🗣️ Tekst Artura Troosta pt. „Śmierć jednego nacjonalisty to tragedia. Dziesiątki ofiar skrajnej prawicy to statystyka” na temat śmiertelnie pobitego przez antifę francuskiego nacjonalisty wzbudził na prawicy silne emocje, a Kanał Zero pokazywał go jako przykład tego, że radykalnie lewicowa narracja przechodzi z Francji do Polski.
🩸 Wielu komentujących tekst z oburzeniem deklarowało, że przecież to lewica jest skąpana we krwi – przy czym chodziło nie tylko o francuską antifę, ale też o Stalina, Mao i Hitlera. Ten ostatni był przecież „narodowym socjalistą”, czyli po prostu lewakiem.
Jednym z najpopularniejszych mitów historycznych obecnych w przestrzeni publicznej jest ten o lewicowości nazistów. Promują go konserwatywni publicyści, swego czasu jeden z największych polskich tygodników krzyczał z okładki, że „Hitler był lewakiem”, a podobne sentymenty wyrażają liderzy światowej radykalnej prawicy. Natrafimy na nie praktycznie w każdym zakątku internetu, przy dyskusjach na najróżniejsze tematy. Czas skonfrontować tę bzdurną tezę z rzeczywistością
Narodowosocjalistyczna niemiecka partia robotników a świnka morska
Złośliwie mógłbym zapytać osoby zafiksowane na nazwie partii Hitlera, czy uważają Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną za wzorowy przykład państwa demokratycznego. Albo poprosić o opinię na temat polskich partii – czy KO jest prawdziwie obywatelska, czy PiS to ostoja sprawiedliwości, czy Konfederacja jest wolnościowa itd. Oczywiście odpowiedzi byłyby różne w zależności od sympatii, ale chyba jasnym jest, że należy zachować dystans do takich partyjnych autodeklaracji. W polityce nie brakuje bowiem świnek morskich, czyli tworów o nazwach niezbyt odpowiadających faktycznej ideologii, a czasem całkowicie z nią sprzecznymi.
Przejdźmy do samej NSDAP, czyli Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników. Oryginalnie była to po prostu Niemiecka Partia Robotników (DAP), a przeciwko dodaniu przedrostka zawierającego „socjalizm” protestował Adolf Hitler, wtedy jeszcze niebędący samodzielnym przywódcą, chociaż z czasem zaakceptował on tę nazwę jako strategię przyciągania proletariackiego elektoratu. Pod wpływem rewolucji październikowej i ogólnej popularności marksizmu przekonanie o kluczowej roli klasy robotniczej stało się całkiem powszechne, nawet wśród ugrupowań odrzucających ideę walki klas. A tacy byli też naziści, do socjalizmu odwołujący się w sposób całkowicie cyniczny.
Ten zabieg był umiarkowanie skuteczny – robotnicy wcale nie stanowili głównego elektoratu nazistów, lecz w większości pozostali wierni socjaldemokratom i komunistom. W ostatnich demokratycznych wyborach zagłębia przemysłowe były przeważnie czerwonymi wyspami na morzu brunatnych wsi i miasteczek, których mieszkańcy wynieśli do władzy nazistów. Dla wielu drobnomieszczańskich i wiejskich zwolenników NSDAP główną motywacją była chęć powstrzymania „czerwonych”, a zdaniem części historyków antykomunizm w ideologii nazistowskiej odgrywał nawet ważniejszą rolę niż antysemityzm. W mitycznej „żydokomunie” gorszym elementem miał być złowrogi marksizm, zagrażający dalszemu istnieniu narodu, rodziny i hierarchii społecznej. Zaporę przeciwko takiemu socjalizmowi stanowili właśnie „narodowi socjaliści”.
NSDAP partią najbogatszych kapitalistów
Nieocenionym wsparciem dla nazistów była też sympatia niemieckich przemysłowców i kapitalistycznych elit, często wynikająca z podobnych antykomunistycznych pobudek. Przekładała się ona na poważne wsparcie finansowe dla NSDAP. Gdy pod koniec 1932 roku partia znalazła się na krawędzi bankructwa, zaaranżowano spotkanie z grupą potentatów przemysłu i finansów, takich jak Krupp czy Thyssen. Hitler zadeklarował na nim, że prywatna przedsiębiorczość nie przetrwa w demokracji i obiecał, że jako dyktator zadba o interesy zebranych, o ile tylko otrzyma od nich zapomogę. Ci odpowiedzieli na apel i odkręcili kurek z pieniędzmi w tym newralgicznym dla nazistów momencie.
Byli co prawda w NSDAP działacze, którzy socjalizm traktowali poważnie i kręcili nosem na takie kontakty. Otto Strasser bezskutecznie namawiał Hitlera do uderzenia w kapitalizm, a Ernst Röhm sprzeciwiał się układom z burżuazją i arystokracją, żądając wzmocnienia SA jako ludowej alternatywy dla zdominowanej przez konserwatywne elity armii. To skrzydło partii nazistowskiej zostało jednak wkrótce po przejęciu władzy wyeliminowane – większość jego liderów zginęła w czasie nocy długich noży i nic już nie stało na przeszkodzie, aby Hitler mógł rządzić Niemcami ręka w rękę z czołowymi kapitalistami. Inwestycja w NSDAP zwróciła się z nawiązką.
Jeśli sprawdzić hasło „prywatyzacja” w polskiej Wikipedii, to w drugim akapicie znajdziemy informację, że pierwszą masową akcję wyprzedaży majątku publicznego przeprowadzono właśnie w nazistowskich Niemczech w latach 1933-37. Była to polityka w tamtych czasach absolutnie wyjątkowa, ponieważ światowy trend był odwrotny – pod wpływem Wielkiego Kryzysu wiele państw nacjonalizowało wybrane sektory gospodarki. Samo pojęcie „prywatyzacja” zostało w dużej mierze spopularyzowane w ramach wyjaśniania działań III Rzeszy. Rekordowe były również zyski niemieckiego kapitału pod rządami Hitlera, wyprzedzając w tym okresie Stany Zjednoczone. Aby nic nie zagrażało pozycji przemysłowców i biznesu, oprócz demontażu demokracji zlikwidowano też niezależność związków zawodowych. Wychodzi na to, że Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników nie była ani socjalistyczna, ani robotnicza. O co więc tak naprawdę chodziło nazistom?
Wymazać rok 1789, czyli nazistowski reakcjonizm
Jak zauważył Johann Chapoutot w Nazistowskiej rewolucji kulturalnej, fundamentem nazizmu była jego głęboka reakcyjność – dążenie do odrzucenia dziedzictwa Oświecenia i rewolucji francuskiej. W przeciwieństwie do marksizmu, który patrzył na nie jako na etap historycznego postępu, naziści uznawali nowoczesne społeczeństwo, idee praw człowieka czy równości wobec prawa za zagrożenie dla naturalnego porządku. Zamiast wspólnoty obywatelskiej proponowali wspólnotę narodową i rasową, w której nie było miejsca na hasła „wolności, równości i braterstwa”, nawet w odniesieniu do samych Niemców. Wbrew propagandzie, celem Hitlera nigdy nie było wyeliminowanie różnic społecznych wewnątrz III Rzeszy.
Swoją wizję naziści uzasadniali rzekomo naukowo, odwołując się do biologii (jedynej tak przez nich szanowanej nowoczesnej nauki) i traktując naród jako organizm. Ta „biologia stosowana” miała dowodzić, że przetrwanie wspólnoty wymaga zgodnej pracy wszystkich jej członków, w sposób hierarchiczny podporządkowanych nadrzędnemu celowi. Była to koncepcja popularna w myśli nacjonalistycznej tego okresu i na gruncie polskim promowana np. przez Romana Dmowskiego, za to nie miała nic wspólnego z marksistowską teorią walki klas. Tę NSDAP zastępowało ideą „zjednoczenia rasowego”, co w praktyce oznaczało utrzymanie robotników pod zarządem starych kadr, które miały zadbać o maksymalną produktywność w imię rywalizacji między narodami. Nie było miejsca na krytykę elit ani podważanie ich przewodniej roli. Zamiast socjalizmu, redystrybucji majątku czy systemowego awansu społecznego oferowano raczej obietnicę, że dzięki ciężkiej pracy i lojalności wobec systemu można wspiąć się w górę hierarchii. Był to nazistowski American Dream: wizja drogi „od pucybuta do milionera” czy może raczej „od kaprala do Führera”.
Paradoksalnie można też mówić o pewnego rodzaju antypaństwowości w nazistowskim myśleniu. Chociaż III Rzesza była tworem totalitarnym, to w ideologii hitlerowskiej państwo miało być jedynie narzędziem realizacji interesów „biologicznego” narodu. Tradycyjny etos obywatelski i urzędniczy był postrzegany jako relikt epoki liberalnej, duszący witalne siły rasy aryjskiej. Wzywano więc do deregulacji, osłabienia władzy biurokracji i uwolnienia „niemieckości”, co w praktyce oznaczało zapanowanie darwinizmu społecznego. Ta postawa przejawiała się m.in. w nieufnym stosunku do systemu opieki społecznej: obok propagandowych inicjatyw, takich jak programy wypoczynkowe dla robotników czy ludowe auto, rzeczywistość przynosiła degradację wielu obszarów życia publicznego, w tym np. systemu ochrony zdrowia, który przeżył zapaść jeszcze przed wybuchem wojny.
Podsumowując, nazizm opierał się na radykalnym reakcjonizmie, rasizmie, odrzuceniu walki klas i organicznej wizji narodu jako nadrzędnej wspólnoty biologicznej. Te założenia pozostawały w zasadniczej sprzeczności z marksizmem i zachowywały z socjalizmu nawet mniej niż w przypadku włoskiego faszyzmu, mimo że ten w obiegowej opinii często jest przedstawiany jako ten bardziej prawicowy.
Komu zależy na wybieleniu nazistów?
Jeśli mimo wszystkich przedstawionych wyżej argumentów dalej upierać się przy lewicowości nazistów, to zastanawiający powinien być jeszcze jeden fakt – dlaczego tych „lewaków” i „socjalistów” bronią praktycznie wyłącznie prawicowcy? Jeśli zapytać o autoidentyfikację polityczną skinheadów z wytatuowanymi swastykami i totenkopfami lub osoby broniące Hitlera w mediach społecznościowych, to nacjonalistów czy tradycjonalistów znajdziemy więcej niż socjalistów. Także historycznie osoby związane z nazizmem angażowały się politycznie zwykle po jednej stronie i to wcale nie lewicowej. Przykładowo we Francji dawni esesmani uczestniczyli w założeniu Frontu Narodowego, który od początku pozycjonował się na prawicy. Długo można wymieniać planktonowe ugrupowania nacjonalistycznych ekstremistów o nieskrywanej sympatii do nazizmu.
Nie mam tu jednak na myśli wyłącznie skrajnej prawicy i bezpośredniego popierania Hitlera. W bardziej zawoalowany sposób nazistów wybielają postacie znacznie bliższe współczesnego prawicowego mainstreamu. Często objawia się to stwierdzeniami w rodzaju „może III Rzesza popełniła zbrodnie, ale ZSRR był gorszy, a alianci zachodni też mieli swoje na sumieniu”. Typowym zabiegiem jest wypominanie np. bombardowania Drezna czy wysokiej śmiertelności niemieckich jeńców w sowieckiej niewoli, przy jednoczesnym zapominaniu o tym, że Niemcy pierwsi stosowali naloty dywanowe, a jeńców radzieckich systematycznie głodzili, mordując w ten sposób miliony z nich. Swego czasu opisywałem, w jaki sposób pronazistowską propagandę szerzą Tucker Carlson czy Elon Musk. Ten sam Musk regularnie tweetuje, że nazizm był ideologią lewicową i oskarża o szerzenie tej ideologii progresywnych polityków, których nie lubi.
Prowadzi to do osobliwej sytuacji, w której nierzadko radykalna prawica jednocześnie przerzuca nazistów do lewicy i przekonuje, że wcale nie byli oni aż tacy źli. Wbrew pozorom takie dwójmyślenie ma swój sens. W tej interpretacji w „narodowym socjalizmie” problematyczny ma być socjalizm, a nie przedrostek wskazujący na nacjonalizm. Należy więc Hitlera powiązać ze zbrodniarzami komunistycznymi, aby wykazać, że to rzekomy lewicowy komponent ideologii nazistowskiej doprowadził do zbrodni, bo tak to już jest z lewactwem.
Kłamstwo, że w tym szeregu „socjalistycznych” zbrodniarzy Hitler nie był najgorszy, otwiera drogę do rehabilitacji idei przez niego podzielanych. Nacjonalizm, darwinizm społeczny, rasizm, reakcjonizm – w różnych konfiguracjach są to poglądy wciąż bliskie skrajnej prawicy. Mit lewicowej NSDAP pomaga im w ich oczyszczeniu w oczach opinii publicznej, tak samo jak umniejszanie nazistowskich zbrodni. Dlatego te dwie z pozoru sprzeczne tendencje idą ze sobą w parze i otrzymujemy nazistów Schrödingera – jednocześnie „lewicowych” i bronionych przez radykalną prawicę, a przy tym całkowicie oddalonych od prawdy historycznej.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
Ależ lewica podobnie się zachowuje wobec własnych trupów w szafie 😁
To znaczy – z jednej strony „odlewicowuje”, a z drugiej tłumaczy że nie było to takie złe.
Stalinizm? O, to wcale nie lewica. A poza tym pod wodzą Stalina zwyciężono nazistów. Pol Pot? O, to wcale nie lewica. A poza tym była to zrozumiała reakcja na amerykański imperializm w Indochinach. Nawet w początkach lewicowej historii – masakrowanie Wandei 1793/94? To była radykalny burżuazja, a nie lewicowcy. Poza tym trzeba było bronić rewolucji…
I tak dalej. Lewacka kalka prawackich metod. Zresztą – czym się dziwić? Zarówno faszyzm, w swoich wszelkich odmianach, tak samo jak komunizm – to rodzeństwo. Masowe, ludowe ruchy zrodzone w XX wieku. A przed zdobyciem władzy – wcale nie masowe, wystarczy grupa zdeterminowanych radykałów, pod wodzą charyzmatycznego przywódcy, jak Lenin – albo jak Hitler. W korzystnej sytuacji historyczno-ekonomicznej masy same przybiegną.
Co ciekawe, po obu stronach termin „antyfaszyzm” lub „antykomunizm” jest traktowany jako glejt na słuszność i jednocześnie usprawiedliwienie.
I wreszcie oba systemy są unurzane we krwi od stóp do głów.
Rzeczywiście, lewica bardzo nie lubi faktu, że komunizm pochłonął więcej ofiar. Nie jest to zresztą związane z jakąś humanitarną wyższością faszyzmu – te systemy były u władzy krócej i mordowały na mniejszych geograficznie obszarach niż komunizm…
ale whataboutism uprawiasz
Doprawdy? Pokazując że lewica jest ślepa na lewe, a prawica na prawe oko?
A jak nazwiesz to, co uprawiał Troost w owym artykule o morderstwie popełnionym przez lewacką bojówkę?
Definicja what aboutismu
Whatabautyzm to raz.
> „Stalinizm? O, to wcale nie lewica.”
Ekhm… W takiej formie nie spotkałem. Spotkałem, owszem, że idee Stalina pasują do lewicy jak pięść do nosa i, OK, prawicy też tak wolno. Nawet może byłoby miło, gdyby powiedzieli, że Hitler nie był prawicowcem, bo oni w przeciwieństwie do niego, powiedzmy, miłują sztukę współczesną, są otwarci na osoby LGTB, lubią multikulti, są pro choice, czy nie straszą marksizmem. Jakoś tego argumentu prawica nie używa. Ciekawe dlaczego?
> „A poza tym pod wodzą Stalina zwyciężono nazistów.”
Przyznaję, jako uczeń w szkole tak prowokowałem. Wstydzę się dzisiaj tego. Ale teraz jestem dorosły i nie widzę takich tez wygłaszanych publicznie.
> „Zarówno faszyzm, w swoich wszelkich odmianach, tak samo jak komunizm – to rodzeństwo.”
I wracamy do pytania: skoro tak, to dlaczego prawicowcy nie bronią, powiedzmy, komuny paryskiej? Jakoś to braterstwo się tu kończy.
> „Rzeczywiście, lewica bardzo nie lubi faktu, że komunizm pochłonął więcej ofiar.”
Bo to whatabautyzm — dotyczy bardziej tego, jak długo i nad iloma ludźmi dany system panował, niż jak był morderczy.
Ale… odpowiedziałem na zaczepkę, zamiast co do meritum. Otóż zauważyłbym jednak, że we współczesnych odwołaniach do nazizmu jest dużo prowokacji. To jest system wyklęty, wraz z symboliką. Z komunizmem, jeśli szukać porównać, jest to trochę bardziej zniuansowane; zresztą zapewne dochodzą tu dodatkowe czynniki, jak pewien podziw dla nazizmu — dla jego estetyki, skuteczności przemysłu i armii; czego w przypadku komunizmu nie ma. Ale wracając na początek — ważnym czynnikiem wydaje się to, że można się tak sprzeciwić demokratycznemu mainstreamowi, czemu nie towarzyszy głębsza refleksja czy znajomość historii.
Niemądry artykuł, niemądre komentarze. Szanowne Panie Redaktorki, nie idźcie tą drogą!
A jakieś argumenty?
Bardzo proszę, specjalnie dla Pani.
Spór o to czy hitleryzm był bardziej prawicowy czy lewicowy jest sporem dla przedszkolaków. Przede wszystkim hitleryzm (podobnie jak bolszewizm) to ruch społeczny posługujący się metodami nieobecnymi w praktykach innych partii politycznych. Wszystkie niemieckie partie czasów Republiki od lewicowych po konserwatywne (od SPD do Bawarskiej Partii Ludowej) więcej łączyło pomiędzy sobą niż z NSDAP. Z jakichś powodów wypracowano niegdyś pojęcie totalitaryzmu. Czy mamy od początku powtarzać całą dyskusję nad totalitaryzmem? Być może tak, skoro w KP jej nie znają (wytknąłem już jednej Autorce na tej stronie, że powołuje się na książkę Arendt, której nie czytała). Oczywiście w ideologii hitleryzmu były elementy lewicowe i elementy prawicowe, jednak hitleryzm jako taki był nową jakością. Swego czasu politycy konserwatywni realizowali elementy programu lewicy. Bismarck wprowadził powszechne ubezpieczenia a lord Salisbury mieszkalnictwo subwencjonowane z budżetu centralnego. Czy z powodu realizacji niektórych postulatów ówczesnej lewicy powiemy, że Bismarck był socjaldemokratą?
Dodajmy do tego, że pojęcia lewicowości i prawicowości mają wybitnie zmienną treść, Kiedyś leseferyzm był lewicowy a protekcjonizm prawicowy, później bywało odwrotnie. Kiedyś powszechne ubezpieczenia był postulatem radykalnym w krajach demokratycznych, dziś popiera je zarówno lewica jak i prawica.
Podstawową różnicą pomiędzy nazizem a marksizmem były cele.
Celem marksizmu było uspołecznienie środków produkcji (jak to miało wyglądać – nie wiadomo bo bolszewizm tym nie był) a naziści chcieli uspołecznić ludzi tworząc Volksgemeinschaft. Tu byli konkretniejsi co do tego jak to ma wyglądać. Marksiści (sle nie rewizjoniści) zakładali rewlucję społeczno-ekonomiczną, której wynikiem miało być powstanie społeczeństwa bezklasowego, gdy tymczasem naziści zakładali dokonanie rewolucji biologiczno-społecznej*, w wyniku której miała powstać pangermańska elita panująca nad nieGermanami. Coś na kształt germańskiej Sparty. Tu była zasadnicza różnica pomiędzy marksizmem a nazizmem.
Bolszewizm (od Stalina) przy zachowaniu całego sztafażu marksizmu był bardzo prawicowy.
Ot, oprycznicy mówiący Marksem. Podporządkowanie ludzi celom PAŃSTWA, traktowanie ich jako zasobu, militaryzm, wielkoruski szownizm (choć starannie ukryty), myślenie kategoriami stref wpływów i podbojów. Dalekie to od internacjonalizmu.
Faktem jest, że nazizm miał bardzo wiele wspólnego ze stalinizmem. Nienawiść wobec wszelkiej odmienności (seksualnej, estetycznej, artystycznej), narzucanie ,,prawidłowych” wzorców zachowań. Dużo tego.
Mniej skupiałbym się na tym co oni mówili ale co i jak robili.
Widzę tu mało konkretów – jakie to były metody, które miałyby wykluczać hitleryzm z podziału lewica/prawica? Stosowanie przemocy, posiadanie bojówek? W Międzywojniu nie było to rzadkie i nie dotyczyło wyłącznie faszystów, nawet jeśli oni przodowali. Polityka masowa, populizm, demagogia? Znowu znajdziemy innych tak postępujących. I jest bardzo ryzykowną tezą stwierdzenie, że komunistom z KPD czy nawet socjaldemokratom z SPD było bliżej do nacjonalistycznej DNVP niż DNVP do NSDAP.
Z kolei totalitaryzm to sposób rządów, nie ideologia sama w sobie, a to głównie o ideologii nazistowskiej i jej źródłach piszę. Zresztą termin totalitaryzmu bywa kontestowany jako niezbyt jasny i niewiele wprowadzający do refleksji naukowej.
Nie bawię się w wymienianie pojedynczych postulatów, bo wtedy rzeczywiście można znaleźć lewicowe i prawicowe, do wyboru, do koloru. Liczy się to, kto koniec końców stał za nazistami i z kim naziści dzielili się władzą. Nie byli to robotnicy, demokrację i suwerenność ludu maksymalnie ograniczano. Do współrządów zaproszono elity, poprzez całościową politykę państwa realizowano ich interesy, a to dyskwalifikuje nazizm jako ruch jakkolwiek lewicowy.
Czytał Pan nieco nieuważnie, partiami starego typu, które wymieniłem było spectrum od SPD do BVP (mieszczą się w nim także DP, VP i Zentrum), nie wymieniłem wcale DNVP, które zostało sojusznikiem Hitlera. KPD było partią totalitarną tak samo jak NSDAP.
Hitlerowcy z nikim nie dzieli się władzą. Dzielili się natomiast udziałem w dochodzie społecznym, rzeczywiście preferując kapitalistów. Wszakże jeśli za kryterium przynależności do prawicy uznać politykę zwiększania udziału klas wyższych w dochodzie społecznym, to Gerhard Schoeder i Tony Blair byli zdecydowanymi prawicowcami. Jacy oni tam byli, należy przyznać, że należeli do lewicy.
To prawda, że termin totalitaryzm odnosi się do systemu rządów (stwarza też istotne problemy interpretacyjne). Ale to nie zmienia oceny ideologii. Partie totalitarne miały programy będące amalgamatem popularnych haseł i obietnic oraz (mocno niejasnego dla publiczności) programu całkowitej przebudowy społeczeństwa. Kiedy doszły do władzy i okazało się, że tej przebudowy społeczeństwa nie udaje się dokonać sięgały po terror pomieszany ze skrajną ideologizacją życia społecznego. W tej kwestii nie daje się oddzielić praktyki od ideologii oraz ideologii egzoterycznej od jej bardziej ezoterycznej części. Istnienie tej drugiej determinowało totalitarną praktykę. Ostatecznie cała ideologia totalitarna stała się jedynie uzasadnieniem skrajnej dyktatury. W tej fazie praktyka stalinizmu i hitleryzmu stawały się zadziwiająco podobne.