Spięcie to projekt, w ramach którego spiera się ze sobą pięć redakcji o różnych profilach ideowych: Krytyka Polityczna, Kontakt, Kultura Liberalna, Klub Jagielloński i Nowa Konfederacja.
Najnowsza edycja Spięcia dotyczy polskiej polityki wobec migrantów z Ukrainy. Poniższy tekst przygotował autor Nowej Konfederacji.
✍️ Teksty pozostałych redakcji znajdziecie tutaj.
Od masowej migracji ukraińskiej na tereny Polski, która była owocem napaści Rosji na Ukrainę, minęły już ponad cztery lata. Wojna rosyjsko-ukraińska wciąż trwa, a poczucie tymczasowości tego migracyjnego zjawiska, które początkowo znieczulało nas na nieuniknione emocje migracyjne, zaczyna ustępować rosnącemu niepokojowi o to, co będzie dalej. W jaką stronę zmieni się wewnętrzny klimat polityczny? Czy prawie milion pracowników ukraińskich to będzie stały element polskiego rynku pracy?
Rosnąca zmienność i nieprzewidywalność współczesnego świata nie pozwala na te pytania odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Nie oznacza to jednak, że takie pytania są bezzasadne. Oznacza to, że istnieje na nie wiele odpowiedzi zależnych od przyszłych wydarzeń, na które mamy bardzo ograniczony wpływ. Warto więc spojrzeć na ten niezwykle ważny dla nas temat w najistotniejszych kontekstach: wojennym, behawioralnym, technologicznym, geoekonomicznym i lokalnym.
Kontekst wojenny, czyli jak skończy się wojna?
Różnie na to pytanie odpowiadano – w zależności od chwilowych przewag jednej lub drugiej strony, które zawsze okazywały się na tyle nietrwałe, że nie doszło za ich sprawą do żadnego militarnego rozstrzygnięcia. Mimo wciąż żywionych nadziei na szansę zawarcia jakiegoś pokoju, coraz bardziej wiarygodne wydaje się być przekonanie, że wojna rosyjsko-ukraińska zakończy się wtedy, kiedy jedna ze stron się po prostu rozsypie. Na łamach Nowej Konfederacji dobitnie mówili o tym Dmytro Kadubin i Kostiantyn Matwijenko w rozmowie „Kto pierwszy pęknie”.
Nietrudno wyobrazić sobie, jakie scenariusze upadku państwowości Rosji lub Ukrainy miałyby konsekwencje. Nowe gwałtowne fale migracyjne i emocje społeczne z nimi związane nie ominęłyby Polski. Nie zakładajmy więc z góry, że takie rozstrzygnięcie wojny jest niemożliwe. W tej chwili co prawda za najbardziej prawdopodobny uważany jest scenariusz przedłużającego się konfliktu i być może jakiegoś rodzaju pokoju, choćby takiego jak między obu Koreami. Pod takim kątem budowane są strategie migracyjne i wokół takiego scenariusza obracają się emocje społeczne. Tylko że pozostałe konteksty, którym warto wnikliwie przyjrzeć się w trakcie toczonej wojny, każą podać mi w wątpliwość realizm takiego scenariusza. Zmiany w tych kontekstach zachodzą bowiem niezwykle szybko i mają daleko idące konsekwencje, czyniące taki scenariusz mało prawdopodobnym.
Kontekst behawioralny, czyli co wywołuje największe emocje społeczne
Dwoma kluczowymi imperatywami behawioralnymi opisywanymi przez psychologów behawioralnych są obawa przed stratą i poczucie sprawiedliwości. Politycy dobrze znają wywoływane dzięki nim emocje społeczne.
Tak o ludzkich obawach w politycznym kontekście napisał amerykański dziennikarz, eseista i satyryk H.L. Mencken w książce „In Defence of Women” (1918 rok): Głównym celem praktycznej polityki jest utrzymywanie społeczeństwa w stanie niepokoju (aby domagało się, by prowadzono je ku bezpieczeństwu) za pomocą niekończącej się serii straszydeł, z których większość jest wymyślona.
Niemniej silne emocje wywołuje naruszenie poczucia sprawiedliwości, na czymkolwiek by ono nie polegało. Niejeden akt przemocy między ludźmi i niejedna wojna miały u swojej podstawy akt rzeczywistej lub domniemanej – a starannie wyreżyserowanej w ramach prowokacji – niesprawiedliwości. O ile prowokacja prędzej czy później ma szansę wyjść na jaw, o tyle akty rzeczywistej niesprawiedliwości są pamiętane przez pokolenia. Dlatego też odór niesprawiedliwości uczynionych przez Rosję Ukrainie i straty, do których przyczyniła się Rosja, będą z pewnością wiele lat rzutowały na możliwe relacje rosyjsko-europejskie.
Oba te kluczowe imperatywy behawioralne i ich nieuniknione konsekwencje warto więc brać pod uwagę rozważając projekty przyszłych działań. Czy działania, które moglibyśmy podjąć, mogą być odebrane jako strata? Przez kogo i w jakich okolicznościach? Czy porządek, jaki chcemy zaprowadzić, ma szansę zostać uznany za sprawiedliwy? Czy też w ramach podziału korzyści będą równi i równiejsi?
Kontekst technologiczny, czyli co wzmacnia emocje społeczne
W opublikowanym we wrześniu tego roku na łamach Nowej Konfederacji eseju „Kierunek polaryzacja” napisałem, że jesteśmy w sytuacji, jaka ostatni raz miała miejsce ponad 500 lat temu. Cyfrowa rewolucja, zalewając nas tak wielką ilością informacji, że nie jesteśmy w stanie jej racjonalizować dotychczasowymi środkami i umiejętnościami, stwarza środowisko społeczne podobnie sprzyjające powstawaniu emocji, jakie pojawiło się w wyniku wynalezienia prasy drukarskiej z ruchomymi czcionkami i związanej z tym informacyjnej rewolucji Gutenberga. Tym samym rosnąca dzięki tym emocjom temperatura społeczna umożliwia zdobywanie posłuchu przez polityków i influencerów bardziej poprzez polaryzację niż deliberację. A w spolaryzowanym społeczeństwie pewne rozwiązania, choć wydają się oparte na racjonalnych argumentach, są realnie niedostępne. Elity polityczne zajmują się bowiem nie tyle ważeniem racji, ile ich udowadnianiem na siłę – za cenę zdobycia władzy i chwilowego utrzymania się przy niej.
Mam tutaj oczywiście na myśli sytuację w państwach demokratycznych, a więc tam, gdzie informacja powstaje w sposób wolny, spontaniczny, jest agregowana do postaci akceptowalnych społecznie rozwiązań przez elity intelektualne, a cyrkulacja rządzących jest oparta o wyrażaną w wyborach większość, moderowaną przez sygnalistów. W demokratycznych sieciach społecznych ich temperatura jest dodatkowo zwiększana przez dezinformację i manipulację konkurujących z nimi państw zorganizowanych w sposób autorytarny. A więc tam, gdzie władza państwa pozwala na powstawanie lub tłumienie informacji, regulując w ten sposób wewnętrzną temperaturę społeczną zgodnie ze swoimi potrzebami. Tam, gdzie sama wytwarza te informacje na swoje potrzeby, podkolorowując je lub wręcz fałszując, a miejsce sygnalistów, eliminowanych strachem lub brutalną siłą, zajmują donosiciele.
Pogłębianie polaryzacji i w konsekwencji nieunikniony wzrost temperatury społecznej nie tylko utrudnia, ale wręcz uniemożliwia stawianie i osiąganie celów społecznie korzystnych. Stwarza również kompletnie inną sytuację w kwestii migracji i zdolności asymilacyjnych potrzebnych do utrzymania stabilności społecznej. Emocje, zarówno te powstające spontanicznie pod wpływem nieprzewidywalnych bieżących wydarzeń, jak i te generowane przez możliwości dostępne dzięki cyfrowej rewolucji, utrudniają nam wszystkim dostrzeganie oczywistych faktów i ich bezpośrednich konsekwencji. A najważniejszym z nich jest geoekonomiczne tornado, które właśnie przetacza się przez świat.
Kontekst geoekonomiczny, czyli Wielka Rekonfiguracja
Zbudowana przez drugą połowę XX wieku sieć globalnych zależności zamiast sprawiedliwego podziału pracy i korzyści przynosi dziś ze sobą gwałtownie rosnące na wielu poziomach nierównowagi oraz konieczność coraz szybszego lokalnego dostosowywania się do daleko idących zmian. Cyfrowa rewolucja oparta na krzemie dotyka nie tylko sposobu funkcjonowania sieci społecznych i podnoszenia się ich temperatury, ale zmienia zarówno konfigurację łańcuchów dostaw, jak i możliwości militarnego wpływania na ich funkcjonowanie. Konieczność nieustannego dostosowywania się do coraz to nowych okoliczności nadwyręża potencjał adaptywności społeczeństw i uderza w oba kluczowe imperatywy behawioralne. To, co przynosiło korzyść wczoraj, dzisiaj zaczyna przynosić stratę – obawa przed stratą znajduje więc swoje permanentne uzasadnienie. Wraz z nią pojawiają się pytania: czy podział strat albo korzyści idących za nieustanną zmianą jest sprawiedliwy? Dlaczego to my tracimy, a nie oni? Jakkolwiek to MY czy ONI zdefiniujemy. Zmiany, które obserwujemy przede wszystkim w swoim lokalnym otoczeniu, w wyniku gwałtownie zachodzących procesów globalnych, są coraz powszechniej odbierane jako przynoszące stratę i niesprawiedliwe.
Dotychczasowa forma globalizacji jest nie do utrzymania, o czym pisaliśmy na łamach Nowej Konfederacji, cytując np. książki Daniego Rodrika czy Petera Zeihana. Odchodząca w przeszłość technologia umożliwiła powstanie takiej formy globalnych powiązań, która zdezindustrializowała i skutecznie zdemilitaryzowała jednych, a przyniosła wzrost zdolności produkcyjnych i siłę zbudowanych w oparciu o nie uzależnień – choć niekoniecznie wolność – drugim. Nowe technologie oparte o chipy i cyfrową rewolucję, przynosząc ze sobą rosnący potencjał dual-use i weaponizacji sieci wzajemnych zależności, wymuszają powstanie nowych form relacji geoekonomicznych, które będziemy potrafili udźwignąć na poziomie emocji społecznych.
Nowe formy relacji geoekonomicznych wymagają zmiany globalizacyjnego paradygmatu. Model międzynarodowej wymiany polegający na tworzeniu nadwyżek produkcyjnych znacznie przekraczających zdolności konsumpcyjne społeczeństw wytwarzających te nadwyżki, połączony z manipulacjami kursem lokalnej waluty, którego ostatecznym i perfekcyjnym ucieleśnieniem stały się obecnie Chiny, destabilizuje dzisiaj na różne sposoby cały świat. Przebudowywanie coraz bardziej dolegliwych dla wszystkich – tych uzależniających i tych uzależnionych – sieci wzajemnych globalnych zależności będzie długie, kosztowne i bolesne. Lepiej mieć jednak wspólny cel i pracę do wykonania, niż utonąć w emocjach, które przyniosą nam utratę niezależności i poczucie niesprawiedliwego ponoszenia konsekwencji przyjętego w nieaktualnych dziś okolicznościach globalizacyjnego paradygmatu.
Najpilniejszym zadaniem w ramach geoekonomicznej Wielkiej Rekonfiguracji jest obecnie budowanie europejskiej niezależności. A więc po pierwsze reindustrializacja odtwarzająca na wystarczającym dla zachowania niezależności poziomie zdolność produkowania, w tym również uzbrojenia. Po drugie rozbudowa potencjału konektograficznego Europy, zarówno w kontekście zewnątrz- i wewnątrzeuropejskim, jak i lokalnym, ułatwiająca przepływ niezbędnych surowców, energii, towarów i sprzętu wojskowego potrzebnego dla obrony przed zagrożeniem zewnętrznym. Po trzecie opieka nad stabilnością lokalną, a więc przede wszystkim kontrola nad migracją, możliwa na skalę przemysłową dzięki dostępnym technikom przemieszczania się na lądzie, na morzu i w powietrzu. Kontrola, czyli sprzyjające stabilności społecznej zarządzanie tymi, którzy już przybyli, oraz ograniczanie napływu wszystkich chętnych, gdy ich liczba w widoczny sposób narusza poczucie bezpieczeństwa w kolejnych lokalnych społecznościach.
Kontekst lokalny, czyli efekt Czerwonej Królowej a Sprawa Polska
Widzisz, tutaj trzeba biec z całych sił, żeby pozostać w tym samym miejscu. A jeśli chcesz dostać się gdzie indziej, musisz biec co najmniej dwa razy szybciej! – powiedziała Czerwona Królowa do Alicji w książce Lewisa Carrolla „Alicja po drugiej stronie lustra”. Trzeba, musimy, należy, nie mamy wyjścia: takie i im podobne zwroty zawsze służą maskowaniu ukrytych paradygmatów lub wcześniej wypracowanych – kiedyś korzystnych, ale już nieprzynoszących spodziewanych, dobrych efektów – sposobów działania. W globalnym systemie powiązań decyzje podejmowane gdzieś i przez kogoś uderzają niespodziewanie tutaj i mnie. Branże, które wczoraj święciły triumfy – meblarstwo, przemysł samochodowy, stalowy, poligrafia i wiele innych – dziś stają się z dnia na dzień kulawą kaczką. Rosną koszty ciągłego dostosowywania się, ale nie sposób dzięki temu dobiec do mety, czyli osiągnąć jakikolwiek cel.
Niepewność co do rodzaju zakończenia wojny Rosja–Ukraina, nieustanne naruszanie na różnych poziomach kluczowych dla naszych umysłów imperatywów behawioralnych, podatne na polaryzację środowisko kreowane przez „zdobycze” cyfrowej rewolucji oraz geoekonomiczne niestabilności czasów Wielkiej Rekonfiguracji tworzą nasze bezpośrednie otoczenie w sposób, w którym bieg ze wszystkich sił, aby stać w miejscu, staje się bardziej nieprzewidywalnym w swojej istocie biegiem w workach niż realnym współzawodnictwem.
Zmiany kompensujące destrukcyjny efekt Czerwonej Królowej warto więc zacząć od tego, na co mamy wpływ: porzucić polaryzację społeczną jako narzędzie do zdobywania i sprawowania władzy – to zadanie dla polityków, ale również think tanków i dziennikarzy. Nie mamy bezpośredniego wpływu na to, kiedy i w jaki sposób zakończy się wojna w Ukrainie. Nie wiemy, czy pojawią się kolejne fale migrantów ukraińskich, rosyjskich, białoruskich czy jeszcze innych z bogatej narodowościowej mozaiki Rosji, dorzucając nam paliwa do polaryzacyjnego pieca. Ale mamy wpływ na to, czy zdołamy ograniczyć choć trochę potencjał polaryzacyjny Big Techów i jego politycznego wykorzystywania. Warto to zrobić, bo sytuacja naprawdę jest poważna.
Mamy też wpływ na to, czy będziemy się biernie przyglądać upadkowi kolejnych branż pod naporem polityki inwestycyjnej i monetarnej państw autorytarnych, czy też dołożymy swoją cegiełkę do reindustrializacji i zwiększenia potencjału konektywnego Europy. Obawa przed utratą pracy, nawet jeżeli następnej nie jest trudno podjąć, oraz poczucie niesprawiedliwości, które takiej coraz częściej pojawiającej się konieczności towarzyszy, skutecznie wzmacniają podatność na działania polaryzacyjne i łatwo koncentrują wzbudzane polaryzacją emocje na kwestiach migracyjnych. Łatwiej bowiem dostrzec przyczynę ekonomicznych turbulencji w migrancie niż w fałszu globalizacyjnego paradygmatu.
Wspólne cele, które nie przyniosą strat i będą sprawiedliwie wykorzystywały potencjał narodów europejskich, mogą być środkiem łagodzącym bolesne dla obu stron skutki migracji wewnątrzeuropejskich. Projekt MEGA – Make Europe Great Again – czyli oparcie się narodów europejskich o współpracę i lokalność spowoduje, że pracy nie zabraknie, a niedobory pracowników oznaczają tylko wzrost kosztów pracy możliwy do poniesienia, jeżeli uporządkujemy chaos i spadek opłacalności wszystkiego generowany przez niedoskonałości globalizacji.
Jeżeli Ukraina ustoi na nogach, to pracownicy ukraińscy prędzej czy później zaczną odpływać z polskiego i innych europejskich rynków pracy. Nie należy im w tym przeszkadzać. Nie kradnijmy cudzych obywateli – proces ten naruszy oba kluczowe imperatywy behawioralne, budując emocje społeczne ciągnące się później przez pokolenia. Z badań NBP na temat planów ewentualnego powrotu do Ukrainy wynika, że 51% migrantów przedwojennych i 24% uchodźców wojennych chce na stałe pozostać w Polsce. Ale te oraz inne badania odnoszą się do tego, z czym mamy do czynienia dzisiaj. A jak zmienią się preferencje w przypadku załamania się dotychczasowego statusu quo, nikt nie jest w stanie przewidzieć. W tak niestabilnej sytuacji geoekonomicznej przyszłość przyniesie czynniki znacznie silniejsze niż to, co obecnie dzieje się w Polsce, w której fluktuują emocje społeczne niesione bieżącymi lokalnymi wydarzeniami.
Niezależnie od przyszłych rzeczywistych scenariuszy, w tematach migracyjnych warto na poziomie państwa uwzględnić asymetrię obecną na poziomach lokalnych – normy prawne budować w oparciu o tarcie, czyli spowalnianie zmian. Używając architektury wyboru, ułatwiać powrót do kraju pochodzenia swoim obywatelom, a utrzymywać na zdecydowanie wyższym poziomie konieczności i obowiązki dla tych, którzy chcą lub muszą pojawić się lokalnie u nas, dostosowując szczegółowe rozwiązania operacyjne do bieżącej sytuacji.
Jednocześnie, nie chcąc narazić się na gwałtowne zmiany na poziomie lokalnym, będące potencjalną konsekwencją odbudowy i rozwoju Ukrainy, wspomaganego przez wsparcie europejskie, staniemy przed zadaniem namówienia elit ukraińskich na to, aby w swoich działaniach nie szły na skróty, kosztem innych nacji europejskich. Tym samym dając wszystkim czas na adaptację, świadomie ponosząc jednocześnie koszty dostosowywania europejskiej, w tym polskiej, infrastruktury do pomocy w eksportowaniu ukraińskich nadwyżek rolnych i surowcowych oraz uwzględniając udział przedsiębiorstw ukraińskich w rozbudowie europejskiego przemysłu obronnego.
Naszym celem nie powinna być emocjonalna maksymalizacja chwilowych korzyści i obrona za wszelką cenę niedającego się i tak utrzymać statusu quo. Naszym celem jest odróżniające nas od Rosji, Chin czy Iranu utrzymanie swobodnego, otwartego i demokratycznego zarządzania informacją oraz opartego o to krążenia elit sprawujących władzę.
Jeżeli Ukraina upadnie, to zaleje nas kolejna fala migracyjna, którą warto zaabsorbować na poziomie europejskim, bo nowi pracownicy będą nam niezbędni, żeby przygotować narody europejskie do wspólnych działań, również militarnych, chroniących nasze europejskie dziedzictwo i zbudowaną w oparciu o nie antykruchość, która służyła nam przez pokolenia.
*
Przemysław Gębala – stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, absolwent UAM na kierunku fizyka teoretyczna. Sekretarz redakcji i dziennikarz drugiego po Gazecie Wyborczej prywatnego tytułu prasowego w Polsce: Wielkopolskiej Gazety Handlowej. Członek zespołu redakcyjnego, a później również wydawca pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. Publikował też w tygodnikach „Najwyższy Czas!” i „Solidarność”. Przedsiębiorca.
**
Artykuł został opublikowany w ramach projektu „MOCOWIEC – MOdel CałOściowego Wsparcia IntEgracji Cudzoziemców” współfinansowanego ze środków Polskiego Programu Funduszu Azylu, Migracji i Integracji” nr FAMI.02.01-IZ.00-0019/24.
Wyłączna odpowiedzialność za wyrażone opinie spoczywa na autorze i Komisja Europejska oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji nie ponoszą odpowiedzialności za sposób wykorzystania udostępnionych informacji.











Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!