Kraj

Czy migranci zostaną w Polsce? Dowiemy się 10 kwietnia

Obywatele Indii apelują o pomoc na warszawskim Okęciu. Fot. media społecznościowe

Pogorszenie się sytuacji na rynku pracy, zamknięcie granic, niemożność ubiegania się o nowe zezwolenie na pracę i pobyt, rosnąca nieufność wobec cudzoziemców – sytuacja migrantów w Polsce dziś jest szczególnie niestabilna.

W Polsce obecnie przebywa ok. 1 miliona migrantów. Większość z nich to pracownicy z Ukrainy, w ostatnich dwóch latach powiększyła się także społeczność  Białorusinów, Mołdawian, Hindusów i Nepalczyków. Podobnie jak obywateli Polski, dotyka ich epidemia koronawirusa i ograniczenia w związku z nią wprowadzane.

Uciekają do nas, bo są biedni. Są biedni, bo my jesteśmy bogaci

Jeszcze w połowie marca rząd polski ogłosił, że wszyscy cudzoziemcy przebywający na terenie kraju mogą liczyć na darmowe badania i hospitalizację z powodu wirusa SARS-CoV-2 – niezależnie od tego, czy są ubezpieczeni. Jednak są też inne wyzwania: utrudniony, często wręcz niemożliwy wyjazd z Polski, brak procedur legalizacji pobytu i pracy podczas epidemii, utrata pracy bądź nieotrzymanie wynagrodzenia, brak uprawnień do korzystania z pomocy społecznej. Do tego dochodzi zagrożenie wyproszenia z kraju – już teraz w sieci słychać głosy, że gospodarka spowalnia, więc „przybyszom” trzeba podziękować i z kwitkiem wysłać do domu. Do czasów aż w Polsce znów będzie pięknie.

Musisz wybrać stronę. Stronę granicy

Większość migrantów w Polsce to migranci z krajów sąsiadujących – głównie z Ukrainy. Ludzie, którzy od kilku lat przyjeżdżają do pracy na 3–6 miesięcy, żeby za pół roku znów wrócić do domu. Swobodny przepływ przez granicę był warunkiem ich trybu życia.

Twój dom jest tam, gdzie cię wpuszczą podczas pandemii

Granica została jednak zamknięta: polska 15 marca, ukraińska – dwa dni później. Przekraczanie granicy wciąż jest możliwe dla właścicieli zezwoleń na pobyt i pracę, ale likwidacja połączeń międzymiastowych na Ukrainie i 14-dniowa kwarantanna dla wszystkich przekraczających granicę w obu kierunkach zniechęca do przemieszczania się.

– Decyzja o zamknięciu granic została podjęta w Kijowie 13 marca po południu. Prezydent, ogłaszając to wieczorem, pomylił daty i powiedział Ukraińcom, że »wszyscy muszą wrócić do 16 marca« – opisuje kolejność zdarzeń redaktor naczelny portalu Europejska Prawda Serhij Sydorenko. – Odpowiednie regulacje na poziomie rządowym powstały 14 marca, a pierwszy oficjalny komunikat dla linii lotniczych o nowym trybie wjazdu cudzoziemców na Ukrainę został wydany dopiero dzień później. Informacja o zawieszeniu połączeń została przekazana dopiero w poniedziałek 16 marca. W efekcie wielu przewoźników niepotrzebnie odwołało połączenia lotnicze, z których Ukraińcy planowali skorzystać, by wrócić do domu. Krótko mówiąc – bezmyślność, dezorganizacja, brak podejścia systemowego.

Co się dzieje, kiedy obywatele nie ufają państwu: ukraińska panika wokół koronawirusa

Właśnie przez niejasną komunikację ze strony ukraińskich władz wielu migrantów w Polsce było przekonanych, że albo zdążą przekroczyć granicę przed 17 marca, albo w ogóle nie będą mogli wrócić do domu.

Po kilku dniach chaosu i kolejek na granicy sytuacja wygląda spokojniej. Migranci mogą przekraczać granicę polsko-ukraińską w trzech punktach. Pieszych specjalne autobusy zabierają na kontrolę, a po stronie ukraińskiej czekają już samochody rodzin czy marszrutki. Według pierwszego sekretarza ambasady Ukrainy w Polsce Dmytra Horbana od 15 do 22 marca z Polski wyjechało ok. 20 tysięcy obywateli Ukrainy.

– Wyjeżdżają głównie osoby, które planowały już wcześniej wyjazd – skończyły im się dokumenty pobytowe lub okres bezwizowy – wyjaśnia Horban. – Wiele osób wyjeżdża, korzystając ze wsparcia państwa ukraińskiego – tylko 20 i 21 marca specjalnie zorganizowanymi pociągami z Przemyśla Polskę opuściło ponad 4 tysiące Ukraińców. 22, 23 i 25 marca odbędą się loty czarterowe z Warszawy do Kijowa, z których będzie mogło skorzystać około 600 osób.

Jeśli Ukraińcy mogą dziś stosunkowo tanio przekroczyć granice i liczyć na wsparcie dyplomatów, inaczej to wygląda w przypadku Hindusów. Nie dość, że przerwano ruch lotniczy między Warszawą a Delhi, to Indie odmówiły wpuszczenia do kraju swoich obywateli, którzy pracują lub studiują w UE. Dla tych osób, a także wszystkich pozostałych migrantów, którzy nie mogą teraz opuścić Polski, najpilniejszym problemem staje się przedłużenie zezwoleń pobytowych.

Biurokracja: wszystko jest jak zawsze, tylko gorzej

Cudzoziemcy mogą przebywać w Polsce na podstawie zezwolenia na pobyt, wizy lub ruchu bezwizowego. Ci, którzy chcą pracować, potrzebują również pozwolenia na pracę lub oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. Wyrobienie tych dokumentów i wcześniej nie było łatwe – jak wykazał zeszłoroczny raport NIK, cudzoziemcy w Polsce czekają na dokumenty pobytowe średnio przez sześć miesięcy zamiast przewidzianych dwóch, a w niektórych województwach średni czas rozpatrywania wniosku przekracza 300 dni.

W obliczu epidemii wojewódzkie wydziały spraw cudzoziemców po prostu zamknęły swoje drzwi. W niektórych urzędach wszystkie wizyty zostały odwołane do 30 kwietnia.

– W ciągu ostatniego tygodnia dostaliśmy wiele zgłoszeń od osób, którym kończy się karta pobytu, wiza lub okres bezwizowy – komentuje szefowa Fundacji Rozwoju Oprócz Granic Ksenia Naranovich, która od lat udziela konsultacji w sprawie legalizacji pobytu cudzoziemców. – Mamy informacje z ambasady Ukrainy, że Straż Graniczna w obecnej sytuacji nie będzie karać migrantów za opuszczenie Polski po wygaśnięciu wizy lub okresu bezwizowego, ale nie można tego komunikatu uznać za źródło prawa. Dopóki nie będzie odpowiedniego rozporządzenia, cudzoziemcy w Polsce, którym wygasa karta pobytu czy wiza, będą w sytuacji biurokratycznej niepewności. Wniosek na zezwolenie na zamieszkanie obecnie można wysłać pocztą, jako fundacja pracujemy nad narzędziem internetowym, które ułatwi jego wypełnienie. Najgorzej mają ci, którym niedawno odmówiono pozwolenia na pobyt i muszą w ciągu 30 dni opuścić kraj. Nie mogą się odwołać, co pozwoliłoby im na przedłużenie legalnego pobytu, a wyjechać często też nie mają jak.

Migranci to towar. Jego wartość mierzy się bezbronnością i desperacją

Według PR managera EWL Group Anatoliya Zymnina ok. 20% pracowników z Ukrainy w Polsce miesięcznie wygasa pozwolenie na pobyt lub pracę. Bez użycia antykryzysowych regulacji ze strony rządu polski biznes może zostać bez rąk do pracy.

– Dużym ułatwieniem w obecnej sytuacji byłoby wprowadzenie odrębnego typu zezwolenia na pracę i pobyt cudzoziemców na okres trwania epidemii, które będzie wydawane na podstawie zgłoszenia pracodawcy – proponuje Zymnin. – Nowy typ zezwolenia miałby uprawniać cudzoziemców zarówno do wykonywania pracy, jak i do przedłużenia pobytu w Polsce (jeżeli będzie taka konieczność).

Popkiewicz: Pandemia – katastrofa zdrowotna, społeczna i gospodarcza z apokalipsą zombie w tle

Cudzoziemców wspomniano w „tarczy antykryzysowej” Mateusza Morawieckiego. Już w tym tygodniu Sejm może zezwolić osobom, którym kończą się wizy i karty pobytu, przebywać legalnie w Polsce przez cały okres epidemii plus 30 dni. Jednak w projekcie nie ma nic na temat ani pozwoleń na pracę, ani ruchu bezwizowego. Pozostaje więc duża niepewność.

Z linii montażowej do Biedronki

Podobnie jak Polacy, migranci są mocno zaniepokojeni: co dalej z naszą pracą? Jak wynika z badania przeprowadzonego przez EWL Group, 43% Ukraińców planujących zostać w Polsce na dłużej pracowało w 2019 roku w zakładach produkcyjnych, po 7% – w branży hotelarsko-restauracyjnej oraz w sektorze usług. To te właśnie branże obok turystyki i transportu pasażerskiego zostały najbardziej dotknięte epidemią i związanymi z nią ograniczeniami.

Najpilniejszym problemem jest przedłużanie zezwoleń pobytowych.

Żaden z moich rozmówców nie otrzymał dotychczas informacji o masowych zwolnieniach zagranicznych pracowników po pierwszym tygodniu #siedźwdomu. Anatoliy Zymnin twierdzi, że spośród klientów EWL Group największe konsekwencje odczuwa przemysł motoryzacyjny. Migrantom, których fabryka została zamknięta, zaoferowane zostały miejsca pracy w transporcie, handlu lub logistyce – bo w tych branżach zapotrzebowanie na siłę roboczą wzrosło.

– Przez lata eksperci od migracji wskazywali na niebezpieczeństwo zatrudniania za pośrednictwem agencji zatrudnienia, ale paradoksalnie osoby te znajdują się obecnie w lepszej sytuacji – komentuje Ksenia Naranovich. – Łatwiej im jest znaleźć nową pracę w innej branży, a ponieważ pracodawca – czyli pośrednik – formalnie się nie zmienia, nie trzeba wyrabiać nowego zezwolenia.

Jak zauważa dr Ignacy Jóźwiak ze Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, zawieszenie pracy zakładów dotyka migrantów szczególnie mocno, bo większość z nich jest zatrudniona na podstawie umów cywilno-prawnych.

Zawisza: Koszty kryzysu nie mogą być przerzucone na barki pracowników i pracownic

– Wszelkie istniejące przepisy ochronne wynikające z kodeksu pracy obejmują tylko osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę – zauważa Jóźwiak. Ale nawet tutaj pracodawcy często nie wywiązują się z obowiązków. Otrzymujemy sygnały o „wysyłaniu pracowników na urlop”; zarówno od rządu, jak i od organizacji pracodawców docierają głosy o potrzebie uelastycznienia kodeksu pracy w interesach przedsiębiorców. Osoby zatrudnione na wszelkiego rodzaju śmieciówkach nie mają żadnych gwarancji, a rządowa propozycja jednorazowych zapomóg to za mało, by ktoś mógł się poczuć bezpiecznie.

Podziękować grzecznie i ewakuować

Choć na razie nie jest jasne, jak bardzo ucierpi polska gospodarka, słychać już głosy, że idą ciężkie czasy, a gościnność wobec cudzoziemców to niedopuszczalne luksusy. Jak przekonuje dziennikarz Igor Isajew, autor bloga Ukrainiec w Polsce, narracja antyukraińska i antyimigrancka już od kilku lat wisi w powietrzu. Prawicowe media od dawna oskarżają Ukraińców o „banderyzm”, ale także o psucie rynku pensji i wynajmu czy roznoszenie AFS i odry.

Koronawirus pogłębił narodowe uprzedzenia. Również wobec Europy Wschodniej, w tym Polski

– Społeczeństwo polskie będzie wychodziło z tej sytuacji nawet jeśli bez większych strat gospodarczych, to z wielką frustracją i brakiem poczucia pewności – obawia się Isajew. – Poczucie zagrożenia ze strony obcych udziela się przede wszystkim ludziom zalęknionym, a nie biednym.

Zdaniem Isajewa w najbliższych miesiącach narracja antyimigrancka znajdzie nowych zwolenników poza prawicą. Pod artykułem „Gazety Wyborczej”, w którym wypowiedział się na temat problemów ukraińskich imigrantów, Isajew znalazł między innymi takie komentarze (pisownia oryg.):

„Myślenie idioty: nadciąga recesja, a my zatrzymajmy gastarbeiterów”;

„Przecież już następuje potężne hamowanie gospodarki, tysiące ludzi dosłownie z dnia na dzień traci pracę, zamyka firmy, trzeba będzie im dawać zasiłki żeby przeżyli. Kto jest gotowy płacić zasiłki także Ukraińcom – ręka w górę!”;

„Podziękować grzecznie i ewakuować. Nadchodzą ciężkie czasy. Nie będą tu potrzebni. Niech się wezmą za swój kraj”;

„Armia mniej lub bardziej legalnie przebywających tu i pracujących Ukraińców to chyba jedna z ostatnich rzeczy, których nam teraz trzeba”.

Dotąd na forum „Gazety Wyborczej”, gdzie komentują tylko zalogowani użytkownicy, komentarze wobec imigrantów były wyjątkowo przyjazne na tle innych mediów. Chociaż – podkreśla Isajew – nawet w tej bańce imigranci byli postrzegani przeważnie jako „obcy” – mimo że płacą podatki na równi z Polakami i dokładają swoją cegiełkę w rozwoju gospodarczym (i nie tylko) kraju.

Test 10 kwietnia

Ksenia Naranovich z Fundacji Rozwoju Oprócz Granic widzi sprawę mniej dramatycznie.

– Wcześniej, gdy cudzoziemcy mieszkali w Polsce tylko w dużych miastach, można było straszyć konserwatywny elektorat hordami migrantów-darmozjadów – uważa Naranovich. – Teraz polski biznes na prowincji sam potrzebuje migrantów, bo miejscowi nie pójdą do pracy za dwa tysiące. Dlatego retoryka „jeśli jest źle, wypędźmy migrantów” nie odniesie sukcesu nawet wśród wyborców PiS. Małe firmy czy agrobiznesy będą chciały jakoś przetrwać nadchodzący kryzys.

Kuczyński: Rząd przyjął, że trzeba teraz pomagać, dolewając małą chochelką

Według Naranovich los wielu migrantów w Polsce – wyjechać czy zostać – zostanie rozstrzygnięty w okolicy 10 kwietnia. Przynajmniej tych, którzy mają taką możliwość.

– Migranci rzadziej niż Polacy mają własne mieszkania – zauważa Naranovich. –Ograniczenia dla biznesu zostały ogłoszone w marcu, gdy miesięczny czynsz został już zapłacony, więc nawet jeśli praca została zawieszona lub pensja spadła, na razie można to przełknąć. Ale 10 kwietnia nadejdzie nowy termin płacenia za mieszkanie. Wtedy migranci, z których wielu nie ma oszczędności, inaczej podejdą do pytania, co dalej. Presja, by wyjechać gwałtownie wzrośnie.

Tym bardziej że w przypadku utraty pracy ponad 80% migrantów nie może liczyć na polską pomoc społeczną. Zasiłki dla bezrobotnych mogą otrzymywać wyłącznie posiadacze kart rezydenta UE i pobytu stałego. Reszta – chociaż od lat płacą podatki i ZUS w Polsce – będą pozostawieni sami sobie.


***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Olena Babakova

| Dziennikarka
Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.