Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Sztuczna inteligencja nie zabierze nam pracy, tylko prąd

Jesteśmy skazani na chmurę i wielkie centra danych, a jednocześnie zaniedbaliśmy transformację energetyczną. Po zamknięciu bloków węglowych w ciągu najbliższych dwóch dekad serwerownie ulokowane nad Wisłą nie będą miały skąd czerpać prądu.

ObserwujObserwujesz
Centrum danych Google w Oregonie, w tle widok na elektrownię w Bełchatowie
Kontekst

⚡ Powiat bełchatowski, dotąd bogaty dzięki węglowi, stoi przed widmem kryzysu wraz z planowanym zamknięciem kopalni i elektrowni.

🖥️ Ratunkiem ma być budowa ogromnego centrum danych AI, ale rodzi to pytania o źródła energii i realne korzyści dla regionu.

🌍 Dynamiczny rozwój chmury i centrów danych zwiększa zapotrzebowanie na prąd, co przy słabej transformacji energetycznej może zagrozić dostępności energii dla ludzi.

Walka

Powiat bełchatowski jeszcze do niedawna wydawał się współczesną ziemią obiecaną. Oczywiście jeśli komuś nie przeszkadzało zanieczyszczenie powietrza i okolicznego środowiska.

Leżąca w powiecie niewielka gmina Kleszczów (ok. 5 tys. mieszkańców) miała na swoim terenie wielką kopalnię odkrywkową węgla brunatnego oraz największą w Europie elektrownię węglową Bełchatów. Dzięki temu dumnie nosiła miano najzamożniejszej gminy w Polsce. W 2022 roku Bełchatów odebrał jej jednak elektrownię, co momentalnie wywindowało to miasto do pierwszej dziesiątki pod względem dochodów na głowę. Wszystko zostało jednak w powiecie, który nadal był mlekiem, miodem i pyłami PM2.5 płynącym. Nic tylko żyć dostatnio, chociaż krótko.

Czytaj także Bal na Titanicu, czyli jak Bełchatów odchodzi od węgla (choć jeszcze o tym nie wie) Przemysław Sadura

Od węgla do hiperserwerowni

Mieszkańcom jednak zajrzało w oczy widmo pauperyzacji. Wielka elektrownia węglowa zakończy swój byt prawdopodobnie za około dekadę. Parę lat później żywota dokona kopalnia węgla brunatnego. Dwa wielkie przedsiębiorstwa utrzymujące nieduży stutysięczny powiat zostaną zamknięte niedługo i to niemal w tym samym czasie.

Powiat musi znaleźć pomysł na siebie – i najwyraźniej znalazł, gdyż na jego terenie powstanie gigantyczne centrum danych. Hyperscale Data Center będzie jedną z największych inwestycji tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej. Pytanie tylko, skąd będzie czerpać prąd, skoro jego moc przyłączeniowa będzie wynosić 500 MW, czyli jakąś jedną dziesiątą maksymalnej mocy elektrowni Bełchatów. Tylko dla Hyperscale Data Center musiałyby działać całe dwa mniejsze bloki tej elektrowni.

Napędzane sztuczną inteligencją wielkie serwerownie, zapewniające usługi chmurowe dla przedsiębiorstw oraz usług konsumenckich, to aktualnie absolutnie najgorętszy trend nowych technologii. Nic więc dziwnego, że Polska staje w szranki w walce o inwestycje tego typu.

Najgłośniejsza jest oczywiście inwestycja Microsoftu, tworzącego nad Wisłą Poland Central, który będzie obsługiwał całą Europę Środkowo-Wschodnią. Początkowo spółka z Redmond zainwestowała miliard dolarów w trzech lokalizacjach wokół Warszawy. W lutym zeszłego roku wiceprezes Microsoftu Brad Smith spotkał się z premierem Tuskiem, by ogłosić ulokowanie nad Wisłą niemal 3 mld złotych do 2026 roku na rozbudowę hiperskalowej infrastruktury chmurowej i sztucznej inteligencji. Instalacje w Polsce będą świadczyć usługi Azure, działające od 2010 roku i świadczące przedsiębiorstwom chmurowe centra przechowywania i przetwarzania danych. To jedne z najbardziej rozwiniętych usług tego typu na świecie. I jedne z pierwszych.

Rozwój branży centrów danych napędzanych AI w Polsce rozwija się w efektownym tempie – co roku rośnie o jedną piątą. Branża przekonuje, że nie jest skazana wyłącznie na zagranicznych inwestorów. Według danych Polish Data Center Association (PDCA), 57 proc. firm w krajowym łańcuchu wartości centrów danych to podmioty polskie lub posiadające produkcję w Polsce. Firmy znad Wisły rzekomo posiadają zasoby na realizację pełnego procesu inwestycyjnego w tym zakresie.

Mimo to wśród członków PDCA ciężko znaleźć firmy z polskim rodowodem. Spółki takie Symetrium czy Polonez Plus to typowi podwykonawcy, których podstawowy profil działalności nie dotyczy centrów danych czy usług chmurowych, lecz wykonywania instalacji. Wśród członków zdecydowanie dominują inwestorzy zagraniczni, tacy jak Aecom, JLL, Bilfinger, Honeywell, Kajima, Nokia, czy Takenaka.

Czytaj także Apokaliptyczne prognozy dla Polski na 2026 rok Piotr Wójcik

Nowi luddyści

Dominacja inwestorów zagranicznych nie jest problemem. Polski model rozwoju od ponad trzech dekad opiera się na napływie zagranicznego kapitału i know-how, dzięki któremu wokół nich powstaje uniwersum polskich poddostawców, którzy stopniowo pną się w górę łańcucha produkcji. Doskonałym przykładem jest rozwój polskiej motoryzacji, w której polskie małe firmy początkowo wykonywały proste zlecenia, a gdy urosły w siłę i w kapitał, zaczęły przejmować zachodnie fabryki (głównie włoskie), aż same dołączyły do grona samodzielnych i całkiem znaczących producentów całych podzespołów dla samochodowych marek z całego świata.

W tak nowoczesnej branży jak budowa centrów danych opartych na AI i świadczących usługi chmurowe Polska musi czerpać know-how z zagranicy – a nikt go za darmo nie przekaże. Nawet zachodnioeuropejskie przedsiębiorstwa nie mogą konkurować pod tym względem z gigantami zza oceanu – Microsoftem, Oracle, Google czy Amazonem.

Napływ inwestycji w wielkie centra danych i usług chmurowych jest jednak kontrowersyjny pod innym względem. Mieszkańcy gmin, w których lokowane są te gigantyczne serwerownie, wcale nie są z nich zadowoleni.

Pod koniec zeszłego roku mieszkańcy Kajetan w ostatniej chwili złożyli odwołanie od zgody gminy na stworzenie w pobliżu ich domostw wielkiego centrum danych do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. W Regułach pod Warszawą spółka Hillwood buduje kilkadziesiąt metrów od osiedla mieszkaniowego ogromną serwerownię dla jednego z gigantów branży – nie chce zdradzić, którego. Instalacja miałaby pobierać 130 MW mocy, więc mniej niż kolos w Bełchatowie, ale też Reguły są znacznie mniejsze. W konsultacjach społecznych mieszkańcy skarżyli się między innymi na hałas i ogromne zużycie wody do chłodzenia instalacji.

Pożeracze prądu

Sprzeciw wobec inwestycji w wielkie centra danych nie jest polską specyfiką. Poza hałasem zwraca się uwagę również na ogromne zużycie prądu w okolicy i wysokie ryzyko pożarowe. W USA mieszkańcy są równie niechętni budowie serwerowni chmurowych w ich okolicy. „Zaledwie 4 proc. Amerykanów stwierdziło, że centra danych są w większości dobre dla środowiska, w porównaniu z 39 proc., którzy byli przeciwnego zdania. Równocześnie tylko 6 proc. uważało, że centra danych mają pozytywny wpływ na jakość życia i koszty energii, w porównaniu z odpowiednio 30 proc. i 38 proc. osób, które twierdziły, że są one w większości złe” – pisze portal futurism.com.

Największe problemy dotyczyć będą jednak potężnego zapotrzebowania na prąd. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetyki (IEA), w USA w latach 2020–2025 centra danych wykazały zapotrzebowanie na 113 TWh energii elektrycznej. W latach 2026–2030 będzie to już 203 TWh. Unia Europejska znacznie odstaje pod tym względem, za to proporcjonalnie wzrost będzie znacznie wyższy. W omawianych okresach popyt na moc w centrach danych wzrośnie z 11 TWh do 35 TWh, a więc trzykrotnie. W innym raporcie IEA, pokazującym realne zużycie, wzrosty wyglądają jeszcze bardziej efektownie.

„Chiny i Stany Zjednoczone to regiony o największym wzroście zużycia energii elektrycznej w centrach danych, odpowiadające za prawie 80 proc. globalnego wzrostu do 2030 roku. W Stanach Zjednoczonych zużycie wzrasta o około 240 TWh (wzrost o 130 proc.) w porównaniu z poziomem z 2024 roku. W Chinach wzrasta o około 175 TWh (wzrost o 170 proc.). W Europie wzrasta o ponad 45 TWh (wzrost o 70 proc.). W Japonii wzrasta o około 15 TWh (wzrost o 80 proc.)” – czytamy w raporcie IEA.

Czytaj także Alexa wygryzła klasę panującą. Dziś rządzą chmuraliści Janis Warufakis

Z głową w chmurze

Powyższe dane dotyczą bardzo krótkiego okresu – zaledwie końca obecnej dekady. W czwartej dekadzie XXI wieku wpływ rozwoju usług chmurowych będzie zapewne jeszcze bardziej spektakularny. Szybki rozwój technologii komputerowych wiąże się z ogromnymi wzrostami cen. W związku z tym coraz więcej firm – nie mówiąc już o osobach fizycznych – nie stać na najnowsze rozwiązania technologiczne, takie jak najszybsze kości RAM czy procesory CPU i GPU (graficzne), które wspomagane są AI. Mimo to chcą z nich korzystać, by mieć przewagę nad konkurencją. To napędza popyt na usługi chmurowe, więc centra danych skupują niemal całą podaż najnowszego sprzętu, co jeszcze bardziej podbija jego cenę, a to zaś jeszcze zwiększa popyt na chmurę – i tak w kółko. Istne perpetuum mobile.

Według danych Eurostatu już w 2025 roku 53 proc. przedsiębiorstw w UE korzystało z jakichś usług chmurowych. Jeszcze dekadę wcześniej było to zaledwie 19 proc. W Polsce ten skok był jeszcze wyższy. W 2016 roku ledwie 9 proc. polskich firm korzystało z chmury, co dawało nam trzecie miejsce od końca. W 2025 roku było ich już 55 proc., a więc powyżej średniej UE, nad Niemcami (54 proc.) i na równi z Czechami.

Jesteśmy więc skazani na chmurę. Równocześnie zaniedbaliśmy dramatycznie transformację energetyczną. Po zamknięciu tych wszystkich bloków węglowych, co nastąpi w ciągu następnych dwóch dekad, piękne i wielkie serwerownie ulokowane nad Wisłą nie będą miały skąd czerpać prądu. Jest też oczywiście inny scenariusz – napędzane sztuczną inteligencją chmury zjedzą resztki mocy wytwarzane nad Wisłą, a prądu nie będą mieli ludzie. Jest więc małe prawdopodobieństwo, że AI zniewoli człowieka – ale bardzo duże, że wyłączy mu światło.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie