Kraj

Seniorka o życiu w Polsce: Ja z nikim nie walczę, ja się upominam

Teraz są tylko SMS-y i internet. Jak stary człowiek ma wyrazić opinię?

Pierwszy raz z ruchem obywatelskim zetknęłam się tuż po transformacji, na początku lat dziewięćdziesiątych. Powstawały wtedy różne stowarzyszenia i organizacje, wszyscy brali swoje sprawy we własne ręce. W naszej spółdzielni mieszkaniowej źle się działo, bardzo nas uwierała jej struktura. Założyłam wtedy komitet osiedlowy, bo to był jedyny sposób, by mieszkańcy mieli więcej do powiedzenia. I udało się – odwołaliśmy panią prezes, a do rady nadzorczej weszło kilka osób z naszego komitetu.

Społeczeństwo obywatelskie jest moim konikiem od lat. Ciagle się o tym mówi, a czasem mam wrażenie, że nikomu na tym tak naprawdę nie zależy: ani mediom, instytucjom państwowym czy samorządowym. Obywatel ciagle napotyka na ścianę niezrozumienia, lekceważenia i arogancji.

Od kilku lat działam w Klubie Sąsiadów „Przystanek”, który sama założyłam. Nasz klub nie powstał, aby z kimkolwiek walczyć, ale po to, aby szerzyć idee społeczeństwa obywatelskiego, wzajemny szacunek, życzliwość, zainteresowanie losem drugiego człowieka. Pierwsze, jeszcze nieoficjalne spotkanie odbyło się pod hasłem „O starych ludziach w Łodzi”. Przyszli wtedy urzędnicy z magistratu, z delegatury. I tak się zaczęło. Skrzyknęłam jeszcze kilkoro znajomych i zarejestrowaliśmy stowarzyszenie.

Staram się też podejmować różne działania na co dzień. Najbardziej doskwiera mi arogancja ludzi pracujących w instytucjach samorządowych i w służbie zdrowia.

Panuje przyzwolenie na lekceważenie starego człowieka, bo to przecież „moher”. Starsi ludzie są traktowani obcesowo.

A przecież wystarczyłaby odrobina empatii i elementarna uprzejmość. Starsi ludzie, zwłaszcza samotni, są słabi, pokorni – ktoś musi się o nich upomnieć.

Żeby powstało społeczestwo obywatelskie, trzeba się z obywatelem liczyć. Jeśli nieustannie napotyka on na ścianę, to nie ma o tym żadnej mowy. Jeszcze kilka lat temu mogłam zadzwonić do radia czy telewizji, a teraz są tylko SMS-y i internet. Czyli stary człowiek nie ma nawet jak wyrazić opinii. Jest wśród ludzi w moim wieku bardzo wiele osób samotnych, które jeszcze do niedawna dawały sobie radę, ale przychodzi taki moment, że potrzebują wsparcia, zwłaszcza że świat wokół zmienia się coraz szybciej, staje się coraz bardziej obcy. A wystarczy przecież seniorowi wyjść trochę naprzeciw.

Wysyłam pisma, podejmuję różne inicjatywy, organizuję, interweniuję, działam… Często w sprawach elementarnych, jak przystosowanie przystanków MPK czy naprawa chodników. Niby nic takiego, ale dla osób niepełnosprawnych czy starszych to jedyny sposób, żeby mogły wyjść z domu. Wiem, że niektórzy postrzegają mnie jako „walczącą”, ale ja przecież z nikim nie walczę; ja się po prostu upominam.

Damiana Barańska – emerytowana nauczycielka, założycielka Klubu Sąsiadów „Przystanek”, który działa na łódzkich Bałutach.

Notowała: Katarzyna Gucio

Tekst powstał w ramach projektu „Obywatel/ka Senior/ka”, który miał na celu aktywizację obywatelską najstarszych mieszkańców Łodzi. Uczestnicy wykładów i warsztatów pisali projekty do Budżetu Obywatelskiego, brali udział w audycjach radiowych i stworzyli list otwarty do prezydent Miasta Łodzi. Wszystko po to, by zwrócić uwagę na nieistnienie problemów dotyczących osób starszych w lokalnej sferze publicznej.

Czytaj też: broszurę podsumowującą projekt.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij