10 stycznia 2026 roku w Szwajcarii zmarł Erich von Däniken – człowiek, który przekonał miliony czytelników na całym świecie, że biblijne opowieści i starożytne mity są w rzeczywistości relacjami świadków kontaktu ludzkości z kosmitami, a piramidy i inne megalityczne budowle są pozostałością nieziemskiej wiedzy i technologii.
Dla jednych był odważnym myślicielem rzucającym wyzwanie skostniałej nauce, który inspirował miliony na całym świecie do „patrzenia w gwiazdy” i poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania. Dla innych – szarlatanem, symbolem pseudonauki, dezinformacji i kłamstw, które na dekady zatruły dyskusję o przeszłości ludzkości.
Śmierć ojca paleoastronautyki wywołała wśród jego fanów smutek i przywołała ciepłe wspomnienia o poczciwym szwajcarskim hotelarzu, który opowiadał takie ciekawe historie. Kim jednak Däniken był naprawdę?
Z katolickiej szkoły do więziennej celi
Erich von Däniken urodził się 14 kwietnia 1935 roku w Zofingen. Wychowywał się i kształcił w katolickiej szkole we Fryburgu, gdzie – jak sam później twierdził – już jako nastolatek miał dostrzegać w Biblii fragmenty niepasujące do religijnej narracji. Zastanawiało go, dlaczego Bóg porusza się „ognistym rydwanem”, zstępuje z nieba i zachowuje się jak istota fizyczna, a w niektórych fragmentach wspomina się nie o jednym, ale wielu bogach. Nauczyciele odmawiali mu odpowiedzi na pytania i zniechęcali do szukania odpowiedzi, co w młodym Erichu tym bardziej rozpaliło wyobraźnię i postanowienie, że wbrew zakazom się tego kiedyś dowie.
Zanim jednak zyskał sławę pisarza, Däniken wielokrotnie popadał w konflikty z prawem. Już w wieku 19 lat został skazany za kradzież; później – pracując w hotelarstwie – dopuścił się oszustw i defraudacji. W 1964 roku trafił do więzienia za przestępstwa finansowe związane z handlem biżuterią w czasie podróży do Egiptu. Po odbyciu kary został menedżerem hotelu w Davos; zaczytywał się wtedy w mitach i księgach religijnych z różnych stron świata, pracując nad swoją pierwszą książką. Zatytułował ją Rydwany bogów? – pozostawiając jeszcze w tytule znak zapytania.
Już po jej wydaniu w 1968 roku stanął przed sądem ponownie oskarżony o oszustwa i defraudacje w związku z hotelową księgowością i w 1970 został skazany na 3,5 roku więzienia. Wyszedł ostatecznie po roku, ale w trakcie tej odsiadki zdążył napisać swoją drugą książkę.
Bogowie to astronauci
Okazało się, że nikt nie chce mu tej książki wydać. W końcu trafiła do wydawcy, który skierował materiał do przepisania przez profesjonalnego autora. Rydwany bogów (w Polsce wydane jako Wspomnienia z przyszłości) zostały ostatecznie przeredagowane przez Utza Utermanna (byłego nazistowskiego publicystę piszącego pod pseudonimem Wilhelm Roggersdorf) i w 1968 roku trafiły do księgarń.
Książka stała się prawdziwym bestsellerem, jej popularność przeszła najśmielsze oczekiwania. Däniken postawił w niej tezę o paleokontakcie: pisał, że bogowie znani z mitów i legend nie byli bytami nadprzyrodzonymi, jak twierdzą wierzący, ani też nie byli jedynie bohaterami wymyślonych opowieści, jak twierdzą sceptycy, lecz kosmitami, którzy w zamierzchłej przeszłości odwiedzili Ziemię. To oni stworzyli człowieka lub wpłynęli na jego biologiczny rozwój, przekazali mu wiedzę technologiczną, a następnie odlecieli, pozostawiając obietnicę powrotu.
W ten sposób Däniken interpretował biblijną wizję proroka Ezechiela jako opis statku kosmicznego, Nephilim z Księgi Henocha jako hybrydy ludzi i obcych, a zagładę Sodomy i Gomory jako efekt użycia broni atomowej. W monumentalnych budowlach – piramidach w Gizie, Stonehenge, Puma Punku czy Baalbek – widział natomiast ślady pozaziemskiej technologii.
Kolejne książki sprzedawały się w milionach egzemplarzy, a Däniken stał się ikoną popkultury. Jego idee trafiły do filmów (Gwiezdne Wrota), komiksów (Ekspedycja, Thorgal) i seriali, z których najbardziej znanym są emitowani od 2010 roku Starożytni kosmici – 21 sezonów i 277 odcinków eksploatujących danikenowską koncepcję historii świata.
Plagiat, rasizm, ignorancja i kłamstwa
Sukcesowi od początku towarzyszyła ostra krytyka. Już po pierwszej książce wypomniano Dänikenowi, że powiela fragmenty zaczerpnięte od wcześniejszych autorów, zwłaszcza od Roberta Charroux – francuskiego autora, który wcześniej od Dänikena pisał o „starożytnych astronautach” – często bez podania źródeł. W kolejnych wydaniach jego książek wydawcy musieli uzupełniać je o przypisy odsyłające do źródeł, aby uniknąć oskarżeń o plagiat.
Znacznie poważniejszym problemem była jednak metodologia – a właściwie jej brak. Däniken ignorował ustalenia archeologii, historii i filologii, traktując symboliczne teksty religijne jako dosłowne relacje, a artefakty oglądając wyłącznie przez pryzmat własnych skojarzeń. Jeżeli jakiś symbol na płaskorzeźbie przypominał mu maszynę, samolot czy broń, uznawał to za dowód ingerencji kosmitów, pomijając znane konteksty kulturowe i technologiczne. Astrofizyk Carl Sagan trafnie podsumował tę postawę: „Za każdym razem, gdy Däniken czegoś nie rozumie, przypisuje to inteligencji pozaziemskiej – a że nie rozumie prawie niczego, wszędzie widzi ślady obcych”.
Carl Sagan i inni krytycy zwracali też uwagę na ukryty w tej narracji rasizm: osiągnięcia pozaeuropejskich cywilizacji autor niemal automatycznie przypisywał kosmitom, podważając umiejętności ich rzeczywistych twórców. W późniejszych książkach Däniken formułował już otwarcie rasistowskie twierdzenia, m.in. sugerując, że rasa czarna była nieudanym wytworem kosmitów, którzy następnie postanowili stworzyć ulepszoną wersję – rasę białą i żółtą.
Däniken nie cofał się także przed kłamstwem i bezczelnym zmyślaniem. Tak było w przypadku rzekomej wyprawy do jaskiń Cueva de los Tayos w Ekwadorze. Miał się tam udać wraz z odkrywcą i badaczem Juanem Moriczem, aby na własne oczy zobaczyć jaskinie i tunele wydrążone ręką człowieka, zawierające zbiory metalowych tabliczek, na których spisano wiedzę starożytnych kosmitów.
Po tym, jak Däniken rozsławił owe jaskinie, zamieszczając w jednej ze swoich książek opis ekspedycji, na miejsce ruszyła wyprawa naukowa finansowana przez rządy Ekwadoru i Wielkiej Brytanii, która jednak nic nie znalazła. Däniken, coraz mocniej przypierany do muru, przyznał w końcu, że w jaskiniach nigdy nie był, jedynie rozmawiał z Moriczem, a ekspedycję wymyślił dla podbarwienia całej historii. Co ciekawe, sam Moricz także miał problemy ze wskazaniem, co i gdzie znalazł, co każe przypuszczać, że cała opowieść o złotej bibliotece jest od początku do końca zmyślona.
Naukowcy z różnych krajów wielokrotnie tłumaczyli i prostowali kłamstwa oraz głupoty Dänikena. Lecz choć niektóre z tych publikacji osiągały sukces (np. opracowanie zbiorowe polskich naukowców Z powrotem na Ziemię z 2000 roku), to jednak nie zatrzymały szwajcarskiego hotelarza przed dalszym antynaukowym fantazjowaniem.
Naukowcy krytykują, cyrk jedzie dalej
Skoro książki Dänikena są pełne kłamstw i bredni, jak to możliwe, że utrzymał się z ich pisania przez całe dekady? Było tak, ponieważ wypracował skuteczny schemat. Najpierw formułował sensacyjną hipotezę, następnie wybierał z mitów i zabytków pojedyncze, wyrwane z kontekstu elementy i układał je w atrakcyjną narrację. Nie konsultował się z ekspertami, lecz trafiał bezpośrednio do szerokiej publiczności. Krytykę ze strony naukowców przedstawiał jako efekt spisku, dogmatyzmu lub strachu przed „nową wiedzą”.
Kiedy więc eksperci wykazywali, że jego twierdzenia to stek bzdur, on zyskiwał w oczach swoich wyznawców, przedstawiając się jako odważny i inspirujący myśliciel rzucający wyzwanie akademii, a przy okazji także ofiara prześladowań ze strony środowiska naukowego. Gdy udowadniano mu błędy lub kłamstwa, wycofywał się półgębkiem, tłumacząc, że „tylko zadawał pytania”, po czym publikował kolejną książkę. Zalewanie przestrzeni medialnej ogromną liczbą fałszywych twierdzeń sprawiało, że poddanie ich wszystkich rzetelnej krytyce było niemal niewykonalne.
Co nam zrobił Däniken
Wbrew czułym wspomnieniom, które dominowały w mediach i internecie po publikacji informacji o jego śmierci, Erich von Däniken nie jest inspirującym myślicielem, który stawiał pytania poszerzające nasze rozumienie rzeczywistości. To raczej człowiek, który nauczył miliony czytelników nieufności do nauki i naukowców, kwestionowania dorobku intelektualnego ludzkości. Przekonał ich, że brak podstawowych kompetencji nie przeszkadza formułować poglądy na dowolny temat, ignorując przy tym zebraną dotychczas wiedzę, i otwarcie podważać całe gałęzie nauki.
Jego przykład pokazał, że na spekulacjach i sensacji można zbudować globalną karierę i zbić fortunę. Pozostawił po sobie nie tylko dziesiątki bestsellerów, lecz także trwały chaos informacyjny, w którym rzetelna wiedza o przeszłości tonie w morzu pseudonaukowych dyrdymałów.
Erich von Däniken aktywnie przyłożył się do ogłupiania ludzkości na masową skalę, aby sprzedawać swoje książki, i wychował całe pokolenia szarlatanów idących w jego ślady. I nie ma w tym nic inspirującego.






























Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.