rosja. Kto zwyciężyłby w tej konfrontacji?

Jednak po 24 lutego Biden zachowuje się, jak na lidera wspólnoty zachodniej przystało. Potrafi powiedzieć dosadnie, ale wtedy gdy trzeba, trzyma język za zębami. Wsparcie dla Ukrainy zza oceanu płynie szeroko, chociaż każda transza wymaga od Białego Domu przełamania niechęci części amerykańskich polityków, nie tylko tych z prawicy.

Łączne wsparcie z USA dla Ukrainy to jak dotąd 48 mld euro – przeszło jedna trzecia budżetu Polski. Prawie połowa tego to wsparcie militarne, które trudno w ogóle przecenić. Poza tym Amerykanie wspierają Ukrainę rozpoznaniem i wywiadem, dzięki czemu Ukraińcy mogą walczyć tak sprawnie i błyskotliwie. Oczywiście, Amerykanie mogliby robić jeszcze więcej – na przykład zapewnić Ukrainie myśliwce albo rakiety dalekiego zasięgu. Za wszelką cenę chcą jednak uniknąć konfliktu na światową skalę, czego w sumie trudno nie zrozumieć.

Najodważniejsi sojusznicy: państwa bałtyckie

Położenie geopolityczne Estonii, Łotwy i Litwy jest fatalne, chociaż wejście Finlandii i Szwecji do NATO zmieni je na dużo lepsze. Mimo to Tallinn, Ryga i Wilno są największymi jastrzębiami w Europie. Głośno domagają się zaostrzenia sankcji i wprowadzenia embarga na rosyjskie surowce, chociaż przed wojną były od nich w dużym stopniu zależne. Płacą za to cenę najwyższej inflacji w Europie.

Jako pierwsze wychodzą z wieloma postulatami – chociażby zamknięcia granic przed turystami z Rosji. Rosyjscy propagandyści, tacy jak Sołowjow, regularnie nazywają je „nazistowskimi reżimami”, co może jeżyć włos na głowie – wszak wojna w Ukrainie to według Kremla „denazyfikacja”. Mimo to Bałtowie zdają się zupełnie nie przejmować tym, w jaki sposób ich postawa jest odbierana w Moskwie. Wszystkie trzy kraje uznały też Rosję za państwo terrorystyczne.

Zachód chce nam objaśniać świat. Czego nie wie o Europie Wschodniej?

Chociaż możliwości Estonii, Łotwy i Litwy są ograniczone, to w relacji do PKB ich pomoc Ukrainie jest jednak najwyższa na świecie. Wsparcie dla Ukrainy od Estonii przekracza jedną setną jej PKB, co jest najwyższym wynikiem na świecie. Na drugim miejscu znajduje się Łotwa – niecały jeden procent PKB. Niecałe pół procent podarowała Kijowowi Litwa – co daje jej czwarte miejsce.

Największe pozytywne zaskoczenie: Czechy

W Polsce często żartuje się z niezbyt bojowej postawy Czechów, przypominając do znudzenia II wojnę światową, chociaż w latach 30. ówczesna Czechosłowacja została zdradzona przez sojuszników i zostawiona całkiem sama na pastwę III Rzeszy, co zostało de facto przyklepane przez Francuzów i Brytyjczyków w Monachium. Zapomina się przy tym, że nasi południowi sąsiedzi mają wspaniałe tradycje bohaterskiej walki z czasów wojen husyckich. Wszak najbardziej błyskotliwy dowódca z XV wieku pochodził nie znad Wisły, ale znad Wełtawy.

W Czechach wrze. „Należy spodziewać się społecznego niezadowolenia i radykalizacji”

Wsparcie dla Ukrainy ze strony Czech robi wrażenie. Praga nie szczędzi Kijowowi ciężkiego sprzętu, takiego jak czołgi T-72 czy śmigłowce bojowe Mi-24. W relacji do PKB Czesi znajdują się na szóstym miejscu pod względem wsparcia militarnego dla Ukrainy. Tymczasem rząd Petra Fiali musi przełamywać niemały opór, gdyż wielu środowiskom w Czechach taka postawa się nie podoba. Na ulice Pragi tej jesieni już kilka razy wyszło kilkadziesiąt tysięcy osób protestujących przeciw polityce rządu i domagających się poprawienia relacji gospodarczych z Rosją.

Najwięcej Czesi zrobili jednak dla uchodźców. Przyjęli ich już prawie pół miliona i w relacji do liczby mieszkańców są pod tym względem na drugim miejscu w świecie po Mołdawii – wyprzedzając także Polskę, o czym się u nas zdecydowanie zbyt rzadko wspomina.

Największy zawód wśród sojuszników: Niemcy

Chociaż rząd w Berlinie lubi o sobie myśleć jako o „mocarstwie moralnym”, to niestety nie dowiódł tego podczas wojny w Ukrainie. Niemcy długo zwlekali z uruchomieniem jakiejś poważniejszej pomocy wojskowej dla Kijowa, początkowo obstawiając jego szybki upadek. Zmiana polityki nad Szprewą jest pełzająca i pełna wahań.

W liczbach bezwzględnych pomoc Niemiec dla Ukrainy wygląda na pierwszy rzut oka przyzwoicie: Berlin jest pod tym względem na trzecim miejscu. Jednak w relacji do PKB dopiero na 14. Zadeklarowane wsparcie militarne Niemiec jest dwukrotnie niższe od brytyjskiego, chociaż Wielka Brytania jest na tyle odległa geograficznie, że ta wojna mogłaby jej nie obchodzić.

Bez wątpienia Niemcy należą jednak do ważnych sojuszników Ukrainy. Mimo wszystko przekazali jej sporo istotnego sprzętu – chociażby system przeciwrakietowy IRIS-T czy haubice samobieżne. Ostatecznie poparli wszystkie sankcje, a w kwestii embarga na ropę wspólnie z Polską domagają się także objęcia nim dostaw północną odnogą rurociągu Drużba.

Przyjęli przeszło milion uchodźców i w liczbach nominalnych są na drugim miejscu na świecie. Obecnie jednoznacznie już stoją po stronie Ukrainy, jednak ich postawa musi budzić ogromny zawód, gdyż jako zdecydowanie najsilniejsze państwo Europy powinni być liderem wsparcia dla Kijowa, a nie tylko jednym krajem z wielu.

Najmniej godni zaufania: Turcja

Chociaż dron Bayraktar zrobił nad Dnieprem furorę, to polityka Ankary podczas tej wojny dowodzi, że Turcja jest częścią wspólnoty Zachodu jedynie formalnie. Od początku gra na dwa fronty, jak gdyby była rasowym „państwem niezaangażowanym”, a nie członkiem konkretnego sojuszu. Jej wsparcie wojskowe Ukrainy jest zupełnie nieznaczące – wynosi 64 mln euro – a przecież to jedna z czołowych armii NATO.

Turcja nie tylko nie dołączyła do zachodnich sankcji, ale wręcz pomaga Moskwie je obchodzić. Według CREA Turcy pośredniczą obecnie w sprzedaży rosyjskiej ropy do państw Europy – najpierw ją przerabiają we własnych rafineriach, a potem sprzedają jako produkt turecki. Co więcej, Erdoğan głośno opowiada o planach stworzenia w Turcji hubu surowcowego, przez który rosyjskie surowce – z gazem na czele – znów mogłyby trafiać do Unii. Ankara wciąż blokuje także kluczowe dla naszego regionu wejście Szwecji i Finlandii do NATO.

Turcja blokuje wstęp Szwecji i Finlandii do NATO. Dlaczego?

Oczywiście ma też pewne zasługi – jest chociażby stroną umowy zbożowej, dzięki której pszenica i inne płody rolne znad Dniepru mogą być eksportowane przez Morze Czarne. Próbowała organizować rozmowy „pokojowe”, które jednak okazały się zupełną farsą – to wtedy Ławrow przekonywał, że „Rosja nie zaatakowała Ukrainy”.

Turcja wspiera Ukrainę jedynie w taki sposób, który jest zgodny z wąsko pojmowanym interesem rządu AKP. Nie waha się przy tym wspierać Rosji, o ile tylko na horyzoncie rysuje się jakaś korzyść, nawet bliżej niesprecyzowana – czego przykładem plany Erdoğana o stworzeniu nad Bosforem hubu surowcowego.

Zdrajca w szeregach: Węgry

Budapeszt nie tyle gra na dwa fronty, ile już jawnie stoi po stronie Rosji. Nie tylko nie przekazuje Ukrainie żadnego wsparcia wojskowego ani finansowego (jedynie nieco humanitarnego), ale nie pozwolił nawet na transport broni nad Dniepr. A przecież w Ukrainie wciąż mieszka wiele osób węgierskiego pochodzenia, szczególnie na Zakarpaciu.

Z niewiadomych względów Węgrzy nadal opóźniają ratyfikację wstąpienia Szwecji i Finlandii do NATO – Turcja przynajmniej przedstawiła jakieś powody. Przede wszystkim jednak w mediach rządowych Węgrzy powielają wprost kremlowską propagandę, w której de facto obciążają Ukrainę winą za wywołanie wojny. Nic więc dziwnego, że podobnego zdania jest wielu mieszkańców tego kraju.

Orbán, Putin i perspektywy dla demokracji na Węgrzech

Węgrzy regularnie blokują sankcje nakładane na Rosję, a nawet wsparcie finansowe Kijowa. Dotychczas udawało się łamać ich opór, ale tylko dlatego, że Budapeszt w gruncie rzeczy jest słaby, a węgierska gospodarska zależna od niemieckich inwestycji.

Co ciekawe, taka polityka rzekomego „stania po stronie interesu Węgrów” nie przyniosła krajowi niczego dobrego. Inflacja nad Balatonem wystrzeliła i jest już jedną z najwyższych w UE, wynosi ponad 22 proc. Obecnie w kraju ma miejsce kryzys paliwowy, który jest efektem zamrożenia cen, co skutkowało brakiem benzyny. Tak więc Orbán rubelka nie zarobił, a zaufanie i nielicznych sojuszników stracił. Co jest w gruncie rzeczy całkiem pozytywną informacją.

Europa mogłaby dać więcej

Lista krajów wspierających Ukrainę i wstrzymujących się od pomocy jest oczywiście dłuższa. Kluczowym sojusznikiem, obok USA i Polski, jest Wielka Brytania, która chociażby masowo szkoli Ukraińców. Do odważnych, obok Bałtów, należy też zaliczyć kraje nordyckie – szczególnie Finlandię (za decyzję o wstąpieniu do NATO) i Norwegię, która jest na szóstym miejscu pod względem wsparcia militarnego.

Nie należy zapominać, że bardzo dużą pomoc Ukrainie przekazuje Kanada, która w liczbach nominalnych jest na czwartym miejscu. Pozytywnym zaskoczeniem jest też postawa Słowacji, która przekazała Kijowowi między innymi system przeciwlotniczy S-300, chociaż słowacki rząd został wybrany przez jedno z najbardziej prorosyjskich społeczeństw w UE i musi mieć tego świadomość.

Wypalić przepisy do gołej ziemi. Eksperci dyktują Ukrainie doktrynę szoku

Spory zawód to, obok Niemiec, także postawa Francji, chociaż Macron potrafił się przynajmniej werbalnie odwinąć, gdy przypomniał Rosji, że Paryż także dysponuje bronią jądrową. Niestety, zasadniczo rzecz biorąc, Europa mogłaby dawać od siebie znacznie więcej – wszak to wojna na kontynencie, a prym wiodą państwa z Ameryki Północnej i Wyspiarze. Gdyby wszystkie państwa UE pomagały Ukrainie z równym przekonaniem co państwa bałtyckie, Polska, Wielka Brytania czy Kanada, o USA nie wspominając, to wojna skończyłaby się znacznie szybciej.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij