Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Nacjonalizm niewiniątek: moralna wyższość i wieczne rozgrzeszenie

Doznane niegdyś krzywdy mają rozgrzeszać występki wspólnot narodowych: my tylko naprawiamy dziejową niesprawiedliwość! Taki „nacjonalizm ofiar” przygotowuje grunt pod powrót znanego z historii, jawnego szowinizmu.

ObserwujObserwujesz
Nazistowski wiec w Norymberdze, wrzesień 1934 r.
1
Cyrk
WTF

2

Klasyczne nacjonalizmy z przełomu XIX i XX wieku na ogół charakteryzowały się przeświadczeniem o wyższości własnego narodu oraz bezwstydnym imperializmem. Wielkość państwa mierzono nie tylko potęgą militarną czy ekonomiczną, lecz także zdolnością do zniewalania innych, „gorszych” ludów. Podbój uchodził za naturalny element polityki międzynarodowej, a nawet dowód cywilizacyjnej dojrzałości. Powinnością każdego poważnego mocarstwa było poszerzanie swoich granic i posiadanie zamorskich kolonii wypełnionych ludnością drugiej lub trzeciej kategorii.

Nacjonalizm w tym wydaniu został w dużej mierze skompromitowany przez II wojnę światową. W sygnowanym przez ONZ powojennym porządku międzynarodowym, deklaratywnie opartym na uznaniu prawa narodów do samostanowienia i potępieniu agresji, coraz trudniej było otwarcie dowodzić, że dany naród za sprawą swojego dziedzictwa historycznego jest lepszy od innych i zasługuje na własne imperium lub przynajmniej granice sięgające znacznie dalej niż obecnie. Nacjonalizm coraz częściej musiał więc szukać innego uzasadnienia swoich roszczeń. Jednym z najważniejszych okazała się pamięć o doznanych krzywdach./czyta

Czytaj także „Och, my nieszczęśliwi!” Grupowy narcyzm populistycznej prawicy David Robson

Cierpienie uszlachetnia, czyli nacjonalizm ofiar

Tego rodzaju myślenie dobrze przedstawia wydana przed rokiem książka koreańskiego historyka Jie-Hyun Lima zatytułowana Victimhood Nationalism. Lim definiuje „nacjonalizm ofiar” jako narrację, w której pamięć o cierpieniu przodków nadaje współczesnemu narodowi moralną wyższość oraz polityczną legitymizację. Nie chodzi przy tym po prostu o pielęgnowanie pamięci o trudach poprzednich pokoleń, lecz o przekształcenie historycznego cierpienia w trwałą cechę całej wspólnoty. Każda pojedyncza ofiara mordu czy prześladowań utrwala narodowe poczucie doznania nieulegającej przedawnieniu niesprawiedliwości.

To poważna zmiana względem tradycyjnego szowinizmu, w którym przeszłość miała przede wszystkim świadczyć o wielkości narodu: jego bohaterstwie, wyjątkowości i prawie do ekspansji. Nacjonalizm ofiar skupia się natomiast na udowadnianiu niewinności. Cierpienie przodków pozwala nawet ich dalekim potomkom występować w roli pokrzywdzonych, niezależnie od faktycznej polityki współczesnego państwa. Status pokrzywdzonego pozwala przy tym wyprowadzać różne roszczenia: do szczególnego uznania, daleko idącej wyrozumiałości czy wreszcie wyłączenia spod międzynarodowych praw.

Nie jest oczywiście tak, że stawianie się w pozycji ofiary to świeży wymysł – naziści mówili o zmyciu hańby niesprawiedliwego traktatu wersalskiego, a wcześniej rewanżyzm stał się integralnym elementem nacjonalizmu francuskiego po klęsce w wojnie z Prusami. W tych opowieściach element cierpiętnictwa zajmował jednak podrzędną rolę, stanowił czynnik mobilizujący ludzi do sięgnięcia po należne im miejsce pod słońcem i udowodnienia dziejowego przeznaczenia swojego narodu.

Po II wojnie światowej proporcje musiały się odwrócić. W świecie, w którym coraz trudniej dawało się przedstawić imperialną ekspansję jako moralnie uzasadnioną, znacznie wygodniej było występować jako ten, kto wcześniej został skrzywdzony, a więc teraz jedynie odzyskuje bezpieczeństwo, godność albo naprawia dziejową niesprawiedliwość. Męczeństwo rozgrzesza wspólnoty narodowe ze wszelkich przeszłych i aktualnych występków. Dlatego odkąd status ofiary uzyskał szczególną siłę moralną, państwa i narody zaczęły rywalizować również o pamięć o własnym cierpieniu.

Zazdrość o Holocaust

We wstępie do swojej książki Jie-Hyun Lim cytuje polskiego historyka Witolda Kulę, który w 1970 roku zanotował, że „kiedyś Żydom zazdrościło się koneksji, kontaktów i pieniędzy, a dziś zazdrości się im pieców”. Izrael z pamięci o Holocauście rzeczywiście uczynił niezwykle skuteczny oręż – nazistowskie ludobójstwo z jednej strony dowodzi konieczności istnienia silnego państwa żydowskiego, z drugiej usprawiedliwia jego działania, choćby oznaczały one zajmowanie pozycji okupanta i oprawcy. Skuteczność izraelskiej polityki historycznej skłania inne narody, aby w podobny sposób dowodzić swojej wyjątkowości poprzez wystawianie światu rachunku krzywd.

Czytaj także Polscy historycy o globalnym wpływie. Po co czytać ich dziś? [rozmowa] Artur Troost

Nie jest od tego wolna chociażby polska polityka pamięci. Gdy ktoś wspomina o cierpieniu Żydów lub innej nacji w czasie II wojnie światowej, od razu pojawia się pytanie „a co z Polakami?” – jak gdyby uznanie cudzej krzywdy miało pomniejszać własną. W rezultacie przypominanie o polskich ofiarach staje się niekiedy nie tyle próbą uzupełnienia obrazu wojny, ile kontrą na cudzą pamięć, próbą wdrapania się na szczyt rankingu narodów najgorzej potraktowanych przez historię.

W tym kontekście również temat Rzezi Wołyńskiej może być wykorzystywany nie tylko do słusznego upamiętnienia zbrodni, lecz także do konstruowania opowieści o narodzie konsekwentnie krzywdzonym przez sąsiadów i pozbawionym należnego mu uznania. Z drugiej strony podobną grę polityczną prowadzi Ukraina, poprzez historię dowodząca swojej moralnej wyższości nad Rosją i naciskająca na inne państwa, żeby uznać Hołodomor za ludobójstwo.

W przypadku Polski i Ukrainy martyrologiczne podejście do historii jest jednak do pewnego stopnia zrozumiałe, ponieważ ostatnie stulecia nie obeszły się z nimi łaskawie i na ogół rzeczywiście były one ofiarami. Większe zdziwienie może budzić taka postawa choćby w przypadku Japonii, której imperialna polityka stanowiła główne zarzewie rozpostarcia się II wojny światowej również na Dalekim Wschodzie. Mimo to japońska pamięć narodowa bardzo silnie koncentruje się na doświadczeniu własnego cierpienia, przede wszystkim na atomowych bombardowaniach Hiroszimy i Nagasaki. Politycy z Tokio regularnie porównują te wydarzenia do Holocaustu i zasłaniają nimi bardzo liczne zbrodnie, których dopuściły się cesarskie wojska w czasie wojny.

Ofiarami tego samego konfliktu w nacjonalistycznej narracji stali się nawet Niemcy, czyli sprawcy Holocaustu, powszechnie traktowanego jako zbrodnia przewyższająca wszystkie inne zbrodnie. Politycy AfD mówią wprost, że mają dość przepraszania – może część Niemców i splamiła się ludobójstwem, ale za przewiny nielicznych został niesłusznie ukarany cały naród. Mieszkańcy Hamburga i Drezna nie zasłużyli na dywanowe bombardowania ich miast, a przesiedlenia ludności niemieckiej z terenów dzisiejszej Polski lub Czech stanowiły okrutne czystki etniczne. Tego rodzaju opowieść nie musi negować niemieckich zbrodni, wystarczy przesunięcie punktu ciężkości, aby więcej mówiono o cierpieniu niemieckich cywilów niż o ponurej spuściźnie Wehrmachtu i SS.

Przykłady można mnożyć, od państw niewielkich po te największe. W dawnej Jugosławii każdy naród w swoim własnym mniemaniu był tym niewinnym podczas krwawych konfliktów poprzedniego stulecia. Obecnie zaangażowana w wojnę ofensywną Rosja przedstawia siebie jako ofiarę zachodniej polityki i państwo tylko reagujące na postępujące osaczenie przez wrogów, od dawna knujących jej zgubę. Przywołuje się Napoleona, Polaków na Kremlu czy Krzyżaków atakujących Nowogród. Każdy może być ofiarą, jeśli dostatecznie głęboko pogrzebać w historii.

Koniec epoki niewiniątek?

Łącznikiem między tymi przykładami jest nie tylko pamięć o cierpieniu, ale również coś, co psychologowie społeczni nazywają narcyzmem narodowym. Naród narcystyczny uważa się za wyjątkowy i zasługujący na szczególne uznanie, a jednocześnie jest niezwykle wyczulony na sytuacje, kiedy świat nie potwierdza jego wyjątkowości. Wtedy pojawia się poczucie krzywdy: skoro jesteśmy wyjątkowi, a inni tego nie dostrzegają, to znaczy, że niesprawiedliwie nas traktują. Wówczas pełnej resentymentu ofierze łatwo zostać nowym oprawcą.

Czytaj także Nieczuli buntownicy: Narcyzm narodowy, autorytaryzm i potrzeba destrukcji Agnieszka Golec de Zavala

W ten sposób nacjonalizm niewiniątek może stanowić tylko etap przejściowy na drodze do rehabilitacji nacjonalizmu dawnego typu, szczerszego w swoich intencjach. Najpierw przedstawia się naród jako skrzywdzony i niewinny, a potem z tej niewinności wyprowadza się szczególne prawa, uzasadniając podjęcie bardziej radykalnych kroków. Stąd do współczesnego nacjonalizmu, mimo pozowania na ofiary, coraz wyraźniej wracają elementy starszej tradycji, takie jak przekonanie, że obowiązuje wyłącznie prawo silniejszego. Rosja jest tu najbardziej jaskrawym przykładem, ale nie jedynym.

O podatności szeroko pojętego Zachodu na tego rodzaju idee świadczy polityka Donalda Trumpa. Z jednej strony jego administracja chętnie sięga po retorykę krzywdy, w której Stany Zjednoczone przedstawiane są jako państwo wykorzystywane przez innych – w ten sposób Biały Dom uzasadniał agresywną politykę celną. Jednocześnie silnie wybrzmiewa język siły, zarówno w sferze symbolicznej, jak i w realnych działaniach. Departament Obrony został przemianowany na Departament Wojny, co uzasadniono potrzebą podkreślenia amerykańskiej gotowości do prowadzenia wojen. Wszczęto już jedną z Iranem, a wcześniej otwarcie mówiono o przejęciu kontroli nad Grenlandią i Kanałem Panamskim. Niewykluczone, że taki sposób prowadzenia polityki wkrótce przestanie dziwić.

Charakterystyczne dla drugiej połowy XX wieku było, że nacjonalizm przybrał bardziej niewinne barwy. W miejsce opowieści o prawie silnego narodu do podboju pojawiły się historie o narodach skrzywdzonych i oszukanych. Nie oznaczało to jednak rezygnacji z przekonania o własnej wyjątkowości, a tylko stało się jej nowym uzasadnieniem. Być może właśnie dlatego upowszechnienie nacjonalizmu niewiniątek przygotowuje grunt pod powrót starego szowinizmu – logicznym następstwem przeświadczenia o byciu pokrzywdzonym przez historię jest domaganie się szczególnego traktowania, a gdy takowego nie uda się uzyskać na arenie międzynarodowej, pozostaje wyłącznie wymuszenie go siłą.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x