Starzenie się zachodnich społeczeństw niesie ze sobą szereg społecznych problemów. W dobrze urządzonym państwie posiadanie dzieci nie powinno być wyborem heroicznej ścieżki czy luksusem dostępnym dwóm górnym decylom dochodowym. Jednak przyglądając się receptom na kryzys demograficzny, jakie przedstawia prawica, można zastanawiać się, czy faktycznie chodzi jej o dzieci i demografię, czy raczej o wspieranie tradycyjnych rodzin. W końcu w wielu demokracjach zachodnich założenie rodziny i kupno własnego domu rozpoczynało przesuwanie się poglądów społeczeństwa na prawo.
Podobne wątpliwości pojawiają się przy lekturze raportu na temat demografii przygotowanego przez Stowarzyszenie Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego.
Sensowne propozycje…
Na początek warto docenić, że środowisko byłego premiera przygotowało bardzo merytoryczny jak na standardy polskiej polityki dokument. Wiele zawartych w nim diagnoz dotyczących barier dla rodzicielstwa ma solidne podstawy, a wiele polityk publicznych, jakie proponują autorzy, mogłoby się znaleźć w programie lewicowo-progresywnego rządu.
Autorzy raportu mają rację wskazując na takie bariery demograficzne, jak niestabilna sytuacja mieszkaniowa, niska jakość opieki porodowej, brak stabilności zawodowej, niedostatecznie rozwinięty system pomagający w opiece nad dziećmi. Wychodzą z dobrymi rozwiązaniami, takimi jak np. wprowadzenie dyżurnych przedszkoli, które wzorem fińskim byłyby w stanie zapewnić opiekę w godzinach wieczornych czy w weekendy.
Podobne rozwiązania powinny iść nawet dalej. Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani w ramach pilotażowego programu zaoferował niedawno 4 godziny darmowej opieki 300 dzieciom, tak by ich rodzice mieli wolny wieczór dla siebie – co jest oczywiście tylko gestem, ale wysyłającym sygnał, że dobra polityka może wspierać w tym, by posiadanie dziecka nie oznaczało śmierci życia towarzyskiego innego niż to związane z opieką nad potomstwem.
Indywidualna sala porodowa dla każdej rodzącej, „bon prokreacyjny” na leczenie bezpłodności, ułatwienia w pracy w niepełnym wymiarze, mające umożliwić łączenie aktywności zawodowej z opieką nad dziećmi, zachęty dla pracodawców mające zwiększać stabilność zatrudnienia, wreszcie zachęty dla wynajmujących, by oferowali stabilny najem rodzinom z dziećmi – to wszystko warte dyskusji propozycje.
…i prawicowa panika moralna
Jednocześnie w raporcie znajdziemy sformułowania, których spodziewalibyśmy się raczej po prawicowych szurach – np. rozważania o mającym obrzydzać rodzinę tajemniczym spisku. „Trudno nie odnieść wrażenia, że komuś na świecie zależy, aby dzietność w Europie była jak najniższa” – czytamy. Tym kimś zdaniem autorów raportu są najpewniej Chińczycy, bo – jak się skarżą – chińska aplikacja TikTok w Europie promuje antyrodzinne wzorce, patotreści, forsując przy tym „uzależniające algorytmy”.
Cały raport przenika klimat prawicowej paniki moralnej. Społeczeństwo się laicyzuje, traci wspólnotowe podstawy, dominuje egoizm i hedonizm, ludzie zapominają o swoich obowiązkach wobec wspólnoty, w tym podstawowym – inwestycji w jej przyszłe ludzkie zasoby. W dodatku prestiż macierzyństwa spada, jedyną miarą sukcesu stają się kariera i konsumpcja, ludzie uciekają od odpowiedzialności, od zakładania rodzin i związków.
Można odnieść wrażenie, że autorom raportu chodzi nie tyle o to – a na pewno nie tylko – by rodziło się w Polsce więcej dzieci, ale też by odwrócić wymienione wyżej trendy: zwiększyć społeczny prestiż rodziny, zwłaszcza rodzin wielodzietnych, sprawić, by ludzie znów szybko wstępowali w trwałe związki, wchodzili w role matek i ojców, nie rozwodzili się i najlepiej wychowywali potomstwo w patriotyczno-religijnym duchu.
Tradwife plus i cała władza w ręce wielodzietnych
Choć autorzy raportu wskazują na lukę edukacyjną między kobietami i mężczyznami jako barierę dla powstawania związków, to nie idą tak daleko, jak amerykańska prawica z Heritage Foundation, postulująca polityki publiczne mające „zachęcić” kobiety do jak najwcześniejszego małżeństwa – także kosztem edukacji wyższej – to także w raporcie Rozwoju Plus znajduje się wiele wątpliwych propozycji.
Zwłaszcza ta dotycząca głosowania rodzinnego, dająca rodzicom prawo do „reprezentowania głosów ich niepełnoletnich dzieci”. Podobne propozycje zgłasza prawica amerykańska i nic dziwnego – wzmacniałoby to bowiem siłę jej bazy wyborczej, jaką są wielodzietne, konserwatywne rodziny. W Stanach wyraźnie obserwujemy zjawisko „ideologicznej luki płodności” – konserwatyści mają więcej dzieci – a także w Polsce środowiska rodzin wielodzietnych kojarzą się raczej z prawicą niż z centrum, o lewicy nie wspominając.
„Głosowanie rodzinne” wzmacniałoby prawicę i naruszałoby fundamentalną zasadę równości głosu wszystkich obywateli. Problem „gerontokratycznej presji” w starzejących się demokracjach jest realny, ale lepiej mu przeciwdziałać obniżając wiek głosowania do np. 16 lat. Ludzie w tym wieku zaczynają się interesować polityką, mogą działać w organizacjach młodzieżowych i niekoniecznie muszą mieć takie same poglądy, jak ich rodzice. Amerykański prawnik i historyk Samuel Moyn, autor szeroko dyskutowanej książki Gerontocracy in America zaproponował, by w imieniu osób niepełnoletnich dać dodatkowe głosy najmłodszym wyborcom, bo jego zdaniem 22-latkowie mają więcej wspólnego z interesami 17-latków, niż rodzice tychże. Znów mamy tu problem z zasadą równości głosu, ale jeśli chodzi o walkę z „gerontokratyczną presją” i realną reprezentację interesów młodszych pokoleń, to propozycje Moyna są bardziej przekonujące, niż instytucja „głosowania rodzinnego”.
Mniej absurdalna jest propozycja „pensji rodzicielskiej” w wysokości płacy minimalnej, która wypłacana byłaby jednemu rodzicowi dziecka, niezależnie od tego, czy pracuje, czy nie. Bardzo cenne jest tu uznanie pracy reprodukcyjnej za pracę, za którą należy płacić.
Jednocześnie można się zastanawiać, czy nie chodzi tu o odtwarzanie tradycyjnych płciowych ról. Wśród wielu żali, jakie radykalizująca się prawica wylewa na XXI wiek, jest i ten, że kiedyś mężczyznę stać było, by ze zwykłej pracy utrzymać niepracującą żonę i dwójkę dzieci, a dziś mogą sobie na to pozwolić tylko najzamożniejsi. Ta wizja przeszłości nie jest oczywiście do końca prawdziwa – zwłaszcza w Polsce – ale żal jest realny. Nasuwa się wątpliwość, czy „pensja rodzicielska” nie ma służyć jako remedium na te żale, swoisty program „tradwife plus”.
Dzieci mogą się wychowywać w różnych związkach
W raporcie Rozwoju Plus nie ma też w ogóle refleksji nad tym, że dziś rodzina z dwojgiem rodziców naprawdę nie jest jedyną strukturą, gdzie rodzą i wychowują się dzieci. Są rodziny patchworkowe, samotni rodzice, pary jednopłciowe – dobra polityka demograficzna powinna to uwzględniać i pomagać także osobom, która chcą podjąć się wychowania dzieci w mniej standardowych układach.
Nie wymagam, by Rozwój Plus w imię natalizmu zaproponował in vitro dla par jednopłciowych – to byłby dziś w Polsce postulat tyleż merytorycznie i etycznie słuszny, co zbyt „radykalny” nawet dla centrowej partii – ale warto dostrzec, jak wygląda rzeczywistość. Tymczasem w raporcie nie pojawiają się nawet takie byty, jak „rodzina patchworkowa” czy „samotny rodzic”.
Tymczasem realnie pronatalistyczne rozwiązania mogą wymagać od prawicy wyjścia poza jej sferę komfortu. Np. przyznania, że coraz więcej małżeństw kończy się rozwodami i państwo powinno to uwzględniać w swojej polityce demograficznej, a nie liczyć, że dzięki wydaniu pieniędzy na fundusz family mainstreamingu w popkulturze – w raporcie pojawia się i taki pomysł – małżeństw będzie więcej, a rozwodów mniej. Albo przemyśleć kwestie surogacji, tak by kobiety, które chcą i mają możliwość wychowania dziecka, ale nie chcą ponosić ryzyka zdrowotnego ciąży, mogły bezpiecznie, legalnie i z zabezpieczeniem swoich praw do dziecka „zlecić” ciąże kobietom gotowym ją donosić. Tymczasem raport Morawieckiego ma problem nawet z in vitro, zarzucając obecnej polityce, że koncentrując się na tej metodzie leczenia niepłodności „odbiera szansę na dziecko parom o konserwatywnych wartościach” .










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!