Gospodarka

Krwawisz, więc płacisz. Ile kosztuje miesiączka?

Na co przeznaczył(a)byś 6 tysięcy zł? A 36? Jeśli menstruujesz, za dowolną sumę z tego przedziału raczej nie kupisz nowego laptopa ani samochodu, bo wydasz ją na środki higieniczne. Wprawdzie im mniej aut, tym lepiej dla planety, ale im droższa miesiączka, tym gorzej dla kobiet i dalej do równości płci.

W ciągu całego swojego życia za tampony i podpaski musiałam zapłacić blisko 7 tysięcy złotych, a nie skończyłam jeszcze trzydziestki. Przeciętna kobieta miesiączkuje przez ok. 40 lat – 350–450 razy – co oznacza, że gdybym nie przerzuciła się niedawno na bardziej ekologiczny i wystarczający na dłużej kubeczek menstruacyjny, prawdopodobnie w przyszłości musiałabym wydać drugie tyle.

Krwawy rachunek

Skąd to wiem? Na pewno nie z zamiłowania do matematycznych łamigłówek, lecz za sprawą niedawno uruchomionego w sieci Kalkulatora Kosztów Miesiączki, który policzył wszystko za mnie. Utrzymanie higieny w czasie okresu to nie tak znowu mały wydatek, choć zależny od wielu rozpatrywanych indywidualnie czynników: długości cyklu, częstotliwości krwawień i ich obfitości.

Kalkulator nie pomija tych aspektów, lecz na ich podstawie pokazuje, jak posiadanie macicy odbija się na grubości portfeli.

– Uwzględnia on, jakich środków używamy, ile one kosztują oraz jak często musimy ich używać. Wynikiem jest kwota z dowolnie wybranego przedziału (rok, 5 lat, całe życie), jaką wydajemy na produkty higieniczne. W moim przypadku miałabym w kieszeni prawie 6 tysięcy złotych. Aż trudno w to uwierzyć! – mówi Dominika Miszewska, doktorantka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która wraz z Julią Żuławińską, studentką biofizyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, i aktywistkami Różowej Skrzyneczki stworzyła to wyjątkowe narzędzie.

Dziewczyny, jak same podkreślają, chcą w ten sposób nagłośnić problem dodatkowych kosztów ponoszonych przez kobiety, wśród których trzeba uwzględnić nie tylko same środki higieny, ale także inne, związane z menstruacją wydatki, jak zakup tabletek przeciwbólowych, pranie/wymiana bielizny i pościeli czy antykoncepcja pozwalająca kontrolować i regulować krwawienie. U części osób okres oznacza spadek produktywności, co niekiedy przekłada się na wydajność w pracy czy podczas nauki.

Miesiączka: albo tabu, albo higiena

czytaj także

Miesiączka: albo tabu, albo higiena

Catherine Dolan, Julie Hennegan, Gabby Edlin

Skończmy z nierównością i wstydem

Odpowiedzią na zmniejszenie „niewidzialnych” kobiecych wydatków może być zakup takich środków, jak kubeczek menstruacyjny, bielizna menstruacyjna czy podpaski wielokrotnego użycia. Jednak trzeba w nie zainwestować na początek co najmniej kilkadziesiąt złotych plus – w niektórych przypadkach – koszty prania. Liczy się też komfort, którego nie będą w stanie zapewnić we wszystkich sytuacjach, i nie u każdej menstruującej kobiety akurat te metody się sprawdzą.

Z pewnością potrzebne są więc rozwiązania systemowe, przybliżające nas do równości ekonomicznej, którą i tak wedle World Economic Forum osiągniemy najwcześniej za 257 lat. Na wsparcie kobiet zdecydowano się jednak już w Szkocji, która jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła bezpłatne środki higieniczne. Z kolei irlandzki Lidl od 3 maja 2021 roku będzie rozdawał podpaski i tampony wszystkim osobom, których nie stać na ich zakup – również osobom w kryzysie bezdomności.

Publikacja kalkulatora ma także „odczarować mity dotyczące miesiączki”. Powód jest prosty: menstruacja w Polsce to wciąż temat tabu, co potwierdzają badania Kulczyk Foundation, mówiące o tym, że w aż 41 proc. polskich domów w ogóle się o niej nie mówi.

Z kolei każda próba dyskutowania o potrzebach kobiet w przestrzeni publicznej zwykle wywołuje negatywne emocje i kończy się mniej więcej takimi komentarzami jak ten autorstwa prawicowego publicysty i poety, Wojciecha Wencela, który uważa miesiączkę za powód do wstydu.

„Czy tylko ja nie mogę patrzeć na telewizyjne reklamy podpasek i środków na potencję? Cywilizacja, która niczego się nie wstydzi, jest chora” – napisał na swoim Twitterze.

Na jego apel odpowiedziała m.in. fundacja walcząca z ubóstwem menstruacyjnym, czyli Akcja Menstruacja: „Panie Wojciechu, cywilizacja, która nie wstydzi się okresu, to cywilizacja otwarta na normalne życie wszystkich osób menstruujących, która zauważa ich potrzeby i szanuje!”.

Suchej nitki na publicyście nie zostawiły także przedstawicielki wspomnianej już Różowej Skrzyneczki. „Czy tylko my nie możemy już patrzeć na kolejne »dzieła« poety Wojciecha Wencla? Wstydzimy się, Wojtku, za ciebie. Bądź spokojny” – czytamy w komentarzu.

Podpaska czy chleb?

Ta inicjatywa powstała w 2019 roku jako odpowiedź na szeroki problem dostępu Polek do środków higienicznych. Jedynak cytowana już w tym tekście analiza zjawiska pokazuje, że trudna sytuacja finansowa, którą teraz pogorszy w dodatku pandemia, zmusza blisko 500 tys. Polek w czasie menstruacji do całkowitej rezygnacji z kupna tamponów i podpasek, np. na rzecz zapewnienia sobie posiłku. UNICEF z kolei podaje, że ten problem nie jest obcy ludziom na całym świecie, bo spośród 800 mln miesiączkujących osób blisko 80 proc. co miesiąc staje przed wyborem: „podpaska czy chleb?”.

Różowa Skrzyneczka – a właściwie wiele takich pojemników – coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej po to, by osoby potrzebujące i najuboższe miały szansę z nich bezpłatnie skorzystać. Po darmowe środki higieniczne można już sięgnąć m.in. w urzędach, szkołach i na uniwersytetach. Mapę z miejscami wyposażonymi w skrzynki znajdziecie tutaj.

To ważne również ze względu na najmłodsze miesiączkujące osoby, ponieważ szacuje się, że aż 21 proc. „musi wychodzić ze szkoły ze względu na brak środków higienicznych, a 10 proc. z powodu ograniczonego dostępu do podpasek w ogóle nie wyszło z domu”. Aby zmniejszyć skalę tego problemu, warto wspierać dziewczyny zarówno w zbiórkach podpasek i tamponów, jak i środków finansowych na ich zakup.

Aktywistki działające na rzecz kobiet i dziewcząt przypominają również, że ubóstwo menstruacyjne to nie tylko brak środków pozwalających komfortowo poradzić sobie z krwawieniem.

Synowi pokaż podpaskę, a córce – odwagę

„To również brak wiedzy o menstruacji, niedostępność odpowiednich warunków higienicznych podczas krwawienia. Nie wspominając o informacjach, co i w jaki sposób robić, aby o siebie w tym czasie zadbać. »Jak używać tamponów?«, »W jaki sposób czyścić i przechowywać kubeczki menstruacyjne?« – i wiele innych pytań, których duża część pozostaje bez odpowiedzi” – wskazują, podkreślając, jak wielką niezaspokojoną potrzebą pozostaje rzetelna i powszechnie dostępna edukacja menstruacyjna, która być może sprawiłaby wreszcie, że krew miesiączkowa w reklamach przestałaby być niebieska.

W idealnym świecie nie potrzebowalibyśmy również reklam, zwłaszcza że chętnych do zarabiania na kobietach nie brakuje. Nie tak dawno słuszne gromy oburzenia spadły na twórców Pinky Gloves, czyli jednorazowych różowych rękawiczek do zmiany i wyrzucania tamponów. „Po co?” – zapytacie. Aby w żadnym wypadku nie pobrudzić sobie przy tym palców krwią, a zużyty tampon owinąć potem w dołączony do rękawiczki woreczek.

„Wiele kobiet i dziewcząt nie chce, aby ktokolwiek widział ich zużyte tampony ani by ktoś inny wyrzucał je wraz z resztą śmieci. Pinky Gloves są rozwiązaniem” – brzmiał opis produktu.

Za tym „genialnym” pomysłem stoi dwójka byłych niemieckich żołnierzy, którzy podczas obcowania z kobietami w wojsku uznali, że wyrzucanie zakrwawionych tamponów prosto do kosza i konieczność wyciągania ich gołymi rękami to poważny i wymagający użycia męskiego sprytu problem.

Dzięki, panowie, ale wolałybyśmy, żeby najpierw każdą z nas było na ten tampon stać. Dobra wiadomość jest jednak taka, że mężczyźni pod naporem krytyki wycofali rękawiczki ze sprzedaży.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij