Kraj

Kto zadecyduje o przyszłości Polski? Między innymi młodzi narodowcy

Fot. Monika Bryk

Trzaskowski będzie próbował odbić przedsiębiorców i korwinistów, Duda uderzy raczej w nutę walki z wrogami ojczyzny. Umizgi obu panów do zwolenników skrajnej prawicy w najbliższych dwóch tygodniach striggerują lewicową bańkę.


Wybory są tajne, więc amatorzy wyborczej socjologii muszą opierać się na szczegółowych wynikach sondaży exit poll oraz late poll, które w tym roku okazały się bardzo zbliżone do wyników podanych przez PKW (z 99,77% okręgów – stan na godzinę 16:00). Dzięki nim możemy uzupełnić swoją wiedzę z przepastnych tabelek Państwowej Komisji Wyborczej, które o samym wyborcy mówią nam niewiele.

Dziś dane te analizują wszystkie sztaby wyborcze – w tym zwycięzców pierwszej tury, Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Ich wnioski najprawdopodobniej zgotują lewicowym wyborcom i wyborczyniom okropne dwa tygodnie.

Zapomnijmy o Polsce zachodniej i wschodniej

Pewnie widzieliście już rytualnie publikowane po wyborach mapki: Duda bezapelacyjnie zwyciężył na ścianie wschodniej, z mniejszą przewagą – w Polsce centralnej, ścianę zachodnią wziął za to Trzaskowski. Podział ten od lat – od powstania duopolu PO-PiS w 2005 roku – wzmacnia stereotypy na temat „ciemnego wschodu”, „ruskiej mentalności” i czego tam jeszcze.

Wschód kontra zachód, czyli polski liberał już wie, na kogo zagłosujemy

To jednak kolejne, po europarlamentarnych i parlamentarnych, wybory, w których ekscytowanie się wynikami według województw zaciemnia sprawę. Owszem, Andrzej Duda wygrał na wschodzie nawet w dużych miastach, ale to różnica między Polską mniejszych i większych ośrodków – a także związana z tym różnica klasowa – najbardziej wpływa na preferencje wyborcze Polaków i Polek. Co zresztą wpisuje się w światowy trend polaryzacji na linii przychylne globalizacji centra i sceptyczne wobec niej peryferie.

Duda bezapelacyjnie (55,9%!) wygrał bowiem na wsi (i zachodniej, i wschodniej), z mniejszą przewagą zdobył także miasta do 50 tys. mieszkańców oraz miasta od 51 do 200 tys. mieszkańców. Rafał Trzaskowski zwyciężył za to w miastach od 201 do 500 tys. mieszkańców oraz tych powyżej 500 tys. Na Dudę masowo zagłosowali np. rolnicy czy robotnicy, na Trzaskowskiego – klasa średnia. Co ciekawe, bardzo dobre wyniki w mniejszych miastach osiągnął również Szymon Hołownia – co wskazywałoby na to, że część tamtejszych wyborców szuka alternatywy dla PiS-u, ale w czymś innym niż anty-PiS.

Czy to koniec lewicy w Polsce?

Biedroniowi, cóż tu ukrywać, wszędzie poszło źle. Na ironię losu zakrawa fakt, że najlepsze wyniki procentowe według obwodów miał na… Oddziale Terapii Uzależnienia od Alkoholu w Skoczowie oraz w Chinach (po 18,8%). To oczywiście tylko ciekawostka; stosunkowo nieźle (powyżej 3%) poszło mu w miastach, gdzie i w wyborach parlamentarnych Lewica sobie najlepiej poradziła (poza największymi miastami jest to m.in. Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Słupsk, Krosno czy Leszno), ale i tak jest jasne, że lewicowy elektorat nie zagłosował na swojego kandydata.

Na kogo zagłosował wymarzony, a na kogo realny elektorat lewicy?

Na kogo więc zagłosował elektorat, który zapewnił komitetowi Lewicy niezły wynik (12,8%) w wyborach parlamentarnych 2019 roku? W 45,9% na Rafała Trzaskowskiego. Drugi był Szymon Hołownia (22,1%), Robert Biedroń zajął dopiero trzecie miejsce (17,3%). Andrzej Duda był czwarty, z wynikiem 5,8%.

Wyniki te jasno wskazują, że dla dużej części elektoratu lewicy poglądy socjalne są sprawą drugorzędną (co nie przestaje mnie rozczarowywać), ale również to, że PO wygrała na wystawieniu dużo progresywniejszego niż zwykle kandydata, któremu lewą „ścianę” udało się zgarnąć już w pierwszej turze. Nie bez znaczenia jest również fakt, że według większości badań to lewicowy elektorat jest najbardziej antypisowski – dlatego dla niektórych wyborców brak wsparcia Biedronia dla znajdującego się na fali wznoszącej Trzaskowskiego był nie do przyjęcia.

Lewicy nie udało się też przyciągnąć elektoratu, do którego Biedroń adresował swoje obietnice z zakresu polityki społecznej: milion tanich mieszkań na wynajem, emerytura obywatelska w wysokości 1600 zł czy podwyższenie wydatków na ochronę zdrowia do 7,2% PKB. Polska powiatowa, Polska gorzej sytuowana czy wykształcona głosuje przede wszystkim na PiS – i trudno się temu dziwić, zważywszy na to, że partia ta, jako pierwsza w historii III RP, spełniła przynajmniej część kierowanych w stronę tego zaniedbanego elektoratu obietnic. Biedroń był więc w tym zakresie mniej wiarygodny – zresztą jego kampania pozbawiona była energii – a ponadto został wykreowany na wroga w tzw. „wojnie kulturowej” toczonej przez PiS.

Młodzi ruszyli do urn, każdy swoją drogą

O ile geograficzny rozkład głosów i wyniki lewicy potwierdzają tendencje, które dostrzegaliśmy już w poprzednich wyborach, o tyle zaskakuje stosunkowo wysoka frekwencja w najmłodszej grupie wyborców (18–29 lat), czyli 64,5% wobec przeciętnych 64,3%. Wyniki w tej grupie są znacznie bardziej zróżnicowane niż wśród starszych, uwięzionych w duopolu wyborców: świetny wynik uzyskał Szymon Hołownia (23,9%) oraz Krzysztof Bosak (21,7%), stosunkowo niezły – Robert Biedroń (5,7%). Rafał Trzaskowski zwyciężył z niewielką przewagą (24,5%), a Andrzej Duda był dopiero czwarty (20,3%).

Nowy parlament i powrót „starych wojen kulturowych”? Oby nie

Twardy elektorat PO – starszej daty wyborcy liberalni – powinien więc podziękować swoim dzieciom. Bez ich głosów – choć demograficznie mniej licznych – Andrzej Duda mógłby zwyciężyć wybory już w pierwszej turze. Na tak liczne poparcie nie mógłby też liczyć bardziej konserwatywny niż Rafał Trzaskowski kandydat PO – młodzi jak zawsze są bardziej radykalni i dalej od centrum. To działa w obie strony, choć w tych wyborach bardziej w stronę progresywną.

Od kilku lat – co potwierdzają kolejne sondaże IPSOS publikowane m.in. przez OKO.press – wzmacnia się również polaryzacja genderowa. Właśnie wśród młodych, bo starsze kobiety i mężczyźni głosują z grubsza podobnie. Dziewczyny są bardziej progresywne i chętniej głosują na Biedronia, Hołownię czy Trzaskowskiego, chłopcy – na Bosaka. W przyszłości ten podział może okazać się jedną z głównych osi konfliktu politycznego.

Lewaczko, jedź lepiej na urlop

Można założyć, że większość wyborców Szymona Hołowni, Roberta Biedronia oraz Władysława Kosiniaka-Kamysza odda w drugiej turze głos na Rafała Trzaskowskiego. Mogłoby się wydawać, że znacząca większość, zważywszy na zgodny sprzeciw tej trójki wobec antydemokratycznych działań PiS i inne podobieństwa programowe – ale tak raczej nie będzie.

Dwóch gniewnych ludzi przechodzi do drugiej tury

Po pierwsze dlatego, że wszyscy ci panowie prezentowali się w kampaniach jako alternatywy dla duopolu, po drugie dlatego, że jakaś część ich wyborców (najmniejsza w przypadku Roberta Biedronia) to wyborcy z różnych powodów krytyczni wobec PiS, ale jednak konserwatywni. Być może zbyt konserwatywni na Rafała Trzaskowskiego, wykreowanego przez pisowskie media na – o, ironio – radykalnego lewaka. Z kolei część elektoratu lewicy może w drugiej turze stracić motywację do głosowania na mniejsze zło w postaci Rafała Trzaskowskiego.

Dlaczego? Dlatego że druga tura będzie się toczyć o głosy konfederatów. Nawet spore poparcie ze strony wyborców kandydatów tzw. demokratycznej opozycji nie zapewni Rafałowi Trzaskowskiemu wygranej. Z kolei Andrzej Duda nie ma w tym zakresie wiele do stracenia – radykalnie konserwatywne hasła raczej nie mogą mu zaszkodzić.

Wyborcy Konfederacji są dosyć chimeryczni – w różnych sondażach deklarują w drugiej turze poparcie a to zdecydowanie dla Trzaskowskiego, a to zdecydowanie dla Dudy, a to dla nikogo. Warto pamiętać, że Konfederacja nie jest jednolitą masą: w wyborach parlamentarnych głosowali na nią zarówno narodowcy, radykalnie wolnorynkowi przedsiębiorcy (osieroceni przez Nowoczesną), jak i antysystemowa młodzież znudzona kreowanym pod starszego wyborcę wizerunkiem PiS-u.

Strywializowany antykomunizm toruje drogę faszyzmowi

Trzaskowski będzie próbował odbić przedsiębiorców i korwinistów, Duda uderzy raczej w nutę walki z wrogami ojczyzny. Umizgi obu panów do zwolenników skrajnej prawicy w najbliższych dwóch tygodniach striggerują lewicową bańkę na bezprecedensową prawdopodobnie skalę.

Niezależnie więc od tego, drogie lewaki, jaką decyzję podejmiecie 12 lipca – jeśli nie mieliście pomysłu, kiedy wziąć urlop (o ile go macie), polecam zrobić to teraz, przed drugą turą. Zostawcie w domu smartfony, wsiądźcie w pociąg czy stopa, rozbijcie sobie namiot nad jeziorem. Ta kampania może nam psychologicznie zaszkodzić jeszcze bardziej niż fatalny wynik Roberta Biedronia.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.