Kraj

Porno to biznes jak inne

Elastyczne zarządanie i łączenie obowiązków z przyjemnością (choćby udawaną)? Porno znów jest w awangardzie biznesu.

Na Adult Entertainment Expo (AEE), corocznych targach erotycznych w Las Vegas, dzieją się rzeczy niebywałe – tyle można dowiedzieć się z pierwszego lepszego newsa na ich temat. Ale pomijając dudniącą muzykę i to, że możemy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z ulubioną gwiazdą, trzymając w jednej ręce aparat, a w drugiej replikę jej warg sromowych, AAE są targami biznesowymi jak każde inne. W czasie kiedy aktorki i aktorzy udzielają wywiadów, rozdają autografy i pstrykają fotki z rozochoconymi fanami, właściciele i menadżerowie pornobiznesu oddalają się w stronę sali konferencyjnych, żeby tam wymienić się biznesowymi mądrościami.

Organizatorzy targów, podobnie jak uczestnicy tych paneli, zakładają, że biznesowe seminaria nie stanowią priorytetu dla odwiedzających AAE. I trudno im się dziwić. Jeśli tak się akurat składa, że ktoś nie robi w branży ani nie jest dziennikarką lewicowego magazynu, te panele dyskusyjne mogą być naprawdę śmiertelnie nudne. Ale także dlatego uczestnicy seminariów czują się tak, jakby byli tylko w swoim własnym gronie. Przesiąkając atmosferą koleżeństwa, nie cenzurują się i mówią wprost, co mają na myśli.

Strategie zarządzania, o których opowiadano w trakcie tych paneli, są wykorzystywane na co dzień w przemyśle porno (oczywiście nie wszędzie, bo zawsze są wyjątki), ale bynajmniej się do niego nie ograniczają. W zasadzie dotyczą one całego świata pracy. Wypowiedzi specjalistów z pornobranży, którym miałam okazję się przysłuchiwać, nie różniły się niczym od tego, co można przeczytać u ekspertów cytowanych w „Forbesie”. Zresztą wszyscy, którzy zajmowali się kiedyś zarządzaniem, rozpoznaliby te porady – wszystkie odpowiadają na pytanie „jak wyciągnąć ile się da z twoich pracowników?”. A jak radzą sobie z tym pracownicy? W branży pornograficznej, tak samo jak i w każdej innej, w coraz bardziej pomysłowy sposób starają się tym nowym strategiom zarządzania opierać.

W końcu zasoby ludzkie w pornobiznesie oznaczają to samo co w innych branżach.

Dla waszej przyjemności wynotowałam kilka złotych myśli, którymi kierują się szefowie przemysłu porno.

Po pierwsze: zatrudnienie za nastawienie

Podczas dyskusji o obsadzie ekipy filmowej producenci zgodnie stwierdzili, że kwestią kluczową jest nastawienie. – W czasie castingu staram się dobrać pasujące do siebie elementy układanki. Dzisiaj można do tego świetnie wykorzystać media społecznościowe. Od razu możecie wyobrazić sobie, jaką osobowość ma dziewczyna, która stara się o rolę. Możecie dowiedzieć się czegoś o niej, jeszcze zanim ją zatrudnicie. Na ile rzeczywiście zdeterminowana jest, żeby grać. I czy zależy jej na pieniądzach, czy raczej chodzi jej o zabawę – tłumaczył jeden z producentów.

Rzeczywiście media społecznościowe świetnie się do tego nadają. Pracodawcy już od dawna wykorzystują je jako poręczne narzędzie zarządzania personelem – zatrudniając i zwalniając pracowników na podstawie postów publikowanych przez nich w internecie. Nina Power słusznie zauważyła, że we współczesnym kapitalizmie „każdy jest swoją własną reklamą”. Osoby pracujące w branży pornograficznej dobrze zdają sobie z tego sprawę, dlatego spędzają całe dnie na utrzymywaniu swoich kont na portalach społecznościowych. Nieustannie budują swoją markę i, podobnie jak zatrudnieni w innych gałęziach przemysłu kreatywnego, rzadko kiedy „wychodzą z roboty”. Znoszenie ciągłego przymusu autopromocji jest łatwiejsze, kiedy pracownik autentycznie angażuje się we własną pracę. Albo kiedy przynajmniej takie zaangażowanie odgrywa.

Po drugie: au-ten-tycz-ność!

To w takim razie lepiej zatrudniać aktorów zainteresowanych pieniędzmi czy zabawą? – zapytał ktoś z publiczności cytowanego już przeze mnie producenta. – Wiesz, możesz mieć kogoś, kto nie postara się za bardzo, może nie mieć najlepszego podejścia. Może mieć za dużo dystansu do innych aktorów czy aktorek w scenie. To nie wyjdzie wtedy tak dobrze, jak wtedy, gdy masz kogoś naprawdę chętnego, kto chce doświadczeń, a nie tylko wypłaty – odpowiedział.

To znów przypomina „Forbesa”, gdzie można przeczytać: „Dzięki przejrzystości i autentyczności będziesz w stanie zbudować relacje oparte na zaufaniu. Dopiero w takiej relacji pracownik będzie w stanie rozwinąć pełnię swojej kreatywności i wzbić się na wyżyny poświęcenia i motywacji do pracy”.

Menedżerowie pracujący w przemyśle pornograficznym zgadzają się, że aktorzy i aktorki pracujący dla pieniędzy znacznie częściej sprawiają problemy. Bez wątpienia nic nie irytuje szefów tak jak pracownicy przeświadczeni o tym, że należy im się wypłata.

W czasie kolejnej dyskusji dowiedziałam się od innego producenta, jak prowadzona jest rekrutacja w jego firmie. Otóż najpierw na podstawie zdjęć zostają wyselekcjonowane zgłoszenia osób spełniających wymogi estetyczne. Później ktoś kilka razy dzwoni do kandydata lub kandydatki, żeby sprawdzić, czy charakter osoby zgadza się z oczekiwaniami firmy. – Jeśli pierwszą rzeczą, którą słyszymy od nich w słuchawce, jest pytanie o zarobki, to zazwyczaj od razu kończymy rozmowę. Mieliśmy doświadczenia z takimi dziewczynami w przeszłości, po drodze zawsze były z nimi jakieś problemy – objaśniał producent i reżyser zarazem.

Powody, dla których ludzie chcą występować w produkcjach pornograficznych, są dla pracodawców nie bez znaczenia. Dlaczego? – Chcę wiedzieć, jakie są ich motywacje, bo zarabiamy dużo pieniędzy dzięki mediom społecznościowym. Chcemy dziewczyn, które będą promowały swoje filmy, a nie takich, co przyjdą, zrobią, co mają zrobić, i nigdy więcej się nie odezwą – tłumaczył uczestnik panelu.

Specjaliści od zarządzani zasobami ludzkimi od dawna mówią o tym, że pracownicy, którzy autentycznie angażują się w to, co robią, są w stanie całkowicie poświęcić się swojej pracy – nawet jeżeli przestaną być za nią opłacani. Dlatego pod żadnym pozorem pracownik nie może przyznać się do tego, że przychodzi do pracy tylko dla pieniędzy – niezależnie, czy pracuje w branży pornograficznej, czy jakiejkolwiek innej. Może za to (a nawet powinien!) przyswoić, że przecież „robi to, co kocha”, zwiększając tym samym zyski pracodawcy, o sobie jednak nie myśląc w kategoriach pracownika.

Sprawowanie kontroli nad nastawieniem wobec pracy i autentycznością entuzjazmu pozwala również zapewnić spokój od ewentualnego buntu, kiedy w firmie zaczynają się cięcia i oszczędności. Kto by nie chciał pracować przez dwadzieścia godzin, wykonując obowiązki czterech osób?

Po trzecie: więcej za mniej

Więcej za mniej – czyli ulubiony sposób na zwiększanie zysków w przemyśle filmów dla dorosłych i nie tylko. Chociaż należy w tym podpunkcie odnotować, że dyskutanci nie byli zgodni co do tego, na ile można zwiększyć tempo pracy, żeby nie odbiło się ono negatywnie na finalnym produkcie. Połowa uczestników dyskusji – a więc pewnie znaczna część całego przemysłu – zadeklarowała, że stara się kręcić jak najwięcej scen w ciągu jednego dnia zdjęciowego. Większość producentów płaci aktorom za poszczególne sceny, ale z ekipą filmową rozlicza się inaczej – za dzień pracy, niezależnie od tego, jak długo trwają zdjęcia.

– Filmowanie trzech do czterech scen jednego dnia pozwala nam wyciągnąć najwięcej z ekipy pracującej za dniówkę – objaśniał jeden z producentów. I natychmiast wtrącił się drugi: – Robimy dokładnie to samo. Płacimy dniówkę i wyciskamy, ile się da.

Nakłanianie pracowników do wykonywania wielu rodzajów prac za cenę jednej to kolejny dobry sposób, żeby „wycisnąć, ile się da” z tych rozliczających się za dzień pracy. Jeden z producentów chwalił się, że w swojej firmie zorganizował system „wymiany i dopełniania się” zadań na planie. Chodzi o to, że aktorzy, którzy uprawiają seks w jednej ze scen, w kilku innych występują jako statyści. Wtórował mu inny. – Czasem każę ludziom, którzy uprawiali seks w scenie przed chwilą, żeby jeszcze dograli kilka partii bez seksu w innych.

W branży porno coraz częściej „dopełnianie się” na planie staje się normą. Firmy wolą zatrudnić reżysera, który zagra w jednej ze scen, albo operatora kamery, który zajmie się przy okazji oświetleniem i zrobi fotosy. Od aktorów oczekuje się, że sami zrobią sobie fryzury, makijaż, przygotują garderobę, a podczas ujęć w terenie wyręczą scenarzystę i reżysera.

Po czwarte: budowanie społeczności

– Dla fanów naszej firmy społeczność jest naprawdę istotna, a dziewczyny są ogromnie ważną częścią tej społeczności – mówił kolejny znawca pornobiznesu. Nie chodzi tylko o to, żeby fani obejrzeli scenę z filmu, ale żeby chcieli zobaczyć jeszcze materiał zza kulis, a przede wszystkim, żeby mieli wrażenie, że rzeczywiście poznali gwiazdy grające w filmie. Wyciąganie z pracowników, ile się da, łączenie różnych obowiązków zawodowych, ograniczanie dni zdjęciowych na pewno „pozwalają poczuć się, jakbyśmy byli jedną społecznością”.

To poczucie bycia częścią społeczności skłania różnego rodzaju pracowników do tego, żeby sprzedawali więcej swojej pracy za mniej albo dawali ją wprost za darmo. Nie mówiąc już o tym, że to również świetny sposób na promocję. I po raz kolejny nie jest to tylko problem przemysłu porno. Whole Foods, sieć supermarketów z organiczną żywnością, również lubi odwoływać się do „społeczności” dla celów kreowania marki. Wystarczy jednak porównać tożsamość, jaką próbuje sprzedawać sieć marketów, i realia pracy tamże, żeby zobaczyć, że porno nie jest tu żadnym wyjątkiem.

Taktyki pracy, taktyki ucieczki

Taktyki zarządzania ludźmi, o których usłyszałam podczas targów, są manipulacyjne, uporczywe, ale i poniekąd przezroczyste. Przejrzeli je również pracownicy. Mam znajomego, który pracuje w call center i zawsze udaje mu się uniknąć jakichś „dni śmiesznej czapki” albo innych męczących akcji organizowanych przez działy HR tylko po to, żeby pracownicy „pokochali swoje miejsce pracy”. Podobnie aktorki porno znają na pamięć strategie menedżerów w swojej branży i potrafią je wykorzystywać na swoją korzyść. Zdają sobie sprawę, że „nastawienie” jest elementem, na podstawie którego podejmowane są decyzje o ich zatrudnieniu, dlatego świetnie opanowały techniki manipulacji i autoprezentacji.

Niezależnie od tego, jak bardzo inwigilowani jesteśmy przez media społecznościowe, nie ma na razie sposobu, żeby dowiedzieć się, czy rzeczywiście jesteśmy tak napaleni, jak mógłby sugerować publikowany status czy zdjęcie. Pracownicy i pracownice wiedzą też dobrze, że podnoszenie tematu pieniędzy na castingu to gwarancja tego, że się ich nigdy nie zobaczy. Mimo to są w stanie prowadzić negocjacje skutecznie.

Od próby kontroli i wyzysku pracowników silniejsze są tylko strategie oporu przeciwko przeciwko tym metodom.

Heather Berg pisze doktorat ze studiów feministycznych na University of California, Santa Barbara. W swoich badaniach skupia się na organizacji i polityce związanej z przemysłem usług seksualnych / @Heather__Berg

Przeł. Dawid Krawczyk / Artykuł ukazał się na stronach Jacobin Magazine. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

** Dziennik Opinii 63/2015 (847)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.