Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Odważne dzikie zwierzęta kolonizują miasta. Czas na urbanistykę nie tylko dla ludzi

Dzikie zwierzęta w miastach są odważniejsze i bardziej skłonne do ryzyka niż ich wiejscy kuzyni. Przestrzeń metropolii już dawno przestała być wyłącznie ludzka. Najwyższy czas, by polityka miejska to zauważyła.

Robert Jurszo
Dziennikarz przyrodniczy
A deer standing on a grassy slope beside a white building with a large window, near a tree trunk on the left.
Kontekst

🌆 Coraz więcej dzikich zwierząt przystosowuje się do życia w miastach – od dzików i lisów po kojoty czy pawiany. Urbanizacja zmienia nie tylko krajobraz, ale też zachowania zwierząt.

🐗 W Polsce szczególnie widoczny jest wzrost liczby konfliktów wokół dzików w miastach. Dotychczas główną metodą „rozwiązywania problemu” był odstrzał, który według części badaczek i badaczy okazuje się nieskuteczny na dłuższą metę.

🔬 Nowe badania pokazują, że miejskie zwierzęta są średnio bardziej odważne, aktywne i skłonne do ryzyka niż osobniki żyjące poza metropoliami. Naukowczynie i naukowcy wiążą to zarówno z uczeniem się, jak i możliwymi zmianami ewolucyjnymi.

1
Celnie!

1

To nagranie obiegło całą Polskę i stało się viralem. W styczniu tego roku dziki na pół godziny zablokowały ruch tramwajowy w zasypanym śniegiem Olsztynie. Kilkanaście zwierząt zbiło się w kupę na środku torowiska na trasie linii nr 5. To była wyjątkowo mroźna zima, więc nic dziwnego, że dziki ogrzewały się w typowy dla siebie sposób. Zaskakujące mogło być jedynie to, że nic sobie nie robiły z zatrzymanych tramwajów i samochodów wokół.

Ktoś mógłby powiedzieć, że dziki w miastach stały się bardziej śmiałe, I, no cóż, miałby rację, bo dokładnie tego dowodzą badania. Dzikie zwierzęta miejskie są odważniejsze od swoich ziomków żyjących poza metropoliami. To specyficzna szansa na lepsze zrozumienie zwierząt i ich świata, ale też wyzwanie dla polityk miejskich.

Miejscy ryzykanci

Dosłownie na dniach w „Journal of Animal Ecology” ukazała się metanaliza badaczy z  Lewis & Clark College w Portland oraz CEFE-CNRS w Montpellier i North Dakota State University dotycząca różnic w zachowaniu zwierząt miejskich i pozamiejskich. Przeanalizowano publikacje dotyczące 133 gatunków ptaków, ssaków, płazów, gadów i owadów z 28 krajów, w tym Polski.

„Odkryliśmy, że niezależnie od miejsca na świecie, urbanizacja zmienia zachowania w spójny i przewidywalny sposób. Zwierzęta wydają się bardziej skłonne do ryzyka. Są odważniejsze” – twierdzi dr Tracy Burkhard z  Lewis & Clark College, główna autorka badania. Takie zwierzęta chętniej eksplorują miejskie przestrzenie, są aktywniejsze, a nawet niekiedy bardziej agresywne.

Czytaj także Gdy płonie las, wszyscy nagle kochają przyrodę Jakub Szafrański

To ostanie dotyczy np. rudzika, niewielkiego ptaka o aparycji tak słodkiej, że wręcz nie licuje ona z jego wojowniczym charakterem. Osobniki żyjące w miastach atakują częściej i bardziej zażarcie niż ich wiejscy kuzyni, nie cofając się nawet przed zabiciem rywala, który – celowo bądź przypadkiem – wleciał w ich rewir. Z innych badań wiemy, że przyczyną jest najprawdopodobniej hałas – na ulicach jest po prostu tak głośno, że ptaki nierzadko wzajemnie nie słyszą głosów ostrzegawczych, więc łatwiej dochodzi do bójek, również tych z tragicznym finałem.

W tym kontekście praca dr Burkhard i zespołu wskazuje na kolejny ciekawy trop: miejskie ptaki wydają się nie tylko bardziej śmiałe niż te spoza miast, ale do tego bardziej agresywne niż zamieszkujące miasta ssaki. Piszę „trop”, ponieważ nie można wykluczyć, że to jedynie statystyczne złudzenie wynikające z tego, że badania dotyczące ptaków były nadreprezentowane w metaanalizie, ponieważ stanowiły aż 70 proc. wszystkich przejrzanych publikacji (i zwracają na to uwagę sami autorzy). Być może kolejne badania pokażą, że zwiększona agresywność występuje również u miejskich ssaków. 

Jak pies z pawianem

Na razie mamy za to takie, które wskazują na to, że życie w mieście może wręcz obniżać agresywność niektórych ssaków. Pod koniec 2025 roku w „Biological Reviews” ukazała się publikacja – również metaanaliza – dotycząca tego, jak życie w mieście wpływa na życie społeczne zwierząt. I tak, przykładowo, krokuty – czyli według dawnej zoologicznej nomenklatury: hieny – cętkowane, które żerują na etiopskich śmietniskach, stają się łagodniejsze, również dla członkiń innych grup.

Czytaj także Patriotyczna partyzantka rzeczna – bo suche jest bezbronne Katarzyna Przyborska rozmawia z Danielem Petryczkiewiczem

Wynika to z tego, że na wysypiskach obfitość pokarmu jest tak duża, że czyni agresję zbędną do jego zdobywania. Zwierzęta pożywiają się tam tak zgodnie, że grupy mieszają się ze sobą, co poza miastem, gdzie konkurencja o zdobycz bywa ekstremalna, byłoby nie do pomyślenia.

Wydaje się też, że agresja międzygrupowa zmniejsza się wśród pawianów żerujących w miastach. Tu również grupy rozpraszają się na mniejsze „bandy” albo nawet pojedyncze osobniki, które kradną turystom jedzenie z talerzy, a nawet potrafią włamać się do mieszkania, by splądrować lodówkę. Nic więc dziwnego, że w Kapsztadzie, Pretorii i innych miastach RPA to narastający problem.

W kwietniowym numerze „Nature Africa” czytałem relację o kobiecie, która w swojej kuchni zastała pawiana karmiącego owocami jej psa, który grzecznie czekał na kolejne porcje. Widocznie miasto czasem łagodzi i agresję międzygatunkową, ponieważ psy i pawiany na ulicach RPA na ogół są dla siebie śmiertelnym zagrożeniem.

Ewolucja kocha odważnych

Ciekawe, że w miastach odważniejsze robią się nawet kojoty, które z natury są raczej cykorami. I choć neofobia – lęk przed nowością – to niemal ich cecha gatunkowa, to jednocześnie te psowate coraz chętniej kolonizują amerykańskie metropolie – od Los Angeles po Nowy Jork. Pod koniec ubiegłego roku ukazało się w „Scientific Reports” interesujące badanie, w którym porównywano śmiałość kojotów miejskich i wiejskich.

Zrobiono to przy pomocy pomysłowego eksperymentu. W 16 lokalizacjach w USA – zarówno na terenach miejskich, jak i podmiejskich – w ziemi ukrywano silnie pachnącą przynętę: mieszankę mięsa i tłuszczu. Połowa takich „stacji badawczych” wyglądała normalnie, natomiast w drugiej  wokół zakopanego przysmaku wbito cztery paliki połączone linką. Choć kojoty podmiejskie i miejskie bały się nowości, to jednak te ostatnie częściej podchodziły bliżej do instalacji, która kryła jedzenie. Co ciekawe, te psowate zachowywały się tak samo w każdej z lokalizacji, co daje nadzieję na to, że metody zapobiegania konfliktom z tymi zwierzętami  opracowane w jednym mieście będą skutkować w innym.

Wróćmy na moment do badania dr Tracy Burkhard i jej zespołu. Dlaczego w ogóle tak jest, że zwierzęta robią się w miastach śmielsze i odważniejsze? Niewykluczone, że miejskie procesy ewolucyjne – tak, miasto również jest miejscem, w którym dokonuje się ewolucja gatunków! – premiują właśnie te cechy. Osobniki odważniejsze mają większą naturalną skłonność do zasiedlania i eksploracji nowych terenów. Śmiałość pozwala im odkrywać nowe źródła pożywienia i atrakcyjne siedliska. Odważniejsze osobniki lepiej tolerują ludzi, w związku z czym oszczędzają energię, którą inne zwierzęta wkładają w uciekanie przed nami. Wyższa śmiałość może wynikać zarówno z doświadczenia, jak i trwałych zmian na poziomie genotypu. Ale jakie są proporcje między jednym a drugim, jest jeszcze dla badaczy tajemnicą.

Miasto jest (nie tylko) nasze

Pewnym paradoksem jest to, że zwierzęta łatwiej obserwuje się w mieście niż np. w lesie. Wie to każdy ptasiarz, który w miejskim parku może oglądać kosa z dystansu pięciu metrów, choć w lesie nie dałoby się go podejść nawet na dwadzieścia. W tym samym lesie dzik będzie uciekał nawet wtedy, gdy zwęszy nas z kilkudziesięciu metrów, w mieście może się paść na skwerku tuż obok spacerowiczów i nic sobie z tego nie robić. Ale to wszystko ma też drugą stronę.

„Jeśli zwierzęta będą bardziej skłonne do ryzyka i mają mniejszą awersję na obecność człowieka, to w pewnych obszarach będziemy mieli znacznie częstszy kontakt z dzikimi zwierzętami, a to może być szkodliwe zarówno dla nas, jak i dla nich” – zauważa dr Burkhard. Czyli, nieco upraszczając, mogą pojawiać się rozmaite sytuacje konfliktowe, jak w przypadku dzików w miastach. To znaczy, że potrzebujemy strategii radzenia sobie z takimi sytuacjami. A najlepiej – ich unikania.

Brzmi to smutno, ale dotąd głównym narzędziem rozwiązywania problemów z dzikami w polskich miastach był odstrzał (wcześniej odławiano i wywożono zwierzęta, ale teraz w związku z ASF jest to zakazane). Tymczasem to metoda nie tylko budzącą słuszny sprzeciw, ale zwyczajnie nieskuteczna. Usunięcie jednej grupy dzików z atrakcyjnego dla nich siedliska sprawi jedynie, że zwolni się nisza ekologiczna, którą zasiedlą zaraz kolejne osobniki.

To z kolei prowadzi nas do konstatacji, że planowanie urbanistyczne musi brać pod uwagę zachowania zwierząt. A już na pewno zwierząt odważnych, a przez to ciekawskich. Postrzeganie miasta jako przestrzeni tylko ludzkiej jest nie tylko archaiczne, ale i zupełnie błędne. Szczególnie dziś, kiedy miasta nie są otoczone murami, ale rozrastają się, łapczywie i często chaotycznie, pochłaniając przyrodnicze peryferia.

Robert Jurszo
Dziennikarz przyrodniczy

Dziennikarz, publicysta i fotoreporter przyrodniczy. Autor książki Spotkania z nagą małpą. Opowieści o zwierzętach (Filtry 2023). Z wykształcenia filozof i zoopsycholog. Wyróżniony nagrodą fundacji POLCUL im. Jerzego Bonieckiego za teksty o ochronie przyrody i dzikich zwierząt. Kocha science fiction, gra w RPG, trenuje rugby, pasjami ogląda baseball.

Tagi:
Wydanie: 20260526

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x