Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ukraińcy są lepiej zintegrowani z naszą gospodarką niż narodem. Kto zawinił?

Polska potrzebuje pracowników, ale nie może budować polityki migracyjnej wyłącznie na potrzebach pracodawców szukających taniej siły roboczej.

Klub Jagielloński
Kontekst

⚡ Spięcie to projekt, w ramach którego spiera się ze sobą pięć redakcji o różnych profilach ideowych: Krytyka Polityczna, Kontakt, Kultura Liberalna, Klub Jagielloński i Nowa Konfederacja.

🤝 Najnowsza edycja Spięcia dotyczy polskiej polityki wobec migrantów z Ukrainy. Poniższy tekst przygotował autor Klubu Jagiellońskiego.

✍️ Teksty pozostałych redakcji znajdziecie tutaj.

Walka

W ciągu miesiąca ubywa z Polski nawet kilka tysięcy osób z Ukrainy objętych ochroną tymczasową. Jadą dalej na zachód albo wracają do ojczyzny. Wciąż jednak pozostaje ich u nas 859 tysięcy, co stanowi około połowy wszystkich obywateli Ukrainy w naszym kraju.

Można oczywiście przytaczać dane pokazujące, jak wiele polska gospodarka zawdzięcza ukraińskim imigrantom. Wytwarzają PKB, płacą podatki i składki, uzupełniają braki na rynku pracy w starzejącym się społeczeństwie. Z tego punktu widzenia powinniśmy jak najskuteczniej zabiegać o ich obecność, zamiast godzić się na ich odpływ. Osoby sceptyczne wobec imigracji pozostaną jednak nieprzekonane, jeśli nie odpowiemy na zasadnicze pytanie: po co nam w Polsce Ukraińcy?

Imigranci z Ukrainy, a przede wszystkim uchodźcy przybyli w ciągu ostatnich niemal pięciu lat, wydają się być lepiej zintegrowani z polską gospodarką niż społeczeństwem. Niewielu z Polaków zalicza kogoś z Ukrainy do grona swoich najbliższych przyjaciół, a mieszane rodziny, choć zdarzają się coraz częściej, są zjawiskiem stosunkowo rzadkim jak na skalę imigracji ze Wschodu.

Z kolei polski biznes przyjął przybyszów z otwartymi rękami, choć bez chleba i soli. Ukraińcy pracują już w każdym segmencie naszego rynku pracy, częściej zajmują jednak stanowiska gorzej płatne lub oferujące gorsze warunki. Pozwoliło to na rozwój nowego krwioobiegu polskiej gospodarki – z dostawami produktów do automatów stojących pod każdym blokiem, ze sklepami szybkiej obsługi za każdym rogiem, z tanimi usługami, na które niedawno było stać niewielu z nas, ze stosunkowo tanią żywnością, a nawet dowozem gotowych posiłków do domów. Za taksówką z aplikacji, piersią kurczaka za dwie dychy, chłodnym piwkiem czekającym przed każdym meczem i kebabem w środku nocy stoi najczęściej praca imigrantów, spośród których większość stanowią u nas Ukraińcy.

Bardziej biznes niż państwo prowadzi politykę migracyjną

Do niedawna rozwój nowych branż postrzegaliśmy jako jednoznacznie korzystny. Mając w pamięci bezrobocie sprzed dwóch dekad, chcieliśmy nowych miejsc pracy, większej konkurencyjności i wpływów podatkowych, które pozwalałyby pokrywać rosnące wydatki państwa.

To naturalne, że zależało nam na tym, by nasi współobywatele mieli gdzie pracować, a państwo środki na realizację swoich potrzeb i ambicji. Co jednak w sytuacji, gdy bezrobocie od lat utrzymuje się na jednym z najniższych poziomów w Unii Europejskiej? Czy nadal chcemy tworzyć kolejne miejsca pracy, tyle że tym razem z myślą o imigrantach z bliższych i dalszych krajów?

Czytaj także Polacy przyzwyczaili się, że Ukraińcy zbierają truskawki. Ich przedsiębiorczość przyjęli z niedowierzaniem Paulina Siegień

Wpływy z podatków również rosną, ale dochody z kapitału okładamy obciążeniami niższymi od unijnej średniej, podczas gdy państwo utrzymuje podatki przede wszystkim z konsumpcji i pracy najemnej. Po raz kolejny można rytualnie podkreślić też problem segmentacji naszego rynku pracy pozwalający na różne opodatkowanie tych, którzy wykonują podobną pracę, w zależności od formy umowy, jaką zawarli. Te luki są szczególnie często wykorzystywane przez biznes zatrudniający obcokrajowców, ze stratą dla nas wszystkich.

Ukraińcy nie integrują się z Polakami

Otwierając granice dla osób uciekających przed wojną, kierowaliśmy się współczuciem i gotowością do pomocy sąsiadom w potrzebie. Jednak wkrótce minie od tego momentu pół dekady i musimy poważnie zastanowić się, na jakich zasadach gościmy Ukraińców, czego od nich oczekujemy i co możemy im zaoferować.

Integracja nie jest celem samym w sobie, ani zobowiązaniem do bezwarunkowego przyjmowania kolejnych imigrantów. Jest warunkiem tego, by ich obecność nie prowadziła do powstawania równoległych społeczeństw i narastania napięć. Jeśli jednak duża część Ukraińców ma związać swoją przyszłość z Polską, powinniśmy stworzyć warunki, w których ich dzieci będą mogły naturalnie wrastać w polską kulturę, poznawać nasz język, historię i obyczaje, a z czasem w jakiejś części także wybrać Polskę jako swoją ojczyznę.

Nie chodzi o przymusową asymilację, ale o to, by polskość była dla nich realną możliwością, a nie zamkniętą wspólnotą, do której nie mają dostępu. To wymaga jednak czegoś więcej niż zapewnienia pracy: również kontaktów między ludźmi i jasnego określenia zasad, na jakich przybysze stają się częścią naszego społeczeństwa.

Niewielu z nas jest przedsiębiorcami zatrudniającymi Ukraińców. O wiele częściej znajdujemy się z kolei w roli pracowników, którzy mogą usłyszeć od szefa-szantażysty „mam troje Ukraińców na twoje miejsce”. Poza tym, jeśli uzasadnieniem obecności dla uchodźców ma być jedynie ich praca, to co z mieszkającymi u nas osobami starszymi czy niepełnosprawnymi?

Oczywiście nie możemy utrzymywać u siebie drugiego narodu, ale jesteśmy w stanie objąć jakimś zakresem pomocy część z tych, którzy żyć na Ukrainie nie mogą, na przykład członków rodzin ukraińskich pracowników. Hasło „maszeruj albo giń” słabo się sprawdzi jako strategia integracyjna.

Czytaj także Z celi na front. Skazańcy ochoczo wstępują do ukraińskiej armii Violetta Wiernicka

W końcu, patrzenie na imigrantów, w tym uchodźców wojennych, jedynie przez pryzmat zdolności do taniego świadczenia pracy naturalnie skłaniałoby nas do sięgania po najmniej wymagających pracowników na świecie gotowych się do nas przeprowadzić.

Jak zauważył w swoim internetowym wpisie Konrad Wernicki z Tygodnika Solidarność, część nominalnie konserwatywnej prawicy jest gotowa zastępować bliskich nam kulturowo Ukraińców przybyszami z dalszych krajów, z którymi dzieli nas o wiele więcej.

Jeśli zamiast sąsiadów szukamy parobków, większy napływ imigrantów z krajów Trzeciego Świata staje się naturalną konsekwencją takiego podejścia. Model imigracji oparty na sprowadzaniu ludzi do niskopłatnej pracy i lokowaniu ich w skoszarowanych skupiskach nie sprzyja integracji. Przeciwnie, wymaga rozbudowanego aparatu nadzoru. Nie udawajmy jednak, że utrzymanie takiego systemu jest bezkosztowe i bezproblemowe. Lepiej mieć za ścianą sąsiada, z którym nie zawsze łatwo się porozumieć, niż uzależniać się od pracowników, którzy nie wiążą z Polską długofalowych planów, a ich codzienne kontakty z Polakami ograniczają się do relacji służbowych i przelotnych spotkań z klientami.

Polacy wobec Ukraińców: obojętność, a nie wrogość

Oczywiście włączanie do społeczeństwa osób nawet z bliskiej zagranicy również nie zawsze przebiega gładko. Żeby zrozumieć lepiej problemy społeczności ukraińskiej w integracji, poprosiłem o komentarz Anastasiię Vinichuk, psycholog i interwentkę kryzysową z fundacji Terytorium Kobiet, która pracuje w Warszawie z młodzieżą i młodymi dorosłymi pochodzącymi z Ukrainy.  

Vinichuk przyznaje, że aktów otwartej nienawiści jej podopieczni doświadczają niezwykle rzadko, częściej mają do czynienia z drobnymi złośliwościami, a przede wszystkim z obojętnością. Zwraca natomiast uwagę na inny problem. Dzieci i młodzież, którzy przyjechali do Polski często nie mają w swoim otoczeniu żadnego dorosłego Polaka, u którego mogliby podpatrywać normy kulturowe.

Utrzymują lepsze lub gorsze relacje z rówieśnikami (często lepsze z dziećmi z innych społeczności imigranckich, na przykład wietnamskiej), rozmawiają w szkole z nauczycielami, ale rodzice nie mają czasu, by zapoznawać je z dorosłymi Polakami, którzy opowiedzieliby im o niepisanych zasadach rządzących życiem nad Wisłą.

Terytorium Kobiet próbuje wypełnić tę lukę, zapraszając Polaków, którzy pomogliby młodym Ukraińcom lepiej poznać naszą kulturę – nie tylko tę wysoką. Vinichuk chciałaby dać swoim podopiecznym podobne doświadczenie do tego, które sama zdobyła podczas studiów w Polsce w poprzedniej dekadzie. Wieczorami koleżanki objaśniały jej memy z Magdą Gessler i Robertem Makłowiczem, a przy okazji oswajały ją z polskimi kodami kulturowymi. Dziś chce stworzyć młodym Ukraińcom podobną przestrzeń do poznawania Polski, dlatego szuka partnerów do powołania Polsko-Ukraińskiego Centrum Młodzieży.

Fundacja obejmuje jednak opieką zaledwie kilkadziesiąt osób. W tym samym czasie z Polski wynoszą się zachodnie organizacje pozarządowe, przekierowując swoją uwagę na kolejne kryzysy w innych częściach świata. Z kolei rządowe projekty integracyjne są przeznaczone dla tysięcy, a nie setek tysięcy imigrantów, wśród których najliczniejszą grupę stanowią Ukraińcy.

Co robi polskie państwo?

Zapytałem Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jak w praktyce wygląda realizacja programów integracyjnych zapowiedzianych w przyjętej dwa lata temu strategii migracyjnej. W odpowiedzi resort wskazał na wsparcie udzielane cudzoziemcom oraz szkolenia dla instytucji i organizacji, które zajmują się ich integracją.

Czytaj także Polski biznes w Ukrainie: czy polityka zniszczyła współpracę gospodarczą? Olena Babakova

Uruchomiona w 2026 roku III edycja programu „Razem Możemy Więcej” obejmuje „kursy i szkolenia zawodowe, podnoszenie kwalifikacji, doradztwo zawodowe, naukę języka polskiego, przygotowanie do egzaminów językowych oraz działania informacyjne i wspierające uczestnictwo cudzoziemców w życiu społecznym”.

Wsparcie otrzyma ponad 13 tysięcy cudzoziemców. Równolegle prowadzony jest program „MOCOWIEC” skierowany do instytucji i organizacji integrujących cudzoziemców. Do samych Ukraińców w Polsce ma być skierowany program Partnerstwa dla Integracji Grup Wrażliwych (PIGWA), którym w latach 2027-2029 zostanie objętych 5000 uczestników.

Wiele osób może się zastanawiać, dlaczego mamy wspierać kogoś, kto jest w naszym kraju gościem, jednak łatwiej jest oczekiwać przestrzegania norm społecznych, kiedy ktoś je w naszym imieniu wyraźnie wyartykułuje. Oczywiście integracja wielu grup cudzoziemskich w licznych państwach zawiera również historie porażek, ale jeśli gdzieś przynosiła dobre rezultaty, to przede wszystkim wobec osób z bliskich krajów, wykazujących zrozumienie dla lokalnych zwyczajów. Podobną prawidłowość możemy zaobserwować z anegdot naszych rodaków na emigracji – zadomowili się głównie ci, którzy pracowali i żyli wśród miejscowych.

Ukraińcy a interes polskiego państwa

Zdaniem Anastasii Vinichuk, Ukraińcom w Polsce bardziej niż wielka polityka i spory historyczne doskwierają trudności z utrzymaniem rodzin z własnej pracy. To problemy dobrze znane również Polakom, którzy nie skorzystali z dobrodziejstw „złotego wieku” swojego kraju.

Gospodarka, która uzależniła się od niskich kosztów pracy stara się rekompensować demograficzne ubytki najpierw Ukraińcami, a w ostatnich latach często gośćmi z o wiele dalszych krajów. Przestawienie jej na bardziej produktywne tory będzie konieczne przy malejącej dostępności pracowników.

Czytaj także Potrzebujemy większego kryzysu, żeby cokolwiek zmienić Kaja Puto rozmawia z Slavojem Žižkiem

Osadzenie we wspólnocie niemal dwóch milionów przyjezdnych to wyzwanie przerastające możliwości nawet najsprawniejszej administracji. Nie możemy jednak sprowadzać go do kwestii zarządzania rynkiem pracy. Polsce powinno zależeć na tym, by obecność Ukraińców nie oznaczała jedynie dostępu do tańszych pracowników, ale także większą stabilność społeczną, mniejszą podatność na konflikty, powstawanie równoległych wspólnot, a wreszcie lepsze wykorzystanie kompetencji ludzi, którzy już tu żyją.

Jeśli część z nich zostanie w Polsce na stałe, stawką będzie również to, czy ich dzieci wyrosną w znajomości polskiego języka, kultury i historii, a z czasem być może same zechcą uznać Polskę za swoją ojczyznę. To nie sentymentalizm, lecz długofalowy interes państwa. Migracja, która służy wyłącznie pracodawcom szukającym taniej pracy, może przynosić doraźne zyski, ale pozostawia koszty społeczne całej wspólnocie. Dlatego pytanie nie brzmi tylko, ilu pracowników potrzebuje polska gospodarka, lecz także: na jakich warunkach chcemy, by ludzie ci stali się częścią naszego kraju?

*

Piotr Łapiński – ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. Unii Europejskiej. Analizuje dla Klubu Jagiellońskiego polityki publiczne i sprawy międzynarodowe.

**

Artykuł został opublikowany w ramach projektu „MOCOWIEC ­– MOdel CałOściowego Wsparcia IntEgracji Cudzoziemców” współfinansowanego ze środków Polskiego Programu Funduszu Azylu, Migracji i Integracji” nr FAMI.02.01-IZ.00-0019/24.

Wyłączna odpowiedzialność za wyrażone opinie spoczywa na autorze i Komisja Europejska oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x