Kraj

Żakowski: Poza histerią dziennikarską jest też histeria służb

Nie chcę powtarzać paranoicznych teorii, ale wszystkie tropy prowadzą na wschód.

Jakub Dymek: Czy pańskim zdaniem afera podsłuchowa od początku była poważna, miała tę przysłowiową już „gravitas”, czy nabrała treści po tym, jak do redakcji „Wprost” wkroczyła ABW i niejako potwierdziła przypuszczenia, że możemy mieć do czynienia z czymś poważniejszym?

Jacek Żakowski: W tym kontekście wejście ABW wydaje się nie tyle potwierdzeniem podejrzeń, co raczej logiczną kontynuacją pewnego planu destabilizacji. Bo jeśli w aferze od początku chodziło o to, żeby zdestabilizować sytuację w Polsce, to czym innym może być tak nieudolne, tak bezsensowne posunięcie jak to? Gdyby pan chciał zdobyć zawartość laptopa redaktora Latkowskiego, to co by pan zrobił? Wchodził tam ze służbami i wydzierał ten komputer, pozwolił, żeby świadkami byli dziennikarze i koledzy zawodowi naczelnego „Wprost”, żeby transmitowała to telewizja?

Przy dzisiejszych możliwościach technologicznych tak naprawdę nikt nie musi nigdzie wchodzić, a zawartość dysków można przechwycić, siedząc wygodnie w sąsiednim budynku. Mówił o tym obszernie Glenn Greenwald w ostatniej rozmowie z Democracy Now.

Ale nawet zaawansowana technologia nie jest potrzebna! Patrol policji zatrzymuje grzecznie pana Latkowskiego, gdy wraca do domu po pracy i prosi go o laptop. Dlatego takie rozwiązanie nazywam aferą destabilizacyjną.

I rząd się w to pakuje?

Naprawdę nie chcę powtarzać paranoicznych teorii, a jednocześnie nie można zignorować tego, że wszystkie tropy prowadzą na wschód. To, co się dzieje, to klasyka wschodniej dyplomacji. Janusz Piechociński wspomniał o jakimś tajnym materiale i to, choć niejasne, może wiele tłumaczyć – bo może służby działają właśnie na podstawie tego materiału? Ale to nic nie zmienia w postawie Tuska i kolegów, którzy poddają się tendencji, by ten kryzys pogłębiać. To właśnie najdziwniejsze. Łamiące się głosy na konferencji prasowej i dramatyzm taki, jak gdyby to Rydz-Śmigły przemawiał w 1939 roku. Tak działa presja, a to pomaga w realizacji destabilizacyjnego planu.

Emocji nie brakowało także, gdy podobnym naciskom jak „Wprost” był poddawany brytyjski „Guardian”, od którego wymagano dokumentów Snowdena. Tylko wtedy chodziło o sprawę bez wątpienia o zasięgu globalnym, gdzie swojego interesu broniły służby nie jednego czy dwóch państw, ale przynajmniej kilku, w tym najpotężniejsze z nich – amerykańskie. A tutaj? To wciąż inna skala.

Poza histerią dziennikarską jest też histeria służb i jej nie można lekceważyć. Są czasy, gdy służby też zaczynają reagować nadgorliwie, w oparciu o emocje i za szybko. To mi przypomina najgorętszy czas wojny z terrorem, gdy w Polsce łapano arabskich turystów, bo trzymali w ręku mapę i komuś się wydawało, że to muszą być terroryści. Wtedy służby też pracowały na rzecz destabilizacji. A tu jest dodatkowo wątek ewentualnego wschodniego organizatora całej afery, którego wpływ na służby może wciąż być istotny. To jest niestety ta narracja najbliższa dziś w Polsce tak zwanym „środowiskom niepodległościowym”, wiem.

Ale spiski są nie tylko produktem chorych umysłów, są też spiski całkiem prawdziwe.

Jeśli ktoś wysadza rurociąg na Ukrainie, to myśmy sobie to wymyślili czy były tam ładunki wybuchowe?

No to może powinniśmy uznać, poza dziennikarską histerią właśnie, że personalia i doraźne skutki polityczne – kto poleci, a kto nie – są dla tej sprawy drugorzędne i wprost powiedzieć, że to zupełnie innego rodzaju gra?

Ja bym nie powiedział, że personalia są drugorzędne, przeciwnie. Spójrzmy na biografię Sienkiewicza, jego zainteresowanie sprawami wschodnimi, jego długoletnią pracę. Rozsądna analiza – mamy też dziennikarzy nie histerycznych, a analitycznych – powinna wziąć te wątki pod rozwagę. Może być zupełnie inaczej, mogą się w tej sprawie pojawić tropy zupełnie inne niż te, które tu opisuję – ale dziś wszystko wskazuje na wschód. Dziś takie postawienie sprawy nie wynika z wiary w popularne w pewnych środowiskach teorie spiskowe, ale z faktów.

I dlatego część mediów pospieszyła, żeby ogłosić „Wprost” ostatnim bastionem wolnego słowa?

To wynika z nienawiści do Tuska. Choć ona w tym wypadku uderza nawet nie w niego, ale w państwo. W tej sytuacji ma się ochotę powiedzieć „chłopaki, macie to przetrzymać”, bo jeśli Tusk i inni poddadzą się panującej histerii, to będzie tylko gorzej. To właśnie wtedy w pełni zrealizuje się scenariusz destabilizacji.

Ja myślę o tym tak, że to powinna być właśnie rozmowa o postawie państwa wobec wycieków: co robić? Bo wezwanie, żeby w obliczu jednego podsłuchu składać urząd, jest jednocześnie wezwaniem, żeby każdy rząd można było w każdej sytuacji zaszantażować. Znowu: to nie są wycieki NSA, gdzie wprost widzieliśmy naruszenia konstytucji, za które przynajmniej wiemy, kto i jak w demokratycznej procedurze powinien odpowiedzieć. Tu od czasu pierwszej konferencji Tuska słyszymy, żeby bezwarunkowo podał się do dymisji.

Tusk rządzi 7 lat, a jego droga polityczna jest usłana trupami. Pierwszym i być może najważniejszym trupem, o którym tu mówimy jest POPiS. Sierot po POPiS-ie jest bez liku: i w mediach, i w polityce. Mają żal. Ten żal, w przeciwieństwie do politycznych trupów, żyje. Właśnie obserwujemy, co jest w stanie zdziałać.

Wszyscy główni aktorzy w polityce dziś mają w plecach nóż wbity przez Tuska. Palikot, Gowin, Miller do pewnego stopnia – bo te ciosy były rozdawane właściwie od czasu afery Rywina, która doprowadziła do upadku rządów SLD.

Wszyscy mają więc dobry powód, żeby dziś ten nóż wyjąć i dźgnąć nim Tuska.

Boję się tylko, że te noże służą dziś do realizacji bardzo niebezpiecznego planu.

Czytaj także:

Agata Bielik-Robson, Olimp w ogniu

Edwin Bendyk, Cała władza w ręce prasy

Józef Pinior: Nowy rząd albo orbanizacja

Maciej Gdula, Tuskowi lekko nie będzie

Cezary Michalski, Wunderwaffe Tuska albo jego koniec

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jakub Dymek

| publicysta, komentator polityczny
Kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Absolwent MISH na Uniwersytecie Wrocławskim, studiował Gender Studies w IBL PAN i nauki polityczne na Uniwersytecie Północnej Karoliny w USA. Publikował m.in w magazynie "Dissent", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku Gazecie Prawnej", "Tygodniku Powszechnym", Dwutygodniku, gazecie.pl. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. 27 listopada 2017 r. Krytyka Polityczna zawiesiła z nim współpracę.