Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Od „lewicowego antysemity” po „klucz do serc zoomerów”. Streamer, który podzielił USA

Przysłuchując się dyskusji wokół Pikera trudno oprzeć się wrażeniu, że spór o streamera jest częścią sporu o kierunek Partii Demokratycznej i kolejnym polem konfliktu między jej progresywnym a bardziej centrowym skrzydłem.

ObserwujObserwujesz
Kontekst

🗳️ Po zwycięstwie Trumpa w 2024 roku część demokratów uznała, że przegrali m.in. przez brak wpływu w świecie streamerów i podcastów, szczególnie wśród młodych mężczyzn.

🎥 Hasan Piker stał się symbolem sporu w Partii Demokratycznej – jedni widzą w nim szansę dotarcia do młodych wyborców, inni uważają go za zbyt radykalnego i szkodliwego.

🔥 Kontrowersje wokół Pikera wynikają z jego ostrych, prowokacyjnych wypowiedzi oraz poglądów na politykę międzynarodową.

Walka

Po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach w 2024 roku wśród licznych odpowiedzi na pytanie, dlaczego demokraci przegrali, pojawiła się też taka, że to przez podcasterów i streamerów. Wskazywano, że liberałowie przegapili narodziny nowego ekosystemu medialnego, ich kandydatka zignorowała jego największe gwiazdy. W dodatku, brzmiał dalej ten argument, strona progresywna nie miała w tym segmencie rynku własnych gwiazd, zwłaszcza zdolnych dotrzeć do młodych mężczyzn, którzy nie czytają gazet i portali, nie oglądają telewizji, a swoją wiedzę o świecie czerpią z podcastu Joe’a Rogana.

Półtora roku po wyborach prezydenckich, gdy Stany pomału zbliżają się do połówkowych wyborów do Kongresu, demokraci znów spierają się o streamerów – a konkretnie o jednego, Hasana Pikera.

Czytaj także Żyć w Ameryce? To się nie opłaca Magdalena Bazylewicz

Klucz do zoomerów czy toksyczny margines?

Dla jednych demokratów Piker jest lewicową odpowiedzią na Rogana i szansą dla strony progresywnej na wyciągnięcie młodych mężczyzn z odmętów skrajnie prawicowej manosfery, dla drugich antysemitą i skrajnie lewicowym odpowiednikiem takich postaci jak Nick Fuentes czy Candace Owens – słowem: kimś, od kogo partia powinna się trzymać jak najdalej.

Prawie codziennie przez osiem godzin lub więcej prowadzi swój stream na Twitchu. Mówi o grach wideo, polityce, fitnessie, tematyce zdrowotnej i lifestylowej. Czasem nadaje sam, czasem zaprasza gości – w tym prominentne postaci lewego skrzydła demokratów. Gościli u niego między innymi Alexandria Ocasio-Cortez, Bernie Sanders i burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani. Piker, podobnie jak oni, identyfikuje się jako demokratyczny socjalista. Konsekwentnie krytykuje politykę zagraniczną Stanów i Izraela w sposób znacznie bardziej radykalny niż np. senator Sanders.

Piker ma w sumie ponad 4,5 miliona obserwujących na YouTubie i Twitchu. Gdy w trakcie jednego ze streamów poprosił uczestników o udział w demograficznej ankiecie, okazało się, że 60 proc. z nich ma mniej niż 30 lat, a 70 proc. to mężczyźni. Młodzi mężczyźni to jedna z grup, które w 2024 roku bardzo silnie przesunęły się w kierunku Trumpa. Jak podaje portal Vox, to wśród wyborców do 25. roku życia różnica w poparciu dla republikanina między kobietami a mężczyznami była największa.

Według swoich zwolenników Hasan Piker jest postacią zdolną dotrzeć do zoomerów. Ma on wszystkie cechy, które przyciągają ich do prawicowych podcasterów: „autentyczność” – przejawiającą się tym, że potrafi się zdenerwować, zakląć, powiedzieć coś obraźliwego – niezależność, zdolność do myślenia poza politycznymi ortodoksjami, biegłość w kulturze online, z jej skłonnością do prowokacji. Pomaga mu też zainteresowanie takimi tematami jak gry wideo, broń czy fitness. W ubiegłym roku „New York Times” zatytułował tekst portretujący Pikera Progresywny umysł w ciele stworzonym dla manosfery.

Przeciwnicy Pikera zarzucają mu, że choć robi zasięgi, to jednocześnie wyznaje poglądy odstraszające przeciętnego amerykańskiego wyborcę. Streamer faktycznie ma na koncie wypowiedzi, które poza kontekstem brzmią oburzająco. Krytycy uwielbiają wyciągać zwłaszcza słowa o tym, że „Stany zasłużyły na 11 września”, „Hamas jest lepszy niż Izrael” czy że akty przemocy seksualnej dokonane przez Palestyńczyków 7 października nie zmieniają jego ogólnej oceny konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Pytany przez dziennikarzy mediów głównego nurtu jest w stanie przeprosić za niektóre stwierdzenia, a jednocześnie w miarę sprawnie bronić swojego stanowiska – np. wyjaśniając, że chodziło mu tylko o to, że akty przemocy seksualnej popełniane przez Palestyńczyków nie mogą usprawiedliwiać ludobójstwa w Gazie albo że 11 września był konsekwencją amerykańskiej polityki zagranicznej w świecie muzułmańskim.

Czytaj także Czy można jednocześnie iść i żuć gumę? Propalestyński głos w sprawie Iranu Patrycja Wieczorkiewicz

Zdarzają mu się jednak stwierdzenia, których nie da się bronić inaczej niż powołując się na typową dla poetyki kultury internetowej skłonność do prowokacji, przekraczania granic, krawędziowego humoru. Na przykład nazwanie ortodoksyjnych Żydów efektem „chowu wsobnego” czy wręcz kazirodztwa – bo i takie znaczenie ma angielski termin inbred, którego użył streamer wobec tej grupy.

Pikerem w progresywistów

Spór o Pikera ożył w ostatnich dniach w związku z prawyborami demokratów przed wyborami do Senatu w stanie Michigan. Jeden z trójki kandydatów ubiegających się o nominację partii, Abdul El-Sayed, zapowiedział, że 7 kwietnia w trakcie dwóch spotkań z potencjalnymi wyborcami organizowanych na uczelniach dołączy do niego Piker. Spotkało się to ze zdecydowaną krytyką ze strony konkurentów El-Sayeda, którzy zarzucili streamerowi antysemityzm, a w najlepszym wypadku głoszenie nieakceptowalnych haseł, by generować odsłony, suby, lajki i kliki.

El-Sayed i jego obrońcy twierdzą, że demokraci muszą podjąć dialog z głosami zdecydowanie krytycznymi wobec polityki Izraela. Michigan jest pod tym względem szczególnym stanem. Głosuje on raczej na demokratów, ale w 2024 roku poparł Trumpa. Istotną rolę mogła w tym odegrać niezgoda wyborców na politykę administracji Bidena wobec zbrodni wojennych Izraela w Gazie. Michigan, a zwłaszcza przedmieścia Detroit, jest domem dla największej w Stanach społeczności amerykańskich muzułmanów arabskiego pochodzenia. W trakcie prawyborów w 2024 roku 25 proc. demokratycznych wyborców w stanie oddało głos „żaden z powyższych”, oprotestowując politykę wobec Gazy, a w okręgach z największą koncentracją muzułmanów ten wskaźnik wynosił 75 proc. Jednocześnie stan jest domem dla licznej społeczności amerykańskich Żydów, tradycyjnie lojalnych wobec demokratów.

Kontrowersja wokół Pikera szybko rozlała się poza Michigan, ogarniając całą partię. Jonathan Cowan i Lily Coheh, przedstawiciele centrowego think tanku Trzecia Droga, na łamach „Wall Street Journal” opublikowali artykuł wzywający demokratów do zdecydowanego odcięcia się od Pikera i jego „lewicowego antysemityzmu”. Przekonywali, że ten, tak samo jak antysemityzm prawicowy, może prowadzić do wybuchu przemocy wobec mieszkających w Stanach Żydów. Gdy portal „Politico” zapytał czternastu potencjalnych kandydatów do walki o demokratyczną nominację w wyborach prezydenckich w 2028 roku, czy zgodziliby się wystąpić na streamie Pikera, pozytywnie odpowiedziało tylko trzech: przedstawiciel progresywnego skrzydła partii Ro Khanna, gubernator Kalifornii Gavin Newsome, który wystąpił wcześniej między innymi w podcaście Charliego Kirka i przyjmuje chyba zasadę, że chodzi wszędzie tam, gdzie są zasięgi, oraz dalece proizraelski Rahm Emmanuel, który zapewne chciał wdać się z prowadzącym w ostrą polemikę.

Przysłuchując się dyskusji wokół Pikera trudno oprzeć się wrażeniu, że spór o streamera jest częścią sporu o kierunek Partii Demokratycznej i kolejnym polem konfliktu między jej progresywnym a bardziej centrowym skrzydłem.

W swoim niedawnym komentarzu lewicowy „Jacobin” stwierdza, że ataki na Pikera wynikają z tego, że „reprezentuje on wszystko to, czego nienawidzi demokratyczny establishment”: „Jest popularny, znajduje się poza zasięgiem klasy darczyńców i jest kimś, kogo nie da się po prostu sfabrykować”. Zdaniem lewicowych komentatorów demokratyczny establishment woli przegrać kolejne wybory, niż autentycznie zaangażować się w dyskusję z młodymi wyborcami, zwłaszcza w takich kwestiach, jak stosunki amerykańsko-izraelskie czy oligarchizacja USA.

Centrowi demokraci odpowiadają na to, że polityka, za jaką opowiada się Piker, nawet jeśli okazałaby się popularna w takich miejscach, jak Nowy Jork, to w skali całych Stanów będzie zrażać bardziej umiarkowanych wyborców, od których zależą wyniki wyborów do Kongresu czy Białego Domu.

Centrowe skrzydło Partii Demokratycznej obawia się, że postacie takie jak Hasan Piker zyskają decydujący wpływ na to, kto zostanie jej kandydatem w 2028 roku. Streamer traktuje partię w najlepszym wypadku jako mniejsze zło oraz narzędzie do propagowania swoich idei i – jak przekonują centrowi demokraci – nie będzie kierować się tym, kto ma największą szansę wygrać wybory, a chęcią wystawienia najbardziej lewicowego kandydata lub kandydatki.

Nasz problem z Pikerem

Zwolennicy Pikera zignorują zarzuty o „lewicowy antysemityzm” jako przejaw instrumentalizowania uprzedzeń wobec Żydów dla partyjnych rozgrywek i obrony niedającej się bronić na żadnym gruncie polityki Netanjahu. Biorąc pod uwagę, że we wspomnianym komentarzu w „Wall Street Journal” jako przykład „antysemityzmu lewicy” autorzy wymienili nawet takie określenie, jak „klasa Epsteina”, trudno odmówić podobnym argumentom przynajmniej częściowej słuszności.

Jednocześnie poglądy głoszone przez Pikera w wielu punktach są problematyczne, także z perspektywy lewicowej. Weźmy choćby jego stosunek do Chin, skąd niedawno obficie streamował. Piker bagatelizuje problemy związane z prawami człowieka w tym kraju czy coraz bardziej autorytarnym charakterem chińskiego systemu, za to ciągle zachwyca się chińskim cudem gospodarczym i technologicznym oraz sukcesami tamtejszego rządu, od którego Stany „mogłyby się wiele nauczyć”. W jednym ze streamów z Pekinu zadeklarował, że „staje się w głębi ducha Chińczykiem”, zachwycając się krajem łączącym „obfitość konsumpcji z centralnie planowaną gospodarką”, gdzie „bloki w radzieckim stylu sąsiadują ze sklepami Gucciego”.

W rozmowie z „GQ” Piker potrafił jednak przyznać, że w Chinach nie mógłby prowadzić takiego politycznego streama jak w Stanach i mówić o Xi Jinpingu podobnych rzeczy, jakie mówi o Donaldzie Trumpie. Co znów jest charakterystyczne dla tej postaci: na swoich streamach mówi rzeczy, które wydawać się mogą ekscentryczne, bardzo radykalne czy po prostu naiwne i głupie, a następnie w rozmowie z mediami głównego nurtu prezentuje znacznie bardziej subtelne i rozsądne stanowiska.

Z perspektywy Polski niepokojące jest też to, co Piker mówił o Ukrainie, Rosji i NATO. Przed wybuchem wojny w 2022 roku przekonywał, że wojny nie będzie, a administracja Bidena sieje wojenną psychozę. Potem przyznał, że się pomylił, zebrał też 200 tysięcy dolarów na pomoc ukraińskim ofiarom. Jednocześnie zdarza mu się powielać elementy rosyjskiej propagandy: np. o roli ekspansji NATO w „sprowokowaniu wojny”, słabości Ukrainy, która ma prowadzić wojnę tylko dlatego, że popycha ją do tego Waszyngton, konieczności zawarcia pokoju za wszelką cenę, „racji” Rosji w sprawie aneksji Krymu. Zdarzają się mu też obraźliwe wypowiedzi o Polsce – typu „Polska wygrywa wojnę z cyfrową dezinformacją, bo w kraju jest tylko jeden komputer” – których przy dużym nakładzie dobrej woli można próbować bronić tylko jako przykładu krawędziowej estetyki kultury internetowej. Spory na amerykańskiej lewicy bardzo angażują tę polską. Warto jednak pamiętać, że amerykańska lewica w najbardziej kluczowych dla nas kwestiach miewa poglądy bardzo problematyczne z punktu widzenia naszej części Europy.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie