Epidemia pokazała, że europejskie gospodarki zależą od migrantów
Koronakryzys zmienia podejście do migracji nawet wśród konserwatywnych rządów: migranci z „tolerowanych gości” stają się „niezastąpionymi pracownikami”.
Koronakryzys zmienia podejście do migracji nawet wśród konserwatywnych rządów: migranci z „tolerowanych gości” stają się „niezastąpionymi pracownikami”.
Czy zbliżający się kryzys gospodarczy stanie się szansą dla polskich i węgierskich samorządów, by wzmocnić swoją niezależność?
Pomimo dramatycznych braków kadrowych polski system ochrony zdrowia nie otworzył się na imigrantów. Epidemia koronawirusa to szansa, aby zrobić krok w kierunku poprawy tej sytuacji.
Większość migrantów, chociaż od lat płacą podatki i ZUS w Polsce, jest pozostawiona sama sobie.
Polityka rządów narodowych podczas epidemii zmusza współczesnych nomadów do szybkiego przywiązania się do ziemi.
Ludzie boją się o swoje bezpieczeństwo, bo nie wiedzą, czy informacja o dobrym stanie pobliskiego szpitala nie jest wynikiem łapówki wręczonej przez kierownika w czasie ostatniej kontroli.
Granica polsko-ukraińska to czyściec, w którym niekończące się kolejki i kontrole opóźniają moment spotkania podróżników z „lepszym światem”.
Premier Mateusz Morawiecki namawiał Polaków do powrotu nawet na antenie BBC, ale w rzeczywistości dla wsparcia masowej reemigracji z Brytanii do Polski nie zrobiono prawie nic.
Za sarkazmem komentatorów dało się wyczuć grozę. Transmisja przemówienia (prawie) odwiecznego prezydenta Rosji przypominała ekranizację Orwellowskiego „Roku 1984”.
Historia Rosjanina, który z polską pomocą porwał ze Szwecji własne dzieci.