Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Pod okupacją mazowiecką. Radom nie składa broni w walce o status miasta wojewódzkiego

Jest zgoda ponad podziałami: podział administracyjny musi przejść korektę, a Radom powinien uzyskać status miasta wojewódzkiego. Kiedy, jak i z kim? To pole do szerszej dyskusji.

1
Walka

– Pamiętam Sylwestra 1998 roku. O północy straciliśmy status województwa. Wiedziałem, że to dziwne, hybrydowe połączenie z Warszawą będzie dla Radomia tragedią – mówi dr Łukasz Zaborowski, wówczas student geografii. – Uczucie było tym bardziej dojmujące, że leżące niedaleko Kielce, miasto, z którym od lat się porównywaliśmy i do którego nadal powinniśmy być porównywani, ten status zachowało. Co ważne, była wówczas opcja wywalczenia wspólnego województwa, ale ówczesnym politykom z Radomia nie w smak była współpraca z Kielcami. Dziś nie chcą się do tego przyznać. Nic dziwnego, bo konsekwencje są tragiczne. Wtedy, w 1998 roku, wiedziałem, że coś trzeba zrobić, ale nie wiedziałem jak. Teraz wiem.

1 stycznia 1999 roku weszła w życie reforma administracyjna przygotowana przez zespół prof. Michała Kuleszy. Z połączenia 49 dotychczasowych województw powstało 16. Co ważne, w projekcie ustawy złożonym 13 marca 1998 roku przez rząd Jerzego Buzka mowa była o 12 województwach. Jednak na ostatniej prostej – przy widocznym poparciu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego – wojewódzkość wywalczyły Kielce, Opole, Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski, Bydgoszcz i Toruń. Efektem są ogromne różnice zarówno w powierzchni (mazowieckie ma 35,5 tys. km kw., opolskie 9,4 tys.), jak i ludności (5,5 mln mieszkańców w mazowieckim, 4,2 mln w śląskim, 963 tys. w lubuskim i 923 tys. w opolskim – to dane z 2025 roku).

Czytaj także Beton trzyma się mocno Katarzyna Ludwińska

Pod warszawskim butem

Od 2011 roku na Facebooku działa profil Radom – miasto wojewódzkie. Przez pierwsze lata niewiele się tam działo, ale teraz to prawie dziesięciotysięczna grupa zwolenników oddzielenia Radomia od stolicy kraju. Dzielą się pomysłami, regularnie szturchają polityków (świętowali miesięcznice podpisania przez działaczy PiS Kontraktu dla Radomia, który przewidywał m.in. wydzielenie Warszawy do osobnego województwa), publikują zdjęcia, mapy, grafiki – aktualne i archiwalne. Znajdą i wypunktują każdego, kto odważy się napisać, że Radom, Szydłowiec albo Przysucha leżą na Mazowszu. Bo leżą w północnej Małopolsce. Zaborowski – dziś ekspert Klubu Jagiellońskiego i Instytutu Sobieskiego ds. rozwoju regionalnego i transportu – jest jedną z najbardziej aktywnych osób walczących o zmianę statusu miasta. Nie tylko na Facebooku.

– Pod warszawskim butem Radom tylko traci – przekonuje. – Status miasta wojewódzkiego to prestiż, wizerunek. To jeden z aspektów, który biorą pod uwagę inwestorzy, potencjalni mieszkańcy, studenci. Spójrzmy, jakie instytucje, jakie inwestycje pojawiły się przez te 27 lat w Kielcach, Rzeszowie czy Olsztynie. To miasta mniejsze od Radomia, ale zyskują w oczach inwestorów właśnie dzięki statusowi. Radom jest dla nich równy z Ostrowcem Świętokrzyskim czy Siedlcami, a to miasta trzykrotnie mniejsze od naszego, o zupełnie innym potencjale. W województwie mazowieckim liczy się tylko Warszawa.

Czytaj także Rozkład jazdy rządowej propagandy. 63 miasta, których nikt nie potrafi wskazać Karol Trammer

Z Kielcami czy z Płockiem?

Na początku lipca Instytut Sobieskiego przedstawił koncepcję podziału województwa mazowieckiego. Zakłada ona wydzielenie województwa stołecznego (Warszawa i ościenne powiaty) oraz płocko-siedleckiego w północnej części obecnego województwa. Region radomski, czyli ziemie na południe od Pilicy, autorzy proponują połączyć z obecnym województwem świętokrzyskim i utworzyć województwo staropolskie.

Konferencja poświęcona podziałowi w ogólnopolskich mediach odbiła się minimalnym echem, ale to nie znaczy, że pozostała niezauważona.

– Od lat postuluję zmiany w podziale administracyjnym m.in. w tym województwie – mówi Jakub Kowalski. To wieloletni radny miejski w Radomiu, od dwóch kadencji radny sejmiku województwa mazowieckiego, zawzięty recenzent polityki marszałka Adama Struzika. A także – jak słychać na mieście – przyszły kandydat PiS na prezydenta Radomia w wyborach w 2029 roku. – Znam koncepcję Instytutu Sobieskiego i w pewnym stopniu się z nią zgadzam. Województwo mazowieckie w takich rozmiarach i przy tak różnorodnej specyfice poszczególnych regionów jest bardzo trudne do zarządzania, tym bardziej, że człowiek, który za to odpowiada, siedzi w tym fotelu od 25 lat. W takiej sytuacji trudno o świeże spojrzenie.

Kowalski preferowałby wydzielenie Warszawy, być może razem z sąsiednimi powiatami, jako województwa stołecznego, a z pozostałej części mazowieckiego utworzenie nowego województwa, z dwiema stolicami: w Radomiu i Płocku. – W największym mieście, czyli Radomiu, ulokowałbym marszałka i sejmik – wyjaśnia. – Dziś wiemy, że tu jest realna władza w województwie. Tu są pieniądze, konkursy i programy. I to do marszałka jeżdżą samorządowcy, organizacje pozarządowe, inwestorzy. W Płocku znalazłby się urząd wojewody i zapewne część instytucji, np. Wojewódzka Inspekcja Transportu Drogowego. To może być bolesne dla Płocka, ale nie ma rozwiązań idealnych.

Zdaniem Kowalskiego to lepsze niż połączenie Ziemi Radomskiej z regionem świętokrzyskim.

– Obawiam się animozji między Radomianami a Kielczanami. Mogłoby je pogłębić przeniesienie części instytucji o randze wojewódzkiej do Radomia – mówi Kowalski. – A ono musiałoby się odbyć, bo bez ulokowania ważnych instytucji Radom byłby stolicą drugiej kategorii.

Zaborowski uważa, że nie trzeba przenosić instytucji wojewódzkich z Kielc, wystarczy ulokować w Radomiu instytucje szczebla centralnego, co dałoby prestiż i przyciągnęło kadry.

Czytaj także Dyżurne miasto memiczne. Kto się śmieje z Radomia? Katarzyna Ludwińska

Nie ma rozmowy bez poparcia Excelem

O kadry Zaborowski w ogóle się nie obawia. – Setki Radomian dojeżdżają do pracy w Warszawie, a chętnie pracowaliby na miejscu. Myślę, że również część tych, którzy na stałe przenieśli się do Warszawy, rozważyłaby powrót – mówi. – Poza tym uczelnie co roku wypuszczają kolejnych absolwentów, a jeśli praca i płaca będą atrakcyjne, to przyjadą tu też ludzie z innych regionów. Pokazała to doskonale Platforma Przemysłu Przyszłości [rządowa instytucja działała w Radomiu od 2019 roku, jej celem było wspierane innowacyjności i rozwoju technologii w polskich firmach; została zlikwidowana z końcem 2024 roku – przyp. red.], w której pracowali ludzie i z Krakowa, i z Gliwic.

O pracowników dla instytucji wojewódzkich nie boi się też prezydent Radomia Radosław Witkowski z Koalicji Obywatelskiej. Ale o pieniądze już tak.

– Jeśli chcemy przeprowadzić podział, musimy wiedzieć, na jakich warunkach, przede wszystkim finansowych. Samo wydzielenie nic nie da, jeśli nie pójdą za nim pieniądze – uważa. – Województwo utrzymuje się z podatku CIT, a ten generowany jest przede wszystkim w Warszawie. Musiałby zatem istnieć mechanizm wsparcia zapisany w ustawie, przewidujący na przykład, że przez 10 lat budżet państwa wspiera nowo powstałe, biedniejsze województwa, kwotą np. miliarda złotych rocznie. Dziś takich wyliczeń brakuje, a nie ma rozmowy bez poparcia w Excelu.

Witkowski jest zdania, że rewizja podziału administracyjnego kraju jest kwestią czasu. I że może pozytywne wpłynąć na zrównoważony rozwój regionów.

– Jeśli taka decyzja zapadnie, to Radom będzie gotowy – zapewnia. – Mamy potencjał, mamy kadry i areał, który może zostać zagospodarowany pod kątem inwestycji, obsługi czy administracji.

– Jasne, pieniądze są bardzo ważne, ale czy było w historii województwo, które nie dało rady się utrzymać? Czy w stolicach najuboższych województw, świętokrzyskiego czy warmińsko-mazurskiego, nie ma inwestycji? Czy zatrzymały się one w rozwoju? – ripostuje Zaborowski. – Uważam, że lepiej mieć mniej pieniędzy, ale samodzielnie decydować, jak się je wydaje. Dziś o wszystko musimy prosić.

Dodaje, że są mechanizmy wyrównawcze dla biedniejszych regionów i fundusze przeznaczone wyłącznie dla miast wojewódzkich. Chodzi zresztą nie tylko o pieniądze w dosłownym znaczeniu. Przykład? Kolej. Ustawa o transporcie kolejowym mówi, że ministerstwo odpowiedzialne za transport zapewnia połączenia sąsiednich miast wojewódzkich pociągami pospiesznymi. To sprawia, że pociągi z Lublina do Łodzi i dalej na zachód jeżdżą dziś okrężną drogą, przez Warszawę. Radom ma tylko jedno połączenie z oddaloną o 140 km Łodzią i to zaledwie od trzech lat.

Jest wola polityczna. Nie ma wiary

Temat nowego podziału administracyjnego wraca w każdej kampanii wyborczej. Politycy kuszą nim nie tylko Radomian, ale też mieszkańców Częstochowy, Tarnowa, Koszalina i Słupska. To największe miasta, którym obniżono status w reformie z 1999 roku. Dlaczego ostatecznie nic się nie dzieje? Brak woli politycznej wraca w tym kontekście jak zaklęcie.

– Moim zdaniem to nie brak woli politycznej. Brakuje raczej wiary, że uda się to doprowadzić do końca. Do tego dochodzi strach polityków przed wychyleniem się, bo na nowym podziale ktoś zyska, a ktoś straci. Będą wyborcy zadowoleni i niezadowoleni – tłumaczy Zaborowski. – Dopóki nie ma widoków na konkretne działania, trzeba po prostu szerzyć ideę.

Czytaj także „Głos ludzi, nie szum maszyn”. Mieszkańcy Piaseczna protestują przeciwko centrom danych Aleksandra Kasprzak

– Wybory za rok i jeszcze wiele się wydarzy, ale dziś sondaże pokazują, że większość zdobędą ugrupowania prawicowe. Jeśli tak się stanie, będę namawiał polityków i PiS, i Konfederacji, do pracy nad zmianami obecnego podziału administracyjnego – deklaruje Jakub Kowalski. – Byłoby idealnie, gdyby zmiana zbiegła się w czasie z kolejną unijną perspektywą finansową. To pozwoliłoby uniknąć zamieszania przy dzieleniu funduszy.

Ideę szerzy na co dzień.

– Był czas, że uległem nowomowie i używałem zwrotu „Mazowsze” do określenia województwa mazowieckiego. Teraz świadomie to rozdzielam. Mazowsze to określony region geograficzny i historyczny, Radom do niego nie należy – podkreśla.

Dyskusja o statusie to oręż w walce politycznej

Patryk Fajdek z Nowej Lewicy, Radomianin i wicewojewoda mazowiecki, uważa, że warto już dziś rozpocząć dyskusję o tym, czy obecny podział administracyjny Polski nadal odpowiada rzeczywistym potrzebom rozwojowym kraju.

– Nie zaczynałbym jednak tej rozmowy od kreślenia nowych granic na mapie. Najpierw powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co chcemy dzięki takiej reformie osiągnąć – zaznacza. – Przywrócenie statusu miasta wojewódzkiego nie może być celem samym w sobie. Dostrzegam ogromne szanse na konkretny bodziec do rozwoju, nowe miejsca pracy, nowe instytucje oraz ośrodki kultury. Nie interesuje mnie województwo dla nowych tablic na urzędach czy kilku dodatkowych stanowisk. Samo przeniesienie administracji nie rozwiąże problemów gospodarczych miasta. Radom potrzebuje przede wszystkim dobrze płatnych miejsc pracy, silnego Uniwersytetu Radomskiego, nowoczesnego przemysłu, wykorzystania potencjału sektora obronnego, rozwoju nowych technologii i dobrego transportu. Trzeba odpowiedzieć, jaki obszar tworzyłby nową jednostkę, jaka byłaby jej baza dochodowa, potencjał gospodarczy, sieć transportowa i zdolność do finansowania usług publicznych. Granice powinny wynikać z rzeczywistych powiązań mieszkańców. Tego, gdzie pracują, uczą się, leczą i załatwiają swoje sprawy, a nie tylko z map sprzed 1999 roku.

Przekonuje, że w plany podziału nie powinni mieszać się politycy. – Obawiam się, że dyskusja w naszym mieście o jego statusie i roli służy jako oręż w walce politycznej, wracając w okresie kampanii wyborczych i nie pozostawiając miejsca na rzetelną, merytoryczną dyskusję. Oddajmy głos ekspertom i dopiero wtedy podejmijmy racjonalne decyzje – przekonuje.

Status województwa to realny wpływ na życie mieszkańców

A czy status miasta jest ważny dla przeciętnego mieszkańca Radomia?

– Zdecydowanie. Status województwa to nie tylko zmiana administracyjna. Wynika z niej masa aspektów, które mają wpływ na życie mieszkańców. To przede wszystkim dostęp do instytucji i zasobów nie tylko urzędowych, ale też kulturalnych, edukacyjnych, w obszarze ochrony zdrowia. Zwiększenie potencjału miasta wprost przekłada się na zwiększenie potencjału jego mieszkańców – wylicza dr Maria Gagacka, socjolożka z Uniwersytetu Radomskiego. – Drugi aspekt, na który zwróciłabym uwagę, to bycie w centrum życia, nie na peryferiach. To ważne dla samopoczucia, dobrostanu. A po trzecie, województwa wyznaczone w oparciu o granice historyczne i geograficzne wspierają też budowanie tożsamości. W województwie mazowieckim to niemożliwe. Mieszkaniec Radomia ma niewiele wspólnej historii z mieszkańcem Płocka.

Radomianka z urodzenia i z wyboru, absolwentka filologii polskiej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. W mediach od 2004 r. Przez 16 lat związana z radomskim oddziałem „Gazety Wyborczej”. Czyta i pisze o ekonomii, urbanistyce, zmianach klimatu i ich wpływie na społeczeństwo.

Tagi:
Wydanie: 20261002

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x