Kraj

Wszołek: Raport z oblężonego Krakowa

„Nasze instytucje dobrze umieją rozpoznać kontekst misyjny”.

Burza wokół Światowych Dni Młodzieży nieco przycichła, ale Kościół w Krakowie nie daje o sobie zapomnieć. Nawet nie musi sam dbać o swoje interesy, bo często wyręczają go w tym urzędnicy. Najwyraźniej wyczuwają zmianę politycznego klimatu i chcą zawczasu zadbać o dobre relacje z Kurią.

Pochód ocenzurowany

17 października przez Kraków miał przejść „radosny pochód żałobny” w ramach projektu teatralnego POP-UP. Wydarzenie, tworzone przed teatralny duet Wiktora Rubina i Jolanty Janiczak, w zamyśle nawiązywało do tradycji dionizji: uczestnicy mieli sformować kondukt żałobny, a trasa pochodu zakładała przejście z Rynku Głównego na kampus Uniwersytetu Ekonomicznego. Po drodze, w trakcie zaplanowanych performansów, których znaczenie tworzyłoby się w ścisłym związku muzyki i poezji z konkretnymi elementami tkanki krakowskiego Starego Miasta, nastrój melancholii miał przekształcać się w przyjemność i zabawę. Jednak pomimo wydania zgody na trasę przemarszu na dwa dni przed imprezą miasto zmieniło zdanie i zakazało artystom wejścia na płytę Rynku. Jak stwierdziła rzeczniczka prezydenta Monika Chylaszek, „skala przedsięwzięcia jest zbyt duża, by happening mógł wejść na Rynek”.

Organizatorzy zapewniają, że pierwotna trasa uzyskała przychylną opinię Policji, a scenariusz wydarzenia został przedstawiony urzędnikom i zaznaczono w nim, że w kondukcie nie zostaną wykorzystane żadne symbole religijne. Ostatecznie happening wypchnięto na boczne ulice, co w zasadzie uniemożliwiało realizację reżyserskiego planu Rubina i Janiczak. Uczestnicy przemaszerowali w milczeniu, pod hasłem „pochód ocenzurowany”, niektórzy z ustami zaklejonymi czarną taśmą. Nieoficjalnie mówi się, że władze przestraszyły się atmosferą po innym wydarzeniu teatralnym – wystawieniu na początku października na Rynku Głównym Neomonachomachii według Bronisława Maja w reżyserii Jerzego Zonia.

Noc Poezji do prokuratury

Jak napisał Adam Sosnowski we Frondzie: „Wstyd i zgorszenie w Krakowie! Na scenie zmontowanej w Rynku Głównym oficjalnie i z rozmachem przedstawiono bluźnierstwa, orgię księży, szyderstwa z Piłsudskiego, parodię pieśni patriotycznych, drwinę z Ojczyzny i Kościoła”. Projekt firmowany przez krakowski teatr KTO był wzorowany na poemacie Ignacego Krasickiego Monachomachia. Tak brzmia jego opis na stronie teatru: „Trzy walczące ze sobą stronnictwa (zakony?, partie?), prowadzą – jak u Krasickiego – dysputę, spierając się, niby o principia ideowe czy religijne, w istocie jednak o władzę, dominację i… mamonę”.

Na reakcję konserwatywnych polityków nie trzeba było długo czekać. Ryszard Kapuściński, radny Prawa i Sprawiedliwości związany z klubami Gazety Polskiej, złożył zawiadomienie do prokuratury, twierdząc, że spektakl sprofanował „rzeczy święte dla Polaków”. I, jak dodaje dalej Kapuściński w swoim wpisie na stronie klubów Gazety Polskiej, „zapewne chodziło o obrzydzenie zbliżających się wyborów, które traktowane są jako zamach na dotychczasowe status quo”. Spektakl został wmieszany w kampanię wyborczą, a moralne wzmożenie radnych PiS-u i odzew prawicowych mediów mogły na tyle przestraszyć aparat urzędniczy, że nie chciał już zgodzić się na wjazd konnego konduktu Rubina i Janiczak na Rynek Główny – ten sam Rynek, po którym prowadzono trumnę z ciałem Lecha Kaczyńskiego na Wawel. Argumentacja urzędu, że to wydarzenie o zbyt dużym rozmachu, nie znajduje żadnego oparcia w rzeczywistości – wszak na Rynku przy wsparciu miasta odbywają się wielotysięczne imprezy.

Nasze instytucje umieją rozpoznać kontekst misyjny

Kilka dni przed wyborami Wydział Kultury Urzędu Miasta Krakowa wysłał do dyrektorów miejskich jednostek kultury list. Zawierał on uprzejmą prośbę, by układając repertuar na 2016 rok, a zwłaszcza na okres między 25 lipca a 1 sierpnia, wzięli pod uwagę charakter przypadających na ten czas Światowych Dni Młodzieży. Dyrektor Wydziału Kultury Stanisław Dziedzic oczywiście zaprzecza, by taka prośba miała cokolwiek wspólnego z cenzurą – to podobno jedynie sugestia, by zaplanować w repertuarze coś interesującego dla pielgrzymów i tym samym przyciągnąć nowego widza. Zostawmy już na boku kwestię, czy rzeczywiście z biorącymi udział w intensywnym programie ŚDM pielgrzymami można wiązać takie nadzieje. Najwięcej o klimacie wokół Światowych Dni Młodziezy mówi inna wypowiedź dyrektora Dziedzica. Na pytanie dziennikarki „Gazety Wyborczej”, czy dopuściłby organizację imprez niekoniecznie pozostających w zgodzie z ŚDM, dyrektor odpowiada: „Nasze instytucje dobrze umieją rozpoznać kontekst misyjny i nie będą chciały szokować w dobrze pojętym interesie miasta”. Nic dodać, nic ująć. Nie dość, że do Światowych Dni Młodzieży dopłacamy wszyscy jako podatnicy (zarówno mieszkańcy Krakowa, jak i całej reszty kraju), to jeszcze urzędnicy fundują nam w interesie Kościoła aksamitną cenzurę prewencyjną na letnie miesiące 2016 roku.

Satanizm na festiwalu

Według znawców gatunku Unsound jest jednym z najbardziej znanych w Europie festiwali muzyki elektronicznej. Tegoroczna edycja odbyła się jednak z problemami – z diabłem w tle. Krzysztof Osiejuk, bloger związany z prawicowym portalem Salon24.pl, poskarżył się na organizatorów za sprowadzenie zespołu Current 93, którego lider David Tibet miałby rzekomo w czasie koncertów promować satanizm i „sprofanować dwa krakowskie kościoły oraz kaplicę w Kopalni Soli w Wieliczce”. Sam artysta o sprawie miał pisać w prześmiewczym tonie m.in. „Guardianie”. Kuria na wieść o wpisie zakazała organizacji koncertów i nie pomógł nawet list artysty, w którym oświadczył, że jest chrześcijaninem. Organizatorzy zmuszeni byli do przeniesienia w sumie czterech koncertów. Dziś zastanawiają się nad wytoczeniem sprawy blogerowi.

Kasa w Kurii musi się zgadzać

Organizacja transportu miejskiego w Krakowie w trakcie Światowych Dni Młodzieży ma kosztować około 8 milionów złotych. Z miejskiej kasy. A już dziś miasto musi wydać 600 tysięcy na przygotowanie studium komunikacyjnego. W tym samym czasie, gdy urzędnicy głowią się, jak dopiąć budżet imprezy, Kuria podnosi czynsz za wynajem swoich budynków na potrzeby przedszkoli. Za siedziby trzech przedszkoli samorządowych miasto płaciło Dziwiszowi 1,2 tys. złotych, jednak od maja czynsz wzrósł o… 1000 procent, a w maju 2016 roku miasto będzie zmuszone płacić ponad 16 tysięcy złotych czynszu miesięcznie. Finanse biskupa Krakowa muszą się zgadzać, a na wolnym rynku nie ma litości. Organizacja i w dużej mierze sfinansowanie ŚDM to według Kościoła psi obowiązek Krakowa – a skoro Kraków jest tak zamożny, to równie dobrze może płacić wielokrotnie wyższe czynsze.

***

Wymienione przykłady pochodzą tylko z ostatniego miesiąca. Jest sporo więcej, mniej jaskrawych, mniej wyrazistych. Jak się okazuje, Kościół przede wszystkim dba o zabezpieczenie swoich interesów ekonomicznych. W skrócie: jak najmniej dołożyć się do Światowych Dni Młodzieży, a przy okazji spowodować, by zyski z nich trafiły głównie do Kościoła. Czasem ociera się już to o absurd, bo na ŚDM nawet za przywilej bycia wolontariuszem trzeba zapłacić. Kościół jednak ma solidnego sojusznika: to urzędnicy. Wkrótce poseł Jarosław Gowin z Krakowa może zostać ministrem kultury lub nauki, a Małgorzata Wassermann ministrą sprawiedliwości. Oby się nie okazało, że władza publiczna chce ustalać repertuar teatrów nie tylko w czasie Światowych Dni Młodzieży.

 

**Dziennik Opinii nr 306/2015 (1090)

Bio

Michał Wszołek

| Aktywista, polityk
Współprzewodniczący krakowskiego koła partii Zielonych, aktywista inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.