Kraj

Stępień: Debata o in vitro to zasłona dymna

Katolików nikt nie zmusza do stosowania in vitro. Nie powinni jednak narzucać swojego stanowiska innym.

Tomasz Stawiszyński: Ksiądz profesor Franciszek Longchamps de Berier ogłosił niedawno, że doświadczeni lekarze bez większych problemów rozpoznają dzieci poczęte metodą in vitro ze względu na charakterystyczną „bruzdę”, widoczną gołym okiem. 

 

Prof. Piotr Stępień: Myślę, że ksiądz de Berier stracił okazję, żeby nie wypowiadać się na tematy, na których się nie zna. Bruzda może występować u dużej części dzieci urodzonych z zespołem Downa, ale występuje również czasem u dzieci całkowicie zdrowych. Z całą pewnością nie jest więc tak, że można na kogoś spojrzeć i stwierdzić, w jaki sposób został poczęty. Bardzo wiele osób poczuło się tą wypowiedzią urażonych. Jest to wypowiedź obraźliwa i stygmatyzująca. Sądzę, że są to niesłychanie subtelne i prywatne sprawy, dotykające rodzin, które cierpią na chorobę bezpłodności. Chorobę, którą można leczyć – czy też można obejść – właśnie stosując techniki wspomaganego rozrodu. W żadnym razie nie należy wypowiadać się w taki sposób o dzieciach, które, jak widać z przekazów prasowych, mogą być stygmatyzowane przez rówieśników czy inne osoby. To jest podstawowy kanon etyczny. Poza wszystkim zaś – opowieści o bruździe to po prostu nieprawda. 

 

W debatach wokół in vitro, padają – ze strony zaangażowanych publicystów katolickich, jak również duchownych – bardzo ostre, stygmatyzujące epitety, dalekie od jakiejkolwiek merytoryki. Zarazem jednak wszyscy oni – zrobił tak również ksiądz de Berier już po publikacji wypowiedzi o bruździe – nieustannie podkreślają, że nie potępiają dzieci poczętych metodą in vitro, a jedynie samą metodę.

 

Jeżeli tak twierdzą, to nie ma powodu, żeby wątpić w ich intencje – co nie zmienia faktu, że wypowiedzi te są stygmatyzujące. W ogóle mam wrażenie, że cała dyskusja wokół in vitro to zasłona dymna. Kościół katolicki – jak się wyrazili biskupi – uważa metodę in vitro za niegodziwą. I to wcale nie dlatego, że ona powoduje jakieś problemy ze zdrowiem u dzieci – bo żadnych takich problemów nie powoduje. Głównym powodem jest to, że zgodnie ze stanowiskiem Kościoła jedyną dopuszczalną metodą poczęcia jest kopulacja. Wszelkie inne są obciążone skazą moralną. I oczywiście każda grupa wyznaniowa ma prawo do swoich poglądów. Tylko bardzo niedobrze, kiedy zamiast komunikować otwarcie swoje przekonania – powiedzieć wprost, że papież potępia in vitro, więc się tej metodzie jako katolicy sprzeciwiamy – wyciąga się fałszywe argumenty i stwarza się nieistniejące zagrożenia czy problemy, którymi usiłuje się przykryć arbitralność własnego etycznego stanowiska. 

 

Kwestie bezpieczeństwa czy zdrowia dzieci poczętych metodą in vitro powinni komentować wyłącznie lekarze i genetycy, którzy mają wiedzę o realnych zagrożeniach czy ewentualnych problemach. Mam teraz przed sobą kilka publikacji na ten temat. Porozmawiajmy zatem o faktach. Jest specjalna instytucja, międzynarodowy komitet, który monitoruje wszystkie problemy zdrowotne dzieci poczętych metodą in vitro, dysponujący danymi około 75% wszystkich takich dzieci z całego świata. Jest ich około czterech milionów, tak więc skala tych badań jest ogromna. Te badania wykazują, że istnieje bardzo znikome podwyższenie ryzyka wystąpienia wad genetycznych czy wad rozwojowych, które można obserwować wśród dzieci poczętych metodą in vitro. Ostatnio zaś ukazała się publikacja, która pokazuje, że w zasadzie nie ma żadnego wyższego prawdopodobieństwa. A to dlatego, że populacja osób, które mają problemy z płodnością, jest inna niż populacja osób całkowicie zdrowych – to znaczy osób, które bez żadnego problemu zachodzą w ciążę. Innymi słowy, nie ma szczególnych niebezpieczeństw związanych z technologią in vitro, jakkolwiek trzeba powiedzieć, że te rodziny są narażone na wyższe – nieznacznie – ryzyko wystąpienia pewnych problemów. Jeżeli mówimy o statystyce – część tych chorób, na które mogą być narażone dzieci poczęte metodą in vitro, jest niesłychanie rzadka. Weźmy na przykład syndrom Angelmana, który był wspominany w rozmaitych dyskusjach. Przebadano 32 tysiące dzieci – i spodziewano się, w oparciu o statystyki dotyczące dzieci poczętych metodami naturalnymi – że będzie około 3 przypadków, ponieważ ta choroba występuje raz na dziesięć tysięcy urodzeń. Okazało się, że ta częstość była większa, ale nadal schorzenie to jest niezmiernie rzadkie. Natomiast oczywiście osoby, które zgłaszają się do klinik in vitro, powinny być o tym wszystkim informowane przez lekarzy prowadzących.

 

Rozumiem, że to nieznacznie podwyższone ryzyko wiąże się po prostu ze specyfiką populacji osób korzystających z metody in vitro – nie ma natomiast żadnego związku z samą metodą. 

 

Populacja osób, które mają problemy z płodnością, jest – nazwijmy to – w jakiś sposób poszkodowana przez naturę. Występują u nich pewne problemy zdrowotne. Czy to hormonalne, czy problemy z implantacją zarodka – tego do końca medycyna czy nauka nie potrafi jeszcze ustalić. I wobec tego w wyniku tych problemów może nastąpić nieznaczne podwyższenie ryzyka. Ale ono jest naprawdę nieznaczne. Jeśli około 95–97% dzieci poczętych naturalnie rodzi się zdrowych, to w przypadku urodzeń in vitro wskaźnik spada do 94%. Jeden procent to jest naprawdę bardzo mało. Nie ma to nic wspólnego z groźbami księdza de Berier, że mamy do czynienia z kilkadziesiąt razy wyższym ryzykiem. Natomiast musimy sobie zdawać sprawę, że oczywiście in vitro jest obejściem pewnych problemów zdrowotnych – i że same te problemy niosą ze sobą nieco podwyższone ryzyko, z którym mamy tu do czynienia. Można to porównać do sytuacji kobiet bardzo młodych i tych w nieco starszym wieku – które chcą mieć dzieci. Kobiety młode, dwudziestoletnie, mają niskie ryzyko, że urodzą dziecko z zespołem Downa – to prawdopodobieństwo wynosi mniej więcej jeden na tysiąc dwieście żywych urodzeń. Ale kiedy kobieta jest po 35 roku życia,  prawdopodobieństwo wzrasta czterokrotnie. I to jest bardzo poważne ryzyko. Ale przepisy prawa nie powinny wkraczać w indywidualną decyzję kobiety, która postanawia urodzić dziecko – mając świadomość, że wiąże się to z podwyższonym ryzykiem.

 

Ale cała debata wokół metody in vitro jest w Polsce skrajnie zideologizowana, emocjonalna i ukierunkowana właśnie na ingerencję prawa w indywidualne wybory. Przeciwnicy in vitro sięgają po skrajną retorykę: otwarcie mówią, że aby urodziło się jedno dziecko, trzeba „zamordować” kilka innych…

 

W ostatnich latach temperatura tej debaty, jak również brutalność strony przeciwnej in vitro znacznie wzrosła. Powinno się rozmawiać raczej o tym czy – i w jakim stopniu – ta metoda powinna być refundowana. Tu jest oczywiście pewien problem – zupełnie niezwiązany z etyką czy religią, tylko czysto praktyczny: w jaki sposób dystrybuować pieniądze przeznaczone na służbę zdrowia. Co do przeciwników natomiast – wszystko byłoby w porządku, gdyby zamiast posługiwać się jakimiś kompletnie pozbawionymi sensu argumentami o bruzdach, powiedzieli otwarcie, że ponieważ taka jest nauka Kościoła, oni są tej metody przeciwnikami. Rzecz w tym, że katolików nikt nie zmusza do stosowania in vitro. Nie muszą tego robić. Nie powinni jednak narzucać swojego stanowiska innym. 

 

Prof. Piotr Stępień jest genetykiem, pracownikiem naukowym Instytutu Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk 

 

 

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Tomasz Stawiszyński

| Eseista, publicysta
Absolwent Instytutu Filozofii UW, eseista, publicysta. W latach 2006-2010 prowadził w TVP Kultura "Studio Alternatywne" i współprowadził "Czytelnię". Był m.in. redaktorem działu kultura w "Dzienniku" oraz szefem działu krajowego i działu publicystyki w "Newsweeku". W latach 2013-2015 członek redakcji KrytykaPolityczna.pl W Polskim Radiu RDC prowadził audycję "Niedziela Filozofów, czyli potyczki z życiem". Autor książki "Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii" (2013). Obecnie jest członkiem redakcji Kwartalnika „Przekrój”, a na antenie Radia TOK FM prowadzi m.in. audycje „Godzina Filozofów” i „Kwadrans Filozofa”.