8 września na festiwalu filmowym w Wenecji odbył się premierowy pokaz filmu Bunkier. Minie jeszcze trochę czasu, zanim będzie można zobaczyć dzieło w kinach, a w Wenecji nie byłem, więc niczego tutaj nie recenzuję i o fabule jedynie wspomnę. Na razie wiadomo, że jest to historia małżeństwa, które mierzy się z kryzysem wywołanym przez dylemat natury politycznej. Znowu zobaczymy bogaczy, bo lubimy oglądać ich fikcyjne dramaty. Tym razem oni przyjmują zlecenie od jeszcze większego bogacza. Uznany architekt, którego gra Javier Bardem, ma zaprojektować sekretny, luksusowy schron dla miliardera. Jest to wątek zaczerpnięty z tak zwanego prawdziwego życia, a konkretnie z doniesień o schronie, który na Hawajach zbudował sobie Mark Zuckerberg.
Splugawienie wszystkiego, czego tkną się technologiczni oligarchowie, jest oczywiste i staje się w filmie zarzewiem konfliktu, którego drugą stroną jest żona, redaktorka książek, grana przez Penélope Cruz.
Penélope i Javier są prywatnie małżeństwem z szesnastoletnim stażem i dwójką dzieci. Grają razem od 1992 roku, choć sporadycznie. Zdaje się, że trzymają formę, bo Bunkier dostał kilkunastominutową owację na stojąco, doprowadzając Penélope do łez szczęścia. Film opowiada o nierównościach klasowych, a Cruz jest zdeklarowaną lewaczką. Możliwe więc, że te łzy były też łzami politycznej satysfakcji. Javier nie płakał, ale bez wątpienia cieszy go krytyczny walor festiwalowego sukcesu, bo też jest lewakiem.
Najbardziej znana i ceniona na świecie hiszpańska para od lat głośno opowiada się za uciskanymi, wykluczonymi, pokrzywdzonymi oraz zagrożonymi przez mechanizmy wielkiego kapitału lub agresywnie usposobione państwa.
Obecni w Wenecji korespondenci pytali o polityczną śmiałość oraz odżegnywanie się od politycznych komentarzy przez znakomitą większość aktorów z Hollywood. Penélope trwała przy swoim stanowisku, stwierdzając, że w filmie poruszone jest tak wiele problemów społecznych, że odmawiając rozmawiania o polityce, nie mogłaby powiedzieć o nim czegokolwiek.
Wtórował jej małżonek: „Nie ma znaczenia, czy jesteś artystą, aktorem, hydraulikiem, taksówkarzem, masz prawo ujawnić swoją prawdę o tym, co uważasz za ważne. Oczywiście mam do tego więcej środków niż taksówkarz, bo mam ten mikrofon i was, którzy mnie słuchacie. Więc odpowiedzialność jest inna. To właśnie uważam za ważne – odpowiedzialność wobec świata, w którym żyjemy, i nie traktuję tego jako czegoś oczywistego. Z artystycznego punktu widzenia film mówi o tym, na ile jesteśmy gotowi widzieć, czuć, akceptować innych, a także bać się tego, co sobie wyobrażamy, naszych uprzedzeń, naszych lęków. Jak bardzo będziemy izolować i kryminalizować tych innych? Nie znam odpowiedzi, ale to dobre pytanie”.
Można domniemywać, że pytając parę o poglądy polityczne reporterzy liczą na kontrowersje. Idee mają konsekwencje. Zwłaszcza w Hollywood. Zarówno Penélope, jak i Javier, wiedzą o tym z doświadczenia.
Piękne słowa, piękniejsze czyny
W 2014 roku oboje byli sygnatariuszami listu hiszpańskich artystów i artystek kierowanego do Unii Europejskiej, wzywającego do potępienia izraelskich zbrodni w Strefie Gazy. Dotyczył on stanowiska krajów europejskich i opublikowany został w hiszpańskiej gazecie, ale informację na ten temat ochoczo przedrukowały media ze Stanów Zjednoczonych. Pewnie dlatego, że Cruz i Bardem traktowani są tam jak swoi, są hollywoodzkimi celebrytami. Czym innym jest zaś krytykowanie Izraela w USA, a czym innym w Europie. Zwłaszcza będąc związanym z podatną na wpływy i wrażliwą na utratę finansowania gałęzią przemysłu, jaką jest branża filmowa.
Hollywood przywołało wówczas niepokorną parę do porządku. Małżeństwo musiało wystosować osobne komunikaty prasowe, zapewniające o swoich pobudkach humanitarnych, odpierając zarzuty o niechęć do konkretnego państwa, czyli państwa Izrael.
Od tamtych wydarzeń minęło dwanaście lat. Małżeństwo Cruz-Bardem, chociaż wciąż budzi zainteresowanie amerykańskiej prasy, wydaje się być już mniej zależne od tamtejszych kontraktów filmowych. Kariery Javiera i Penélope przekroczyły już zenit, a pewnie i o majątek już nigdy nie będą musieli się martwić. Poza tym mieszkają w rodzinnej Hiszpanii, która kocha ich bezwzględnie.
Izrael tymczasem dokonał ludobójstwa w Gazie oraz kontynuuje czystki etniczne na Zachodnim Brzegu, nie oglądając się już zupełnie na krytykę międzynarodowych organizacji i instytucji pokojowych. Javier Bardem niemal nie rozstaje się z palestyńską kefiją i nie musi swojego wsparcia dla Palestyńczyków tłumaczyć ani relatywizować. Wespół z żoną, wyposażeni w kapitał globalnej rozpoznawalności, stanowią wspaniały transmiter postępowych idei, a co więcej, za ich słowami idą czyny. Zreferuję tu jedne i drugie, na wypadek gdyby jakieś słynne polskie małżeństwo chciało dać upust tłumionej lewicowej frustracji i szukało inspiracji.
Działalność społeczna i polityczna Javiera Bardema i Penélope Cruz
W 2008 roku Penélope, zapytana przez włoskich dziennikarzy z „Il Venerdi” o sympatie polityczne, stwierdziła, że odpowiada jej urzędujący wówczas socjalistyczny premier José Luis Rodríguez Zapatero. Szczególną dumą napawał ją fakt legalizacji małżeństw jednopłciowych w Hiszpanii. Zaznaczyła jednak, że nie zgadza się z przyjętą przez jej kraj restrykcyjną unijną polityką migracyjną. Cruz nigdy nie deklarowała, że jest wyborczynią Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE). Tamtejsza scena polityczna była wówczas spolaryzowana, premiera udało wyłonić się dopiero w drugiej turze i lewicujące obywatelki miały do wyboru albo niezbyt sympatycznych, ale jednak socjalistów, albo centroprawicową Partię Ludową (PP).
Kampania PSOE na rzecz legalizacji małżeństw tej samej płci była pionierska w skali Europy, a wspierający ją Hiszpanie mieli tego świadomość. Javier Bardem był jej orędownikiem już od 2005 roku.
Mimo sukcesów we wdrażaniu postępowych dekretów, ówczesne rządy socjalistów kończyły epokę ich bezwzględnej dominacji w demokratycznej historii Hiszpanii. Pogrzebał ich światowy kryzys ekonomiczny. Nie znaczyło to, że lewicowi obywatele przesunęli się w prawo. Wciąż mieli do wyboru bardziej radykalne ugrupowania, jak Izquierda Unida (IU) a wkrótce na scenie pojawiło się fioletowe Podemos.
Javier Bardem jest wiernym wyborcą IU. Jest to partia powstała z koalicji ugrupowań lewicowych, które w latach osiemdziesiątych sprzeciwiały się akcesowi Hiszpanii do NATO. Od tego czasu niewiele się w tym względzie zmieniło, ortodoksi IU wciąż nie znoszą Sojuszu. Przez NATO rozumieją oni, cokolwiek słusznie, Stany Zjednoczone, a przez Stany Zjednoczone rozumieją, również słusznie, sprzymierzeńców faszystowskiego reżimu generała Franco.
Bardem nie jest chyba ortodoksem, skoro nie brzydził go udział w oskarowych galach i płynącą za nimi rzeką imperialistycznych dolarów. W Stanach nikt nie ogłaszał go wielkim złoczyńcą i imbecylem, a w Hiszpanii owszem, takie określenia pod jego adresem padały z ust wysokich oficjeli Partii Ludowej. Miało to miejsce w czasach kryzysu gospodarczego, gdy aktor głosił, że rząd Mariano Rajoy’a wykorzystuje moment społecznej słabości, by torpedować pracowniczą solidarność i pogarszać warunki zatrudnienia. Do tego Bardem sprzeciwiał się podwyższaniu VAT-u na działalność kulturalną. Tak szeroko zakrojona aktywność wymaga sporego obeznania, zaskakującego w przypadku celebryty.
W kolejnych latach Bardem był żywo zainteresowany dialogiem pomiędzy dominującymi na lewicy PSOE i Podemos. Wspierał budowanie szerokiej koalicji progresywistów, podpisując list intencyjny w tej sprawie. W świetle najnowszych trendów politycznych, czyli ekspansji prawicowego populizmu i radykalizmu ugrupowań takich jak VOX, aktor wypowiada się bezkompromisowo. Sprawiedliwość społeczna, pluralizm, inkluzywność, prawa człowieka i ochrona mniejszości, powszechna ochrona zdrowia i bezpłatna edukacja, przystępność mieszkań i ochrona praw lokatorskich, ekologia oraz feminizm – tak można streścić postulaty, z których popierania zwierzył się w najnowszym wywiadzie dla hiszpańskiej prasy.
Penélope jest znacznie bardziej powściągliwa w publicznych deklaracjach, za to realizuje się w finansowym wspieraniu rozmaitych organizacji.
Milion euro na szkołę dla dziewcząt w Indiach, ćwierć miliona dolarów na odbudowę szkół po trzęsieniu ziemi w Haiti, drugie tyle z licytacji oskarowej kreacji, zorganizowanej podczas festiwalu w Cannes w 2010 roku. 10 tysięcy euro dla organizacji wspierającej osoby zagrożone eksmisją w Hiszpanii i tyle samo dla funduszu wsparcia ubogich aktorów. To kilka jawnych wpłat, a do tego dochodzą niepoliczalne środki związane z wieloletnim zaangażowaniem w pracę fundacji wspierającej leczenie białaczki dziecięcej oraz innej, zmagającej się z epidemią HIV/AIDS w Afryce.
Co do zasady filantrop to ktoś, kto publicznie rozdaje to, co prywatnie ukradł, ale połączenie działalności charytatywnej z udokumentowaną świadomością polityczną nieco niweluje niebezpieczeństwo popadnięcia w ten schemat. Tym bardziej że szczodrości Cruz wtóruje jej mąż, który może pochwalić się podobnym kwotowo zakresem wsparcia. Z jego licznych darowizn i akcji można wyróżnić wsparcie dla Proactiva Open Arms, która ratuje migrantów próbujących przedostać się na łodziach przez Morze Śródziemne, oraz zorganizowaną wspólnie z Pedro Almodóvarem akcję wsparcia żywieniowego dla 411 rodzin dotkniętych bezrobociem w wyniku pandemii koronawirusa.
Supermałżeństwo dobrze gada i daje kasę, komu trzeba, ale to mało. Cruz i Bardem ofiarują lewackim inicjatywom również to, co w życiu najcenniejsze – swój czas. W 2018 roku aktor odbył wielomiesięczny rejs statkiem badawczym Greenpeace na Antarktydę celem zwrócenia uwagi opinii publicznej na problemy z ochroną ekosystemów Oceanu Arktycznego. Podczas wyprawy podjął się ryzykownej misji nurkowania batyskafem na głębokość 270 metrów celem pozyskania dokumentacji mogącej wesprzeć międzynarodowe negocjacje dotyczące ochrony Arktyki.
Bardem ma też na koncie ponad dekadę czynnego wspierania etnicznych ludów Sahary Zachodniej, okupowanych i represjonowanych przez Maroko. Aktor osobiście demonstrował pod marokańską ambasadą w Hiszpanii, zbierał podpisy, jeździł do obozów dla uchodźców i podejmował w Madrycie saharyjskie dzieci, którym pomagał organizować wakacyjny pobyt w Europie.
Gotowa instrukcja właściwego korzystania z własnego przywileju
Penélope Cruz i Javier Bardem należą dzisiaj do elity społecznej na skalę światową. Można traktować ich jak hollywoodzkich celebrytów, olać, skrolować dalej, splunąć na ziemię. Jednak żadne z nich nie wspierało się w drodze na szczyt przywilejem innym niż europejskie pochodzenie. Nie wywodzą się z zamożnych rodzin. On owszem, pochodzi z rodziny aktorskiej, więc wiedział, gdzie iść i co powiedzieć, ale nieoficjalnie wiadomo również, że zanim został aktorem dorabiał jako striptizer, tak że sława i pieniądze nie zostały mu tak po prostu dane.
Można też powiedzieć, że w Hiszpanii bycie lewicowcem to żadne wielkie halo. Ba! Bycie zdeklarowanym komunistą nie jest tam niczym zdrożnym. Jednak gdy pracuje się przy tym w USA, to wyraziste poglądy i deklaracje oznaczają stąpanie po kruchym lodzie. Właśnie przekonali się o tym Mackelmore oraz Ed Sheeran – ten pierwszy został usunięty z trasy koncertowej swego brytyjskiego kolegi po tym, jak bogacze będący właścicielami stadionów zaszantażowali tego drugiego, nie życząc sobie, by niesforny raper wykrzykiwał ze sceny hasła o „wolnej Palestynie”. Żeby posiadać na własność stadiony w USA, trzeba być co najmniej multimilionerem, a wtedy z dużym prawdopodobieństwem jest się również zagorzałym przyjacielem Izraela i izraelskiego lobby w Stanach. Artyści, którzy ośmielają się opowiadać za udręczonymi Palestyńczykami, nie mają na te stadiony wstępu.
Dlatego warto docenić odwagę i konsekwencję małżeństwa Cruz-Bardem. Zrobili wspólnie sporo dobrego, a że dziennikarze ciągle jeszcze do nich lgną, można spodziewać się kolejnych ciekawych inicjatyw z ich strony.
Dla mnie najciekawsza w tym wszystkim pozostaje miłość. Uczucie tych dwojga nie jest czymś, co zatrzymali dla siebie samych czy ewentualnie swoich dzieci. Promieniuje na ich otoczenie, a zasięgi mają spore. Gdyby tej miłości brakło, nie byliby sobie wsparciem, nie inspirowaliby się nawzajem i wiele, wiele osób nie otrzymałoby pomocy pochodzącej z promowanych i dotowanych przez aktorską parę organizacji. Nie doświadczyłyby jej również idee, które poddane presji kryzysu patriarchatu i idącego za nim faszyzującego populizmu bardzo tego wsparcia potrzebują.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!