Kraj

Stawiszyński: Duchowość bez religii

Czy prosta koncentracja na oddechu może prowadzić do etycznej, a być może także społecznej rewolucji? Tak twierdzi Sam Harris.

Musimy ocalić duchowość przed religią – mówi Sam Harris, najciekawszy dziś bodaj i najbardziej, obok Daniela Denneta, kompetentny filozoficznie przedstawiciel tak zwanych nowych ateistów. Musimy ocalić duchowość przed religią, a zatem także oddzielić ją od religii – zorganizowanych struktur władzy opartych na irracjonalnych, mitologicznych przekonaniach, które same siebie prezentują jako dosłowne, obiektywne prawdy o rzeczywistości. Już w Końcu wiary, swojej najgłośniejszej książce, Harris przychylnym okiem patrzył na rozmaite formy praktyk medytacyjnych, eksplorujących świadomość i poszukujących możliwości przekroczenia wąskiej perspektywy „ego”. W tym roku, wzbogacony o wiedzę wyniesioną z ukończonych niedawno studiów neuronaukowych, powraca do tego wątku w zapowiadanej na wrzesień książce pod tytułem Waking up. A Guide to Spirituality Without Religion.

 

Teza, którą głosi – choć przyjmowana przez część środowiska ateistycznego z rezerwą, a nawet niechęcią – nie jest wcale tak rewolucyjna, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Przede wszystkim bowiem opiera się na całkiem solidnych naukowych podstawach, a te dla Harrisa są przecież podstawową rękojmią wiarygodności. Badania nad medytacją (bo właśnie medytacja jest rdzeniem duchowości proklamowanej przez Harrisa), a dokładniej jej szczególną odmianą zwaną „mindfulness”, opracowaną przez amerykańskiego psychologa Jona Kabat Zinna, prowadzone są od lat i przynoszą bardzo obiecujące efekty. Programy terapeutyczne oparte na ćwiczeniu uważności doskonale sprawdzają się w przypadku PTSD, deficytów uwagi, problemów z nastrojami, wysokiego poziomu stresu i wielu innych przypadłości, które dotykają żyjących w nieustannym napięciu i pod nieustanną presją mieszkańców Zachodu. Jest to z pewnością najtańsza – każdy może stosować ją sam – a przy tym najbardziej efektywna forma (auto)psychoterapii, która ze względu na swoją skuteczność wkrótce doprowadzi być może do bankructwa wielu praktykujących wyznawców Freuda czy Junga.

 

Dzięki tej prostej technice – wywodzącej się z rdzennej i stosunkowo najmniej „religijnej” tradycji buddyzmu therawady – można nie tylko w istotny sposób zmodyfikować funkcjonowanie mózgu, ale także uzyskać dostęp do specyficznego doświadczenia, którego depozytariuszkami były przez tysiące lat rozmaite organizacje religijne, zwłaszcza o wschodniej, a w szczególności buddyjskiej proweniencji. Harris nie jest jednak świeżo nawróconym buddystą, wojującym walecznie z chrześcijaństwem i islamem utajonym konwertytą podążającym bezrefleksyjnie za wygłoszonymi dwa i pół tysiąca lat temu naukami księcia Siddharty. Przeciwnie – podkreśla na każdym kroku, że wobec religijności buddyjskiej jest krytyczny dokładnie tak samo, jak wobec każdej innej. Idzie mu więc przede wszystkim o wyekstrahowanie z tej bogatej tradycji jej źródłowego, fundamentalnego przekazu.

 

Tym przekazem jest właśnie medytacja uważności – w buddyzmie therawedy zwana vipassaną. Jej sednem, a także sednem mindfulness, jest skupienie się na aktualnym doświadczeniu – oddechu, przepływających myślach, odczuciach płynących z ciała, dźwiękach czy wrażeniach dobiegających z otoczenia – ale bez „przywiązywania się” do jakiejkolwiek jego treści, bez oceniania i podążania za nimi. W perspektywie długotrwałej praktyki osiąga się stan nie-myślenia, wygaszenia „ja”, głębokiego uspokojenia i zintegrowania z samą podstawą świadomości. W bardziej zaawansowanych formach wzbudza się także współczucie wobec wszystkich czujących, a zatem cierpiących istot.

 

Niezależnie od korzystnych dla zdrowia i samopoczucia efektów, tego rodzaju praktyka skutecznie wyprowadza poza skoncentrowaną na ego perspektywę, kodowaną nam od dziecka przez indywidualistyczną zachodnią kulturę. Otwiera na świadomość niebędącą „ja”, uwidacznia, że jest ono tylko niewielką wysepką rozciągającą się na niezmierzonym, bezkresnym oceanie. Rozwija empatię i wrażliwość na cudze cierpienie.

 

Jeśli w ogóle można mówić w tym przypadku o „duchowości”, jest to zarazem duchowość całkowicie sprywatyzowana, niewymagająca przynależności do żadnej religijnej organizacji – i w najlepszym tego słowa znaczeniu społeczna, uświadamiająca bardzo pierwotną wspólnotę wszystkich żyjących istot, ich wspólne uczestnictwo w nieredukowalnym ani do racjonalności, ani do czegokolwiek innego fundamentalnym aspekcie istnienia.

 

W tym właśnie sensie prosta koncentracja na oddechu może prowadzić – i prowadzi, czego najlepszym dowodem skuteczność programów opartych na medytacji uważności przeprowadzanych w więzieniach – do bardzo poważnej etycznej, a być może także społecznej rewolucji.

 

Czy zatem koniec zorganizowanych religii będzie – jak chciałby Harris – początkiem duchowości, która naprawdę odmieni oblicze (tej) Ziemi? Tego rodzaju oczekiwanie jest chyba niestety zbyt wielką naiwnością, ale też Harris nie ma przecież podobnych ambicji. Zachęca tylko, żeby usiąść i skupić się na oddechu. Nic więcej.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Tomasz Stawiszyński
Tomasz Stawiszyński
Eseista, publicysta
Absolwent Instytutu Filozofii UW, eseista, publicysta. W latach 2006-2010 prowadził w TVP Kultura "Studio Alternatywne" i współprowadził "Czytelnię". Był m.in. redaktorem działu kultura w "Dzienniku" oraz szefem działu krajowego i działu publicystyki w "Newsweeku". W latach 2013-2015 członek redakcji KrytykaPolityczna.pl W Polskim Radiu RDC prowadził audycję "Niedziela Filozofów, czyli potyczki z życiem". Autor książki "Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii" (2013). Obecnie jest członkiem redakcji Kwartalnika „Przekrój”, a na antenie Radia TOK FM prowadzi m.in. audycje „Godzina Filozofów” i „Kwadrans Filozofa”.
Zamknij