Kraj

Wszyscy się wstydzą

Wywiad z Pawłem Sową, trenerem programowania neurolingwistycznego.

Jaś Kapela: Jak to się stało, że zająłeś się techniką uwodzenia?

Paweł Sowa: Zainteresowałem się NLP, czyli programowaniem neurolingwistycznym, jako metodą podniesienia swojej efektywności, gdy pracowałem jako menadżer i sprzedawca. Kiedy poznałem NLP, uznałem, że jest tak wspaniałe, że przede wszystkim chcę właśnie to robić. Zostałem trenerem.

A co w tym takiego wspaniałego?

Przede wszystkim możliwość wpływania na siebie. Na jakość swojego życia, komunikacji, samopoczucie. I możliwość wpływania na inne osoby. A jako że jestem mężczyzną i – jak większość mężczyzn – jestem zainteresowany odnoszeniem sukcesów w kontaktach z płcią przeciwną, zacząłem się zastanawiać, jak wykorzystać te umiejętności konkretnie do uwodzenia. Okazało się, że są już na świecie ludzie, którzy to zrobili. Trochę podpatrzyliśmy, trochę wymyśliliśmy sami i stworzyliśmy z przyjaciółmi cały kierunek, który nazywa się NLS, czyli Neuro-Linguistic Seduction, neurolingwistyczne uwodzenie. W Polsce NLS zyskało już własną sławę.

Ten pomysł wynikał z jakiś osobistych problemów, braku akceptacji siebie, wstydliwości? Wielu trenerów uwodzenia wskazuje na takie motywacje. Czy może po prostu chciałeś więcej, lepiej?

Wziął się z mojej patologicznej nieśmiałości… Byłem chorobliwie niepewny siebie, a właściwie pewny swojej bezwartościowości. NLP zająłem się przede wszystkim po to, żeby pomóc samemu sobie. Kiedy okazało się, że to jest skuteczna metoda dla mnie, to pomyślałem: czemu by nie pomóc w ten sposób innym ludziom? Potraktować to jako biznes i zarabiać pieniądze w fajnym klimacie.

A jak wygląda skuteczność NLS? Do ilu dziewczyn trzeba podejść, żeby się udało?

Żeby się udało co?

Żeby na przykład któraś dała nam swój numer.

Nie ma takiej liczby. To zależy od wielu czynników. W takim sensie osobisto-rozwojowym istotniejsze jest przełamanie strachu, oporu przed podejściem. Pierwszy raz, drugi, trzeci. Ten telefon można dostać przy drugim podejściu, przy dziesiątym albo trzydziestym. Najważniejsze jest zrobienie kroku naprzód.

Przy takim „podejściu” mamy jednak tę drugą osobę, która też może być zawstydzona, bo nie jest przyzwyczajona do bycia zaczepianą w galerii handlowej. Czy to nie jest naruszenie jakichś granic, przekroczenie pewnej społecznej normy?

Jeżeli społeczną normą jest bycie smutnym i samotnym, chodzenie z nosem w podłodze, to tak.

Nie wszyscy w centrum handlowym są smutni, niektórzy są po prostu na zakupach.

Pochodząc do drugiej osoby, oczywiście robimy coś, co spowoduje, że ona wyjdzie ze swojego codziennego transu, bycia na zakupach, myślenia o swoich sprawach. Sprawimy, że przez chwilę poczuje się fajnie, wyjątkowo. Oczywiście, że to nie jest pewne na sto procent. Są osoby, które nie chcą wyjść z nastroju, w którym są, i to też jest OK.

Trudno jednak nie pomyśleć, że NLP i NLS są pewnym nadużyciem, manipulacją. Używamy technik psychologicznych, żeby pokierować drugą osobą. To nie do końca uczciwe.

Tak, to manipulacja, używanie wyuczonych mechanizmów i tak dalej – ale to jest dokładnie to samo, co robią wszyscy faceci na całym świecie, od kiedy rozpoczęło się współżycie seksualne między kobietą a mężczyzną. Mężczyźni zawsze wykorzystywali wszystko, co potrafili powiedzieć czy zrobić, żeby zaimponować kobiecie. Nawet ci, którzy nigdy nie byli na żadnych kursach, starają się wzbudzić zainteresowanie drugiej strony, tylko że robią to na poziomie swojej wiedzy i kompetencji. Gdy facet, żeby dostać się do łóżka kobiety, obiecuje jej wspólny dom, mieszkanie, dzieci, a potem mówi „do widzenia”, to jest to nieudolna manipulacja. Techniki, których my uczymy, są subtelniejsze i przyjemniejsze dla drugiej osoby.

To jaką radę dałbyś facetom, którzy chcą przełamać wstyd?

Jeden sposób, który działa na część facetów, jest najprostszy, behawioralny: weź się i przełam! Przygotuj się na to, że twoje ciało będzie działało w dziwaczny sposób, będzie ci fundowało ataki paniki, i podejdź do kobiety. Powiedz: „Przepraszam, pięknie pani wygląda, musiałem podejść i to powiedzieć”. Tyle. To jest dobry pierwszy krok. A jeśli chodzi o całą resztę, to jest się czegoś uczyć. Jak obcego języka, jazdy samochodem.

Czego właściwie ludzie w takich sytuacjach się wstydzą?

Ludzie się wstydzą, bo przywiązują zbyt dużą wagę do tego, co o nich pomyślą czy powiedzą inni. Dzieje się tak dlatego, że mają za małe poczucie własnej wartości. Nie mają poczucia pewności wewnątrz, więc szukają go na zewnątrz. Gdy podchodzą do drugiej osoby, to ona ma zupełne prawo powiedzieć: „Nie mam ochoty z tobą rozmawiać”. Gdy ktoś przewiduje taką reakcję, to od razu traktuje to jako zanegowanie całej swojej osobowości, skrytykowanie swojej osoby. Jest to lęk przed oceną.

A to nie jest tak, że nie chcemy zrobić czegoś, co ta druga osoba odebrałaby jako naruszające jej granice?

Nie chcemy tego zrobić wtedy, kiedy wiadomo, że robimy to MY. Naruszanie granic, obrażanie innych są powszechną praktyką w internecie – można napisać cokolwiek, bo nie wiadomo, kto to zrobił. Natomiast jeśli ktoś występuje we własnej osobie, nawet gdy nie obraża, tylko mówi coś miłego, to pojawia się potężny strach. Nie jest to strach – ogólnie rzecz biorąc – przed złamaniem społecznych norm. To ryzyko bycia skrytykowanym.

Wszyscy się wstydzą? Studenci? Prezesi firm?

Wszyscy. Bardzo często jest tak, że faceci, którzy wykonują bardzo ryzykowne zawody, są na przykład pilotami myśliwców albo mistrzami sztuk walki, którzy potrafią przy użyciu plastikowego widelca załatwić pluton żołnierzy, boją się zaczepić kobietę. Prezesi firm, którzy zarządzają miliardowymi kapitałami, boją się podejść do kobiety. To ciekawe, bo jeśli tą kobietą była sekretarka, nie mieli żadnego problemu, wszystko było ujęte w ramy. Jest prezes, jest sekretarka: „Pani Zosiu, proszę przynieść kawę”. Natomiast kiedy nie mieli tego prestiżu, byli w obcym środowisku, powietrze z nich schodziło i pojawiał się wstyd jak u szesnastolatka.

Tylko że korzystając z NLS, chyba nie można stworzyć uczciwej partnerskiej relacji z drugim człowiekiem.

Żeby odpowiedzieć uczciwie na to pytanie, trzeba by mieć człowieka, których został wychowany przez małpy, jest taką niezapisaną kartką. Dać mu do ręki kurs podstawowy, a potem zaawansowany i zobaczyć, jak zbuduje relacje z kobietą, która również była wychowana przez małpy. Co oczywiście jest możliwe tylko teoretycznie. Myślę, że NLP uczy także zdrowej komunikacji. Poza tą sferą, który najczęściej bywa określana jako manipulacja czy chęć wywierania wpływu na drugą osobę, są tu narzędzia, które umożliwiają artykułowanie swoich potrzeb, a także słuchanie i rozumienie tego, co mówi partner.

Na twojej stronie można jednak przeczytać, że NLP na dłuższą metę cię rozczarowało i poszedłeś dalej. W jakim kierunku?

NLP to bardzo dobra metoda na szybką poprawę jakości życia. W moim przypadku było tak, że w którymś momencie – może to był kryzys wieku średniego – zaczęły się pojawiać pytania, na które nie znajdowałem odpowiedzi. To, co chciałem osiągnąć finansowo, już praktycznie osiągnąłem. Jeśli chodzi o bycie atrakcyjnym dla płci przeciwnej, to już byłem. Wtedy zdarzyło się parę rzeczy dla mnie dość poważnych i tragicznych, o których nie chcę mówić. Zacząłem sobie zadawać najprostsze pytanie: o sens życia. W tym, co do tej pory znałem, nie znalazłem odpowiedzi. Zacząłem szukać w innych sferach – ezoterycznych, duchowych, szamańskich. Tam odnalazłem to, czego szukałem. Coś, co jest ponad umysłem, ponad człowiekiem, co jest czymś więcej. Na pierwszym etapie te doświadczenie sprawiły, że zakwestionowałem wszystko, co do tej pory robiłem w życiu, na przykład zarabianie kasy. Na kolejnym etapie zadałem sobie pytanie: OK, skoro to przestało mnie bawić, to co chcę robić dalej? Nie jestem tego do końca pewien, ale największy sens odnajduję, gdy widzę, że to, co robię, pomaga innym ludziom.

Czym się teraz zawodowo zajmujesz?

Cały czas wykorzystuje swoje umiejętności. Pracuję dla firm, gdzie szkolę sprzedawców w kwestiach komunikacji i motywacji. Bardzo lubię pracę przy prezentacjach, wystąpieniach publicznych. To też jest taka dziedzina, w której człowiek poddaje się ocenie wielu ludzi naraz. Gdy na sali jest trzysta osób, to jest też trzystu potencjalnych sędziów, z których każdy może powiedzieć: on jest kiepski. Dlatego ludzie robią w portki przed wystąpieniami. To jest potężny lęk przed oceną. Robią też coś, co się teraz nazywa life coachingiem, a dawniej nazywane było terapią czy doradztwem. Pomagam ludziom wykrzesać z siebie to, co najlepsze. To, co w nich tkwi, jest uśpione, a może dać wspaniałe efekty, jeśli będzie odpowiednio stymulowane.

I w tym pomagają techniki szamańskie czy ezoteryczne?

Dzięki tym różnym doświadczeniom, również praktycznym, zrozumiałem, że życie, o którym wielu z nas myśli, że jest pierwsze i ostatnie, że po nim jest koniec, to tylko element większej całości. Jest coś przed narodzeniem, jest coś po śmierci. Techniki szamańskie i ezoteryczne zmieniły moje spojrzenie. Gdy spotykam ludzi, czasem widzę, w jakim momencie swojej podróży są, czego im potrzeba, żeby ruszyli mocno do przodu. Jest to coś, co praktycznie wykorzystuję.

Twoja strona ma nazwę Życie na Maxa. Na czym polega życie na maksa?

Nazwa domeny i tego projektu powstała sześć lat temu, kiedy jeszcze byłem na etapie fura, skóra i komóra. Zarabiamy na maksa, bawimy się na maksa, dymamy, co na drzewo nie ucieka. Nazwa strony została, ale twórca się zmienił. Teraz uważam, że życie na maksa to życie pełnią swojego potencjału, życie bez strachu. Bardziej życie na luzie, a nie takie wysiłkowe.

Wywiad pochodzi z 31-32 numeru „Krytyki Politycznej”

Wiek XX był wiekiem strachu, XXI jest wiekiem wstydu. Nie boimy się już, że umrzemy z zimna, częściej wstydzimy się, że na coś nas nie stać. Wszyscy się wstydzą, właśnie dlatego siła należy do bezwstydnych.

W numerze: Azoulay/Appiah/Bilewicz/Foer/Hochberg/Kaliński/Kaplan/Majmurek/Michalski/Offe/Radynski/Rafa/Sierakowski/Szenajch/Tomasik/Wiktor

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.