Niedawno ośrodek YouGov opublikował bardzo ciekawy sondaż na temat tego, na ile Londyn postrzegany jest przez Brytyjczyków jako bezpieczne miasto do życia. Zdecydowana większość 61 proc. uważa, że nie. Jeszcze w 2014 roku 53 proc. Brytyjczyków uznawało Londyn za miasto raczej bezpieczne.
Jest jednak jedna grupa Brytyjczyków, którzy nie zgadzają się z opinią dominującą. To… sami mieszkańcy Londynu. Tylko jedna trzecia z nich, 34 proc., ocenia swoje miasto jako niebezpieczne, przeciwnego zdania jest 63 proc. Liczba mieszkańców brytyjskiej stolicy, którzy uważają swoje bezpośrednie sąsiedztwo za niebezpieczne miejsce wynosi 15 proc. – niewiele więcej niż ogólnokrajowa średnia, 11 proc.
Skąd może brać się taka różnica między postrzeganiem stolicy między jej mieszkańcami a resztą Wielkiej Brytanii?
Londyn symbolem upadku dla globalnego MAGA
Pewnej intuicji dostarcza rozbicie opinii o bezpieczeństwie w Londynie na preferencje partyjne: za najbardziej bezpieczny uważają go wyborcy Liberalnych Demokratów i Zielonych, najmniej – partii Reform Nigela Farage’a i konserwatyści. Brytyjska prawica, zwłaszcza ta spod znaku Reform, podpięta jest pod płynące ze Stanów treści generowane w środowisku MAGA. A to od dawna przedstawia Londyn jako niemalże upadłe miasto, gdzie prawo i porządek przestały już dawno działać.
Taki obraz brytyjskiej stolicy maluje konsekwentnie Donald Trump, nieustannie atakując przy tym burmistrza miasta, sir Sadiqa Kahna. „Patrzę na Londyn, gdzie mają fatalnego burmistrza, jak bardzo to miasto się zmieniło. Chcą tam teraz zaprowadzić prawo szariatu” – tak Trump mówił we wrześniu, w wystąpieniu przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. W listopadzie przed w wywiadzie dla prawicowej brytyjskiej telewizji informacyjnej GB News Trump przekonywał, że sytuacja w Londynie jest tak zła, że policja nie zapuszcza się w ogóle do niektórych opanowanych przez przestępczość części miasta. „Moja matka kochała Londyn. […] Dziś to zupełnie inne miasto. Dziś ludzi są tam dźgani w tyłek albo jeszcze gorzej” – wywodził dalej amerykański prezydent.
Z kolei wiceprezydent Vance przestrzegał jakiś czas temu, że Wielka Brytania stanie się wkrótce „pierwszym islamskim państwem dysponującym bombą atomową”. Trudno powiedzieć, czy bardziej absurdalne w tym stwierdzeniu jest to, że muzułmanie to dziś mniej niż 7 proc. ludności Wielkiej Brytanii, czy to, że broń atomową ma już Pakistan. Elon Musk ożywia się przy okazji każdych nowych niepokojów wokół migracji na Wyspach i używa swoich zasięgów na X, by podsycać emocje i wieszczyć wojnę domową Zjednoczonym Królestwie.
Jak zauważył między innymi portal Politico, nie tylko Londyn, ale cała Wielka Brytania stała się przedmiotem obsesji ruchu MAGA. W narracjach jego liderów i pomniejszych influenserów Wielka Brytania jest państwem opanowanym przez bezprawie i „radykalny islam”, gdzie rząd jest bezradny wobec przestępczości, zajmuje się za to wsadzaniem ludzi do więzienia za posty w mediach społecznościowych krytykujące nielegalną migrację albo twierdzące, że są tylko dwie płcie. MAGA wskazuje na Wielką Brytanię – czy raczej na wykreowany przez własną propagandę jej obraz – i mówi: patrzcie, do tego prowadzi niekontrolowana migracja, słaba władza, ideologia woke. Albo uczynimy Amerykę ponownie wielką pod wodzą Trumpa albo czeka nas podobny los.
Londyn znajduje się w centrum tej kampanii jako stolica i największa metropolia kraju. Amerykańska prawica w ogóle zresztą nie lubi dużych miast, także tych amerykańskich. Wielkie metropolie poza nielicznymi wyjątkami głosują na demokratów, są liberalne kulturowo i różnorodne etnicznie, reprezentują wszystko to, co we współczesnych Stanów przeraża radykalizującą się prawicę.
Wszystkie te treści podchwytuje Reform. Nigel Farage zeszłego roku ruszył z polityczną ofensywą, skupioną wokół kwestii prawa i porządku. Obiecywał, że jeśli Reform dojdzie do władzy, to obniży przestępczość o połowę, przestrzegał też przed „załamaniem społecznym”, jakim grozi pozostawienie spraw ich obecnemu biegowi. Londyńska radna Laila Cunnigham, jedna z najszybciej wznoszących się gwiazd partii – choć część najbardziej radykalnej prawicy ją odrzuca, bo rodzice polityczki byli emigrantami z Egiptu – buduje swoją kampanię na burmistrzynię Londynu, przedstawiając stolicę jako zagłębie bezprawia.
Co mówią liczby?
W reakcji na wywiad Trumpa dla GB News z listopada zeszłego roku, szef londyńskiej policji sir Mark Rawley zarzucił amerykańskiemu prezydentowi, że „opowiada bzdury”. I faktycznie, jeśli chodzi o najbardziej brutalne przestępstwa, statystyki nie wyglądają źle.
Dane londyńskiej pozycji pokazują, że w 2025 roku liczba zabójstw w Londynie była najniższa od 11 lat. Jak podaje dziennikarz naukowy Tom Chivers, wskaźnik zabójstwa na 100 tysięcy mieszkańców wyniósł w mieście w zeszłym roku 1,1 – co było najniższą liczbą od 1997 roku, najwcześniejszej daty, dla której dysponujemy porównywalną statystyką.
W większości wielkich europejskich metropolii ta liczba waha się między 1 a 2, wyższa jest wyraźnie w Brukseli, gdzie w 2023 wynosiła 3,2. Dla Nowego Jorku wskaźnik ten wynosi 2,6, a w kilku amerykańskich miastach – jak Detroit czy St. Louis – jest on dwucyfrowy. Trump naprawdę ma więc powody, by skupić się raczej na amerykańskim podwórku. Według danych londyńskiej policji spada też liczba innych przestępstw związanych z uszczerbkiem na zdrowiu.
Prawo i poczucie bezprawia
Skąd więc takie postrzeganie Londynu? Czy po prostu mamy tu do czynienia z ogłupieniem społeczeństwa przez deiznformacyjne kampanie radykalnej prawicy, na które podatne są szczególnie osoby nie mające bezpośredniego kontaktu z brytyjską stolicą? W dużej mierze tak, ale prawda jest trochę bardziej skomplikowana.
Jak w „Financial Times” zauważa James Burn-Murdoch – dziennikarz pracujący na danych – subiektywne poczucie bezpieczeństwa kształtowane jest nie tylko przez kontakt z najbardziej brutalnymi formami przestępczości – bo z nimi mamy w zachodniej Europie stosunkowo rzadki kontakt – ale z drobniejszymi przestępstwami albo aspołecznymi zachowaniami. A tu faktycznie obserwujemy niepokojące statystyki.
Odkąd brytyjskie społeczeństwo wyszło z pandemicznych lockdownów, w całym kraju dramatycznie ponad poziom z 2019 wzrosła liczba przypadków drobnych kradzieży ze sklepów, kradzieży telefonów na ulicy, jazdy bez biletów komunikacją miejską czy pogryzień przez psy. Londyn wyraźnie odstaje negatywnie od reszty kraju w tych dwóch pierwszych statystykach – jak podaje Chivers, trzy czwarte kradzieży telefonów ma miejsce w Londynie.
Ktoś, kto obserwuje okolicę, w której lokalny sklep musi zwiększać ochronę, młodzi ludzie wożą się autobusami bez biletów, słuchając głośno muzyki i przeklinając, czy też widzi psy puszczone bez kagańca, jak najbardziej może mieć poczucie społecznej zapaści. Obserwując te zjawiska w swoim małym miasteczku, może bez problemu wyobrazić sobie, że w Londynie jest znacznie gorzej. Rządzący nie mogą się więc ograniczyć do kontrowania prawicowej propagandy, muszą zrobić coś, by pokazać ludziom, że rozumieją ich troski związane nie tylko z brutalnymi przestępstwami, ale aspołecznymi zachowaniami, które nawet jeśli pojedynczo nie są groźne, to skumulowane tworzą wrażenie chaosu i społecznego rozkładu.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.