💶 Z unijnego programu zbrojeniowego SAFE Polska ma otrzymać niemal 44 mld euro, czyli prawie 30 proc. całego budżetu.
🏛️ PiS i Konfederacja straszą dominacją niemieckich firm i blokadą środków przez KE, podczas gdy w rzeczywistości większość funduszy trafi do polskiej gospodarki, a program wzmacnia pozycję UE i Polski na arenie międzynarodowej.
Państwa Unii Europejskiej zatwierdziły polski plan dotyczący unijnego programu zbrojeniowego SAFE, który przewiduje uruchomienie 150 mld euro w pożyczkach dla krajów członkowskich. Polska zostanie głównym beneficjentem, mając do dyspozycji prawie 44 mld euro, czyli niemal 30 proc. całego budżetu. Druga z kolei Rumunia otrzyma niecałe 17 mld euro – ponad 2,5 razy mniej. Mimo to PiS z Konfederacją zagłosowały przeciw ustawie regulującej sposób zaciągania kredytów z programu oraz audytu ich wydatkowania. Prezydent Karol Nawrocki nieustannie wyraża głęboki sceptycyzm, a ministrowie z jego kancelarii mają pracować nad poprawkami do ustawy.
Można więc przypuszczać, że prezydent dokona kolejnego weta. Prawdopodobnie nie będzie to jednak oznaczać zablokowania samego programu. Według Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, pełnomocniczki rządu ds. SAFE, ustawa reguluje kwestie techniczne, takie jak uruchomienie odpowiedniego funduszu przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który będzie zaciągał pożyczki z programu. Inaczej mówiąc, koalicja rządowa zamierza wyprowadzić ten dług poza budżet, za co do 2023 roku głośno krytykowała rząd PiS. Tym samym weto prezydenta może zmusić rząd do zaciągania kredytów z SAFE bezpośrednio przez budżet, co narazi państwo na przekroczenie konstytucyjnego limitu długu. A w rezultacie może uniemożliwić skorzystanie z części dostępnych środków.
Prawicowe manipulacje i straszenie Komisją Europejską
Większość argumentów prawicy jest zupełnie absurdalna. Były szef MON Mariusz Błaszczak z PiS grzmiał z mównicy sejmowej, że Komisja Europejska będzie mogła zablokować środki z SAFE, jeśli nie przyjmiemy przysłanych nad Wisłę nielegalnych imigrantów lub jeśli Polska nie uzna, że istnieje, uwaga, 240 płci.
W rzeczywistości KE mogłaby zablokować środki z SAFE, jeśli Polska nie wywiązywałaby się z kryteriów tego konkretnego programu oraz unijnych zasad ochrony wydatkowania środków budżetowych, a nie czegokolwiek innego. PiS przytacza przykład zablokowania środków z KPO. Problem w tym, że fundusze te zostały zablokowane, ponieważ PiS nie spełnił pierwszego kamienia milowego polskiego KPO.
Owszem, odblokowanie pierwszej transzy po zmianie władzy było czysto obligatoryjne, gdyż obecna koalicja też go nie spełniła. Jednak kolejnych kamieni milowych nie można było rozliczyć na słowo honoru i już wiadomo, że części środków Polska może nie otrzymać. Chociażby z powodu wstrzymania reformy PIP czy nieuchwalenia ustawy wiatrakowej. Poza tym nawet jeśli KE wstrzyma finansowanie z SAFE, to Polska po prostu się z tego programu nie zadłuży. Skoro jest taki zły, to prawica powinna być z tego zadowolona.
Prawica przekonuje również, że na programie skorzystają głównie niemieckie i francuskie koncerny – z naciskiem na te pierwsze. Według danych rządu aż 80 proc. otrzymanych środków wpłynie do polskiej gospodarki. Prawica – ustami chociażby TV Republika – odpowiada, że to tylko złudzenie, gdyż pieniądze trafią do niemieckich filii nad Wisłą, między innymi Rheinmetall Polska. To jednak spora manipulacja. Abstrahując od tego, że nowe zamówienia dla oddziału Rheinmetall również będą korzystne dla polskiej gospodarki, chociażby dając pracę Polkom i Polakom, to znaczna część niewątpliwie trafi do firm z polskim rodowodem.
Polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe produkują wiele kategorii broni, które znalazły się w programie SAFE. Wśród nich są amunicja i pociski – Polska wraz z Koreą Południową buduje fabrykę pocisków do wyrzutni Chunmoo. Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) już produkuje najpowszechniejsze pociski artyleryjskie 155 mm, a dodatkowo znacząco powiększa swoje moce produkcyjne. Pociski różnego kalibru produkuje również Mesko, a Nitro-Chem jest jednym z największych producentów trotylu na świecie.
Oprócz tego w Polsce powstaje wiele systemów artyleryjskich. System Homar-K również zacznie być produkowany u nas – jego składową będzie południowokoreańska wyrzutnia Chunmoo, ale podwozie ma stanowić polski Jelcz, zaś kierowaniem ogniem zajmie się polski system Topaz. Firma WB Electronics, w której 25 proc. udziałów posiada rządowy Polski Fundusz Rozwoju, produkuje zarówno małe, jak i zaawansowane systemy dronowe, wraz z dostosowaną do nich amunicją krążącą Warmate. Na Podkarpaciu znajduje się tak zwana dolina lotnicza, w której produkuje się samoloty i myśliwce.
Owszem, największe fabryki należą do firm zagranicznych – to chociażby włoska AugustaWestland czy amerykański Sikorsky Aircraft. Wokół nich stworzyło się jednak całe środowisko poddostawców, którzy w ogromnej mierze skorzystają na zleceniach z SAFE.
Program SAFE a współpraca z USA i Koreą Południową
Opozycja wskazuje, że SAFE może zamrozić dalszą współpracę z Amerykanami i Koreańczykami. To także nieprawda – można ją nawet po części finansować z tego właśnie programu. Wyżej wymienione systemy Homar-K są tego przykładem. 35 proc. kosztów projektu będzie mogło zostać poniesione poza Europejskim Obszarem Gospodarczym (wraz z Ukrainą). Poza tym nic nie stoi na przeszkodzie, by nadal kupować sprzęt z USA czy Korei Południowej własnym sumptem. Warto jednak zaznaczyć, że są to zakupy przeprowadzane na gorszych warunkach niż z SAFE. Korea Południowa zbuduje w Polsce – we współpracy z Warszawą – fabryki, ale kredyty na olbrzymie zakupy będą oprocentowane na ok. 6 proc., tymczasem kredyty z SAFE na ok. 3 proc.
Owszem, to oprocentowanie będzie zmienne, na co wskazywał senator PiS Wojciech Skurkiewicz podczas debaty w izbie wyższej. Jednak tym samym może być również niższe. Nie ma wątpliwości, że oprocentowanie obligacji emitowanych przez UE będzie trwale niższe od obligacji emitowanych przez Polskę. Głównym zagrożeniem związanym z SAFE jest fakt, że będzie to dług w euro. Ale zakupy w USA i Korei Południowej także były finansowane długiem w zagranicznej walucie, tylko że w dolarze.
Poza tym wielkim atutem programu SAFE jest otwarcie się na współpracę z państwami, z którymi Unia Europejska posiada umowy o Partnerstwie w dziedzinie Bezpieczeństwa i Obrony. Są wśród nich kraje bardzo ważne z punktu widzenia geopolityki – zarówno dla UE, jak i samej Polski. Mowa chociażby o Japonii i właśnie Korei Południowej. Znajdują się wśród nich również Kanada i Wielka Brytania. Państwa te nie będą mogły bezpośrednio korzystać ze środków z funduszu, a jedynie dokonywać wspólnych zakupów z beneficjentami programu. Dzięki temu pozycja negocjacyjna państw członkowskich wzmocni się, co będzie skutkować znacznie lepszymi warunkami. Poza tym program zbliży kraje UE z wymienionymi wyżej państwami, co – szczególnie w przypadku zbrojącej się na potęgę Japonii – bardzo by się Polsce przydało. Sojusz wojskowy z Tokio wziąłby Moskwę w kleszcze.
SAFE a Niemcy. Kto naprawdę korzysta na unijnym funduszu zbrojeniowym?
Prawica alarmuje, że Niemcy nie weszły do programu, co ma dowodzić, że jest on niekorzystny. Gdyby weszły, to najpewniej grzmiałaby, że nie zamierza odpowiadać za niemieckie długi albo że Berlin zbyt dużo przytuli. Prawicowy sprzeciw wobec SAFE jest więc czysto rytualny. Niemcy nie skorzystają z pożyczek, gdyż mogą same emitować obligacje oprocentowane na jeszcze niższy procent. Nie tylko są w strefie euro, gdzie oprocentowanie jest niższe (główna stopa EBC to 2 proc., a stopa referencyjna NBP – 4 proc.), ale też pozostają zdecydowanie największą gospodarką UE, mimo że ostatnimi czasy dostały zadyszki.
Do SAFE nie dołączyli wyłącznie Niemcy. Zrobili to Włosi (15 mln euro) czy Francuzi (ponad 16 mln euro – trzeci największy beneficjent). Dokładnie taką samą kwotę jak Paryż otrzyma Budapeszt, czyli bliski sojusznik polskiej prawicy. Nawet Słowacja Roberta Fico wejdzie do programu, otrzymując ponad 2,3 mln euro, co nie przeszkadza Bratysławie kupować w USA – podczas wizyty Marco Rubio ogłoszono zakup F-16 dla słowackiej armii.
Rytualnego charakteru sprzeciwu prawicy wobec SAFE dowodzą także zarzuty ze strony Konfederacji, które dotyczą kwestii proceduralnych. Europosłanka Anna Bryłka w rozmowie z Marcinem Fijołkiem i Piotrem Witwickim w Politycznym WF wskazywała, że Komisja Europejska pominęła w procedowaniu programu Parlament Europejski. Na wstępie warto zauważyć, że KE dobrze zrobiła, bo gdyby PE zaczął deliberować nad tą sprawą, skończyłby zapewne za dwa lata, tymczasem w kwestii zbrojeń czas to pieniądz.
Prawicy taki ruch także powinien się podobać. Przecież pominięcie PE oznacza wzmocnienie roli państw członkowskich, gdyż to Rada Europejska (szefowie rządów krajów UE) stała się głównym organem legislacyjnym w tej sprawie. Poza tym PE jest zwykle wskazywany przez konserwatystów jako zagłębie unijnego lewactwa i symbol wszystkiego, co najgorsze w UE.
Tymczasem w przypadku programu SAFE Parlament Europejski nagle stał się niezbędny, a jego pominięcie jest skandalem.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.