Kraj

Przedszkola są otwarte, by rodzice mogli pracować. Ich pracowniczkom należy się dodatek za narażanie zdrowia

Fot. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej/Flickr.com

Szkoły i uczelnie od miesięcy już działają zdalnie, przedszkola cały czas są otwarte, a ich pracowniczki narażają swoje zdrowie, żeby rodzice kilkulatków mogli pracować. Z inicjatywą dodatkowego nagrodzenia ich pracy wystąpiła partia Razem. Rozmawiamy o tym z Magdaleną Biejat, posłanką partii Razem, i Dorotą Łobodą, radną Warszawy.

Od 17 października Warszawa jest w strefie czerwonej, od 26 października szkoły podstawowe i średnie funkcjonują w trybie zdalnym, uczelnie również pracują zdalnie. Tylko przedszkola działają bez przerwy. Z przykazaniem częstego mycia rąk, trzymania dystansu, nieprzynoszenia zabawek i niewymieniania się nimi. Kilkulatki mogą zrozumieć potrzebę mycia rąk, ale już nie potrzebę dystansu. Nauczycielki przedszkolne codziennie narażone są zatem na zakażenie koronawirusem. Nie tylko nauczycielki, ale i opiekunki, kucharki, woźne, słowem cała przedszkolna kadra. Ponieważ rząd je lekceważy, partia Razem postanowiła zaapelować o wsparcie do samorządów.

Strategia PiS na pandemię: najlepiej nic nie wiedzieć

Rząd optymistycznie wyraża nadzieję, że w styczniu będzie można przystąpić do powszechnych szczepień, ale wiemy już, że optymizm rządu bywa na wyrost. Tak naprawdę nie wiemy, jak będzie się dalej rozwijać epidemia, i nawet minister zdrowia Adam Niedzielski zaczął mówić o nadchodzącej „trzeciej fali”.

− Tymczasem nauczycielki i pracowniczki przedszkoli codziennie narażają swoje życie i zdrowie po to, żebyśmy my, rodzice kilkulatków, mogli pracować, podtrzymywać gospodarkę, żeby pracodawcy mogli na nas liczyć − mówi nam Magdalena Biejat z partii Razem.

− Rząd o nauczycielki i personel przedszkoli nie dba, media o nich nie pamiętają, dlatego my, Okręg Warszawski partii Razem, chcemy się o nie upomnieć. Petycja do prezydenta Rafała Trzaskowskiego została przygotowana przez członkinię partii Razem Paulinę Szamburską, która jest nauczycielką przedszkolną i logopedką, a zatem z bliska widzi i sama doświadcza ogromnego obciążenia związanego z pandemią. Zwracamy się do prezydenta Trzaskowskiego o przyznanie dodatków dla osób zatrudnionych w przedszkolach − mówi Biejat.

W przedszkolach brakuje rąk do pracy

A personelu w przedszkolach jest coraz mniej. Warunki pracy, ze względu na brak bezpieczeństwa, brak testów, ale i dużą odpowiedzialność w związku z tym, że rząd nie zapewnia pomocy, poprzestając na dość banalnych zaleceniach − nie są zachęcające. Osoby szczególnie zagrożone ciężkim przebiegiem COVID-19 często rezygnują z pracy, bo zwyczajnie się boją i nie chcą narażać swojego życia.

− Partia Razem postulowała, żeby przed powrotem do placówek szkolnych i przedszkolnych przeprowadzić kwarantannę, zrobić testy. Wszystko, co może dać informację na temat tego, jaka jest sytuacja epidemiczna w przedszkolach, może poprawić poziom bezpieczeństwa − mówi Magdalena Biejat.

Samorząd warszawski w czasie wakacji opracował plan bezpiecznego powrotu do szkół i przedszkoli, który jednak nie został przez rząd zaakceptowany. Ówczesny minister edukacji Dariusz Piontkowski przekonywał, że szkoły są bezpieczne, i 1 września uczniowie i nauczyciele spotkali się w szkołach, jak gdyby nigdy nic. Parę tygodni później nastąpił radykalny wzrost zachorowań i śmiertelności. Wbrew przekonaniom ministra Piontkowskiego szkoły okazały się rozsadnikiem koronawirusa.

To samo dotyczy przedszkoli. W całej Polsce są przedszkola, które − właśnie z powodu zmniejszonej liczebności pracowników − proszą rodziców o zatrzymanie dzieci w domach.

− Rekompensata za pracę w warunkach większego niż w innych typach placówek ryzyka pracownikom przedszkoli po prostu się należy. Ale jest też nadzieja, że taki dodatek sprawi, że ludzie nie będą z pracy rezygnować − mówi Magdalena Biejat.

Czy samorząd pomoże?

Jednak finansowe obciążenia samorządów i tak są wysokie w związku z reformą edukacji, zmniejszonymi wpływami z podatków, czy choćby sprzedaży biletów komunikacji miejskiej. Warszawa nie dostała też pieniędzy z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19, choć odnotowuje się tu najwięcej przypadków zachorowań oraz największe obłożenie szpitali.

Dorota Łoboda, radna Warszawy, przewodnicząca Komisji Edukacji i Rodziny Rady Warszawy, mówi: − Doskonale rozumiem sytuację i inicjatywę posłanek Razem. Myślę, że każda osoba, która pracuje na pierwszej linii i jest zagrożona zakażeniem koronawirusem, w pracy powinna mieć środki ochrony i odpowiednie wynagrodzenie. Uważam jednak, że tego rodzaju rozwiązania powinny być uchwalane w tarczach covidowych, regulowane ustawą, a nie przez samorząd.

I dodaje: − Podobne dodatki powinni też dostać pracownicy żłobków, którzy są w identycznej sytuacji. To kilkanaście tysięcy osób, którym trzeba by było dać dodatek do wynagrodzenia. Natomiast budżet miasta jest napięty jak struna. Lwią jego część, 5 mld z 20, stanowi wkład w edukację. Nam na zwykłe wynagrodzenia pracowników oświaty nie wystarcza subwencja rządowa. Sytuacja związana z koronawirusem postawiła nas w wyjątkowo trudnej sytuacji. Obawiam się, że kolejnych wydatków budżet miasta nie udźwignie.

Biejat odwołana ze stanowiska przewodniczącej komisji rodziny. Dlaczego posłowie PiS to zrobili?

− Sytuacja jest trudna. Ale prosimy władze o rozważenie priorytetów − apeluje Magdalena Biejat. − Pandemia pokazała nam, że są zawody, bez których bardzo trudno jest przetrwać społeczeństwu i gospodarce.

Trzeba dowartościować pracę opiekuńczą

Okazało się, że ważne są salowe, pielęgniarki, lekarze, ekspedientki, kurierzy, pracowniczki przedszkoli i szkół, opiekunki i opiekunowie. To oni są najbardziej narażeni na kontakt z koronawirusem. I nie są to wcale zawody najlepiej płatne. Dodatek motywacyjny może mieć w tej sytuacji znaczenie.

− W petycji nie piszemy, jakiej wysokości dokładnie ten dodatek miałby być. To zależy też od budżetu miasta. Jesteśmy przekonane jednak, że praca personelu przedszkolnego powinna zostać doceniona i uczciwie wynagrodzona. To są zawody podstawowe dla naszego przetrwania i normalnego funkcjonowania − podkreśla posłanka Razem.

Nauczycielki, pielęgniarki, salowe − to są zawody sfeminizowane na całym świecie. Choć ich kluczowość dla naszego przetrwania została dowiedziona, wciąż zarabiają mało, pozostają marginalizowane. A choć wysłane są na pierwszy front − ich zdrowie i bezpieczeństwo jest notorycznie lekceważone. Ich poświęcenie obierane jest jak oczywistość, której nie trzeba specjalnie nagradzać. Ich praca, podobnie jak prace związane z opieką, wykonywane w domach − pozostają niemal niewidzialne.

Opieka to praca, nie zasób naturalny [rozmowa z Anną Wiatr]

− Oczywiście płeć ma znaczenie, bo to najczęściej kobiety pracują w zawodach związanych z opieką nad drugim człowiekiem, zawodach „miękkich”. Najczęściej nie docenia się roli, jaką pełnią w gospodarce − mówi Biejat. − Ale dlaczego biura się zamykają, a przedszkola pozostają otwarte? Bo ich zamknięcie spowodowałoby wyłączenie z rynku pracy ogromnej rzeszy rodziców, którzy nie są w stanie pogodzić pracy z opieką nad kilkulatkiem. Sama wiem, że to niemożliwe − jestem matką przedszkolaków i czuję, że mam olbrzymi dług wobec tych, którzy w przedszkolach pracują.

Pracownicy i pracownice przedszkoli podtrzymują całkiem znaczną część obiegu gospodarczego − podkreśla posłanka partii Razem.

Dorota Łoboda zauważa zaś: − Trzeba pomyśleć, jak wynagrodzić tych pracowników, którzy się poświęcają, robią więcej, niż to wynika z ich obowiązków. O ile lekarz, wybierając swój zawód, wie, że będzie narażał swoje zdrowie, o tyle panie w przedszkolach, w żłobkach tego ryzyka nie brały pod uwagę. To, że cały czas pracują, świadczy o ich wielkiej odpowiedzialności, która powinna być finansowo wynagrodzona. Natomiast będę się upierać, że dodatki powinny być zapewnione przez rząd.

Na rząd nie można liczyć

Dodatki motywacyjne zostały wreszcie po wielu zwrotach akcji przyznane pracownikom ochrony zdrowia, ale nie wszystkim, a jedynie tym, którzy w sposób nieincydentalny mają kontakt z koronawirusem. Rząd zdecydował się też przyznać dodatek 500 złotych dla nauczycieli uczących zdalnie, a dla nauczycielek nauczania przedszkolnego nie ma nic.

− Działania rządu, które obserwujemy od maja, dowodzą, że nie ma żadnej strategii. Wytyczne co chwila się zmieniają, brak jest konsultacji z zainteresowanymi podmiotami: samorządami, szpitalami, przychodniami, szkołami − podsumowuje Magdalena Biejat. − Widać brak kontroli nad sytuacją. Zamiast gromadzić rzetelne dane o zachorowaniach i wykorzystywać do skutecznej walki z epidemią, rząd woli manipulować statystykami, by robić sobie PR.

I dodaje: − Chodziłam na spotkania z premierem Morawieckim, wcześniej z wicepremier Emilewicz, zgłosiliśmy kilkadziesiąt konstruktywnych propozycji, mieliśmy dobrą wolę, by współpracować z rządem w walce z pandemią, i muszę powiedzieć, że postawa rządzących jest po prostu skandaliczna. Zamiast już na początku roku stworzyć plan kryzysowy, a po pierwszej fali zaplanować dokładnie działania na okres jesienno-zimowy, woleli przepychanki wewnątrz koalicji. Sposób ich działania sprawia, że kredyt zaufania, którym zostali obdarzeni przez obywateli na początku pandemii, został roztrwoniony.

Dlatego partia Razem postanowiła zwrócić się do samorządów.

− Będziemy i na poziomie Sejmu, i na poziomie decydentów w samorządach przekonywać do tego, żeby wspierali przedszkola. Do premiera Morawieckiego nie trafia niestety ani argumentacja z poziomu solidarności społecznej, ani ta, która pokazuje, jak ważne są przedszkola dla innych gałęzi gospodarki. Mamy nadzieję, że przedstawicieli samorządów uda nam się przekonać − podkreśla posłanka Razem.

− Gdyby nie trudna sytuacja finansowa samorządów i olbrzymie wydatki na oświatę, to pewnie można by tych pieniędzy szukać w samorządzie i byłabym pierwsza, która by o te pieniądze prosiła prezydenta. Nie wiem, co odpowie prezydent, ale dopiero co uchwalaliśmy budżet i musieliśmy dokonywać niezwykłych cięć − mówi Dorota Łoboda.

Opieka to najlepsza (po)pandemiczna inwestycja

czytaj także

Nie tylko pracowniczki przedszkoli i żłobków są narażone na zakażenie koronawirusem w pracy. Sytuacja dotyczy też urzędników i urzędniczek poczt, urzędów skarbowych i innych, kierowców, sprzedawców, sprzedawczyń i obsługi sklepów, kurierów, pracowników i pracowniczek DPS. Ale PiS nie przyznał dodatków nawet wszystkim medykom. Być może pandemia jest najlepszym momentem, żeby mówić o tym, że prace, od których zależy nasza codzienność, powinny być lepiej wynagradzane.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij