Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Wielki Zielony Mur miał odmienić Sahel. Bez lokalnych społeczności pozostanie pustą obietnicą?

Miliardy dolarów nie docierają na miejsce, sadzonki obumierają, a międzynarodowe instytucje gubią się w koordynacji. W Gambii, Nigrze czy Senegalu mieszkańcy pokazują, że odbudowę ziemi trzeba zacząć nie od sadzenia drzew, lecz od oddania sprawczości lokalnym strukturom.

Aerial view of a landscape with green pastures and scattered trees transitioning to a dry, barren area on the left.
Kontekst

🌍 Wielki Zielony Mur to inicjatywa Unii Afrykańskiej, która miała pomóc odnowić 100 mln hektarów zdegradowanych ziem w Sahelu i stworzyć 10 mln miejsc pracy.

💰 W 2021 roku międzynarodowi darczyńcy zadeklarowali na projekt 14,3 mld dolarów, ale dwa lata później uruchomiono zaledwie około 2,5 mld.

🌱 Zamiast jednego pasa lasu przez Afrykę powstaje dziś sieć lokalnych projektów. Ich skuteczność zależy m.in. od tego, czy mieszkanki i mieszkańcy uczestniczą w podejmowaniu decyzji i zarządzaniu środkami.

Walka

W latach 50. XX wieku brytyjski biolog Richard St. Barbe Baker proponował stworzenie pasa drzew, który miał odgrodzić kraje Sahelu od pochłaniającej je pustyni. Tak narodziła się idea Wielkiego Zielonego Muru. Formalny kształt projekt zyskał jednak dopiero w 2007 roku, kiedy został przyjęty przez Unię Afrykańską.

Zakładano odnowienie 100 mln hektarów zdegradowanych terenów, pochłonięcie 250 mln ton CO₂ i stworzenie 10 mln zielonych miejsc pracy do 2030 roku. Z czasem okazało się jednak, że zamiast jednego pasa lasu powstaje mozaika tysięcy lokalnych projektów realizowanych w bardzo różnych warunkach politycznych, społecznych i środowiskowych.

Dziś wokół Wielkiego Zielonego Muru ścierają się dwie narracje. Instytucje odpowiedzialne za jego realizację, takie jak Unia Afrykańska i agendy ONZ, podkreślają postępy i potencjał projektu, natomiast część niezależnych badaczy wskazuje na opóźnienia, problemy z koordynacją i ograniczone efekty. Która z tych opowieści jest bliższa prawdy?

Czytaj także „Wyrażamy głębokie zaniepokojenie”. Czy ONZ mogłoby inaczej? Jan Wysocki

Zielony projekt, europejskie interesy

Europa ma w zaistnieniu Wielkiego Zielonego Muru interes. Sukces projektu mógłby ograniczyć migrację z Afryki, rozwijać współpracę gospodarczą i wzmacniać swoją pozycję w regionie. Krytycy zwracają jednak uwagę, że za językiem zielonej transformacji kryją się również konkretne interesy ekonomiczne. Gatunki sadzone w ramach projektu – takie jak akacja senegalska, baobab czy balanites – dostarczają surowców cenionych na światowych rynkach. W ten sposób odbudowa środowiska splata się z logiką eksportu i handlu.

Czy w Afryce wciąż odgrywa się dawny kolonialny spektakl? Choć jednym z głównych partnerów finansujących Wielki Zielony Mur jest Afrykański Bank Rozwoju, znaczna część decyzji dotyczących kierunku projektu nadal zapada poza lokalnymi społecznościami.

Dr Monika Różalska z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Łódzkiego oraz członkini Jagiellońskiego Centrum Badań Afrykanistycznych podkreśla, że Europa wciąż ma tendencję do traktowania Afryki jako jednego, jednorodnego organizmu. Tymczasem państwa uczestniczące w projekcie różnią się warunkami środowiskowymi, gospodarczymi i społecznymi, a także możliwościami administracyjnymi i technicznymi. To dodatkowo komplikuje współpracę z międzynarodowymi darczyńcami.

Czytaj także Umiesz liczyć? Licz na siebie. Ceuta i kompromitacja projektu europejskiej solidarności Artur Troost

Pieniądze utknęły po drodze

Podczas szczytu One Planet Summit w 2021 roku na realizację Wielkiego Zielonego Muru zadeklarowano 14,3 mld dolarów. Dwa lata później wypłacono zaledwie około 2,5 mld.

W 2025 roku badacze z uniwersytetów w Holandii, Senegalu i Francji opublikowali analizę postępów projektu w Senegalu na łamach czasopisma naukowego „Land Use Policy”. Ich zdaniem drzewa rosną wolniej, niż zakładano, a tylko jeden z 36 analizowanych obszarów był bardziej zielony, niż byłby naturalnie. Autorzy podkreślają, że znaczna część zadeklarowanych wcześniej środków nigdy nie dotarła do poziomu lokalnych społeczności.

„Podczas gdy na budowę afrykańskiego Wielkiego Zielonego Muru zadeklarowano miliardy dolarów, znacznie mniejsze sumy faktycznie wydano na miejscu. W rezultacie powstała ogromna luka między zadeklarowanymi środkami a środkami wydanymi na projekt na poziomie lokalnym” – czytamy w raporcie.

Podobne wnioski płyną zarówno z doświadczeń aktywistów, jak i z obserwacji badaczy.

„Mimo deklaracji i zobowiązań ze strony ONZ, Banku Światowego czy Unii Europejskiej rzeczywiste środki przeznaczane na realizację projektu pozostają niewystarczające” – mówi Monika Różalska. Jak dodaje, duża liczba darczyńców i organizacji utrudnia koordynację działań, monitorowanie postępów oraz kontrolę wydatkowania środków.

Eksperci z zewnątrz i współautorzy zmian

W cieniu spektakularnych deklaracji i niewykorzystanych szans, wokół Wielkiego Zielonego Muru wyrastają jednak lokalne inicjatywy.

Dla Kemo Fatty’ego, założyciela organizacji Green Up Gambia, Wielki Zielony Mur nigdy nie był przede wszystkim projektem sadzenia drzew. Dorastał w rodzinie rolników z północnej Gambii, gdzie zasolenie gleb i brak wody sprawiły, że ziemia przestała wyżywiać mieszkańców. Z tego powodu jego brat wyjechał do Europy. W latach 2015–2017 seria susz w rejonie Sahelu nałożyła się na rządy dyktatora Yahyi Jammeha, przyczyniając się do exodusu tysięcy Gambijczyków. „Twierdzili wręcz, że nie są migrantami, lecz uchodźcami klimatycznymi” – mówił Kemo w wywiadzie opublikowanym na stronie G20 Global Land Initiative.

Green Up Gambia przyjęła inne podejście niż europejscy darczyńcy i instytucje próbujące rozwiązywać problemy Sahelu z zewnątrz. Zamiast rozpoczynać od sadzenia drzew, organizacja zaczyna od rozmowy z mieszkańcami. W ramach zgromadzeń obywatelskich przy jednym stole spotykają się przywódcy wiosek, starszyzna, rolnicy, kobiety i młodzież. To oni wspólnie określają problemy swojej społeczności i decydują, jakie działania są najbardziej potrzebne.

Jak tłumaczył Fatty, niepokój budzi fakt, że wiele projektów ochrony środowiska realizowanych jest odgórnie. Eksperci przyjeżdżają z gotowymi rozwiązaniami, a mieszkańcy pozostają jedynie wykonawcami cudzych decyzji.

„Nie chcemy traktować mieszkańców protekcjonalnie. Zbyt wiele projektów wygląda tak, że eksperci przyjeżdżają z zewnątrz i podejmują wszystkie decyzje. Rolnicy wykonują polecenia, ale nigdy nie stają się współautorami zmian” – mówił.

Organizacja postuluje tworzenie społecznościowych funduszy zarządzanych przez samych mieszkańców oraz przekazywanie lokalnym liderom odpowiedzialności za realizację projektów.

To podejście wyrasta z doświadczeń samej Gambii. Dla wielu młodych ludzi migracja stała się jedynym sposobem na przetrwanie. Jak wspomina Fatty, rolnictwo zaczęło przypominać „grę w kasynie”, w której powodzenie zależy wyłącznie od szczęścia. Właśnie dlatego Green Up Gambia łączy działania środowiskowe z poprawą warunków życia mieszkańców.

Hasło organizacji brzmi: „move from planting to growing”, czyli w wolnym tłumaczeniu: nie wystarczy sadzić drzewa – trzeba zadbać o to, żeby rosły. Oprócz szkółek drzew rozwijane są ogrody społeczne, odbudowa namorzynów, czyli lasów rosnących na podmokłych, słonych wybrzeżach, oraz projekty agroleśnictwa, które mają zapewniać mieszkańcom żywność i dodatkowe źródła dochodu.

Podobną logikę można znaleźć również w innych krajach Sahelu. W Nigrze, Mali, Burkina Faso czy Senegalu dobre efekty przynoszą półkola retencyjne, lokalne systemy gospodarowania wodą oraz wspieranie naturalnej regeneracji drzew. Monika Różalska wskazuje także na Etiopię, gdzie przywrócono do użytkowania około 15 mln hektarów zdegradowanych gruntów, oraz Nigerię, w której zrekultywowano około 5 mln hektarów.

Jak podkreśla badaczka, zamiast jednego zielonego pasa powstaje dziś raczej sieć lokalnych przedsięwzięć. „W rezultacie zamiast realnego muru powstaje rozproszony zbiór lokalnych interwencji, które poprawiają sytuację środowiskową tam, gdzie zbiegają się sprzyjające warunki, ale nie przekładają się na jednolitą transformację całego Sahelu” – mówi.

Afryka nie potrzebuje zbawców

Termin „pustynnienie”, spopularyzowany w 1949 roku przez francuskiego botanika i leśnika André Aubréville’a, stał się elementem narracji obarczającej lokalnych rolników i pasterzy odpowiedzialnością za degradację ziem w Sahelu. Powielana przez część organizacji międzynarodowych, donorów i naukowców opowieść pomijała jednak rolę zmian klimatu, naturalnej zmienności opadów i niestabilności politycznej. Tymczasem analizy zdjęć satelitarnych, prowadzone m.in. przez NASA, pokazują, że od połowy lat 80. znaczna część Sahelu stopniowo się zazielenia. To efekt zarówno zmian klimatycznych, jak i, częściowo, oddolnych działań rolników – od retencji wody po agroleśnictwo.

Być może największym problemem Wielkiego Zielonego Muru nie jest więc brak sadzonek ani pieniędzy. Równie istotne okazuje się pytanie, kto projektuje rozwiązania i kto opowiada historię Afryki.

„Władza musi znaleźć się w rękach miejscowej ludności, która jest na miejscu” – mówił Fatty w rozmowie z Pioneers Post.

W innym wywiadzie zwracał uwagę na jeszcze jeden wymiar tej zależności: „Zbyt często inni opowiadają nasze historie za nas. Rzadko mamy możliwość powiedzieć: »To właśnie tak chcemy o sobie opowiadać«. Zazwyczaj przyjeżdżają dziennikarze i przedstawiają rzeczywistość z własnej perspektywy”.

Być może właśnie tam kryje się największa lekcja płynąca z Wielkiego Zielonego Muru. Trwała odbudowa Sahelu zaczyna się nie wtedy, gdy pojawiają się kolejne miliardy dolarów, lecz wtedy, gdy mieszkańcy odzyskują sprawczość i sami decydują o przyszłości swojej ziemi.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x