Kraj

Stawiszyński: Szczęście, jak to łatwo osiągnąć

Przesłanie płynące z odkryć i badań naukowych psychologów pozytywnych ma szansę na zawsze odmienić nieszczęśliwe, wiecznie zafrasowane oblicze świata.

Wiecie, jakie wczoraj było święto? Też nie wiedziałem, dopóki nie zerknąłem do redakcyjnego maila. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie rozesłała mianowicie informację prasową, w której poinformowała o przypadającym na 20 marca Międzynarodowym Dniu Szczęścia.

Dzień wprawdzie, wiadomo, trwa tylko 24 godziny, ale szczęście powinno trwać znacznie dłużej, a najlepiej – przez całe życie. Dlatego właśnie – oznajmiają autorzy informacji prasowej – współczesna psychologia, a konkretniej ta jej odmiana, która nazywa się „psychologią pozytywną” (tak jakby istniała również „psychologia negatywna”), nie ustaje w poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób można takie stuprocentowo trwałe szczęście osiągnąć. Wypracowanymi w procesie długotrwałego żmudnego researchu recepturami dzieli się radośnie z innymi, przynosząc – z okazji międzynarodowego dnia, ale nie tylko – entuzjastyczne, jakże pocieszające przesłanie: i ty możesz być szczęśliwy, szczęścia bowiem, a jakże, „można się nauczyć”.

Oczywiście gdybyśmy sami mogli wpaść na takie rewelacje, wszyscy już dawno bylibyśmy szczęśliwi. Dlatego właśnie eksperci i naukowcy zgłębiają owo szczególnej wagi zagadnienie, a w okolicznościach międzynarodowego dnia postanowili się swoimi rewolucyjnymi wnioskami podzielić z całym pogrążonym w nieszczęściu światem, tym podłym padołem łez i zgrzytania zębami. Przesłany – wraz z innymi arcyciekawymi materiałami – „komentarz ekspercki” autorstwa prof. Ewy Trzebińskiej, odsłania przed nami wszystkimi, nieszczęśliwymi profanami, najtajniejsze tajniki szczęściologii i formułuje prawdziwie wywrotowy wniosek, którego zastosowanie praktyczne, jak się należy domyślać, wywoła w nas trwałe poczucie głębinowego zadowolenia z własnej egzystencji.

„Z wyników badań naukowych płynie ogólna rada – czytamy – warto kreować sytuacje, które prowadzą do szczęścia”.

Cóż, nic dodać, nic ująć. Nie wiem, jak wam, ale mnie od razu po przeczytaniu tej sentencji zrobiło się jakoś cieplej i raźniej na duszy. Rozwiązanie leży jak na talerzu, liczne badania naukowe nareszcie doprowadziły nas do rozwiązania tej trapiącej ludzkość od najdawniejszych czasów piekielnej życiowej łamigłówki. Ludzie pogrążeni w rozpaczy, wykluczeni, biedni, dyskryminowani, padający ofiarą przemocy, ogólnie rzecz ujmując: niezadowoleni ze swojego losu, powinni zatem wziąć sobie powyższą radę – która, nie zapominajmy, ugruntowana jest w „badaniach naukowych”, z których bezpośrednio płynie – wprost do serca i skoncentrować się intensywnie na kreowaniu takich sytuacji, które ich do szczęścia doprowadzą, nie zaś na uporczywym reprodukowaniu sytuacji, które gdzie, jak gdzie, ale do szczęścia z całą pewnością nie wiodą.

Czytajmy jednak dalej. Płynąca z „badań naukowych” rada ogólna osiąga bowiem w komentarzu swoje dalsze, już bardziej szczegółowe eksplikacje. „W rzeczywistości ludzie mają większe możliwości generowania szczęścia, niż myślą. Pamiętając, że o szczęściu decyduje między innymi bilans przeżyć pozytywnych i negatywnych, warto tak układać sobie życie, aby na przykład jak najczęściej spotykać się ludźmi, z którymi rozmowy są przyjemne (nawet jeśli poruszane są trudne tematy), przebywać w miejscach, które się nam podobają czy doceniać swoje nawet drobne sukcesy”.

Pamiętajmy zatem, aby w czasie „układania sobie życia” mieć w pamięci słowa ekspertów i po prostu wybierać sobie takich ludzi – w środowisku pracy, rodzinie, szkole i gdzie tam jeszcze ich można po drodze spotkać – którzy są sympatyczni, nie pracować natomiast, nie uczyć się, nie przyjaźnić i nie mieć w rodzinie takich, którzy sympatyczni nie są. Wnioski płynące z badań naukowych o tyle napawają optymizmem, o ile „dzisiaj łatwiej jest być szczęśliwym”, bo „mamy w obecnych czasach większy wybór możliwości działania, większy wpływ na własne życie”. Czy owa diagnoza także wykuwała się w eksperckich laboratoriach na drodze skrupulatnych eksperymentów z podwójną ślepą próbą – nie wiadomo, ale zapewne tak, przecież poruszamy się tutaj w obszarze psychologii pozytywnej, solidnie naukowo podbudowanej, odległej od wszelakich kulturowych kalek oraz ideologicznie nacechowanych stereotypów.

Dodajmy więc do tego krajobrazu jeszcze jedną ważną kwestię, a mianowicie – każdy, kto chce być szczęśliwy, powinien dokształcać się przez całe życie. Bogata oferta edukacyjna, studia zaoczne w Polsce i za granicą, studia dzienne, podyplomowe i każde inne – czekają na wszystkich spragnionych szczęścia, bo „dzięki permanentnemu kształceniu mamy dużą odporność w reagowaniu na silne emocje, dobrze radzimy sobie w warunkach stresowych i nie załamujemy się w trudnych sytuacjach. Wyniki badań pokazują, że osoby podejmujące stałe i różnorodne aktywności umysłowe, takie jak studiowanie kolejnych, nowych kierunków na uczelniach wyższych, charakteryzują się niskim poziomem neurotyzmu”.

Cieszę się niezmiernie, że mogę podzielić się tą wiedzą z czytelnikami Dziennika Opinii, a właściwie – dzięki internetowi – z całym niemal światem. Przesłanie płynące z odkryć i badań naukowych psychologów pozytywnych ma szansę na zawsze odmienić jego nieszczęśliwe, wiecznie zafrasowane oblicze.

Nie jestem sobie w stanie bowiem wyobrazić, w jaki sposób moglibyśmy jeszcze – po zapoznaniu się z tymi przełomowymi wnioskami – choćby przez chwilę poczuć jakikolwiek dyskomfort. No, chyba że postanowimy dalej uporczywie trwać w nieszczęściu i niezadowoleniu.

Ale wtedy – takie przynajmniej płyną wnioski z badań naukowych – sami po prostu jesteśmy sobie winni.

Więc dalej – kreować sytuacje prowadzące do szczęścia, spotykać się tylko z sympatycznymi ludźmi, przebywać w ładnych i miłych miejscach, zapisywać się na kolejne fakultety, uczyć się i cieszyć! Cieszyć się i radować! I nie zatruwać innym ich szczęścia jakimś zawodzeniem i narzekaniem.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Tomasz Stawiszyński

| Eseista, publicysta
Absolwent Instytutu Filozofii UW, eseista, publicysta. W latach 2006-2010 prowadził w TVP Kultura "Studio Alternatywne" i współprowadził "Czytelnię". Był m.in. redaktorem działu kultura w "Dzienniku" oraz szefem działu krajowego i działu publicystyki w "Newsweeku". W latach 2013-2015 członek redakcji KrytykaPolityczna.pl W Polskim Radiu RDC prowadził audycję "Niedziela Filozofów, czyli potyczki z życiem". Autor książki "Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii" (2013). Obecnie jest członkiem redakcji Kwartalnika „Przekrój”, a na antenie Radia TOK FM prowadzi m.in. audycje „Godzina Filozofów” i „Kwadrans Filozofa”.