Kraj, Świat

Po co komu Oksford, kiedy jest Instagram

Fot. The White House CC0

Nowi politycy antysystemowi nie chcą zwalczać elit gniewem Trumpa i Kukiza. Zełenski i Hołownia obiecują wyborcom radość i komfort niczym guru coachingu, prowadząc z nimi intymne, audiowizualne rozmowy w mediach społecznościowych.

Wołodymyr Zełenski obchodzi pierwszą rocznicę prezydentury Ukrainy, mając prawie 45 procent poparcia wśród mieszkańców kraju. To oczywiście mniej niż 73 procent głosów, które zdobył w wyborach, ale wciąż dużo jak na społeczeństwo poradzieckie, w którym zaufanie to rzadki skarb.

Co oznacza wygrana Zełenskiego na Ukrainie?

Zełenski przyszedł do władzy ze świata show-biznesu – był producentem i uczestnikiem satyrycznych programów, a przez kilka lat grał prezydenta w popularnym serialu Sługa ludu. Przed wyborami opublikował w internecie program, na który można było głosować i proponować zmiany. I chociaż w programie znalazły się konkretne obietnice – jak np. podejmowanie kluczowych dla kraju decyzji w drodze referendum czy szybki internet w każdym domu – wyborcy nieszczególnie zwracali na nie uwagę. Urzekły ich hasła: „Każdy z nas jest prezydentem” czy „Załatwmy je [stare elity – red.] razem!”. Kampania Zełenskiego zbudowana była wokół idei walki ze starymi elitami – zarówno tymi postkomunistycznymi, jak i pomajdanowymi – które zdaniem showmana niszczą kraj, szarpiąc się o pieniądze.

Zełenski nawet nie próbował udawać, że ma kompetencje, by rządzić państwem. Wręcz przeciwnie – podkreślał, że jest człowiekiem z zewnątrz, i że przyszedł do polityki, aby powstrzymać spory elit, które dla większości Ukraińców nie mają znaczenia. Chciał być widziany jako człowiek, który idzie do polityki, aby w końcu zająć się tym, co jest ważne dla zwykłych ludzi. Jego lajwy na Instagramie z treningów czy rozmów z wyborcami gromadziły setki tysięcy widzów.

Po roku prezydentury Zełenski nie zapewnił Ukraińcom obiecanych bliższych stosunków z UE, nie podniósł emerytur ani wynagrodzeń lekarzom i nauczycielom. Cofnął reformę prokuratury, nie potrafił wytłumaczyć się z wakacji w Omanie, z trudem radzi sobie z epidemią koronawirusa. Ale podobnie jak podczas kampanii regularnie komunikuje się z Ukraińcami przez Instagrama i YouTube’a, próbując żartować i bawić.

Eksperci nie kryją oburzenia takim stylem uprawiania polityki, nazywając rządy Zełenskiego dyletanturą, ale Ukraińcy emocjonują się Zełenskim jak prezydentem z serialu.

Emocje na sprzedaż

We współczesnym świecie nie jest trudno wytworzyć produkt. Trudno jest go sprzedać. Konsumenci wybierają nie jakość, tylko mit, historię leżącą u podstaw tej czy innej marki. Czym byłaby Tesla bez legendy Elona Muska?

Emocje stały się w czasach społeczeństwa postindustrialnego głównym motorem napędowym i produktem gospodarki. To z kolei wpływa  na relacje personalne: obok romantyzacji towaru występuje utowarowienie romansu. Rozmowa o emocjach toczy się w kategoriach rynku – wzrost, inwestycje, rentowność. Izraelska socjolożka Eva Illouz nazywa to „kapitalizmem emocjonalnym”.

W dobie kapitalizmu emocjonalnego życie jest projektem emocjonalnym, w którym każdy krok podyktowany jest przymusem optymalnego spędzania czasu. Należy ciągle zadawać sobie pytania: „czy wykorzystuję całość swojego potencjału?”, „czy moje wybory przynoszą mi radość?”. Właśnie w ten sposób japońska ekspertka Netfliksa od porządkowania Marie Kondo decyduje, na jakie rzeczy powinno znaleźć się miejsce w zabałaganionych mieszkaniach. Analogicznie idealnym partnerem jest ten, który zaspokoi twoje potrzeby. Jeżeli przestał zaspokajać – nadszedł czas, by go wymienić na lepszy model. Swap left, swap right – Tinder jest uosobieniem emocjonalnego kapitalizmu, polowania na krótkie radości tu i teraz.

Maciej Gdula: Więcej nas jednak dzieli [odpowiedź na list Hołowni]

Jednorazowe spotkania na Tinderze, jednorazowe wycieczki Uberem, jednorazowe noclegi na Airbnb, przykryte opowieścią o otwartości, dzieleniu się, gościnności ostatnio zaczęły wpływać na świat polityki.

Kandydat ery Ubera

Kto dzisiaj szuka ojca narodu na miarę Charles’a de Gaulle’a lub Franklina Roosevelta? Wiadomo – jeden partner nie zaspokoi wszystkich naszych potrzeb, więc skąd myśl, że jeden polityk miałby być dobry we wszystkim? Ci, którzy udają, że tak jest, kłamią. Nowy lider może mieć słabości, lecz musi być szczery i otwarty. Bo tych właśnie emocji szuka nowoczesny wyborca, który niespecjalnie chce chodzić na wiece, ale czuje potrzebę, by uczynić świat bardziej sprawiedliwym (bo właśnie te historie sprzedają jego ulubione marki).


Pięć lat temu powstanie przeciwko elitom prowadzili wkurzeni boomersi na kształt Kukiza i Trumpa. Walka toczyła się na Fejsie i Twitterze, gdzie pod ostrymi wpisami liderów użytkownicy podrzynali sobie nawzajem gardła. Nowi niszczyciele starego porządku są młodsi, nie potrzebują już ślepej wściekłości. Gardzą nią, bo ta przeczy idei optymalnego spędzania czasu. Za pośrednictwem YouTube’a i Instagrama oferują bezpośrednią rozmowę w formacie live. To już bardziej intymna komunikacja, widzów transmisji często wymienia się z nazwiska, chwali za trafne pytania. Wszystko w duchu sesji coachingu: ja jestem wspaniały, ty jesteś wspaniały, on/ona jest wspaniały/a, musimy się tylko dogadać.

Rozmowa z takim politykiem przypomina rozmowę z Siri: nie tyle czekasz na konkretną odpowiedź, ile uspokaja cię to, że na pewno zostaniesz zauważony. W czasie lajwów rzadko padają konkrety, ale panuje ogólne odczucie, że jest fajnie. Dlaczego cała polityka nie może być taka?

To zjawisko, które występuje nie tylko w naszym regionie: weźmy chociażby 38-letniego prezydenta Salwadoru Nayiba Bukelego, który podczas kampanii zignorował telewizyjne debaty prezydenckie. W zamian opowiadał w mediach społecznościowych, jak zwalczy dominację starych partii i „podniesie kraj z ruiny”.

Im bardziej kandydat Hołownia zagląda do środka, tym bardziej nie ma tam prezydenta Hołowni

– Dziś wyborcy oczekują, że politycy będą dostawcami happy objects, czyli artefaktów radości – mówi socjolożka emocji Polina Aronson. – Te artefakty tworzy się, aby zapewnić publiczności przyjemne odczucia i odwrócić uwagę od fundamentalnych problemów. Im mniej taki odbiorca ma dostępu do zasobów, im mniej może wpływać na działania władzy, tym intensywniej stara się konsumować te happy objects, i tym bardziej są mu one serwowane”.

Heal the divide

Jednym z najciekawszych kandydatów polskiej kampanii prezydenckiej jest niewątpliwie Szymon Hołownia. Ostatni sondaż SWPS daje mu nawet 20 procent poparcia i szansę na wygraną w drugiej turze.

Kto dzisiaj szuka ojca narodu na miarę Charles’a de Gaulle’a lub Franklina Roosevelta?

Zarówno w dokumentach programowych, jak i YouTube’owych lajwach były celebryta TVN podkreśla, że nie ma doświadczenia politycznego i nie jest związany z żadną partią – a te nie znają prawdziwej Polski i jej mieszkańców. Jeśli zostanie wybrany, zamiast snucia partyjnych intryg będzie robił to, „co jest naprawdę ważne dla Polaków”.

W zalewie informacji o plemiennych kłótniach PiS z PO Hołownia dla wielu wyborców stał się osobą, z którą warto się utożsamiać. Człowiek sukcesu, ale nie arogancki, trochę liberalny, trochę konserwatywny, dba o środowisko, nie waha się powiedzieć, że czegoś nie wie. Tam, gdzie boomersi walą wściekłością, nie wstydzi się powiedzieć: „nie mam zdania, skonsultuję się z parlamentem”, „zapytam Polaków”. Milenialsi i iksy czują bratnią duszę, dla której to normalne, że nie wszystko jest oczywiste. Podczas gdy Duda i Trzaskowski rywalizują ze sobą o to, któremu z nich lepiej pasuje maska lidera, Hołownia nie wstydzi się płakać przed kamerą. Szczerość zastępuje mu brak wiedzy i doświadczenia, jak wcześniej zastąpiła Zełenskiemu.

Po co komu Oksford, kiedy jest Instagram

Rok temu ukraińscy eksperci, którzy w wyborach w przeważającej większości wspierali byłego prezydenta Petra Poroszenkę, przewidywali, że wybór Zełenskiego będzie dla Ukrainy katastrofą. Minął rok, a katastrofa się nie wydarzyła. Zełenski nie ma się co prawda czym pochwalić, bo obiecany pokój w Donbasie nie zapanował, a sytuacja gospodarcza kraju tylko się pogorszyła. Udało mu się za to doprowadzić do otwarcia rynku ziemi, ukończenia reformy gazowej i odejścia od etniczno-nacjonalistycznego modelu polityki pamięci – ale to sukcesy słabo widoczne z powodu błędów prezydenta w polityce kadrowej.

Nie łudźcie się: prezydent Ukrainy nie jest aktorem

Zełenski wciąż nie ma ekspertów-menedżerów, którym osobiście mógłby zaufać. Nie potrafił ukształtować systemu, w którym lider-dostawca happy objects rządzi przy pomocy doradców-merytokratów. Wypracowanie takiego modelu rządzenia to zadanie, które stoi nie tylko przed Ukrainą – jeśli polityk chce odnieść w latach 20. sukces, nie musi jechać na studia do Oksfordu czy Cambridge – tym bardziej że nauka tam i tak została przeniesiona do online’u – lecz przyjąć styl Zełenskiego i Hołowni.

– Wiedza ostatnio stała się szeroko dostępna, a przynajmniej istnieje złudzenie dostępności wiedzy – mówi psycholożka polityczna Switłana Czunihina. – Z uwagi na fakt, że każdy może wygooglować odpowiedź na dowolne pytanie w ciągu jednej minuty i – co nawet ważniejsze – przekazać swoją „wiedzę” nieograniczonemu gronu odbiorców, wiedza w jej prawdziwym znaczeniu ulega erozji. Platformy cyfrowe promują zupełnie nowy rodzaj wiedzy specjalistycznej – wiedzę emocjonalną. Wymagania dotyczące kompetencji przywódców politycznych zmieniają się znacząco i nic nie można na to poradzić. W końcu emocje w polityce nie muszą być toksyczne.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Olena Babakova

| Dziennikarka
Olena Babakova – absolwentka Wydziału Historii Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki, doktorka nauk humanistycznych w zakresie historii Uniwersytetu w Białymstoku. W latach 2011–2016 dziennikarka Polskiego Radia dla Zagranicy, od 2017 roku koordynatorka projektów w Fundacji WOT. Współpracuje z polskimi i ukraińskimi mediami, m.in. „Europejską Prawdą”, „Nowoje Wriemia”, „Aspen Review”, Kennan Focus on Ukraine. Pisze o relacjach polsko-ukraińskich i ukraińskiej migracji do Polski i UE.