Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Ofensywa fajnych księży? Kryptokatolicki lud to kupi (jeszcze jak!)

W przeciwieństwie do hiszpańskiej inkwizycji, wszyscy spodziewają się, że w polskim Kościele dojdą do głosu fajniejsi, bardziej platformerscy kapłani. Gdy tak się stanie, katoliccy mężczyźni będą mogli wreszcie wrócić do leżenia plackiem przed biskupami.

ObserwujObserwujesz
Walka

Jak przystało na instytucję sprawującą bezwzględną kontrolę nad swoimi owieczkami, Kościół katolicki od lat bacznie przygląda się technikom policyjnym, które można wykorzystać do umacniania swojej pozycji w społeczeństwie. Na bazie metody negocjacyjnej z wykorzystaniem dobrego i złego policjanta stworzono całą mitologię fajnego księdza – czasem rapującego, czasem chodzącego na siłownię, czytającego (albo publikującego na łamach) „Tygodnik Powszechny”, popierającego PO albo oferującego kobietom uprzejmą krytykę, a nie wytarzanie w pierzu i golenie na łyso.

Czytaj także Powrót bestii: czy obrońca pedofilów Jan Paweł II zaszkodzi Czarnkowi? Łukasz Łachecki

Takimi księżmi są kard. Ryś, bliźniaczo podobny do Muńka Staszczyka i od niedawna piastujący jakieś podobno istotne stanowisko w zawikłanej kapłańskiej hierarchii, oraz jego następca w łódzkiej strefie wpływów katolickiego kartelu, czyli kardynał Krajewski. Można tu dostrzec analogie do polskiego rapu: tak jak drillowcy zaczęli imitować Pop Smoke’a, gdy ten już nie żył, tak samo polski Kościół szykuje się na pijarową ofensywę w stylu Franciszka, gdy argentyński papa zasilił poczet aniołów. I podobnie jak w przypadku rapu nie ma wątpliwości, że znajdą się koneserzy tego nieco zwietrzałego już stylu.

Ryś jak Dziwisz – podobno chce dobrze

Tradycyjnie bezpieczną przystanią dla „otwartych” kardynałów okazała się „Gazeta Wyborcza”, która piórem Małgorzaty Skowrońskiej przypomniała o dwóch momentach w powojennej historii Kościoła, które miały „potencjał, by zmienić rzeczywistość”.

Dwóch? Przez ponad 80 lat? Nawet ja ze swoim zatwardziałym gimboateizmem nie byłbym aż tak krytyczny wobec możliwości Kościoła katolickiego w Polsce. Ale równie intrygujące są te przykłady – chodzi oczywiście o chłodno przyjęty przez wiernych (ku radości Gomułki) list biskupów polskich do biskupów niemieckich, którego wpływowi na rzeczywistość teksty i fragmenty książek poświęcili m.in. Tomasz Żukowski, Paweł Machcewicz i Marcin Kościelniak, oraz… list kard. Dziwisza o zagrożeniu, jakie niesie przesłanie mediów Tadeusza Rydzyka.

Skowrońska sprytnie pomija szczegóły owego listu, o którym „dziś niewiele osób już pamięta” – jak np. datę jego napisania – dodaje jednak, że „byłemu papieskiemu sekretarzowi, który na gruncie krajowym stawiał wówczas pierwsze kroki, zabrakło rozeznania, sił i uporu, by przeforsować swoją wizję. Szybko dał się przekabacić (w imię źle pojętej jedności Kościoła) i przestał otwarcie krytykować Rydzyka”.

Czytaj także Ta 97-letnia organizacja kościelna tuszuje skandale w staromodny sposób Gareth Gore

A więc jednym z dwóch momentów zwrotnych w powojennej historii polskiego Kościoła był list powracającego z Watykanu kapłana, który nie zdążył się rozeznać w panujących w Polsce stosunkach i skrytykował Rydzyka… w 2007 roku, tuż po tym, jak toruński mędrzec wyzywał Marię Kaczyńską od czarownic, po dobrych 3 latach, odkąd jego poparcie wpływało na wyniki wyborów, i po 15 latach, podczas których Radio Maryja konsekwentnie waliło taki przekaz, jaki waliło. Po czym Don Stanislao „w imię źle pojętej jedności” się zamknął i nie wracał do tematu, stając się za to uosobieniem twardogłowej linii polskiego kleru.

Dorime… Oby Rysiowi i Krajewskiemu poszło lepiej!

Trzeci moment zwrotny Kościoła

Te kontrowersyjne wybory służą Skowrońskiej jako wprowadzenie do trzeciego przełomowego momentu w historii powojennego Kościoła w Polsce, czyli przygotowanego przez Komitet ds. Dialogu z Judaizmem list, z którego wynika, że antysemityzm… nie jest ok.

Jak zauważyły nawet przychylne Rysiowi media, list jest co prawda nudny jak flaki z olejem i jakieś 700 lat po pierwszych pogromach na ziemiach polskich niewielu nieantysemitów zareaguje na niego inaczej niż wzruszeniem ramion – ale oczywiście jest też znana wszystkim twarz katolickiej wspólnoty, która zaczęła dorysowywać Rysiowi pejsy i przypuściła frontalny atak na wizję Kościoła, który nie nienawidzi Żydów.

Konflikt o to, czy dać Żydom żyć, czy jednak w starym kościelnym stylu wziąć się za ich prześladowania, troszeczkę odbiega od tego, do czego Kościół rości sobie prawa w dzisiejszej Polsce. Wielką inspiracją zarówno dla Skowrońskiej, jak i Rysia mógłby być Adam Michnik preparujący w Kościele, lewicy, dialogu przemówienie kard. Wyszyńskiego z marca 1968 roku, zatytułowane Służba zdrowiu w służbie miłości, tak, żeby zabrzmiało, jakby prymas brał w obronę prawa obywatelskie wszystkich ludzi, a nie wygłaszał przemówienie o aborcji i w tym kontekście groził „rozkładem psychicznym, gdy nie będą rodzili ludzie normalni, tylko matoły”.

Tak właśnie będą teraz wyglądać pijarowe „wrzutki” fajnych księży – może po tylu latach pozorowanie działań przeciwko pedofilii wśród kleru to niewiele, ale wciąż krok w przód! Może poglądy na temat aborcji, eutanazji, gejów i seksu pozamałżeńskiego „platformerscy” kardynałowie kojarzeni z gangiem „kościoła otwartego” mają takie same, jak ci z pisowskiego kościoła zamkniętego pod batutą Marka Jędraszewskiego, ale… co powiecie na to, że antysemityzm nie jest ok? Niewielki kroczek, ale zdecydowanie w dobrym kierunku. Zresztą zerknijcie na kardynała Krajewskiego, jaki ludzki pan.

Czytaj także OPiS Dei. Co łączy Karola Nawrockiego i papieża Jana Pawła II? Łukasz Łachecki

Kościoł odda pałace bidokom. Ruszyło odliczanie

Krajewski w niedzielę palmową podbił serca mężczyzn (niemal zawsze są to mężczyźni, którzy chyba mają większy interes w ustabilizowaniu relacji z Kościołem niż kobiety, od lat konsekwentnie niszczone przez hierarchię i jej polityczne roszczenia) rozsianych po redakcjach, które czasem dla wątpliwego humoru nazywa się „lewicowymi”. Wystarczyło, że powiedział dziennikarzowi TVN24: „Proszę zobaczyć, jaki jest dom biskupa, a biedni jedzą pod namiotem. To się musi zmienić. Ja mogę jeść tam, ale oni przyjdą do pałacu”. Niektórzy, jak Bertold Kittel z TVN czy nawet młody aktyw Lewicy Czarzastego oraz Razem, odebrali to jako zapowiedź rychłego przekazania pałacu biednym.

No cóż, czekam z niecierpliwością! Wygląda na to, że lekkomyślne pijarowe wrzutki połączone z famą „kościelnego Robin Hooda”, który potrafi przyjść z pasztetową do dominikanów, a nawet przekimać noc w schronisku dla bezdomnych, niedługo mogą wyjść ulubionemu księdzu Szymona Hołowni bokiem. Ciekawe, czy faktycznie dogada się z nałogowo cytującym Tischnera Rysiem, jak zapowiadają – ale to już niuanse dla naprawdę wkręconych w kościelne bajki.

Polskie media pełne są obsesyjnych katolików, którzy zazwyczaj starają się ukrywać swoje kościelne afiliacje jakby to były poglądy polityczne, ale którzy czasem niechcący podzielą się skrytymi fantazjami o powrocie „fajnego księdza” na czoło Episkopatu. Warto się ich wystrzegać, uważać na nich, uprzykrzać im życie i liczyć na to, że narastające podziały w Kościele będą prowadzić do jedynego pożądanego scenariusza z perspektywy progresywnej – czyli stopniowego osłabiania instytucji, odbierania jej kolejnych przywilejów, legalizacji aborcji, wyrzucania religii ze szkół czy surowych kar dla przestępców w sutannach. Później powinno być już z górki. Jeśli właśnie do tego mają się przysłużyć Ryś i Krajewski – krzyżyk na drogę.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie