Była połowa sierpnia, gdy w Santa Cruz w Boliwii dwóch mężczyzn przebranych za dostawców jedzenia zbliżyło się do kobiety w białej sukience. Padły trzy strzały, kobieta osunęła się na ziemię. Napastnicy zabrali jej rzeczy i uciekli na motocyklu.
Nadia Beller, prawniczka i aktywistka, przeżyła. Następnego dnia policja zatrzymała na lotnisku jej byłego partnera, obywatela Argentyny rezydującego w Boliwii, Fernando Cerimedo, który próbował wsiąść do samolotu do Buenos Aires. Beller wskazała go jako osobę stojącą za zamachem, a prokuratura wszczęła przeciw niemu postępowanie w sprawie usiłowania kobietobójstwa. Szybko wyszło jednak na jaw, że zamach to tylko początek historii Cerimedo. Zatrzymany okazał się jednym z architektów prawicowej fali, która w ostatnich latach przetoczyła się przez Amerykę Łacińską.
Dziś to jeden z najbardziej niezwykłych skandali XXI wieku w regionie. Nie ma w tym przesady – biografia tego politycznego machera prowadzi przez obie Ameryki i salony najbardziej wpływowych ludzi kontynentu. Cerimedo pojawia się i znika. Jego nazwisko przewija się w dokumentach i wywiadach, występuje na marginesie zdjęć.
Polityczne CV ma jest imponujące. W Brazylii zaangażował się w kampanię podważającą zwycięstwo Luli. W Chile pracował dla kampanii „Rechazo” – wzywającej do odrzucenia nowej konstytucji, mającej zastąpić tę z czasów Pinocheta. Markę wyrobił sobie w ojczystej Argentynie, gdzie odpowiadał za strategię cyfrową Javiera Milei. W Hondurasie pracował przy kampanii Nasry’ego Asfury, publicznie popartego przez Donalda Trumpa. Wreszcie Boliwia: tu współtworzył kampanię Rodrigo Paza, by po sukcesie osadzić się w najbliższym kręgu nowego prezydenta jako nieformalny „osobisty doradca”. Dziś jego nazwisko przewija się także w kontekście kampanii i operacji politycznych w Kolumbii i innych krajach regionu.
Zaklinacz węży
Cerimedo sam w sobie jest postacią banalną. Pochodzi z Mar del Plata, gdzie pracował jako taksówkarz. W Argentynie został skazany za oszustwo przy sprzedaży mieszkania. Przypisywał sobie studia na Harvardzie i pracę w Białym Domu za czasów Obamy, choć nikt tego nie potwierdził. Nie wszedł do polityki jako ideolog; pierwsze zlecenia dostawał od peronistowskich burmistrzów. Polityka była przede wszystkim sposobem na zarabianie pieniędzy. Cerimedo to ktoś w rodzaju techno-najemnika.
Za nim kryje się jednak skomplikowana sieć powiązań międzynarodowej prawicy z biznesem i technologią. Jedną z najważniejszych postaci w tej sieci jest Brad Parscale, były szef kampanii Donalda Trumpa. „Brad Parscale, dziękuję Ci, że we mnie wierzyłeś i dałeś mi swoją technologię do walki z socjalizmem” – powiedział Cerimedo, odbierając nagrodę dla latynoskiego konsultanta politycznego roku na gali w Mar-a-Lago na pół roku przed aresztowaniem. Parscale, który obecnie prowadzi kampanię wizerunkową na rzecz Izraela, jest potentatem w dziedzinie technologii w polityce.
Produkt, który oferuje, przypomina układankę złożoną z kilku elementów. Na początku są dane. Za pomocą systemów takich jak Campaign Nucleus, Parscale buduje infrastrukturę pozwalającą tworzyć dokładne profile wyborców, by następnie dotrzeć do tych, na których określony przekaz może zadziałać. Jednym z kanałów dotarcia do nich są influencerzy: odbiorcy, którzy im ufają, mogą nie wiedzieć, że oglądają treść polityczną opłaconą w ramach kampanii. Innym są boty i fałszywe konta. Doskonale działają w połączeniu ze stroną informacyjną, która z zewnątrz wygląda na rzetelną. Treść z takiego serwisu okraszona dziesiątkami tysięcy polubień i komentarzy botów staje się dla zwykłego odbiorcy wiarygodna.
Cerimedo założył własny węzeł dezinformacyjny La Derecha Diario, którym publikował fałszywe wiadomości na temat politycznych przeciwników. Do tego dochodzi sztuczna inteligencja, która automatyzuje produkcję treści, analizuje reakcje odbiorców i pozwala kampaniom szybciej testować dziesiątki wariantów tego samego przekazu. Tak powstaje system, w którym granica między reklamą, propagandą i zwykłą informacją staje się coraz trudniejsza do rozpoznania.
Technofaszyzm wkracza do Ameryki Łacińskiej
Jednak Parscale to wciąż nie ostatnie ogniwo łańcucha. Wiele z odkrytych do tej pory wątków prowadzi do środowisk w Waszyngtonie i Tel Awiwie. Ameryka Łacińska jest dziś priorytetem dla obecnej administracji USA i jej sojuszników. To już nie „brudne podwórko na tyłach”, a frontowy ogródek z coraz dokładniej skoszoną trawą. Stany Zjednoczone ingerują w sprawy regionu otwarcie – bombardując łodzie rzekomych przemytników u wybrzeży Morza Karaibskiego, uprowadzając prezydenta Wenezueli i zacieśniając embargo na Kubę. A także, jak sugerują śledztwa, pokątnie finansując kampanie wyborcze pieniędzmi niewiadomego pochodzenia, by – przy pomocy ludzi pokroju Cerimedo – wpływać na ich wyniki. USA działają przy tym ręka w rękę z Izraelem, który otwarcie szuka nowych sojuszników w regionie, stawiając na polityków skrajnej prawicy. O tym, że Cerimedo nie jest politycznym przypadkiem, świadczą opublikowane właśnie przez Beller zdjęcia, na których Argentyńczyk występuje w towarzystwie Donalda Trumpa Jr.
Krecia robota Cerimedo i Parscale pokazuje, jak liberalna demokracja w Ameryce Łacińskiej oddala się od jej założeń: głosowania jako świadomej decyzji obywateli. W ostatnich wyborach w regionie manipulacja zastąpiła debatę publiczną, perswazję wyparł rodzaj hipnozy. Komentując zwycięstwo prawicy w swoim kraju, były prezydent Kolumbii Gustavo Petro stwierdził, że wskutek kłamstw wyborcy zagłosowali przeciwko własnym interesom. Oskarżył Cerimedo o użycie blisko dwóch milionów botów i zażądał od prokuratury śledztwa, bo „mentalna manipulacja wyborców” jest w Kolumbii przestępstwem.
Ameryka Łacińska staje się dziś eksperymentem z technofaszyzmu: sojuszu wielkich firm technologicznych i prawicowych miliarderów z antydemokratyczną agendą polityczną. Póki co, to sojusz niezwykle skuteczny, potrafiący w kilka miesięcy wykreować totalnego outsidera na zwycięzcę wyborów. Dysponując kapitałem, technologią i brakiem skrupułów, prawica gra w tej chwili w innej lidze.
Z Ameryki Łacińskiej musi popłynąć odpowiedź na to, jak sobie z tym niebezpieczeństwem radzić. Państwa pragnące ocalić resztki demokratycznego ładu stają dziś przed koniecznością regulacji aparatu technomanipulacji: armii botów, treści generowanych przez AI oraz opłacanych influencerów. Odpowiedź musi łączyć ograniczenie wpływu tej technologii z jej jednoczesnym wykorzystaniem na własnych warunkach. Pierwsze próby już widać: Brazylia zakazała wyborczych deepfake’ów, a w Meksyku reforma ograniczająca boty i treści AI utknęła w Senacie, więc prezydentka Claudia Sheinbaum wzywa do nowej debaty.
Trybik w maszynie
Tymczasem sprawa Cerimedo wydaje się beczką bez dna. Ponieważ Argentyńczyk działał na całym kontynencie, jego dokonaniom przyglądają się obecnie prokuratury w kilku krajach naraz. Z każdym kolejnym tygodniem poznajemy nowe wątki, a pytań przybywa. Zaraz po aresztowaniu politycy, którzy jeszcze niedawno go celebrowali, nagle przestali wiedzieć, kim jest. Im bardziej się zarzekali, że go nie znają, tym wyraźniejsza stawała się sieć powiązań.
W Boliwii Cerimedo uwierzył we własną nietykalność. Według Beller kontrolował kraj z tylnego siedzenia, łącznie z elitarną grupą w policji działającą na jego rozkaz. Zdaniem prokuratury mógł tuszować przeloty samolotów z kokainą, którymi przemycono nawet kilkaset kilogramów narkotyków dziennie. Do tego dochodzą osobne, wciąż wstępne postępowania dotyczące prania pieniędzy, nielegalnego handlu złotem oraz czarnorynkowego obrotu paliwem. Wyniki dochodzenia mogą ujawnić więcej o sposobie działania środowisk związanych z międzynarodową prawicą – zakładając, że prokuratorzy będą mogli pracować. Dwa dni po tym, jak Waszyngton cofnął wizę nadzorującemu śledztwo prokuratorowi generalnemu Rogerowi Mariace, boliwijska policja zatrzymała go na tym samym lotnisku, na którym sześć tygodni wcześniej aresztowano samego Cerimedo. Równolegle, bez nakazu, wkroczyła do biura prokuratury w Sucre.
Czy sprawa Cerimedo jest w stanie zatrzymać prawicową falę w Ameryce Łacińskiej? Samo wypadnięcie trybika w maszynie niczego nie zmieni – w dobie technologii nie ma ludzi niezastąpionych. Metody Argentyńczyka są obecne w brazylijskiej kampanii, w której rozstrzygnie się przyszłość regionu na kolejne lata. Śledztwo Amnesty International wykazało między innymi, że Meta zatwierdza reklamy z dezinformacją, w tym tworzoną przez AI.
Prawica przekonuje się jednak, że wygranie wyborów w oparciu o manipulację to łatwiejsza część planu. Rządzić przeciw interesom większości jest piekielnie trudno. Boliwijski rząd chwieje się u podstaw, w Argentynie sytuacja gospodarcza stale się pogarsza, w Chile nasilają się protesty. Społeczeństwa Ameryki Łacińskiej ostatnim tchem łapią powietrze, by się buntować. W demokracji wciąż istnieje protest i nieposłuszeństwo obywatelskie – pozostaje ulica jako forum.
Użycie technologii jako narzędzia walki politycznej było nieuchronne. Dzięki upadkowi Cerimedo mamy rzadką okazję dojrzeć stawkę, o którą toczy się gra. Wystarczy jednak, że następnym razem ofiara będzie milczeć, bo nie przeżyje zamachu albo zabraknie jej odwagi, a nikt się już o niczym nie dowie.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!