Film

Czy psychoterapia nas zbawi?

Córka płacze, matka płacze, a nad tym wszystkim mądry pan psychoterapeuta.

Matka, córka i terapeuta. Wiadomo, co się będzie działo. Skoro obie panie spotkają się na terapii, to zapewne mają jakiś problem i zapewne to problem z ich relacją. I o tym jest dokumentalny film Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham Pawła Łozińskiego.

Historia nie jest szczególnie skomplikowana, ale jak wiadomo życie wypełnione jest problemami pozornie nieskomplikowanymi, kiedy dotykają innych, a które, kiedy dotykają nas samych, urastają do rangi dramatów. W Polsce coraz bardziej rozwija się „kultura psychoterapii” i coraz częściej z osobistymi kłopotami udajemy się po wsparcie do specjalistów. Film ten zainteresuje więc pewno tych, którzy już terapii się poddawali, tych, którzy o niej myślą , oraz wszystkich ciekawych, co się dzieje za drzwiami gabinetu.

Hania (Hanna Maciąg) nie mieszka z matką. Wyprowadziła się kilka lat temu. Jest samodzielna. No i ma nie najlepsze relacje z matką. Nie wiemy dokładnie, co robi. Mało znamy szczegółów z życia jej i jej matki Ewy (Ewa Szymczyk). Poznajemy je obie już podczas terapii. Na pierwszym spotkaniu z terapeutą (Bogdan de Barbaro) krótko się przedstawiają i odpowiadają na pytania o to, czemu zdecydowały się wziąć udział w psychoterapii rodzinnej. Hania potrzebuje tego, żeby ułożyć sobie swoje życie, Ewa robi to dla córki. Śledzimy kolejne spotkania z terapeutą. Kobiety odpowiadają na jego pytania, opowiadają trochę o sobie, ale niewiele. Ewa ma żal, że Hania nie przyszła na Wigilię. Hania mówi, że nie czuła się zaproszona, ale co się dokładnie stało, jak wyglądała ta sytuacja, nie wiemy.

Film Łozińskiego jest minimalistyczny. Cały czas na ekranie widzimy twarze trojga bohaterów. To na nich i na tym, co mówią, mamy się skupić. Emocje są tu najważniejsze, nie ważne są sytuacje, które jej wywołały. Właściwie do końca nie dowiadujemy się, jak wygląda na co dzień relacja między córką i matką. Jak często się spotykają, co robią, o czym rozmawiają? Czy poza „relacją” istnieją jakieś kwestie praktyczne, które wymagają rozwiązania? To nieistotne tło. Wszystkie dzisiejsze emocje to wynik tego, co wydarzyło się kiedyś. Dowiadujemy się, że Ewa się rozwiodła, że sama wychowywała Hanię i jej brata, Hania czuła się niekochana, matka nieszczęśliwa.

To chyba dość znany schemat? Jeśli młody człowiek ma problemy, to dlatego że nie dostał w dzieciństwie odpowiedniej porcji miłości – nawet jeśli w domu nie było przemocy, głodu, wojny ani innych nieszczęść.

To chyba dość znany schemat? Jeśli młody człowiek ma problemy, to dlatego że nie dostał w dzieciństwie odpowiedniej porcji miłości – nawet jeśli w domu nie było przemocy, głodu, wojny ani innych nieszczęść. Natomiast matka, która nie umiała kochać, też miała trudne dzieciństwo i poważne problemy, tyle, że wtedy, kiedy była młoda, nie chodziło się do psychoterapeuty.

Bohaterki muszą skonfrontować się ze swoimi dawnymi emocjami, pogodzić się z nimi, przytulić „wewnętrzne dziecko”, usłyszeć emocje drugiej strony. To przygotowuje grunt pod nawiązanie dojrzałej relacji między dorosłymi kobietami, bo przeszłości nie da się zmienić. Czy taka relacja w ogóle będzie możliwa, może jako dorosłe kobiety, które nie są już związane dawną pępowiną, nie maja sobie już nic do powiedzenia? Film kończy się raczej obietnicą, że będzie dobrze. Lubimy takie obietnice.

Filmowo zabieg jest ciekawy. Pokazać na ekranie terapię matki i córki, pokazać, odzierając ją z opowieści o tym, co dzieje się poza gabinetem. Sama esencja. Tylko rozmowy, tylko zbliżenia na twarze, na których wypisane są ogromne emocje. Aktorsko film jest porywający – grymasy na twarzach kobiet, łzy, zagryzane wargi. Kiedy na ekranie nie ma nic więcej, skupiamy się na tych detalach. Prawdziwe, choć wypreparowane z życiowych detali, emocje i kłopot z najważniejszą może relacją w życiu, z której – jak wiadomo – wyrastają wszystkie inne. Czyż nie jest to uniwersalna historia?

Córka ma pretensje do matki, matka ma wyrzuty sumienia. Córka chce odciąć pępowinę, matka czuje się porzucona i samotna. Córka płacze, matka płacze, a nad tym wszystkim mądry pan psychoterapeuta, który prowadzi je obie przez te trudy i znoje ułożenia sobie wspólnej relacji. Jest ciepły, umie słuchać, jest jak Sokrates, które pyta tak, aby każdy sam doszedł do prawdy.

W pewnym momencie rozwód staje się jednym z głównych tematów rozmowy. Ojciec jednak zniknął, a jeśli miał jakiś wpływ na to, co dzieje się z jego córką i jej matką, to tym wpływem nie warto się zajmować, bo to one mają kłopoty.

Czyż to nie jest uniwersalna historia? Nieobecny ojciec bez znaczenia i matka, która nawaliła, chociaż przecież też cierpi. Matki często nawalają. Znane są z tego, że cierpią i szantażują dzieci tym cierpieniem i swoją wielką miłością. I obie potrzebują jakiegoś Sokratesa, żeby im pomógł.

Wychodzimy z kina pod wrażeniem i z przekonaniem, że terapia pomaga. Może warto do tego dodać jednak pytanie, czy ta historia jest aż tak uniwersalna? To prawda, powtarza się w w wielu wariantach, czy jest ktoś kto by jej nie znał, jeśli nie z własnego życia to ze słyszenia? Dlaczego tak często córki nie mogą porozumieć się z matkami? Może nie jest to wcale takie uniwersalne, a np. patriarchalne? Na tym właśnie polega kultura terapii, że zamiast pytać o szersze uwarunkowania, skupiamy się na psychologicznym tu i teraz. Problemem są nasze emocje, a nie świat, w którym żyjemy.

Tutaj jesteśmy tylko w gabinecie. Tutaj mamy być najbliżej terapii, jak tylko się da. A wiadomo, że nie da się ze względów etyki zawodowej zarejestrować czyjeś terapii, więc też nigdy czyjeś terapii nie mogliśmy zobaczyć. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham próbuje to nadrobić w sposób właściwy sztuce, tworząc uogólnienia, oddziałując obrazem, odwołując się do podstawowych emocji. I jedna z nich wcale nie jest szczególnie godna pochwały – lubimy podglądać innych w sytuacjach intymnych.

Podglądanie ludzi oczywiście bywa ciekawe. Kino jest takim podglądaniem. Tylko czy samo podglądanie wystarczy? Chcemy zobaczyć coś, co nie jest dla nas przeznaczone, i dlatego to jest takie ciekawe. I nieetyczne, szczególnie w przypadku czyjejś psychoterapii. Tym razem też nikt nie wstawił ukrytej kamery do gabinetu, na koniec dowiadujemy się, że jest to inscenizowana psychodrama, która nie miała dokładnego scenariusza. To nie matka i córka, ale też nie aktorki, to prawdziwe emocje, czy świetnie zgrane?, i znany terapeuta, który je podsyca na potrzeby filmu?

Z filmami dokumentalnymi zawsze jest jakaś śliska sprawa. Te, które są najlepsze w sensie filmowym, są najbardziej podejrzane o manipulację.

Jeśli nie chcemy się nad tym zastanawiać, powiedzmy sobie, że film to film.

Czy dobry? Tu się nieco różnimy.

Żeby podglądanie w wersji kinowej zadziało, potrzebujemy czegoś więcej niż pokazania, że matki mają przerąbane, gdy córki wynoszą się z domu, że czują się winne, że dzieci oczekują wsparcia, a matki zrozumienia, że matki mają gorzej w tej relacji, bo muszą być mądrzejsze i wziąć na siebie ciężar zadbania o relację. Dlatego Ewa mówi, że przyszła na terapię dla Hani. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham nie jest złe, ale nie oszukujmy się, Ameryki dzięki wizycie w kinie nie odkryjecie. (A.W.)

Moim zdaniem, to zupełnie wystarczy – przy tak fantastycznej grze aktorek i aktora – żeby powiedzieć, że to dobry film. Problem polega na tym, że jest on reklamówką „kultury psychoterapii”, o której ja wolałabym myśleć bardziej refleksyjnie. Opowiada pewną narrację, która oczywiście nie jest wzięta z kosmosu, ale z naszej kultury – i robi to zupełnie bezrefleksyjnie. Krótko mówiąc, uruchamia empatię, namysł nad dosyć powszechnymi mechanizmami psychologicznymi (to każdemu może się przydać), nie uruchamia jednak myślenia w szerszych kategoriach. Manipuluje prawdą i widzem. (K.D.)

DLACZEGO-MILOSC-RANI-Eva-Illouz

 **Dziennik Opinii nr 282/2016 (1482)

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij