Kraj

Szkoła z TVP, czyli jak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych

Fot. twitter.com/TVP

Bubel TVP nie jest tylko wypadkiem przy pracy. Jest przejawem arogancji władzy. MEN w epoce PiS uważa, że można w kilka miesięcy skutecznie (i bezkosztowo) zreformować cały system edukacyjny. TVP zdaje się wierzyć, że w kilkanaście dni da się (znowu bezkosztowo) przygotować system zdalnego nauczania.

Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie bronił lekcji edukacyjnych zafundowanym uczniom i uczennicom przez TVP. W zasadzie lepiej powiedzieć zaproponowanych, bo funduszy – sądząc po efektach – było w tym projekcie jak na lekarstwo. Te programy są po prostu bardzo źle przygotowane na każdym etapie produkcji.

Zamiast profesjonalnie zorganizowanej kampanii edukacyjnej po raz kolejny dostaliśmy pospolite ruszenie. W efekcie zabrakło wszystkiego: dobrego pomysłu, scenografii, scenariusza, reżyserii, konsultacji merytorycznych, wsparcia występujących nauczycieli.

Jednocześnie jednak bardziej niż lekcje matematyki czy języka angielskiego, które obejrzałem z dziećmi, wstrząsnęła mną nieznośna lekkość hejtu, który rozlał się po mediach społecznościowych i internecie zaraz po emisji programów. Złość i frustracja rodziców, nauczycieli, specjalistów ds. edukacji są dla mnie w pełni zrozumiałe. Jednak rzadko kiedy znajdowały one ujście w komentarzach wskazujących na to, że „tak się kończy oszczędzanie na działaniach edukacyjnych”, a znacznie częściej w szydzeniu z występujących w programach nauczycielek. Hejtowanie poszczególnych osób zawsze jest łatwiejsze niż zajmowanie się strukturami bezosobowymi. Jest też „efektywniejsze” psychologicznie: pozwala lepiej zwentylować emocje i daje efekt nagradzający w postaci poczucia sprawczości, jakie przynosi uderzenie w konkretne osoby.

Chcemy szkoły życia, nie przeżycia

Niewiele lepsze były uogólnienia w stylu „nareszcie zobaczyliśmy, jaka naprawdę jest polska szkoła”. A to drugi, popularny w sieci rodzaj reakcji na Szkołę z TVP. Takie stwierdzenia raczej podtrzymują pokutujący w społeczeństwie stereotyp dotyczący edukacji, ale nie wnoszą nic do dyskusji. W MEN i TVP, które ponoszą instytucjonalną odpowiedzialność za tę katastrofę, nawet nie zauważą, że to ich dotyczy. Ta krytyka może stanowić początek kolejnej fali hejtu wymierzonego w nauczycieli. Większej może nawet niż ta, której doświadczyli po ubiegłorocznym strajku.

Szkoła jako sztab kryzysowy

To droga donikąd. Niczego nie zmieni obrażanie nauczycieli, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji wywołanej nagłym zamknięciem szkół i zostali pozostawieni bez wsparcia w wymuszonym okolicznościami i decyzją władz przejściu do nauczania zdalnego. Hejt może co najwyżej zantagonizować rodziców i nauczycieli jako całe grupy.

Podobnie bezsensowne jest indywidualizowanie odpowiedzialności za fiasko TVP przez uderzanie w występujące w telewizji nauczycielki. Każdemu może się zdarzyć lapsus językowy, merytoryczna wpadka, a nawet znaczne przecenienie własnej wiedzy i kompetencji. Efekt ogólnonarodowej „beki” może być natomiast taki, że niezbyt pewny siebie lub niedoświadczony w pracy zdalnej nauczyciel (czyli niemal każdy) zastanowi się dwa razy, zanim nagra dla swoich uczniów miniwykład lub zrobi lekcje online. A nuż ktoś nagra, puści w obieg… Tym sposobem do końca pandemii zdalne nauczanie polegać może na tym, że uczniowie odbierać będą mailem numery ćwiczeń do zrobienia i odsyłać zdjęcia wykonanych prac.

Zamiast tego proponuję pomyśleć, czy można było lepiej. Lepiej krytykować i lepiej przygotować krytykowane programy. Uważam, że tak.

Same programy można było zrobić zupełnie inaczej. W pierwszym etapie można było zaprosić do współpracy zawodowych aktorów i celebrytów, a następnie zaopatrzyć ich w materiały przygotowane przez specjalistów od nauczania poszczególnych przedmiotów. Wszystko to uzupełnić dobrze dobranymi dokumentami. Dzieci i nauczyciele dostaliby profesjonalne wsparcie, a TVP kupiłaby czas, aby przygotować programy z udziałem prawdziwych nauczycieli (rozumiem, że taki był tu cel).

TVP ma doświadczenie w robieniu reality shows. Dlaczego nie można było zrobić edukacyjnego reality show? Zaprosić do programu nauczycieli wrzuconych w zdalne nauczanie tak jak tysiące ich kolegów i koleżanek. Pokazać, jak się gubią, próbując stosować nowe technologie, walczą z tremą przed kamerami (tymi telewizyjnymi i wmonotowanymi w laptopy), popełniają błędy i uczą się na nich. Można było zaproponować im realizowane na antenie profesjonalne szkolenia z przygotowania i prowadzenia lekcji na skypie, zoomie, meetsach czy innych platformach. Cała Polska mogłaby się uczyć razem z nimi. Dziś cała Polska się z nich śmieje!

Niepotrzebnie. Zamiast skupiać się na rozziewie między – jak zakładam – dobrą wolą stojącą za pomysłem na program a bardzo niedobrym efektem jego realizacji warto zwrócić uwagę na coś innego. Bubel TVP nie jest tylko wypadkiem przy pracy. Jest przejawem arogancji władzy. MEN w epoce PiS uważa, że można w kilka miesięcy skutecznie (i bezkosztowo) zreformować cały system edukacyjny. TVP zdaje się wierzyć, że w kilkanaście dni da się (znowu bezkosztowo) przygotować system zdalnego nauczania. Jedno i drugie to manifestacja braku szacunku do pracy nauczycieli, nadzoru pedagogicznego, ale też wyraz nierozumienia, na czym współcześnie polega sprawne zarządzanie państwem i realizacja polityk publicznych. Jeśli więc żądamy głów, niech to będą głowy szefów MEN i TVP, a nie szeregowych nauczycieli.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Przemysław Sadura
Przemysław Sadura
Doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Doktor habilitowany, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłada na Wydziale Socjologii UW. Kurator Instytutu Krytyki Politycznej. Założyciel Fundacji Pole Dialogu. Bada relacje między państwem i społeczeństwem w obszarach funkcjonowania różnych polityk publicznych. Autor m.in. książki „Państwo, szkoła, klasy” i współautor (ze Sławomirem Sierakowskim) badań „Polityczny cynizm Polaków” i „Koniec hegemonii 500plus”.
Zamknij