Być może wielu czytelników nie uwierzy, ale swego czasu publicyści „Uważam Rze” uważali się za najbardziej pluralistyczne środowisko w Polsce. Co prawda zgadzali się co do nienawiści do ruchów LGBT, lewicy, UE, praw kobiet, pomocy najsłabszym, podatków oraz „oszustwa” globalnego ocieplenia, ale za to różnili się w tak fundamentalnych dla współczesnej Polski kwestiach, jak to, czy 80 lat wcześniej II RP powinna iść na Moskwę z Hitlerem, albo czy rację miał Dmowski, czy jednak Piłsudski.
Rzecz jasna spory te były eskapizmem historycznym, do którego uciekano się w momencie, gdy PiS-owska kleptokracja zalała media – głównie prawicowe – olbrzymimi pieniędzmi. I trudno było wprost „jechać po Kaczyńskim” z ostrą krytyką. Nie każdy był tak odważny jak Łukasz Warzecha, przy całym komizmie jego poglądów.
Teraz jednak się to zmieniło. Spór między prawicą postpiłsudczykowską i neoendecką nie jest już sporem kilku udających niepokornych publicystów magistrów historii, tylko fundamentalnym sporem ideowym, który zadecyduje, w którą stronę przechyli się obóz mający szanse od 2027 roku rządzić Polską.
Co najważniejsze – ten spór prawicowi piłsudczycy zaczynają przegrywać.
Prawica Piłsudskiego, Dmowskiego i Kaczyńskiego
Same nazwy są tu nieco umowne i bazują na uproszczeniach. Zarówno Dmowski, jak i Piłsudski mają zbyt skomplikowane życiorysy, by mogło być inaczej. Dmowski przez moment siedział za walkę z caratem, a Piłsudski miał na koncie także wypowiedzi antysemickie.
Przez współczesnych odbiorców postacie te są zbyt zmitologizowane, aby można było w pełni analizować ideowo którąkolwiek z nich. Ale pewne istotne różnice między sanacyjnym Piłsudskim a faszyzującym Dmowskim z lat 30. wybrzmiewają także dzisiaj, i to właśnie one dzielą prawicę.
Piłsudczykowska, sanacyjna prawica Kaczyńskiego w polityce zagranicznej zawsze bardziej bała się Wschodu niż Zachodu – nawet jeśli do tego Zachodu miała wieczne żale i resentymenty. W polityce wewnętrznej była za silnym państwem, które zapewnia dobrobyt poprzez szerokie uprawnienia. Wreszcie, tak jak Piłsudski ze swoim zapleczem z PPS, POW i legionów miał pewien (niewielki, ale jednak) lewicowy wajb, tak Kaczyński w pewnym momencie z owego wajbu skorzystał. Wprowadził nie tylko szerokie transfery socjalne maskowane nazwą polityki rodzinnej (500+), ale też skrócił wiek emerytalny, oskładkował umowy zlecenia, wprowadził 13. i 14. emeryturę oraz podwyższał pensję minimalną – mimo ciągłych lamentów, że „dalej się nie da”.
Jednak wbrew załamywaniu rąk przez liberałów i neoendeków Polska się nie zawaliła. A swoisty „cud gospodarczy”, którym dziś tak chwali się Tusk, działał także w czasach rządów Kaczyńskiego, który pobudził rynek wewnętrzny.
Tymczasem neoendecka prawica w tych kluczowych sprawach widzi wszystko odwrotnie. W polityce zagranicznej zawsze widziała większe zagrożenie ze strony Zachodu, a nie Wschodu, co datuje się jeszcze od XIX-wiecznych sporów okcydentalistów ze słowianofilami. Państwo poza resortami siłowymi miało być zawsze słabe, gdyż urzędnicy są źródłem opresji.
Dlatego instytucje należy pozbawiać uprawnień, a nie nadawać im nowe. Transfery, jeśli już, powinny iść nie do biedniejszych grup społecznych, takich jak emeryci, osoby na umowach zleceniu czy rodziny z dziećmi, lecz do przedsiębiorców. Dlatego właśnie politycy – od Brauna począwszy – mówią o likwidacji pensji minimalnej, skrajnym obniżaniu podatków i zwijaniu państwa. Dlatego jest tam polityczny przegryw Gwiazdowski.
Zjednoczeni w antylewactwie
Oczywiście te prawice mają też cechy wspólne. Obie mają skłonność do zamordyzmu, przemocy oraz kleptokracji. Obie rozumieją postęp jako źródło zła, a emancypacja kobiet, mniejszości czy otwarcie na Innego mają być źródłem cywilizacyjnych cierpień. Obie są też skrajnie antynaukowe i lubują się w patriotyczno-przaśnej estetyce. I mają z klasą ludową o wiele lepszy kontakt niż polska lewica.
Przy obecnych sondażach obie prawice są jednak po prostu zmuszone zawrzeć koalicję. Oznacza to, że program żadnej z nich nie zostanie w pełni zrealizowany. Jeśli coś wdrożą, będzie to raczej cały pakiet „antylewacki” niż rewolucja ekonomiczna czy odejście z UE.
Już teraz jednak widać, kto staje się siłą dominującą – i nie jest to partia Kaczyńskiego. Ba, przeistoczenie PiS-u z piłsudczyków w neoendeków trwa już od dłuższego czasu. Wystarczy przypomnieć, że PiS był kiedyś partią Lecha Kaczyńskiego i Pawła Kowala. To Jarosław Kaczyński, bacząc, by na prawo od niego była tylko ściana, schlebiał neoendeckim fobiom o „zawsze złych Niemcach” czy „opresyjnej UE”, w której i tak na wszystko się grzecznie zgadzał, a także pompował neoendeckie media, by te szerzyły własną wersję prawicowości.
Kaczyński rozhulał neoendeckie demony z przekonaniem, że to on będzie magiem panującym nad brunatnym palantirem. Tymczasem to one zaczęły panować – jeśli nie nad nim, to przynajmniej nad jego partią.
Już dziś jest on zjadany od środka przez frakcję „maślarzy”, która mentalnie od dawna znajduje się w Konfederacji. Nieprzypadkowo lol-doktorat Przemysława Czarnka dotyczy wolności gospodarczej, nieprzypadkowo Patryk Jaki czyta głównie Ziemkiewicza i nieprzypadkowo Dominik Tarczyński zachowuje się jak przedstawiciel handlowy MAGA na Polskę. Nieprzypadkowo wreszcie Kaczyński musiał wyznaczyć na prezydenta byłego kibola, piszącego prace historyczne o gangsterach. Drugi Duda dziś już by nie przeszedł.
Okres przejściowy kaczyzmu przed węgierską biedą
Być może więc tak jak sanacja Piłsudskiego była tylko mignięciem chwili w polskich losach, tak i parasanacyjny „kaczyzm” właśnie schodzi ze sceny. Polska zaś, owszem, pójdzie drogą Węgier – ale nie jako oligarchiczno-cenzorskie monstrum, tylko państwo konsekwentnie obniżające PIT i inne podatki oraz jako koń trojański w UE, z obciętymi funduszami unijnymi. I skończy gospodarczym zubożeniem – dokładnie tak, jak dziś kończą Węgrzy.
W dłuższej perspektywie otwiera się jednak ogromne pole dla solidarnościowej lewicy, której rozwój w klasie ludowej blokował piłsudczykowski Kaczyński ze swoim socjalem. Gdy ów socjal zniknie, Polacy szybko przypomną sobie, jak żyło się z balcerowiczowskim mindsetem pod koniec lat 90. A pan Braun – jako polonista bez żadnego pojęcia o gospodarce – zgotuje im piekło zubożenia, samemu zarabiając w tym czasie miliony w Brukseli.










Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
Nie podzielam twojego optymizmu z tym potencjałem ale kto wie
Pogląd Autora podzielam w kilku aspektach tylko.
1. Tak – PiS jest partią schyłkową bo biologia. Baza wyborcza Kaczyńskiego z przyczyn biologicznych się kurczy. To w większości są tzw. peerlowscy normalsi, których w latach 90tych ostro sponiewierała balcerowiczowizna. Dzieci tych ludzi (dzisiejsi 30-40latkowie) dorastały w epoce dzikiego kapitalizmu i stosownie do tego nasiąkły agresywnym darwinizmem społecznym. Co moje to dzięki mnie a więc nikomu nic do tego. Cała reszta nadbudowy – ,,patriotyzm”, różne ,,anty-…” to co najwyżej alergiczna reakcja na to z czym się im wiąże lewacko-liberalna agenda.
2. Jeżeli krytycznie spojrzymy na ,,naszą” stronę to narastanie różnych konfederstii stanie się bardziej zrozumiałe. ,,Lewica” wyżywa się w różnych ,,wojnach kulturowych” wobec, których skrajna prawica zajmuje stanowisko ,,normalności” ,,Spójrzcie jakie toczą walki o związki partnerskie a ja nie mam z czego faktur zapłacić”, ,,Ratują klimat? Wspaniale ale mi przez to rachunek za gaz wzrósł dwukrotnie a pensja wcale” etc. To był sekret 8 lat rządów Kaczyńskiego – może i toczył wojny o ,,duperele” (Bogi, honory ojczyzny) ale niech tam: mi nie tylko duma przyrastała ale przede wszystkim w portfelu rosło!
3. Renesans Lewicy? ,,Otwiera się jednak ogromne pole dla solidarnościowej lewicy, której rozwój w klasie ludowej blokował piłsudczykowski Kaczyński ze swoim socjalem”. Niech w przyszłym roku wprowadzą ETS2 i pojawią się skutki Mercosur. Polexit murowany!
Nie mam pojęcia, czy prawicę postpiłsudczykowską zastępuje neoendecka, podejrzewam, że oni sami nie wiedzą.
Wiem jedno od 1989 roku władzę zdobyli tzw politycy,
którzy nie mieli bladego pojęcia o funkcjonowaniu państwa, którym postanowili rządzić.
Namacalnym dowodem tamtych czasów to muzyk i lekarz z Cieszyna, którzy to swoim oscylatorem ( legalnym w świetle prawa) zachwiali finansami państwa.
Społeczeństwo szybko zorientowało się, że ma do czynienia z amatorami i w 1990 w wyborach prezydenckich do 2 tury w ramach buntu rozpaczy dania cymbalom nauczki, wprowadziło faceta z Peru, co ośmieszyło Polskę na całym świecie.
Czy będzie lepiej? Lepiej już było.
Do gry weszło kolejne pokolenie, tyle, że bardziej pazerne.