Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Tegoroczny mundial to obsceniczny spektakl. Tak obrzydliwie jeszcze nie było

Pragnienie, by nie mieszać polityki do sportu, jest całkowicie odrealnione: niewiele jest zjawisk bardziej politycznych. Mistrzostwa świata w Meksyku, Kanadzie i USA pod rządami Trumpa – większe, pierwsze, jedyne w swoim rodzaju – dobitnie to pokazują.

Three men in dark suits celebrate in a room with gold drapes and flags; one holds a large gold trophy while another gestures enthusiastically.
1
Serce

2

Obserwowanie dziennikarzy opowiadających o piłce nożnej staje się coraz bardziej perwersyjnym zajęciem, jeśli tylko dostrzega się, w jakiej fikcji i wyparciu przyszło im funkcjonować. Na co dzień zmuszeni są do ignorowania faktu, że większość żyje tak naprawdę nie z uprawiania dziennikarstwa, a ze sprzedaży zakładów bukmacherskich. Gdyby te nie istniały, albo chociaż nie w takim natężeniu, pewnie jakoś połowa – szacuję ostrożnie – futbolowych ekspertów byłaby zobligowana do tzw. uczciwej pracy.

Dziennikarze piłkarscy mają jednak to szczęście, że ich widzowie także są całkiem nieźli w wypieraniu. Im z kolei udaje się zamknąć oczy na szkodliwość bukmacherskiego procederu i upierać się, że hazard to zwyczajna rozrywka, że to trzeba z głową, że jak ktoś traci majątek, to jego wina i mówi się trudno. A poza tym jeśli nikt nie łamie prawa, to wszystko jest w porządku.

Podobnym poziomem wyparcia charakteryzuje się kurczowe trzymanie się (zarówno przez kibiców, jak i dziennikarzy) często artykułowanego pragnienia: nie mieszajmy polityki do sportu. Co oczywiście jest pragnieniem o tyle odrealnionym i naiwnym, że niewiele jest zjawisk bardziej politycznych od sportu.

Nie ma nic bardziej politycznego od zjawisk masowo uznawanych za niepolityczne. To jak z kapitalizmem, który jego apologetom wydaje się tak naturalny, że aż przezroczysty, a tym samym wolny od ideologii. Albo z wodą, która dla ryb jest tak naturalna, że nie znają nic poza nią i przez to nie wiedzą, czym jest sama woda.

Dekada turniejowego wstydu

Kiedy jeden z najważniejszych towarów eksportowych polskiej piłki, sędzia Szymon Marciniak, postanowił brylować na evencie Sławomira Mentzena, omal nie stracił przez to możliwości sędziowania finału Ligi Mistrzów. Nasi hazardowi liderzy opinii darli wtedy szaty i wieszali psy na organizacji „Nigdy więcej”, że miała czelność złożyć na niego donos do UEFA, że chłop się buja z faszystami. Przeklęte lewactwo znów próbowało odebrać nam wolność i zatruć nasz ukochany sport tą obrzydliwą polityką!

Czytaj także Trumpizacja Mundialu postępuje Piotr Wójcik

Przemysław Langier (wtedy Goal.pl, dziś Interia) przekonywał nawet, że Mentzen na pewno nie ma osobiście takich poglądów, a jest po prostu cynicznie grającym na nastrojach społecznych politykiem. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

Najzabawniej jednak robi się, kiedy trzeba oddzielać sport od polityki przy okazji mistrzostw świata organizowanych przez FIFA akurat w jakimś mało demokratycznym kraju, jak Rosja, Katar, czy Stany Zjednoczone.

Trzeba sobie powiedzieć jasno: kiedy odbywały się piłkarskie mistrzostwa świata w Rosji, to w zasadzie cały tzw. Zachód świetnie potrafił wypierać stan rosyjskiej demokracji i przestrzeganie praw człowieka. Ludzie masowo przejrzeli na oczy z dnia na dzień 24 lutego 2022 roku, choć przecież ustrojowo i strukturalnie nic się tego dnia w Rosji nie zmieniło.

Dużo trudniej było ignorować politykę cztery lata później w Katarze. Na początku turnieju tu i ówdzie zdarzyło się komuś napomknąć albo puścić tekst na jakimś portalu, że warto pamiętać, iż zbudowane specjalnie na mundial katarskie stadiony powstały wyjątkowo szybko dzięki zastosowaniu innowacyjnej metody zwanej niewolnictwem. Oraz że dla szybkości ich budowy należało poświęcić procedury bezpieczeństwa i przy okazji paru tychże niewolników, którzy zwyczajnie umierali tam na placach budowy.

Kto ustala zasady

Bardzo szybko jednak te refleksje utonęły w atmosferze piłkarskiego święta. Bardzo nam przykro, że ktoś umarł z głodu i wycieńczenia, ale teraz oglądamy meczyk, sorki. Na szczęście na bandach reklamowych wokół boiska logo McDonalda i Coca-Coli co jakiś czas przeplatane jest jakimś hipisowskim hasełkiem ze spotów FIFA, typu „nie dla rasizmu” albo „złapmy się za ręce i pokonajmy zło”.

Czytaj także Meksyk 1971: Mundial, którego nie było Wojtek Żubr Boliński

W celebrowaniu piłki nożnej nie przeszkodziły nawet tak nietypowe okoliczności, jak to, że aby katarscy szejkowie mogli mieć własny mundial, to FIFA zdecydowała się po raz pierwszy w historii zrobić go zimą, bo latem byłoby tam zwyczajnie za gorąco. Albo to, że na parę dni przed samym turniejem Katarczycy zapowiedzieli, że wbrew umowom sponsorskim nie będzie handlu piwkiem na stadionie podczas meczu. I o ile sam brak alkoholu gdziekolwiek osobiście uznaję zawsze za coś pozytywnego, tak tutaj mamy do czynienia przede wszystkim z pokazaniem, kto tak naprawdę ustala reguły. I żadna FIFA nie mogła nic z tym zrobić, chociaż to przecież oficjalnie ona organizuje turniej.

Najśmieszniej było jednak wtedy, kiedy pojawiał się perfomatywny sprzeciw. W homofobicznym Katarze reprezentacja Niemiec została zmuszona do rezygnacji z tęczowej opaski kapitana. Na szczęście niemieccy piłkarze pamiętali o wartościach i… nie, nie zrezygnowali z gry, ale pozując do fotki przed pierwszym meczem, zakryli sobie usta. Świat uratowany. Swoją drogą dwa lata później kapitan kadry Joshua Kimmich przyznał, że żałuje tego „protestu”, a goście powinni się stosować do warunków gospodarzy.

Żeby nie wieszać psów na dziennikarzach wyłącznie piłkarskich, to niech dostanie się też Monice Olejnik. Bo śmieszniejsza od reprezentacji Niemiec zakrywającej sobie usta była tylko ona w trio z Krzysztofem Śmiszkiem i Barbarą Nowacką, kiedy to „Kropkę nad i” zaczęli od powtórzenia tego „protestu” – i tak sobie siedzieli chwilkę, każde z dłonią na buzi. Katarskiej rodzinie królewskiej podobno poszło w pięty.

Czym się różni mundial Trumpa

W jakiś perwersyjny sposób nie mogę się już doczekać prób trzymania polityki z daleka od amerykańskiego mundialu, który właśnie się rozpoczął. Są to mistrzostwa świata prawdziwie amerykańskie, bo największe w historii. Turniej pełen przepychu i megalomanii, ale nie może być inaczej, skoro odbywa się on w Ameryce Donalda Trumpa, pierwszego – wciąż jedynego, i oby tak zostało – laureata Pokojowej Nagrody FIFA.

Po raz pierwszy oglądamy mundial w nowej formule: 48 reprezentacji zamiast dotychczasowych 32, co przekłada się na 104 mecze zamiast 64. Cztery lata temu katarski turniej rozgrywał się na 8 stadionach położonych dość blisko siebie. Teraz mamy 16 aren, rozrzuconych od Meksyku po Kanadę.

Czytaj także Jak mężczyźni zabrali kobietom piłkę nożną Wojtek Żubr Boliński

Według oficjalnych danych FIFA podczas mistrzostw w Katarze wyemitowano do atmosfery 3,8 mln ton gazów cieplarnianych. Według Scientists for Global Responsibility taka „mundialowa emisja” wynosi średnio 4,7 mln ton na turniej. Z kolei według zeszłorocznego raportu FIFA’s Climate Blind Spot amerykańskie mistrzostwa, dzięki swojemu rozmiarowi i gargantuicznym odległościom między stadionami, wyemitują ponad 9 mln ton gazdów cieplarnianych, w tym za 7,72 mln ton odpowiedzialne będą same tylko podróże lotnicze.

Jest to o tyle ironiczne, że same mecze tego właśnie mundialu będą narażone na oddziaływanie skutków globalnego ocieplenia. Część stadionów położona jest w miejscach narażonych na fale upałów, część – na powodzie. Przewidywane temperatury są tak wysokie, że po raz pierwszy w historii przerwa na nawadnianie w połowie połowy meczu nie będzie dopuszczalna w zależności od warunków, a obligatoryjnie wymagana przez przepisy.

To, że upały dadzą się we znaki zawodnikom, wiemy od co najmniej roku. Wówczas w USA odbyły się klubowe mistrzostwa świata w piłce nożnej. Turniej o wiele mniej prestiżowy od zwykłego mundialu, traktowany przez większość ekip z Europy jak mecze towarzyskie, jednak stanowiący próbę generalną przed tegorocznymi zawodami.

Nie łudzę się, że w 2026 roku możliwe jest jeszcze masowe poruszenie ludzi w temacie zmian klimatu. Po prostu jako ludzkość postanowiliśmy to zignorować, można i tak. Gdyby jednak spojrzeć na to z kosmicznego dystansu, to przeprowadzamy właśnie najgłupszą możliwą zagładę własnego środowiska, jaką mogliby sobie wyobrazić najwięksi fantaści.

Mistrzostwa świata i problemy graniczne

Jeśli podpalanie planety przy okazji gigantycznych sportowych igrzysk sponsorowanych przez Saudi Aramco wydaje się komuś niepolityczne, to może reglamentowanie wody w opisanych powyżej upalnych warunkach otworzy komuś oczy? Jeszcze kilka dni temu FIFA zakazywała wnoszenia własnej wody na teren stadionów, przy czym butelka wody do Coca-Coli na katarskim mundialu kosztowała 6 dolarów. Gdy o sprawie zrobiło się głośno po opisaniu jej w The Athletic, z zakazu się wycofano.

Tyle, że kiedy Heimo Schirgi, COO turnieju, ogłaszał tę zmianę w video wrzuconym na społecznościowe profile FIFA, wymienił z nazwy Kanadę i USA. Wygląda więc na to, że w trzecim z krajów-gospodarzy, Meksyku, zakaz wnoszenia wody nadal ma funkcjonować, co zapewne również nie ma nic wspólnego z polityką.

Podobnie zresztą jak całkowicie niepolityczne są problemy z samym dostaniem się na turniej – i bynajmniej nie mówię tutaj o wygrywaniu eliminacji, a przechodzeniu kontroli na amerykańskich lotniskach.

Fakt, że na mistrzostwach zagra kraj będący w stanie wojny z gospodarzem, to kolejna pierwsza historii rzecz, jaką można temu mundialowi zapisać. Iran nie dość, że bierze udział, to jeszcze wszystkie swoje mecze w grupie rozgrywa w USA. I choć Irańczycy mieli mieć bazę w Arizonie, to Departament Stanu uznał, że to naruszanie zasad bezpieczeństwa, a piłkarze mogą nadużywać procedur i stwarzać zagrożenie terrorystyczne.

W efekcie irańska kadra i cały sztab stacjonują w Meksyku, a na teren USA mogą wjeżdżać dopiero w dniu meczu i opuszczać kraj zaraz po końcowym gwizdku. Oczywiście stwarza to ogromne wyzwanie logistyczne, nie mówiąc o wpływie na formę zawodników. Dodajmy, że wszyscy członkowie irańskiej ekipy otrzymali stosowne wizy sportowe.

Wszystko w porządku było również z wizą Omara Abdulkadira Artana, piłkarskiego sędziego roku 2025 w Afryce. Miał on być pierwszym w historii piłkarskich mistrzostw świata arbitrem z Somalii. Ale nie będzie, bo został zawrócony na lotnisku w Miami. Dlaczego? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że Somalia znajduje się na liście 39 krajów z zakazem wjazdu do USA. Lista została mocno poszerzona kilka miesięcy temu i znajdują się na niej głównie kraje afrykańskie i muzułmańskie. Przy okazji zabójstw amerykańskich obywateli – Renee Good i Alexa Prettiego – w Minneapolis przez amerykańskie służby, media sprzyjające amerykańskiej władzy (jak Joanna Pinkwart w Kanale Zero) wymieniają migrantów właśnie z Somalii jako zarzewie całego zła, jakie wydarzyło się na tamtejszych ulicach.

Przypadek? Pewnie tak. Na pewno nie ma to nic wspólnego z polityką.

Czytaj także Nienawiść do futbolu, pogarda dla ludzi Piotr Nowak

Problemy na amerykańskich lotniskach mieli też reprezentanci Senegalu, Uzbekistanu, Maroka i Iraku. Kapitan tych ostatnich, Aymen Hussein, został zatrzymany przez służby na kilkugodzinne przesłuchanie, podczas którego badano zawartość jego telefonu. Dziesięć godzin trwało z kolei przesłuchanie zatrzymanego oficjalnego fotografa reprezentacji Iraku, który ostatecznie został deportowany.

Do ostatniej kropli

Nie można też przy okazji nie wspomnieć o cenach biletów, które biją absolutne rekordy i w stosunku do mistrzostw w Katarze wzrastają nawet kilkukrotnie. Prowadzi to do sytuacji, w której wielu kibiców przyjeżdża na turniej już nie z zamiarem wejścia na stadion, a po to, by poczuć mundialowy klimat w knajpie lub strefie kibica. Trener Szkotów przestrzegał wręcz kibiców przed nieodpowiedzialnymi decyzjami, mówiąc publicznie, że jeśli miłość do kadry okaże się zbyt kosztowna i na szali będzie dobro najbliższych, żeby wybrać jednak tych drugich.

Wszystko m.in. dlatego, że FIFA po raz pierwszy w historii sprzedając bilety, stosuje mechanizm cen dynamicznych, zależnych od zainteresowania w danym momencie. Do tego tym razem to właśnie światowa federacja kontroluje obieg wtórny, eliminując „koników” i to właśnie tam padają największe rekordy.

Na amerykańskiej ziemi FIFA postanowiła zachować się prawdziwie po amerykańsku i zmaksymalizować zyski. Zresztą, nie oszukujmy się – zmiana formuły turnieju i powiększenie go też bierze się właśnie stąd. Gianni Infantino chce sprzedać ludziom jeszcze więcej piłki nożnej za jeszcze większe pieniądze, zarabiając nawet na sprzedaży wody.

Po co tyle pieniędzy organizacji non profit, jaką jest FIFA? Nie jest żadną tajemnicą, że prezesi FIFA polegają na głosach prezesów krajowych federacji i aby zapewnić sobie reelekcję, należy zapewnić im dobrobyt. Dokładnie tak funkcjonował Sepp Blatter, dokładnie tak funkcjonuje Gianni Infantino.

A skoro już sypiemy nazwiskami, to do wspomnienia został jeszcze On — laureat Pokojowej Nagrody FIFA, JE Donald Trump. Kiedy w zeszłym roku zawodnicy Chelsea Londyn świętowali zwycięstwo w klubowych mistrzostwach świata, wręczający im puchar Trump został razem z nimi na podium i było to co najmniej niezręczne. W zeszłym roku podczas jednego z okołopiłkarskich występów w towarzystwie Infantino opowiadał, że jest wspaniałym sportowcem i świetnie wygląda w szortach.

Te 38 dni to będzie okazja do pompowania ego najstarszego dziesięciolatka świata, akurat rządzącego Stanami Zjednoczonymi. I już jestem ciekaw, jakie sposoby na to wymyśli on sam – i jakie sposoby na to wymyśli FIFA.

Za puentę mogłoby posłużyć to, że amerykański mundial będzie dla Trumpa również okazją do odwracania uwagi od Gazy, Iranu, Libanu i podpalającego Bliski Wschód Izraela, czy tego, że nazwisko prezydenta zbyt często pojawia się w dokumentach związanych z jednym martwym pedofilem. Ale nie miejmy złudzeń – do tego akurat sport nie jest specjalnie potrzebny. O Epsteinie nikt już nie wspomina, Iran też da się przeczekać. Wszystko to roztopi się informacyjnym szumie.

Czytaj także Piotr Nowak widzi chłopców ganiających za piłką, nie widzi futbolizmu Kinga Dunin

Rozpoczęte właśnie mistrzostwa świata są tak obsceniczne, tak jawnie upolitycznione, tak perwersyjne, tak obrzydliwe, amoralne, wstrętne, obleśne, nikczemne, obelżywe, gorszące, bezwstydne, rasistowskie, niestosowne, niesmaczne, upadłe i wulgarne, że muszę wam przyznać, iż wraca mi zainteresowanie piłką nożną. Jest to co prawda zainteresowanie w wersji wynaturzonej i zdegenerowanej, ale hej – być może to ostatni karnawał, jaki nas czeka.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x