Kraj

Gdula: Jak władza połknie Kaczyńskiego

jaroslaw-kaczynski

Miała być wielka zmiana, jest tylko wieczny powrót tego samego.

Po wygranych wyborach zazwyczaj mamy do czynienia z miesiącem miodowym zwycięzców i społeczeństwa. PiS postanowił zamienić ten zwyczaj na prawo pierwszej nocy i w nadzwyczajnym trybie pozbawić społeczeństwo ważnych narzędzi do kontrolowania działań rządzących. Nie ma większych wątpliwości, że naruszając trójpodział władz i normy stanowienia prawa, Jarosław Kaczyński rozpoczął budowanie demokracji pisowskiej. Oczywiście jest czego się bać, ale z drugiej strony od razu widać też słabości tego projektu, które z czasem zadecydują o jego porażce.

Postępowanie PiS-u po wyborach sprawia, że kampania tej partii okazuje się oszustwem. Beata Szydło prowadziła ją przecież nie pod hasłami zmian ustrojowych, ale obietnic socjalnych i krytyki nieudolności PO. PiS był w stanie osiągnąć swój wynik tylko dlatego, że miał być lepszą Platformą. Prezes chował się nie bez powodu. Zaraz po wyborach PiS zaczyna jednak demolkę na dawną nutę.

Na pewno część jego elektoratu jest wniebowzięta i uważa, że prezes sprytnie zdobył władzę, ale przynajmniej 40% głosujących na PiS w ostatnich wyborach może czuć się dziś nabranych.

Ich odpływ od PiS trudno będzie powstrzymać, a tym samym skurczy się społeczna baza dla działań Kaczyńskiego. Niedługo będzie już tylko liderem sejmowej większości, ale nie wyborców, bo nie mobilizował ich przed wyborami ani wokół swojej osoby, ani wokół radykalnego programu zmiany.

Te posunięcia Kaczyńskiego potwierdziły, że jest politykiem starej daty, który nie potrafi wyzwolić się z lat 90. Budując rząd Szydło, chciał pokazać środkowy palec liberalnym elitom. Dlatego Macierewicz, Kamiński, Waszczykowski. Nadzór nad ważnymi obszarami polityki państwa przekazał ludziom małego formatu, żeby obsłużyć swoje kompleksy. Jeśli chodzi o gospodarkę, pokierował się starymi odruchami i ściągnął do rządu „krawaciarza z banku”. Ostatnie wybory odbywały się pod znakiem nowych liderów i ugrupowań, bo mamy już dość polityki ukształtowanej przez zamierzchłe konflikty i starzejące się elity. Kaczyński natomiast oferuje powrót do polityki ukształtowanej jeszcze w epoce seledynowych garniturów, gumy Turbo i wiary, że faceci z banków naprawdę znają się na ekonomii.

Kaczyński bardzo szybko zniszczył budowane z wysiłkiem przez rok nowe aktywa osobowe PiS-u.

W dwa tygodnie pozbawił autorytetu Andrzeja Dudę i Beatę Szydło. Dziś są tylko jego urzędnikami.

Podpisując ułaskawienie Kamińskiego, Duda włączył się w politykę łamania konstytucji i skazał na rolę prezydenta na posyłki, który wykona rozkazy wpisujące się w bieżącą taktykę partyjną. Z kolei Beacie Szydło Kaczyński zbudował rząd całkowicie sprzeczny z jej przekazem z wyborów. Miało nie być Macierewicza w MON-ie? Jest Macierewicz, a na dokładkę kilku innych zawodników jeżdżących poza torem. Miało być socjalnie? Morawiecki i Szałamacha zadbają, „żeby obietnice wyborcze nie naruszyły równowagi budżetowej i zaufania inwestorów”. Szydło dostała zatem gabinet tak skomponowany, żeby pokazać, że to nie ona będzie rządzić. Kaczyński nie będzie mógł użyć ani Dudy, ani Szydło jako zderzaków, bo pozbawił ich godności i autonomii. To przyspieszy proces zużywania się obozu władzy.

Wreszcie ofensywa przeciwko TK i naruszanie konstytucji odbywa się w imię czystej władzy. Kaczyńskiemu chodzi o to, żeby podporządkowywać sobie instytucje i maksymalnie ograniczać siłę tych, których nie da rady zdobyć. Wszystkie mniejsze działania – ograniczanie udziału opozycji w pracach sejmu i zapowiedzi zmian w mediach publicznych – wpisują się w tę logikę. To sprawia, że wytwarza się silna polaryzacja i znika centrum. Wielu ludzi różniących się pod względem wyobrażeń o gospodarce czy przekonań światopoglądowych nagle odkrywa, że łączy ich niechęć do zachłanności Kaczyńskiego. Każde posunięcie PiS-u będzie teraz mobilizować opozycję w kwestiach ustrojowych, socjalnych i światopoglądowych, łącząc niedawnych przeciwników w niecodziennych koalicjach, które uwiarygodniać będzie apetyt prezesa na władzę zdobywaną dla niej samej.

Szykują się cztery lata intensywnych konfliktów. Kaczyński jest przekonany, że zdobywanie kolejnych instytucji, zmiana ustawy zasadniczej (pamiętajmy, że głosowanie jest ważne, jeśli na sali jest połowa posłów!) czy podważanie mandatu samorządów zapewni mu przewagę i doprowadzi do zbudowania nowego ładu. Myli się jednak. Umiejętność zagarniania władzy obróci się przeciwko niemu.

 

**Dziennik Opinii nr 331/2015 (1115)

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maciej Gdula
Maciej Gdula
Poseł Lewicy
Poseł Lewicy, socjolog, doktor habilitowany nauk społecznych, pracownik Instytutu Socjologii UW. Zajmuje się teorią społeczną i klasami społecznymi. Auto szeroko komentowanego badania „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”. Opublikował m.in.: „Style życia i porządek klasowy w Polsce” (2012, wspólnie z Przemysławem Sadurą), „Nowy autorytaryzm” (2018). Od lat związany z Krytyką Polityczną.
Zamknij