Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Świat poszedł dalej. Nic nie działa. Wszystko za dużo kosztuje. Nikt nie potrafi pomóc

Czy pomstując na Wielkie Gównowacenie, popełniam jedynie mało oryginalny grzech nostalgii? W znalezieniu odpowiedzi na to pytanie pomagają powieści z serii Stephena Kinga „Mroczna wieża”.

Pisarz, krytyk nowych technologii
Collage of several adults' faces overlapping, suggesting a group of coworkers or friends in a montage.
Walka

Tak pisał Douglas Adams: „Wszystko, co istnieje na świecie, kiedy się rodzimy, jest dla nas normalne i zwyczajne i stanowi naturalny element sposobu, w jaki funkcjonuje świat. Wszystko, co zostało wynalezione między naszym piętnastym a trzydziestym piątym rokiem życia, jest nowe, ekscytujące i rewolucyjne, i prawdopodobnie można zbudować na tym karierę. Wszystko, co zostanie wynalezione po naszym trzydziestym piątym roku życia, jest niezgodne z naturalnym porządkiem rzeczy”.

Te słowa przypominają mi się zawsze wtedy, gdy otaczająca mnie technologia sprawia, że krew zaczyna się we mnie gotować. Czy pomstując na Wielkie Gównowacenie, popełniam jedynie mało oryginalny grzech nostalgii? („Nostalgia to toksyczny impuls” – J. Hodgman). W końcu przecież jestem stary.

Pisałem już o tym, że tęsknota konserwatystów za „prostszymi czasami” to w rzeczywistości pragnienie, by znów stać się dzieckiem. Czasy, na które przypada nasze dzieciństwo wydają się prostsze dlatego, że było się dzieckiem, i jeżeli rodzice dobrze się spisywali, chronili nas w dużej mierze przed złożonością ich dorosłości po to, byśmy my sami mogli cieszyć się dzieciństwem.

I w tym momencie na scenę wkracza ogólnokrajowa ankieta poziomu rozwścieczenia klientów, „National Customer Rage Survey”. Od dekady raz na trzy lata bada reprezentatywną próbę tysiąca konsumentów, kontynuując projekt badawczy zapoczątkowany w 1976 r. Ankieta sonduje stosunek respondentów do przedsiębiorstw, z którymi mają do czynienia. Na podstawie wyników z 2025 r. można śmiało powiedzieć, że klienci są porządnie wkurzeni.

Mamy coraz więcej problemów z produktami i usługami, z których korzystamy. Problemy są coraz poważniejsze, a to z kolei coraz bardziej nas złości, wywołując uporczywy stres. Coraz częściej próbujemy mścić się na wkurzających nas firmach.

Nie jestem więc w tym poczuciu osamotniony, ja, zrzędliwy zgred, przypominający krzyczącego na chmury kreskówkowego dziadka, Abe’a Simpsona. Świat naprawdę schodzi na psy i gównowacieje.

Co zostało spieprzone

Najnowsza ankieta badająca poziom furii wśród klientów zainspirowała Heather Timmons z The Guardian do stworzenia nowej serii artykułów śledczych, w której przygląda się temu wszystkiemu, co zostało spieprzone. Pierwsza odsłona była bardzo dobra i spotkała się z szerokim odzewem wśród czytelników.

Czytaj także Nie czekajcie na latające samochody. Postęp wygląda inaczej Tomasz S. Markiewka

Rozmawiałem niedawno z Timmons o jej projekcie. Przyznała, że zalewa ją morze e-maili od czytelników, którym wydaje się, że świat jest teraz jakiśinny, i że wielu z nich przywołuje moją pracę poświęconą gównowaceniu. Timmons spytała, co poradziłbym jej czytelnikom. Odparłem, że moim zdaniem problemu nie da się rozwiązać z poziomu pojedynczego konsumenta, ponieważ nie chodzi o problem rynkowy, tylko polityczny, a zakupy to nie polityka.

Timmons przesłała mi później jeden taki email. W potoczysty i sugestywny sposób opisywał panującą obecnie ciężką, zgnuśniałą atmosferę. Osoba, która go nadesłała przyznaje, że kiedy razem ze swoją drugą połówką zdarza im się natrafić na tego typu bagno, często przywołują powieści z serii Mroczna wieża Stephena Kinga, cytując wyświechtaną kwestię z tego cyklu: „Świat poszedł dalej.”

Tutaj słowo ostrzeżenia: za chwilę pojawią się w tekście spoilery z Mrocznej wieży, dlatego jeżeli ktoś ma zamiar właśnie zasiąść do lektury tego napisanego kilkadziesiąt lat temu (choć bardzo dobrego) cyklu, łączącego w sobie dystopijny western i science fiction, i nie chce zepsuć sobie niespodzianki, poznając elementy fabuły, być może nie powinien czytać do końca tego tekstu. Spoiler alert!

Mam nadzieję, że nie zniechęciłem wszystkich czytelników. Nie? To lecimy dalej.

W serii Mroczna wieża poruszamy się po upadłym świecie, w którym zewsząd otaczają nas zgliszcza i ruina. Zbutwiałe domy, zepsute maszyny, których nikt nie potrafi naprawić, dzieci i bydło rodzące się nagminnie ze śmiertelnymi wadami wrodzonymi. Świat w większości zmienił się w popękaną, jałową pustynię. Armia niszczycieli dowodzona przez demagoga Johna Farsona (który pozuje na „Dobrego Człowieka”) z niespiesznym uporem zdobywa ziemie, pustosząc ostatnie z utrzymujących się jeszcze bastionów cywilizacji i rekrutując młodych mężczyzn z podbitych terenów po to, by podnieśli rękę na swoich sąsiadów.

Ale nie zawsze tak było. Był czas, kiedy na świecie panowała nadzieja, cnoty i światło, kiedy maszyny działały, a żniwa przynosiły plony. Życie nie było usłane różami, nie obca była ludziom udręka i swary, ale życie było dobre.

I wtedy świat poszedł dalej.

Z nie do końca zrozumiałych przyczyn normalny cykl, w którym proces niszczenia ustępuje miejsca odnowie i na odwrót, stał się zjawiskiem jednokierunkowym i nieodwracalnym, i oto wszystko, co się rozpadło, złamało lub spłonęło nie dawało się już naprawić, zastąpić ani odzyskać. Straciliśmy naszą tajemniczą zdolność do zadawania kłamu drugiemu prawu termodynamiki, choć to absurd, który prawdopodobnie od zawsze należało traktować raczej jako pewną aberrację. Świat poszedł dalej.

Karmazynowy Król i jego opętani sługusi

Cykl Mroczna wieża to bardzo, bardzo, bardzo długi Bildungsroman, w którym co rusz pojawiają się dygresje, pozwalające czytelnikowi śledzić losy różnych postaci z całego ansamblu bohaterów i poznawać historie życia wielu spotykanych po drodze protagonistów. To przede wszystkim powieść przygodowa, jak to bywa w przypadku powieści drogi, jednak owo studium postaci i to, co wypływa przy okazji na powierzchnię na temat naszego i ich świata, wywołuje przytłaczające, wielowymiarowe, pełne niuansów poczucie straty i co gorsza, rozpaczy. Bo oto świat poszedł dalej i choć pomimo miłości, życzliwości i odwagi wielu ludzi na tym świecie, świata nie udało się uratować. Każdy beznadziejny dzień w życiu tych ludzi to zarazem najlepszy dzień reszty ich życia. Dalej jest już tylko gorzej.

Czytaj także Komu imponuje korporacyjna gównomowa? Cory Doctorow

Czytelnicy Timmons, którzy każdy kolejny przejaw deterioracji współczesnego życia, taki jak choćby godziny spędzane na linii obsługi klienta z powodu popełnianego przez dostawcę miesiąc w miesiąc błędu w rozliczeniu, witają słowami „świat poszedł dalej”, przywołują coś naprawdę przytłaczającego. Nie chodzi tu już tylko o poczucie rozkładu, to pieprzona apokalipsa.

Co prawda książki z cyklu Mroczna wieża prezentują całą serię ekscytujących przygód i przemyślane studium postaci, jednak to również powieść-zagadka. Raz po raz stajemy przed pytaniem: dlaczego świat poszedł dalej? Czy to przez Johna Farsona i jego armię? Czy przez Mężczyznę w Czerni, złego czarodzieja, którego bohater książki ściga, przemieszczając się w czasie i przestrzeni? Czy to może przez Karmazynowego Króla, siłę zła, której służy Mężczyzna w Czerni?

Cóż, i tak, i nie.

Gdzieś w połowie cyklu okazuje się, że Karmazynowy Król i jego źli sługusi dokonali oblężenia „promieni”, to jest rozległych, mistycznych linii, rozciągających się po całym wszechświecie, stanowiących źródło siły, która wypycha entropię, tworząc przestrzeń, w której da się coś naprawić, o coś dbać. Jak czytamy: „Wszystko służy promieniowi”. Promienie to siła, która organizuje wszechświat, odpowiedź na zagadkę, jak tak żałosne istoty jak my były w stanie tak długo odpierać bezwzględną entropię. Atakując promienie, czarne charaktery cyklu po prostu zdławiły tę siłę i tak oto świat poszedł dalej.

Po przeczytaniu wspomnianego e-maila, który przywołał Mroczną Wieżę, uderzyła mnie trafność tego porównania. Jak już wielokrotnie pisałem, od zawsze istnieli ugówniacze, którzy plądrowali nasze dane i pieniądze, traktując nas z jawną pogardą.

Promotional banner for the podcast 'JEST INBA' with Kai Puto on a pink背景 and sponsor logos, inviting listeners to tune in.

Tacy ugówniacze istnieli od zawsze, ale tamę ich zakusom stawiały zewnętrzne siły, które trzymały na wodzy ich niszczycielskie żądze. Trzymała ich w ryzach konkurencja, uregulowania prawne, poczucie sprawiedliwości i obowiązku wśród pracowników, a także ryzyko pojawienia się nowych produktów i usług, które mogłyby usunąć defekty umyślnie wprowadzone w ich produktach przez zgównowacenie.

Fundamentem, czyli ową Mroczną Wieżą, w której ogniskowały się wszystkie promienie, były organy i przepisy antymonopolowe, opierające się na przekonaniu, że nie można pozwolić żadnemu przedsiębiorstwu, ani „złemu” ani „dobremu”, na to, by rozrosło się na tyle, że nie da się go już kontrolować przez regulacje, a jego kierownictwo stanie się „autokratami handlu”.

Ci, którzy zaatakowali przepisy antymonopolowe, przypuścili później szturm na wszystkie formy mechanizmu kontroli i równowagi. To ci sami ludzie, którym zawdzięczamy „jednolitą władzę wykonawczą” i Projekt 2025, upadek rozliczalności, dzięki któremu najniegodziwsze jednostki dopuszczały się najpoważniejszych grzechów, jakie można sobie wyobrazić, a mimo to dorobiły się niebotycznych fortun. Owi burzyciele promieni domagali się królów. Mają to, czego chcieli.

Rządzący i rządzeni

Kolekcjonuję definicje „konserwatyzmu”. Jedna z moich ulubionych pochodzi z książki Corey’ego Robina, The Reactionary Mind. Robin zastanawia się, dlaczego mianem „konserwatyzmu” określamy tak wiele zasadniczo odmiennych, niemożliwych do pogodzenia ideologii: rozmaite etnonacjonalizmy, imperializm, finansjalizację, patriarchat, nacjonalizm chrześcijański, libertarianizm, białą supremację itd. Co wspólnego mają wszystkie te nurty myślowe?

Czytaj także Butelka wody to za mało. O harówce w upale Xavier Woliński

Robin odpowiada: u podstaw wszystkich tych skądinąd odmiennych poglądów leży przekonanie, że niektórzy rodzą się po to, by rządzić, a inni po to, by nimi rządzono. Kiedy ludzie niższej kategorii zostają dopuszczeni do władzy, przez swoją miernotę kreują wybrakowany system rządów, przez co wszyscy cierpimy. Najlepiej dla wszystkich byłoby, gdyby każdy znał swoje miejsce i zdawał się na tych, którzy są od niego wyżej postawieni w społeczeństwie.

To dlatego konserwatyści mają obsesję na punkcie działań afirmatywnych, DEI i wszelkich form antyrasizmu. Dla nich jakiekolwiek przejawy dyskryminacji, które można zaobserwować wokół nas, są całkowicie naturalne i odzwierciedlają wrodzone defekty cechujące tych na samym dnie porządku społecznego. To dlatego zawsze, kiedy spadnie samolot, statek towarowy zderzy się z mostem, kiedy dochodzi do spektakularnego bankructwa jakiejś firmy, konserwatyści na wyścigi dążą do ujawnienia rasy, płci, wyznania i orientacji seksualnej kapitana/kapitanki, pilota/pilotki czy prezesa/prezeski.

Jeżeli osoba nadzorująca katastrofę ma tożsamość choćby w śladowym stopniu zbliżoną do marginalizowanej, trąbi się o tym na prawo i lewo dla potwierdzenia, że „pracownicy zatrudniani według klucza różnorodności”, awansowani na wyrost, powyżej własnych umiejętności, rujnują nasze społeczeństwo i zawalają nasze mosty. Naturalnie, jeżeli osoba odpowiedzialna to zamożny, dobrze urodzony, heteroseksualny biały facet, to dowód na to, że wypadki chodzą po ludziach – i na pewno nie świadczy o tym, że biali heteroseksualni kolesie jako klasa powinni zostać odsunięci od władzy.

Cnota według konserwatystów to „wszystko, czego zapragną ci, którzy urodzili się, by rządzić”. Stąd definicja Franka Wilhoita, zgodnie z którą konserwatyzm „składa się dokładnie z jednej tezy, mianowicie: muszą istnieć grupy wewnętrzne, które prawo chroni, ale nie wiąże, oraz grupy zewnętrzne, które prawo wiąże, ale nie chroni”. Skoro prezydent tak postępuje, to nie przestępstwo. To także nie przestępstwo, skoro postępuje tak mój szef albo monopolista, albo ICE. To nie przestępstwo, jeżeli postępuje tak IDF albo klasa Epsteina. „Podatki są dla maluczkich”.

Atak na przepisy antymonopolowe stanowił jeden z elementów ataku na praworządność, czyli kampanii, która miała przywrócić wszystkich na właściwe miejsce. To jedna z prób ustanowienia nowej dziedzicznej arystokracji, a jak na każdą dziedziczną arystokrację przystało, nie może się ona obejść bez chłopów pańszczyźnianych (czyli nas).

Baasskap, czyli rządy bossów

Ideologia ekonomizmu, zgodnie z którą społeczeństwem można rządzić jedynie wykorzystując mechanizmy rynkowe, w praktyce sprowadza się do tego, że „silni robią to, co robić mogą, a słabi znoszą to, co znosić muszą.” Wtrącając się w fuzje czy praktyki obowiązujące na rynku pracy albo działalność komercyjną „zakłócamy rynek”, co jest dosłownie działaniem wbrew naturze.

To dlatego Trump zlikwidował urzędy ochrony konsumentów, urzędy antymonopolowe, urzędy ochrony praw pracowniczych i urzędy ochrony środowiska. Nie jest przestępstwem, jeżeli to osoba u władzy okpi system, bez względu na to, ile osób okradnie, okaleczy czy zabije. Sam Trump wyjaśnił nam ze sceny podczas debaty w 2016 r., że takie oszustwa „dowodzą, że jestem bystry”.

To dlatego Elonowi Muskowi (niemalże) udało się zmusić wszystkich oszczędzających na emeryturę w Ameryce do tego, by ratowali jego biznes AI, który okazał się pochłaniającą pieniądze studnią bez dna, i jego nieudane przejęcie mediów społecznościowych: w końcu zasady, które chronią zwykłych inwestorów są przecież „dla maluczkich”. Jednak Musk popełnił jeden błąd: próbował zostawić na lodzie również bandę miliarderów. A w naszym społeczeństwie nie ma zgody tylko na jedną formę przemocy systemowej, a mianowicie na przemoc bilionerów wobec miliarderów.

Czytaj także Będzie wam gorzej. Postęp w służbie bogaczy Tomasz S. Markiewka

Świat poszedł dalej. 50 lat rządów neoliberalnych osłabiło i przerwało promienie: praworządność, prawa konsumentów i pracowników, prawa obywatelskie, które emanowały z naszej Mrocznej Wieży – prawa antymonopolowego, dzięki któremu „autokraci handlu” nie mieli szans zaistnieć. Ludzie, którzy zaatakowali te promienie, kierowali się tą samą motywacją co Karmazynowy Król, John Farson i Mężczyzna w Czerni: byli gotowi zapłacić każdą cenę za świat, w którym dla takich jak oni nie będzie żadnych konsekwencji. Wiedzieli, że urodzili się, by rządzić, że reguły stworzono „dla maluczkich”, a łamanie tych reguł oznacza, „że są bystrzy”.

Chcieli „rządów bossów”. Czy też, zgodnie z oryginałem w języku afrykanerskim, „baasskap,” co oznacza „dominację społeczno-polityczno-gospodarczą mniejszościowej białej populacji w RPA”.

Nie dziwi zatem, że baasskap stał się fundamentem Muskizmu, ideologii, której uosobieniem jest Elon Musk, nawet jeżeli on sam nie jest w stanie jej wyartykułować.

Nieżyjący już David Graeber opisał w swojej książce Utopia regulaminów, jak neoliberalna deregulacja doprowadziła do powstania dokładnie takiego państwa, jakim straszono nas, gdyby nastał komunizm. Dzięki monopolom wszystkie sklepy były takie same i sprzedawały takie same towary. Dzięki zniesieniu ochrony pracowników i związków zawodowych nikomu nie wystarczało pieniędzy na życie. Dzięki bezkarności elit rządziły nami potwory, dopuszczające się na naszych oczach przestępstw, za sprawą których coraz lepiej prosperowały. Dzięki niekontrolowanej chciwości wykrwawialiśmy się na system ochrony zdrowia, jednak w godzinie potrzeby odmawiano nam leczenia. Wraz z likwidacją państwa opiekuńczego coraz więcej z nas musiało czekać w niekończących się kolejkach, by wypełniać absurdalnie długie formularze w trzech egzemplarzach. Dzięki charakterystycznej dla tego strasznego systemu niestabilności, coraz więcej z nas kończyło w więzieniu, a protestowanie stawało się coraz bardziej nielegalne.

Czytaj także Dlaczego nie sprzeciwiamy się rozkwitowi bezsensownego zatrudnienia? David Graeber

Kafka jako usługa

Graeber zauważa, że wraz z rozwojem sieci z urzekającą łatwością ludzie mający władzę zaczęli nas przymuszać do wypełniania formularzy. Analogowe biurokracje, nakładając na nas koszty papierologii, nakładają je również na siebie, ponieważ przetwarzanie i prowadzenie ewidencji tych formularzy wymaga nie lada wysiłku, nawet jeżeli samo ich wypełnienie wymaga jeszcze większego wysiłku od nas.

Ta asymetria jest jeszcze bardziej widoczna w przypadku papierologii wirtualnej. Oczywiście stworzenie formularza online wymaga trochę pracy administratorskiej, trzeba napisać skrypty, które będą przetwarzać wyniki tego formularza, ale wystarczy zrobić to tylko raz. Autor formularza, wykonawszy minimalną pracę administracyjną, i tak może obarczyć całą resztę z nas ogromnym, powtarzalnym ciężarem biurokratycznym.

AI tylko pogorszyła sytuację. A wraz z nadejściem vibe codingu każdy sam, z pomocą promptów, może stworzyć sobie formularz i powiązany z nim wewnętrzny system przetwarzania i analityki, co przynosi ze sobą poważne moralne ryzyko. To, co można było dawniej osiągnąć, uzupełniając jeden krótki formularz, teraz wymaga dziesięciu obszernych formularzy, sporządzonych w ramach jednej organizacji przez różne osoby, przy czym każdy z tych formularzy zapytuje o różne wersje tych samych informacji. Wraz z AI zdemokratyzowaliśmy biurokrację. Oto KaaS, czyli Kafka jako usługa.

Czytaj także Palantir: nie próbujcie powstrzymać końca świata Magdalena Bazylewicz

Co więcej, mając do czynienia z monopolem, człowiek nie ma wyjścia – musi wypełniać wszystko, co mu każą. A kiedy wewnętrzne skrypty zaprogramowane z pomocą vibe codingu dadzą ciała i zgubią albo błędnie zinterpretują nasze dane, nie pozostaje nic innego, jak zacisnąć zęby i odczekać swoje w niekończącej się kolejce na telefonie (wariant lepszy) albo dać się przerzucić na bota z obsługi klienta (wariant gorszy).

Oczywiście spokojnie da się stworzyć formularze internetowe, które są przemyślane, szybkie i szanują nasz czas, a także są właściwe przetwarzane. Problem polega na tym, że wdrożenie takich formularzy wymagałoby od ich autora wykonania pewnej intensywnej, umiarkowanie kosztownej pracy (jednorazowo), natomiast pominięcie tego kroku oznacza jedynie, że to my wszyscy musimy wykonywać intensywną czasochłonną pracę (w koło Macieju).

I tak oto znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy na rządowych formularzach musimy wpisywać każdą podróż do USA od urodzenia, z uwzględnieniem numerów każdego lotu, a jeżeli potrzebna nam w tym pomoc, możemy jedynie porozmawiać z chatbotem, który niezależnie od zadanego mu pytania prześle nam emaila z przestarzałym PDF-em.

I tak właśnie kończymy w gigantycznych kolejkach do obsługi klienta, długich kolejkach do kasy i przy pustym okienku na lotnisku, gdzie nie ma nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na nasze pytania, kiedy odwołano nasz lot. Niedobór personelu to pewna forma zgównowacenia, w której bardziej od kupujących liczą się właściciele, a konsekwencje zostają przerzucone z właścicieli na pracowników.

Tak właśnie kończymy z zepsutymi urządzeniami, których nikt nie umie naprawić. Zwalnianie pracowników i zastępowanie ich chatbotami lub pracownikami zewnętrznymi oznacza, że obracamy w perzynę ich praktyczną znajomość procesów, tracąc cenną nieuporządkowaną i nieudokumentowaną wiedzę, dzięki której wszystko działa.

Tak właśnie producenci naszych ukochanych towarów nagle postanawiają je skiepścić: skoro jedynym następstwem chałowatych produktów są niezadowoleni klienci, którzy nie mają nikogo, do kogo mogliby się zwrócić i wyładować swoją złość z wyjątkiem pracowników nie mających żadnych praw pracowniczych, których nie stać na to, by odejść z pracy, cóż zabroni nam wycisnąć każdą firmę jak cytrynę w najlepszym mafijnym stylu?

Świat poszedł dalej. Nic nie działa. Wszystko za dużo kosztuje. Nikt nie potrafi pomóc. Nikt nie umie niczego naprawić. Karmazynowy Król i jego opętani ekonomizmem sługusi zepsuli promienie. Mrocza Wieża grozi zawaleniem.

Przywrócić promienie, odeprzeć entropię

Jaką radę konsumencką mogę dać tym, których to oburza? Obawiam się, że nie mam żadnej rady konsumenckiej. Nie da się uwolnić od monopolu przez zakupy. I znów powtórzę, robienie zakupów to nie polityka.

Mam jednak radę natury politycznej. Żeby przywrócić promienie i odeprzeć ponownie entropię, potrzebny nam jest lepszy system, a nie bardziej szlachetne jednostki. Jeżeli ktoś, tak jak ja, ma poczucie, że „świat poszedł dalej”, aby go odzyskać, powinien dołączyć do jakiejś zorganizowanej zbiorowości. Wspierać grupy aktywistów, takie jaki Electronic Frontier Foundation, grupę działającą na rzecz praw cyfrowych, do której należę od 25 lat.

Zapisz się do związków. Jeżeli gdzieś nie ma związków zawodowych, załóż je. W branży tech możesz porozmawiać z techsolidarity.org i techworkerscoalition.org. W Wielkiej Brytanii skontaktuj się z United Tech i Allied Workers.

Czytaj także Uberyzacja. Elastyczność albo prawa pracownicze – to fałszywa alternatywa Katarzyna Duda

Trzeba zaangażować się w politykę partyjną. Znaleźć partię polityczną, której komórka lokalna wpisuje się w nasze wartości (nawet jeżeli na poziomie ogólnokrajowym dana partia jest do niczego), a następnie zacząć działać z innymi lokalnymi aktywistami, żeby pociągnąć za sobą albo zastąpić liderów ugrupowania. Warto też zaangażować się w politykę samorządową: jeżeli Moms For Liberty czegokolwiek nas nauczyły, to tego, że owe niepozorne, wydawałoby się nieistotne oddziały lokalne mają ogromny potencjał, by zmieniać fakty w terenie, w naszym własnym otoczeniu. Takie zmiany nie muszą być zmianami na gorsze.

Polityka to orka. W końcu piekło to inni ludzie. Fajnie byłoby, gdyby do zmiany wystarczyło zmienić samych siebie, ale tak to nie działa. Świat poszedł dalej i to Ty możesz go uratować. Wspólnie możemy przywrócić promienie i odeprzeć entropię. Piekło to inni ludzie, ale tylko dlatego, że inni są świetni, lecz bardzo trudno jest znaleźć dobry sposób na wspólne działanie. Ale damy radę. Udało nam się wraz z wprowadzeniem powojennego ładu, podczas tych 30 wspaniałych lat, kiedy budowaliśmy państwo opiekuńcze, regulowaliśmy tych, co zanieczyszczali, poskramialiśmy bossów i rozkręcaliśmy ruch na rzecz praw człowieka. Już raz daliśmy radę, teraz też nam się uda. Musi się udać. Wszystko służy Promieniowi.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x