Kraj

Templewicz: Szczuka wie lepiej, co to lewica

Nie widzę powodu, by partię Razem, która chce spróbować czegoś nowego, traktować z paternalistyczną pogardą.

Mam poczucie, że tekst Kazimiery Szczuki Razem młodzi (nie)przyjaciele domaga się odpowiedzi.

Czuję się wychowankiem Krytyki Politycznej. Za zaszczyt poczytuję sobie, że udało mi się coś w KP opublikować. Doceniam pracę, którą Krytyka wykonuje i wspieram ją: prężne wydawnictwo i dobrze działające świetlice w kilku miastach to wspaniałe osiągnięcie, z którego należy być dumnym. Tak samo – należy docenić stworzenie Dziennika Opinii, który stał się jednym z istotnych lewicowych mediów.

Te wszystkie osiągnięcia podkreśla w swoim tekście Szczuka: „Liderka gdańskiej świetlicy od kilkunastu lat pracuje na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, lewicowej świadomości intelektualnej i światopoglądowej, partycypacji obywatelskiej, edukacji równościowej, świadomości ekologicznej i innych wartości, bez których nie istniałyby warunki możliwości sukcesu partii Razem”.

Jasne, że KP przyczyniła się do sukcesu Razem. Ale skala tej pomocy jest mocno dyskusyjna. Skąd pewność, że czytelnicy książek bell hooks, Slavoja Żiżka, Alaina Badiou czy Iwana Krastewa to wyborcy fioletowej (ściślej: karminowej) partii? Czy nie jest możliwe, że na Zandberga czy Zawiszę głosowali raczej czytelnicy „Nowego Obywatela”, łódzkiego pisma, które też odwala kawał dobrej roboty?

Osobiście nie widzę sensu w dochodzeniu, kto jest największym wierzycielem Razem. Takie wypominanie prowadzi do rytualnego prezentowania działalności ludzi związanych z powstałą w tym roku partią w ruchu lokatorskim, ekologicznym itd.

Szczuka kontynuuje myśl: „Ile trzeba było wydać książek i ile małych supełków sieci społecznej pozaplatać, aby samo słowo «lewica» zaczęło się ludziom dobrze kojarzyć”. Skalę tego sukcesu pokazuje brak w Sejmie choćby jednej partii odwołującej się do lewicy. Według Kazimiery Szczuki to wina razemów, pierwszej zorganizowanej oddolnie lewicowej partii, która zanotowała jakkolwiek zauważalny wynik. To przez niechęć Zandberga i innych do „wszystkiego, co nie jest ich własną partyjną inicjatywą”. A przecież można było przystąpić do Zjednoczonej Lewicy!

Kierując się tą samą logiką, chciałbym spytać: dlaczego Szczuka nie startowała z list Platformy Obywatelskiej?

Właściwie powinniśmy mieć pretensje do Zielonych, Twojego Ruchu i kilku innych formacji, że nie poparły „mniejszego zła”. Wtedy może stworzyłby się w parlamencie „szeroki front społecznego oporu przeciw prawicy”. A przecież z partią Kopacz (nagle przestała być prawicą?) dogadać się znacznie łatwiej niż z partią Kaczyńskiego. Wedle logiki, którą prezentuje Szczuka, zgłaszając do razemów pretensje, to Palikot i Miller wykazali „polityczną naiwność” (ech, młodzi!), nie błagając o przyjęcie do Platformy. Jestem pewien, że to lewe skrzydło PO chętniej niż Razem współpracowałoby z „nową, inkluzywną, wielopokoleniową (tak!) socjaldemokracją, stowarzyszoną z Zielonymi, otwartą na świat NGO-sów i łączącą «kulturowe» tematy z ideą sprawiedliwości społecznej”.

Nie znam prawa, które mówi, że od 2015 roku liderką całej lewicy w Polsce ma być Barbara Nowacka. Myślałem, że wolno mi się uważać za osobę o lewicowych poglądach i nie popierać ani jej, ani Leszka Millera. Tak, Leszek Miller jest problemem. I nie jest żadnym argumentem, że „nie wszedłby do Sejmu, bo miał za mało głosów”. Gdyby „zlew” miał przekroczyć próg, pewnie i jeden z jego liderów miałby lepszy wynik.

Może spróbuję to wytłumaczyć. Leszek Miller symbolizuje całą porażkę „trzeciej drogi” pod wodzą liberalnych gospodarczo, konserwatywnych obyczajowo, kunktatorskich postkomunistów. Chodzi o jego rząd, którego główną troską, wedle choćby Roberta Krasowskiego, było przypodobanie się redakcji na Czerskiej. Dlatego formacja, która nie potrafi się od niego jednoznacznie odciąć, odkreślić symbolicznie grubą kreską czasów hegemonii SLD, jest niewiarygodna.

Dwa najcięższe oskarżenia w artykule Szczuki dotyczą tego, że fioletowi nie są prawdziwą lewicą oraz że nie interesują się NGO-sami. Autorka imputuje politykom Razem obojętność na – jak rozumiem jej intencje – „prawdziwy lewicowy pakiet”, w skład którego wchodzić muszą prawa reprodukcyjne kobiet, prawa mniejszości seksualnych i ekologia. Autorka z wyrzutem zauważa, że żadna z tych spraw nie była fioletowym priorytetem.

Dziwny to zarzut. Jeżeli wszystkie te istotne kwestie miałyby być priorytetem w kampanii wyborczej, to jaki w końcu miałby być przekaz? Wszystkie zresztą znalazły się w deklaracji programowej Razem. W sprawie praw mniejszości seksualnych dodatkowo wydane zostało oświadczenie. Zatem chyba problem, wedle autorki, polega na tym, że Razem próbowało tłumaczyć wszystkie te kwestie na język ekonomiczny. Rozumiem, że prawo kobiety do decydowania o własnym ciele jest samoistną sprawą. Ale nie rozumiem, dlaczego wskazanie, że zakaz aborcji jest doktkliwy zwłaszcza dla kobiet biednych, miałoby być nie w porządku.

Ale może bardziej dotkliwy jest zarzut drugi. Pozwolę sobie zacytować: „Teraz, kiedy PiS bierze wszystko, wszystkim organicznikom lewicy będzie działać dużo trudniej. Ale nie jest to kłopot Razem. Słusznie, czym się ma partia martwić, skoro zdobyła subwencję? Niech się martwią NGO-sy”. Nie mam zielonego pojęcia, na jakiej podstawie Szczuka ocenia, że partia ma NGO-sy gdzieś. Nie wiem zresztą, o które chodzi. Jestem pewien, że znaczny odsetek członków warszawskiego koła nie ma, bowiem związali z organizacjami pozarządowymi całe swoje życie. Nie wiem też, co ma do tego subwencja? Bo jak ostatnio sprawdzałem, subwencje nie zmniejszają środków na granty przyznawane NGO-som. Zresztą na razie Razem, jak wielu jego członków, czeka na przelew. Szczerze wątpię, czy kiedy się doczeka, pieniądze pójdą na kampanię wyśmiewającą NGO-sy i drinki z palemką. No ale widocznie Kazimiera Szczuka wie lepiej.

Zarzuty Kazimiery Szczuki sprowadzają się do tego, że Razem działa inaczej niż Zieloni czy Twój Ruch.

Na inne problemy kładzie akcent. Poparcie rzędu 4% w ostatnim sondażu pokazuje, że ma to sens także polityczny. Może w istocie tu jest problem? Że przyszli „gówniarze” i robią lewicę. A przecież Szczuka wie lepiej, co to lewica.

Zgoda buduje, powtarzał Bronisław Komorowski, a teraz przypomina nam to Szczuka. Niebezpieczeństwo konsensusu za wszelką cenę, którego warunkiem jest zamiatanie problemów pod dywan, krytykował dość dosadnie nie gdzie indziej jak w DO współszef Zielonych Adam Ostolski. Ta strategia nie pozwala na twórcze napięcie. Pozorny spokój panuje aż do wybuchu tłumionych wcześniej napięć. I to właśnie widzimy.

Różnica między Razem a ZL wyraża się w diagnozie sytuacji. Fioletowi stwierdzili, że potrzeba nam więcej demokracji, że konieczne jest jasne formułowanie interesów. Czy przyniesie to partii sukces? Nie wiem. Ale wiem, że strategia ZL polegająca na upodabnianiu się do PO i mobilizacji elektoratu strachem, na pewno poniosła porażkę.

Dlatego nie widzę powodu, żeby tych, którzy chcą spróbować czegoś nowego, tych, co wierzą, że inna polityka jest możliwa, niedoszła posłanka i była gwiazda telewizji traktowała z paternalistyczną pogardą. Nie widzę żadnego powodu do tego wzdychania – ech, młodzi. Bo rozmaici „starzy” również popełniali polityczne błędy (jak młody był Miller, kiedy głosił podatek liniowy?). Być może Razem popełniło błąd, nie dołączając jako partia do manifestacji KOD, na której tak świetnie bawił się Roman Giertych. Być może poniesie porażkę – zobaczymy.

Ja akurat szedłem w sobotę nieopodal Leszka Balcerowicza. Rozmawiałem też kulturalnie z członkiem .Nowoczesnej. I nadal nie wiem, dokąd nas takie marsze zaprowadzą. Oby nie do świątecznej wyprzedaży reszty państwowego majątku, dokonanej przez sympatycznych i wartościowych ludzi Ryszarda Petru.

Czytaj także:
Justyna Drath: Strach [o lewicy]

 

**Dziennik Opinii nr 351/2015 (1135)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.