Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czy Maksymilian Robespierre jest bohaterem lewicy?

28 lipca 1794 stracony został Maksymilian Robespierre. Kontrowersyjny już za życia dzisiaj pozostaje ikoną francuskiej lewicy walczącej z otaczającą go czarną legendą

Na środku kamienne popiersie Maksymiliana Robespierre, za nim rozmazane portrety Marii Antoniny i Ludwika XVI z przesuniętymi głowami
1
Walka

W maju 1791 roku rewolucyjne francuskie Zgromadzenie debatowało nad projektem nowego kodeksu karnego na miarę XVIII stulecia. Zadanie nie było łatwe – prawo należało zunifikować i pozbyć się z niego różnego rodzaju feudalnych rupieci, jak kary zależne od stanu czy otwarty katalog przestępstw. Teraz omawiano projekt niejakiego Le Peletiera, który przedstawił Zgromadzeniu skodyfikowane prawo materialne, Code Pénal, kodeks o nowoczesnej strukturze czyniący zadość postulatom Oświecenia. Jednym z punktów zapalnych debaty była jednak kwestia kary śmierci.

Sprzeciw wobec kary śmierci nie był pod koniec XVIII wieku czymś całkiem nowym. Do jej abolicji wzywał w latach 60. jeden z najsłynniejszych traktatów karnistycznych w historii Europy – O przestępstwach i karach – a w 1787 roku praktycznie eradykowal ją w postępowaniu zwyczajnym austriacki kodeks Józefa II. Dalej jednak dla wielu francuskich deputowanych, z których niektórzy pamiętali być może jeszcze rozrywanie końmi niedoszłego królobójcy w 1757 roku, całkowity brak kary głównej był nie do pomyślenia – stąd zrównująca skazanych dekapitacja (wcześniej będąca przywilejem szlachty, w przeciwieństwie do hańbiącego wieszania) utrzymała się w rewolucyjnym Code Pénal. W trakcie debat nad nim dało się jednak usłyszeć nieprzejednane mniejszościowe stanowisko pewnego deputowanego z Arras, Maksymiliana Robespierre, który karze śmierci się sprzeciwiał, przekonując, że jest to środek nie tylko niehumanitarny, ale też nieprzydatny w walce z pospolitą przestępczością. Dramatyczny rozwój wypadków w czasie wojennego stanu wyjątkowego lat 1793-1794 miał wystawić wiele wyznawanych przez Robespierre’a zasad na ciężką próbę.

Maksymilian Robespierre – od prowincjonalnego prawnika do lidera rewolucji

Robespierre urodził się w 1758 roku w Arras. Mało brakło, a byłby nieślubnym dzieckiem, jednak w piątym miesiącu ciąży jego rodzice pobrali się, co uratowało go przed losem społecznego pariasa. Ten stan rzeczy był przyczyną jego kompleksów, podobnie jak niegodne zachowanie ojca utracjusza, który zostawił rodzinę samą sobie. Jako dziecko Maksymilian był cichy, nieśmiały i poważny, stronił od zabaw i rówieśników preferując samotne czytanie dzieł Rousseau. Wykształcenie w paryskim collège Louis-le-Grand zapewnił mu Kościół – wbrew porewolucyjnym przekazom religia wpłynęła na niego znacząco, nawet jeżeli nie uważał się za katolika. Dość powiedzieć, że ateizm Maksymilian zwalczał do ostatniego dnia swojego życia po tym, jak na gilotynie zginęli jego najgłośniejsi orędownicy. Uważał, że jest to ideologia inherentnie arystokratyczna, a w chrześcijaństwie można odnaleźć podstawy dla politycznego programu społecznej sprawiedliwości.

Czytaj także „Cesarz antywoke” czy mit, który należy odkłamać? Francuskie spory wokół Napoleona Artur Troost

Robespierre nie był z natury porywającym mówcą, jak hrabia Mirabeau, nie miał w sobie nic z wielkiego trybuna, jakim był Danton. Zdecydowanie daleko było mu do barwnego krzykliwego radykała Marata. Był wiotkim, chorowitym mężczyzną o bladej cerze, miał poważną wadę wzroku i nawet jako jeden z liderów rewolucji nie pozbył się tików i manieryzmów charakterystycznych dla osoby, którą ciągle zjadają nerwy. Kiedy w 1781 wrócił ze szkoły do Arras, gotów był poświęcić się pracy prowincjonalnego prawnika. Bronił często biednych, wiedząc, że nie może liczyć na zapłatę, a także zaangażował się w znamienną dla swojej epoki sprawę lokalnego wynalazcy, który popadł w konflikt z innymi mieszkańcami, ponieważ zainstalował na dachu piorunochron. Wygrana w sprawie o naukę i postęp odbiła się echem w kraju, jednak ogólnie rzecz biorąc wyglądało na to, że Maksymilianowi pisane jest monotonne życie lokalnego urzędnika. Wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej – w 1789 został wybrany do Stanów Generalnych.

Robespierre u władzy. Skąd wziął się przydomek „Nieprzekupny”?

Jako polityk obecny w rewolucyjnych ciałach ustawodawczych od samego początku dał się poznać jako osoba o wyjątkowych standardach prowadzenia się. Był ostentacyjnie, wręcz performatywnie niezainteresowany pieniędzmi. Podczas gdy wielu rewolucyjnych polityków dorabiało się fortun, a Danton skupował majątki w Aube i defraudował setki tysięcy liwrów z funduszu Ministerstwa Sprawiedliwości, Maksymilian nie posiadał nawet swojego mieszkania. Do śmierci wynajmował pokój u małżeństwa Duplay, które darzyło go niezwykłym uznaniem. Z tego, co o nim wiemy, niespecjalnie interesował go również seks, a na towarzyskie skandale wokół innych polityków patrzył z zażenowaniem.

Z pewnością nagrodą, którą dla innych stanowiły pieniądze czy erotyczne przygody, dla niego był podziw i status rewolucyjnego świętego, który z dumą odda się na męczeństwo dla ludu – wizerunek ten nie był jedynie fasadą. W czasach rządów jakobinów polityczni przeciwnicy szukali kompromitującego skandalu z udziałem Maksymiliana, który mógłby być wykorzystany do zniszczenia go. Polityczna walka toczyła się wówczas na śmierć i życie, więc szukano bardzo intensywnie – nie znaleziono niczego. Musiano uciec się do szytej grubymi nićmi intrygi z udziałem osiemdziesięcioletniej samozwańczej mistyczki Katarzyny Théot, którą to intrygę łatwo obnażyć jako wyjątkowo niechlujnie sfabrykowaną.

W parlamentarnej karierze Maksymiliana Robespierre, którego już w jego czasach nazywano Nieprzekupnym, jest roczna przerwa, która wynika z tego, że pod koniec prac Konstytuanty wystąpił on z szokującym wnioskiem – chciał, aby obecni deputowani (w tym on sam) mieli zakaz reelekcji do nowego Zgromadzenia Ustawodawczego. Co jeszcze bardziej zadziwiające – wniosek został przyjęty. Jednak kolejne Zgromadzenie wytrzymało jedynie rok, zanim upadła monarchia i rozpisano wybory do Konwentu Narodowego, który miał okazać się jednym z najciekawszych ciał w historii europejskiego parlamentaryzmu. Robespierre był już wówczas bardzo popularny wśród ubogich, choć jego wizerunek różnił się znacząco od radykalnych sankiulockich liderów – był zawsze elegancki, nigdy nie zaczął nosić czapki frygijskiej ani długich spodni, preferując jedwabne pończochy, i pudrował włosy nawet wtedy, kiedy było to już niemodne i kojarzyło się raczej z modą ancien régime’u.

W 1792 roku zasiadł na lewicy w nowym parlamencie, który mierzyć się miał w przyszłości z bezprecedensowym kryzysem spowodowanym wojną domową oraz zagraniczną.

Robespierre przeciw wojnie. „Nikt nie kocha uzbrojonych misjonarzy”

Wojna zagraniczna była spadkiem po monarchii konstytucyjnej. Debaty na temat wypowiedzenia jej cesarzowi zarysowały nowy podział – tutaj również udzielający się w klubie jakobinów Robespierre znalazł się w mniejszości. Duża część sceny politycznej była wojną napastniczą zainteresowana – rewolucjoniści chcieli nieść wolność na bagnetach, a król i królowa mieli nadzieję, że rewolucyjna armia przegra, dzięki czemu uda się restaurować monarchię absolutną. Ludwik XVI nigdy nie zaakceptował roli ograniczającej się do suspensywnego weta wobec ustaw Legislatywy i od początku szedł z rewolucją na zwarcie, co skończyło się jego śmiercią. Kiedy wypowiedziano wojnę, Maria Antonina przekazała plany wojenne Francji rodzimym Austriakom i kolaborowała z nimi w tym samym czasie, kiedy książę Brunszwiku otwarcie groził paryżanom masakrą. W 1793 roku za tę oczywistą zdradę również miała odpowiedzieć głową.

Dostrzegając prędko, że wojna jest w rzeczywistości realizacją polityki dworu, Robespierre występował przeciwko niej z całą mocą swojej erudycji. W klubie jakobinów starł się ze swoim śmiertelnym wrogiem Brissotem (którego niedługo później usiłował wyeliminować w sposób, należy przyznać, niegodny męża stanu). Antywojenne przemówienie z tego okresu często wspominane jest przez współczesnych zwolenników Maksymiliana, gdyż zawiera wiele myśli do dziś aktualnych:

Czytaj także Kagarlicki: Wojny napoleońskie i początki nowej formuły państwa Borys Kagarlicki

„Najgorszy pomysł, jaki może się narodzić w głowie polityka to przekonanie, że wystarczy najechać zbrojnie inny kraj, aby jego mieszkańcy przyjęli prawa i konstytucję napastnika. Nikt nie kocha uzbrojonych misjonarzy i pierwszym odruchem natury jest walka z nimi jako z wrogami. (…) Kiedy lud [rzymski] domagał się praw przeciwko uzurpacjom Senatu i patrycjatu, Senat wypowiadał wojnę, dzięki czemu ludzie zapominali o swoich prawach i żądaniach, koncentrując się tylko na niej”.

Trudno przecenić to, jak wojna, przed którą Robespierre przestrzegał, wpłynęła na społeczne emocje w kolejnych latach rewolucji, przyczyniając się zarówno do masakr wrześniowych, których wspomnienie długo nawiedzało burżuazyjnych liderów, jak i ustanowionych aby podobne zdarzenia opanować państwowych represji. Wojna uczyniła rewolucję od 1792 roku dalece bardziej krwawą, a masowy pobór doprowadził do brutalnego powstania w departamencie Wandea, stłumionego później przez wojska generała Turreau. Na marginesie warto dodać, że jest to chyba jedyne chłopskie powstanie, jakim reakcyjna prawica wyraża jakiekolwiek zainteresowanie, zbywając tysiące mniejszych i większych krwawo tłumionych wystąpień czasów ancien regime’u, które przeanalizował historyk Jean Nicholas.

Jakobini i Robespierre. Reformy, które zmieniły Francję

W historiografii rewolucji zwykło się uznawać datę 4 sierpnia 1789 za symboliczne zniesienie obciążeń feudalnych i wkroczenie w nową epokę. W tym dniu liberalna szlachta rzucała się sobie w ramiona, poruszona doniosłością chwili. Nawet jeżeli sama stracić miała przywileje, było to poświęcenie, na które była gotowa.

Ten obrazek nie jest do końca prawdziwy – tego dnia zniesiono aspekty poddaństwa chłopów, które były w najlepszym wypadku drugorzędne. Poddaństwo osobiste prawie zaniknęło w XVI wieku, a stosunki senioralne opierały się na rzeczowych obciążeniach nieruchomości i wynikających z tego rentach. Wobec tego złożenie przez szlachtę i duchowieństwo na rewolucyjnym ołtarzu prawa do polowania czy dziesięciny nie było satysfakcjonujące dla chłopów, którzy ze zdumieniem odkryli, że „zniesienie systemu feudalnego” nie uwolniło ich od danin w naturze czy snopowych, czynszu ani opłat od sprzedaży czy dziedziczenia gruntu. Najważniejszy aspekt feudalnych stosunków pozostał w mocy, chociaż teoretycznie ustanowiono możliwość zniesienia obciążeń gruntowych za wykupem. Warunki tego wykupu ustalono tak, aby były praktycznie niemożliwe do spełnienia. Liberalna szlachta miała się z czego cieszyć, gdyż Konstytuanta zadbała o jej stanowy interes.

Ostateczny cios systemowi senioralnemu zadali dopiero jakobini w 1793 roku. Po insurekcji, która wyrzuciła z Konwencji żyrondystów, znieśli feudalne przywileje i czynsze bez odszkodowania, nakazując jednocześnie zniszczenie dokumentacji, która mogłaby posłużyć w przyszłości jako podstawa jakichkolwiek roszczeń wywłaszczonych panów. Niedługo później ogłosili konstytucję roku 1793, najbardziej demokratyczną ustawę XVIII-wiecznej Europy. Dokument ten przewidywał nie tylko prawa wyborcze dla wszystkich mężczyzn, ale także prawa socjalne, pełną wolność prasy i prawo do insurekcji. Konstytucja pozostawała w zgodzie z tym, o co w swojej karierze politycznej walczył Maksymilian Robespierre – był w końcu jej autorem. Od początku domagał się równych praw dla Żydów i nieślubnych dzieci oraz zniesienia cenzusu majątkowego. Był przeciwnikiem handlu niewolnikami i wraz z jakobinami zniósł niewolnictwo w koloniach francuskich w roku 1794. Kiedy w 1791 roku zwalczał roszczenia plantatorów w dyskusji nad nadaniem praw czarnym, usłyszał, że ruch taki może kosztować Francję jej kolonie. Jego odpowiedź brzmiała:

„[…] Naszym interesem jest zachować wolność i nie podważać jej fundamentów. Śmierć koloniom, jeżeli mamy utrzymywać je za taką cenę. Tak, jeżeli mamy stracić kolonie albo nasze szczęście, naszą chwałę, naszą wolność, powtarzam, śmierć koloniom!”

Francuski lewicowy polityk Antoine Lèaument stwierdził gorzko, że współcześnie we Francji większą sympatią darzy się nie tych, którzy ustanowili republikę i znieśli niewolnictwo, ale Napoleona, który republikę obalił, a niewolnictwo przywrócił, co być może stanowi dobry komentarz do moralnego stanu świata ery coraz bardziej antydemokratycznego neoliberalizmu.

W 1793 roku Robespierre wysunął w Konwencie postulat progresywnego opodatkowania, za co zbierał cięgi od żyrondystowskiej prasy (podobnie jak dzisiaj, straszono rychłym upadkiem biznesu). Redystrybucjonizm stanowił ważny fundament jego myśli politycznej. Powoływał się na myśl specyficznego francuskiego liberalnego egalitaryzmu, zgodnie z którym twierdził, że „pierwszym prawem społecznym jest to gwarantujące środki do życia wszystkim członkom społeczeństwa; wszystkie inne prawa są mu podporządkowane. […] Własność istnieje po to, aby to prawo gwarantować”. Był to liberalizm dowartościowujący drobnych producentów, odmawiający uznania, że jednostka jest egoistyczna i stawiający na umiarkowany interwencjonizm. „Dlaczego prawo nie zatrzymuje zabójczej ręki monopolisty, tak, jak tej pospolitego mordercy?” – to pytanie zadane przez Maksymiliana Zgromadzeniu do dziś często pozostaje bez odpowiedzi.

Czytaj także „Niech nam wybaczą ci ludzie”. O dylematach etycznych polskiego terroryzmu Przemysław Kmieciak

Pomimo tego, że wielu chętnie wciągało Maksymiliana ex post w szeregi komunistów, był on burżuazyjnym politykiem – nawet nie zwolennikiem prawa agrarnego, postulatu równego podziału gruntów dla rozbicia wielkiej własności. Miał też specyficzny, bardzo niekomunistyczny stosunek do ubóstwa – romantyzował je, wierząc, że biedny prosty lud jest zawsze dobry i nieskorumpowany.

Konstytucja 1793 roku nie weszła w życie, pozostając na zawsze jedynie pomnikiem myśli politycznej, punktem odniesienia dla pokoleń francuskich lewicowców. Dla niektórych jest to potwierdzenie, że demokratyczne wartości były dla jakobinów jedynie fasadą. Nie dowiemy się, jak potoczyłyby się losy ustawy zasadniczej, gdyby robespierryści nie zostali obaleni, jednak szybki rzut oka na sytuację polityczną Francji pozwala natychmiast zorientować się, dlaczego demokratyczny eksperyment był w roku 1793 niemożliwy do zrealizowania. Sytuacja była bowiem ze wszech miar niestabilna, francuska armia przegrywała na froncie, a w kraju wybuchło powstanie zwane rewoltą federalistyczną. Każdy, kto w takich warunkach proponowałby wejście w życie konstytucji jakobińskiej, musiałby być kontrrewolucyjnym sabotażystą.

Rewolta federalistyczna miała swoje źródła w konflikcie między stronnictwem żyrondystowskim a bardziej radykalną „Górą” Konwentu, w której zasiadał również Robespierre. Żyrondyści od jakiegoś już czasu nawoływali prowincję do buntu i usiłowali eliminować na różne sposoby jakobińskich liderów (na przykład wysyłając Marata przed Trybunał Rewolucyjny). Wyrzuceni z parlamentu przez ludową insurekcję, motywowaną porażkami na froncie i niedoborami, jakimi skutkowała ich liberalna polityka gospodarcza, dołączyli do powstania. Podejmując tę ryzykowną grę w wojnę domową wiedzieli, jak może się dla nich skończyć. Przegrali.

Jednak, co warto nadmienić, to nie Robespierre był osobą najbardziej żądną żyrondystowskiej krwi, a Billaud-Varenne. Można wręcz śmiało powiedzieć, że 67 uwięzionych żyrondystów, którzy nie zginęli wraz z liderami, zawdzięczało życie Maksymilianowi, który stawiał się za nimi trzykrotnie, kiedy egzekucji otwarcie domagali się dantoniści i hebertyści. Robespierre narażał się tym samym na groźne wówczas zarzuty o umiarkowanie, które padały pod jego adresem do samego końca – powtarzali je także późniejsi termidorianie, którzy dopiero po upadku robespierrystów przechrzcili się na największych przeciwników krwawych represji.

Cnota i terror

Robespierre był bez wątpienia politykiem bardzo bezwzględnym, w krytycznym momencie walk frakcyjnych nie cofnął się nawet przed wysłaniem na gilotynę swojego przyjaciela. Nie da się też zaprzeczyć jego osobistemu zaangażowaniu w ustanowienie prawa 22 Prairiala, które reorganizowało Trybunał Rewolucyjny, znosząc fundamentalne prawa procesowe i centralizując terror, który uważał za konieczny wobec niepokojów związanych z zagrażającą młodej republice wojną. Wydawało się, że minęły wieki, od kiedy w 1791 roku jako wzorowy uczeń francuskiego oświecenia występował przeciwko karze śmierci. Wbrew popularnemu przekonaniu nie był on jednak dyktatorem, ale jednym z dwunastu członków Komitetu Ocalenia Publicznego, rewolucyjnego organu wykonawczego. Okres jego urzędowania w KOP przypadał na stan wyjątkowy związany z wojną i na ten nieokreślony czas postanowiono dla ratowania Republiki zawiesić zasady będące jej fundamentem – w tym właśnie okresie w Paryżu królowała gilotyna.

Bezkompromisowa teoria Maksymiliana odnosząca się do stosowania przemocy politycznej wobec wrogów rewolucji budzi dzisiaj zakłopotanie także tych, którzy uważają go za swojego bohatera – Jean-Luc Melenchon, choć broni Nieprzekupnego z zapałem, przyznał, że skupia się na innych aspektach jego dziedzictwa, a niekończące się roztrząsanie przemówień o „cnocie bezsilnej bez terroru” uważa za anachronizm, umiejscawiając je w bardzo konkretnych, tragicznych okolicznościach politycznych. Nie ucieka jednak od stwierdzenia, że być może rzeczywiście jakobiński terror uratował wówczas kraj – myśl ta była zresztą całkowicie niekontrowersyjna dla pokoleń ortodoksyjnych francuskich historyków. Albert Mathiez pisał wręcz bezpardonowo w latach 20. XX wieku, że „byłoby zjawiskiem niemal bez precedensu, gdyby ludzie sprawujący władzę w kraju objętym wojną z wrogiem zewnętrznym i wojną domową nie uciekli się w celu przeciwdziałania kontaktom z nieprzyjacielem, spiskom i buntom, do sądów doraźnych, działających w trybie przyspieszonym” – słowa budzące w nas dziś grozę, jednak oddające panikę kryzysowego roku 1793, kiedy doniesienia o okrucieństwach wandejskich powstańców zdobywających republikańskie miasta i pokłosia porażek wojny zagranicznej wzmagały lęk przed zemstą monarchicznej reakcji, która – co wiemy od późniejszego ministra Ludwika XVIII – chętna była utopić cały przewrót we krwi, a nadto powrócić do skrajnie niesprawiedliwych stosunków z 1788 roku.

Faktem pozostaje, że ci, którzy wystąpili przeciwko Maksymilianowi 9 thermidora, w wygodny sposób zrzucili na niego odpowiedzialność za wszelkie ekscesy rządów jakobinów – także te, których sami się dopuszczali. Zbrodnie wojenne na prowincji popełniane przez wysłanników Konwentu, takich jak Fouché, Tallien czy Carrier, spotkały się z potępieniem Robespierre’a, który odwołał ich z misji. Wiedząc, że są blisko utraty głów, 27 lipca 1794 roku to oni dopadli go pierwsi. Przeciwko niemu stanął też ówczesny przewodniczący Konwentu, Collot d’Herbois, oskarżany o zbrodnie w Lyonie, który nie pozwolił Maksymilianowi bronić się z trybuny. Po upadku robespierrystów ostrze terroru zwróciło się przeciwko ich zwolennikom, a postać Maksymiliana owiana została czarną legendą, przez którą dziś niektórzy nazywają go nawet Stalinem z Artois. Skutkiem tego swoją ulicę w Paryżu może mieć Adolf Thiers, odpowiedzialny za egzekucje tysięcy komunardów w 1871 roku, ale nie Nieprzekupny.

Opowiadając historię rewolucji francuskiej 9 thermidora często przedstawia się jako jej szczęśliwe i sprawiedliwe zakończenie, wyczekiwane zwycięstwo frakcji dzisiaj pamiętanej jako „umiarkowana” (choć taka nie była), łatwej do przełknięcia dla współczesnych liberałów. Jednak znamienne jest to, co działo się dalej.

Czytaj także „Czarni Polacy” w środku jedynej udanej rewolucji antykolonialnej Paulina Januszewska rozmawia z Zbigniewem Marcinem Kowalewskim

Okres zwany czasem reakcją termidoriańską przyniósł zniesienie jakobińskiego dyryżyzmu. Realizując postulaty wielkiej burżuazji uwolniono handel i zniesiono ceny maksymalne – restrykcyjny środek zapewniający do tej pory, że lud stać na jedzenie. Klęska głodu przyszła prawie natychmiast. Pierwszy raz w trakcie całej rewolucji, brutalnego wydarzenia obfitującego w samosądy, wściekły i głodny tłum wpadł do Konwentu i zabił posła. Ofiary gilotyny liczy się skrupulatnie, jednak tych, którzy zmarli z głodu tamtego roku w całym kraju, nigdy nie policzono.

Na ulicach prędko dało się słyszeć tęsknotę za czasami Robespierre’a, a także – wobec ustabilizowania sytuacji na froncie– nawoływania do wprowadzenia wreszcie w życie demokratycznej konstytucji 1793 roku. Termidorianie jednak nie zamierzali wracać do jakobińskiego projektu – zamiast tego nową konstytucją ustanowili republikę opartą o posiadaczy wielkiej własności. W ogólnym rozrachunku rewolucja upodmiotowiła niższe warstwy społeczne i zaważyła na tym, że industrializacja we Francji nie była dla nich tak makabryczna i śmiercionośna, jak angielska. Reakcja termidoriańska zrobiła jednak wiele, aby pogorszyć ich pozycję i utorować drogę kolejnym despotom.

**

Książki, z których korzystałam:

After Robespierre, A. Mathiez

Robespierre. Virtue and terror, S. Žižek

Fatal Purity. Robespierre and the French Revolution, R. Scurr

In defence of the terror, S. Wachnick

Pogoda dla rewolucjonistów, P. Wielgosz

Rewolucja francuska, A. Mathiez

Jacobins! Les inventeurs de la République, A. Corbière

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x