Kraj

Bożek: Laicy mają głos

„Precz z ignorancją!”, krzyczą naukowcy i inżynierowie. W jaki sposób więc sposób my, laicy, możemy brać udział w dyskusjach o technologii i nauce?

Czy bez znajomości podstaw genetyki i biologii można wypowiadać się o GMO? Czy bez wiedzy z chemii i statystyki wolno nam zabierać głos w sprawie finansowania drogich terapii onkologicznych z państwowego budżetu? Dla inżynierów, tych mentalnych i tych rzeczywistych, sprawa z reguły jest prosta: „Precz z ignorancją!”, krzyczą. Na ogół ulegam temu stanowisku i gdy dyskusja zbacza na techno-naukowe tory, milczę jak owca.

Z drugiej strony podskórnie czujemy, że takie przekonanie jest nie do końca w porządku. Technologia to nie tylko inżynieria, ale też ucieleśnienie wartości i przekonań ludzi, którzy ją opracowali i wdrażali. Banalny przykład: Henry Ford nienawidził miast, a samochód był jego bronią przeciwko urbanizacji.

Każdy z nas powinien mieć prawo dyskutować na temat wartości i wizji społecznej zmiany zaklętych w technologii.

Problem w tym, że aby wziąć udział w tej dyskusji, należałoby mieć chociaż podstawowe kompetencje. Częściowo daje nam je szkoła, ale po pierwsze programy nauczania nauk przyrodniczych i matematyki (w Polsce) są coraz bardziej ubogie, po drugie wiedza bez możliwości jej użycia zanika. Ja na przykład bardzo lubiłem matematykę, ale obawiam się, że dzisiaj nie policzyłbym żadnej całki. Podobnie mam z fizyką.

Ostatecznie jednak nie ma ucieczki. Musimy rozmawiać o technologii, bo coraz więcej decyzji politycznych dotyczy właśnie jej. W roku 2000 dwoje brytyjskich parlamentarzystów przyjrzało się debatom i głosowaniom poświęconym sprawom nauki i technologii. Z ich analizy wynikło, że w ciągu dziesięciu lat ich liczba wzrosła aż sześciokrotnie. Medycyna, technologie komunikacyjne, żywność, energetyka – to nie tylko problemy inżynierów, ale też świadomych obywateli i polityków.

Tylko jak pogodzić chęć uczestnictwa i konieczność podejmowania decyzji z nie zawsze odpowiednimi kompetencjami – i niechęcią ekspertów do tego, by ktoś mieszał się w ich sprawy?

Jednymi z pierwszych – choć nie pierwszymi – którzy podeszli do tego pytania na poważnie, byli Duńczycy. W roku 1985 powołali do życia Duńską Komisję Technologii. Była to przede wszystkim reakcja na długą i ostrą debatę na temat energetyki jądrowej, która toczyła się w Danii przez niemal całe lata 70. Członkowie parlamentu dobrze rozumieli, że to nie koniec technologicznych kontrowersji – na horyzoncie widać już było już inne, równie trudne sprawy, między innymi żywność modyfikowaną genetycznie.

Komisja Technologii miała pomóc w ocenie społecznych konsekwencji rozwoju technologicznego oraz ułatwić obywatelom zabieranie głosu w trudnych sprawach. Zatrudnieni w niej urzędnicy opracowali szereg metod wspomagających dyskusję: warsztaty, seminaria, warsztaty scenariuszowe i „future laby”. Najważniejsze są jednak konferencje konsensusowe. Na czym polegają i czemu służą?

Raz do roku Komisja decyduje o temacie takiej konferencji; musi być aktualny, powiązany z trwającą właśnie debatą parlamentarną i odpowiednio zdefiniowany: niezbyt szczegółowy, ale też i nie nazbyt ogólny. Następnie Komisja powołuje komitet zajmujący się organizacją konferencji, w którego skład wchodzą akademicy, przedstawiciele związków i przemysłu oraz jedna osoba zarządzająca organizacją całego przedsięwzięcia.

Kolejny krok: zostaje powołany panel obywatelski. Komisja umieszcza ogłoszenia w gazetach oraz wysyła zaproszenia do około dwóch tysięcy losowo wybranych osób. Zainteresowani muszą wysłać zgłoszenie i jednostronicowy list, w którym wyjaśnią, czemu powinni zostać wybrani do panelu. Spośród stu lub dwustu odpowiedzi komitet wybiera około piętnastu osób. Nie mogą one zawodowo zajmować się dyskutowaną sprawą ani być różnego rodzaju ukrytymi ekspertami. Dla przykładu: w trakcie przygotowań konferencji na temat elektronicznego systemu informacji medycznej komisja odrzucała informatyków zatrudnionych przez koncerny medyczne oraz lekarzy.

Członkowie panelu zapoznają się z materiałami przekazanymi przez ekspertów i przygotowują pytania do nich. Eksperci będą musieli na nie odpowiedzieć podczas otwartej konferencji organizowanej w duńskim parlamencie. Trwa ona cztery dni, a jej efektem jest raport z rekomendacjami.

Rekomendacje panelu nie są zobowiązujące dla polityków, ale biorą je pod uwagę – w 1987 roku parlament zdecydował pod wpływem głosów obywateli, że państwowy program badań biotechnologicznych nie będzie obejmował zwierząt. Również pod wpływem ustaleń konferencji parlament zdecydował się na ograniczenie towarzystwom ubezpieczeniowym dostępu do przesiewowych badań genetycznych. Konferencje na temat przyszłości transportu, leczenia bezpłodności i rolnictwa również znalazły swój oddźwięk w decyzjach politycznych.

Duńska Komisja Technologii dba też o to, by debata wyszła poza parlament. Konferencji o biotechnologii towarzyszyło na przykład 600 spotkań i debat w mniejszych i większych miastach. Gdy Komisja Europejska zbadała ich efekt, okazało się, że Duńczycy wykazywali się większym zrozumieniem dla prawa dotyczącego biotechnologii niż obywatele innych krajów.

Naturalnie konferencje nie są idealnym rozwiązaniem. Panel obywatelski nie jest reprezentatywny, bo w końcu trzeba się do niego zgłosić samodzielnie. Można więc przypuszczać, że robią to raczej ludzie lepiej wykształceni, należący raczej do klasy średniej. Z drugiej strony eksperci często mają problem z pytaniami zadawanymi przez obywateli, które nierzadko dotyczą praktycznych aspektów wdrożenia danej technologii. Podczas konferencji na temat systemu informacji medycznej pytania wprost o jego koszty najczęściej były zbywane: „To zbyt skomplikowane”, mówili eksperci. Ale te wady z pewnością nie przekreślają pozytywnego wpływu konferencji na wiedzę i świadomość obywateli.

Co ciekawe – i smutne – dwa lata temu Komisję spotkał poważny cios ze strony parlamentu. Nowy lewicowy rząd chciał ją zlikwidować. Ostatecznie instytucja przetrwała, ale w innej formie – obecnie jest to fundacja. Trudno to zrozumieć, bo duńskie podejście staje się coraz powszechniejsze na świecie. Duńska Fundacja Technologii stoi na czele europejskiego projektu PACITA, którego zadaniem jest popularyzowanie narzędzi służących publicznej dyskusji nad technologią. W ramach przygotowanego przez Komisję projketu „WWViews on Global Warming” 4 tysiące osób z 38 krajów dyskutowało o problemach wynikających ze zmiany klimatycznej. Konferencje konsensusu organizowane są w Europie, Stanach, Japonii, a nawet w Chinach.

Z pewnością nie rozwiąże to wszystkich naszych problemów związanych z rozwijającą się w zawrotnym tempie technologią – ale pokazuje, że laicy wcale nie są tak bezużyteczni, jak sądzą niektórzy naukowcy i inżynierowie.

Bio

Jakub Bożek

| Publicysta, redaktor w wydawnictwie Czarne
Publicysta, redaktor inicjujący w wydawnictwie Czarne, wcześniej (do sierpnia 2017) redaktor prowadzący w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Absolwent Centrum Kształcenia Międzynarodowego Politechniki Łódzkiej i socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. Redagował serwis klimatyczny KP. Otrzymał drugą nagrodę w konkursie w Koalicji Klimatycznej „Media z klimatem!”. Współtworzył Klub Krytyki Politycznej w Łodzi.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.