Świat

Nierozwiązywalny problem Ameryki

O masakrze w teksańskiej podstawówce usłyszał cały świat. Ale od stycznia do maja bieżącego roku w amerykańskich szkołach doszło już do 26 strzelanin – licząc tylko te, w których ktoś został ranny. Prawica uważa, że to godziwa cena za amerykańską wolność.

Strzelanina w Teksasie. Brzmi jak tytuł powieści Karola Maya, tylko że ten wild wild west jest stałym elementem współczesnego amerykańskiego życia. Jeśli chodzi o broń, Ameryka jest w impasie od dekad, do tego stopnia, że media nie wiedzą już, jak podać temat na świeżo, a społeczeństwo – jak słuchać: rozpaczy rodziców i wciąż tego samego, drastycznie różnego przekazu z dwóch politycznych stron. Od demokratów: że tak nie może być, że trzeba coś z dostępem do broni w USA zrobić, i od republikanów: że absolutnie nie, to nie broń zabija, to ludzie pociągają za spust, a prawo do posiadania broni gwarantuje każdemu konstytucja.

Frustracja podzielonego narodu przekłada się na podzielony amerykański Kongres, gdzie demokraci po raz kolejny będą proponować rozwiązania, dla których nie zdobędą dość poparcia, a republikanie po raz kolejny będą perorować, że odebranie obywatelom prawa do posiadania będzie oznaczać ostateczny koniec Ameryki. Prawicowy do szpiku kości Teksas patrzy na Waszyngton, nie przymierzając, jak Nowogrodzka na Brukselę i pyta: jak obywatele mają się bronić przed zasadzającym się na ich wolności rządem, jeśli odbierze im się zagwarantowane w drugiej poprawce do konstytucji widły?

Święte prawo do strzelania

czytaj także

Amerykańska prawica czyta konstytucję jak prababcia Biblię – czyli dosłownie. Nie ma już znaczenia, że Ojcowie Założyciele chcieli wyposażyć w broń milicję, a nie lokalnego faszystę z trądzikiem i innymi problemami z dojrzewaniem. Problemy z dojrzewaniem Salvador Ramos ma prawo mieć; fakt, że jego kraj pozwolił mu kupić broń, z której z ciągu paru minut można zabić kilkanaście lub kilkadziesiąt osób, to już wina tego kraju.

Nauczycielka przeciwko łatwemu dostępowi do broni. Fot. Edward Kimmel/flickr.com

Strzelanina w Robb Elementary w Uvalde w Teksasie, do której doszło 24 maja, jest drugą najkrwawszą szkolną masakrą w dziejach USA. Wcześniej symbolem tego rodzaju tragedii była strzelanina w Sandy Hook w 2012 roku (zabitych 20 pierwszoklasistów i sześcioro nauczycieli), ale od początku bieżącego roku USA miało miejsce aż 26 strzelanin w szkołach, podczas których przynajmniej jedna osoba została ranna.

Dziesięć dni wcześniej debata na ten temat powróciła po tym, jak w Buffalo w Nowym Jorku inny osiemnastolatek, Payton Gendron, zastrzelił 10 Afroamerykanów w supermarkecie, zmotywowany teorią wielkiego zastąpienia rasy białej przez czarną. Lecz podczas gdy demokratyczna Ameryka chce dołączyć do reszty świata i spróbować ograniczyć dostęp do broni, konserwatywna połowa kraju uważa, że 45 tysięcy osób zabitych co roku z broni palnej (dane Pew Research Center z 2021 roku) to przyzwoita cena za amerykańską „wolność”. I chociaż teoretycznie demokraci sprawują obecnie władzę, ich przewaga w obu izbach Kongresu jest mało znacząca, zwłaszcza przy słabych notowaniach demokratycznego prezydenta Joe Bidena.

Syndrom oblężonej rasy, czyli o co chodzi z wielkim zastąpieniem

Stan, w którym obecnie mieszkam, Kalifornia, jest dobrym przykładem skutecznej walki z bronią. Tu ograniczenie dostępu do pewnych rodzajów broni zostało wprowadzone najszybciej, w reakcji na strzelaninę w mieście Stockton w Kalifornii w 1989 roku (pięcioro uczniów zabitych, 32 osoby ranne). Szok Kalifornijczyków był tak wielki, że zmusił republikańskiego gubernatora George’a Deukmejiana do wprowadzenia szeregu restrykcji w dostępie do broni półautomatycznej.

Zwolennik NRA. Fot. Doran/flickr.com

Inne stany zaczęły podążać za tym przykładem. Niestety, od tego czasu również w Kalifornii wiele się zmieniło. W 2019 roku wszystkie te restrykcje zostały uznane za niezgodne z konstytucją. W maju 2022 roku, potężne lobby NRA (National Rifle Association) wywalczyło obniżenie wieku uprawniającego do zakupu tego rodzaju broni – z 21 do 18 lat. Dla porównania, mając 18 lat w Stanach, nie możesz nawet wypić piwa, a do prowadzenia samochodu potrzebujesz – niespodzianka! – prawa jazdy. Ale jeśli chcesz kupić karabin, idziesz i kupujesz.

Nie sądzę, żeby młodzi mężczyźni w Stanach przeżywali „kryzys męskości” ogłaszany na kulturowym Zachodzie silniej niż ich rówieśnicy na świecie. Ale tylko w Stanach młodzi mężczyźni mają dostęp do tak skutecznych narzędzi zabijania – a to, niestety, ma swoje konsekwencje.

Sachs: Kto nas terroryzuje bronią? Biały, republikański mężczyzna, wyborca Trumpa

Inną bolączką amerykańskiego społeczeństwa, która pogłębia dramat młodych ludzi, są zaburzenia psychiczne, których nieistniejący system opieki zdrowotnej w olbrzymich Stanach nie jest w stanie ogarnąć. Ze względu na pandemię Ramos spędził rok szkolny w swoim pokoju, po tym, jak wyprowadził się od matki (z którą nie mógł się dogadać) do babci. Republikanie będą argumentować, że wszystkiemu winne zamknięte szkoły i wymuszona przez demokratów masowa izolacja. Zanim dokonał rzezi w podstawówce, Ramos strzelił swojej babci w twarz.

Tak jak najważniejszym towarem eksportowym Ameryki jest przemoc – przemysł wojenny i siły specjalne do zbawiania świata – tak producenci broni od lat troszczą się o wewnętrzny rynek. W rękach prywatnych jest obecnie 390 milionów sztuk broni – na 329 milionów obywateli. Broń, często niezabezpieczona i nieukryta, znajduje się w 118 milionach amerykańskich domów. Jest też główną metodą popełniania samobójstw w USA. Mimo to NRA i ich klienci, np. konserwatywny senator z Teksasu Ted Cruz, uważają, że rozwiązaniem jest nie mniej broni, tylko więcej – żeby ci dobrzy mogli wystrzelać tych złych, czego nie kumasz? Również w amerykańskich szkołach, zdaniem Cruza, najlepszym rozwiązaniem będzie uzbrojona po zęby policja.

Podczas gdy konserwatywna Ameryka wiąże nieregulowany dostęp do broni z wyższym poziomom wolności osobistej, demokraci podkreślają, że społeczny koszt tej wolności jest namacalny również dla przeciętnego podatnika, gdy zebrać koszt pracy policji, szpitali, sądów i tysięcy wypadków, do jakich dochodzi każdego roku.

Wielokrotnie słyszałam w Stanach mantrę: ludzie tolerują problem, dopóki problem nie zaczyna zabijać ich własnych dzieci. Ale zabijanie dzieci w Ameryce nie robi na republikanach wrażenia, chyba że chodzi o dzieci nienarodzone, oczywiście. Obie strony oskarżają się wzajemnie o polityczny cynizm, a gorycz społeczeństwa, które nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa swoim dzieciom – rośnie.

Regulacja dostępu do broni – bo o zakazie możemy tylko pomarzyć – mogłaby wyglądać bardzo prosto: szkolenie i egzamin, jak przy wyrabianiu prawa jazdy, gdzie jednym z elementów byłby też podstawowy test psychologiczny. Inną rozważaną opcją jest ubezpieczenie, które zresztą część posiadaczy broni już posiada, a z którego można by potem płacić ewentualnym ofiarom.

Stany Zjednoczone Broni Palnej

Osobna kwestia dotyczy wyeliminowania z obiegu broni szturmowej – niesłużącej ani do obrony, ani do polowania, a zaprojektowanej dla żołnierzy walczących na wojnie. Kalifornia myśli natomiast o rozwiązaniu, które konserwatywny Teksas wprowadził w sprawie aborcji – obywatele mogliby pozywać o szkody cywilne. Czyli tak jak w Teksasie sąsiadka może cię pozwać za przerwanie ciąży, tak Kalifornijczyk będzie mógł pozwać strzelającego sąsiada o rozmaite szkody fizyczne i moralne.

Ale to pieśń przyszłości. Ameryka popłacze, pogada i zapomni. Do następnej strzelaniny.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agata Popęda
Agata Popęda
Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w USA.
Zamknij