Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Ukraina nie pyta już o prawo do odwetu. Czy uda jej się stać silnym państwem?

„Kraj przetrwał ostatnie lata nie dzięki skuteczności aparatu państwowego, ale pomimo jego słabości” – pisze ukraińska redaktorka.

ObserwujObserwujesz
Two men sit at a conference table with microphones, facing each other, in front of a harbor crowded with navy ships (green overlay lines visible).
Walka

Zamykam oczy i przypominam sobie wiosnę 2022 roku. Sukces Ukrainy polega na tym, że ukraińska armia odparła rosyjski atak, że państwo nie złożyło się w pół, a opór społeczeństwa przerósł najśmielsze oczekiwania. Bo oczekiwania były takie, że Ukraina, państwo niepozbawione deficytów, takich jak korupcja czy niska klasa zarządzania strukturami państwowymi, pod wpływem wywołanej agresją paniki po prostu się zapadnie i skapituluje, a Rosja ustanowi w Kijowie swój protektorat.

Pamiętam też, że głównym pytaniem tamtej wiosny było to, czy sfrustrowana niepowodzeniem Rosja zdecyduje się na użycie broni jądrowej. Nuklearny szantaż Kremla walnie przyczynił się do chwiejnej postawy zachodnich sojuszników Ukrainy, którzy zwlekali ze wsparciem militarnym, by nie drażnić nadmiernie Putina i nie doprowadzić go do ostateczności.

Czytaj także Czy Rosja może spalić świat w wielkiej wojnie atomowej? Paulina Siegień

Mając w pamięci wydarzenia i nastroje tamtych dni wyobrażam sobie teraz, że ktoś mówi: „Za parę lat Ukraina będzie waliła dronami w bloki w Moskwie”. Totalne science fiction. Po pierwsze dlatego, że wiosną w 2022 roku wciąż chciało się wierzyć, że ta wojna skończy się szybko. A po drugie dlatego, że Ukrainie przypisano rolę ofiary z prawem wyłącznie do obrony. Trudno jednak się skutecznie bronić, nie atakując terytorium przeciwnika – tego, co kryje się pod zbiorczym pojęciem tyłów, czyli zaplecza logistycznego, technicznego i gospodarczego wrogiej armii.

Rosjanie też mogą zginąć w ataku dronów

Co najmniej od momentu ataku na obwód kurski w 2024 w ukraińskiej strategii pojawia się zuchwałość, która uwiera wspierające Kijów państwa. Sojusznicy woleliby uniknąć ataków na rosyjskie terytorium w obawie przed eskalacją.

Do 2026 roku wojna rosyjsko-ukraińska przeszła radykalną transformację technologiczną, stając się wojną dronową, jednak nie mniej brutalną. Ukraińcy nie oglądają się już na kremlowskie szantaże i prośby sojuszników, nie muszą się pytać o zgodę na wykorzystanie tej czy innej rakiety, bo walą po Rosji dronami własnej produkcji. Jeśli coś się nie zmieniło, to to, że Putin wciąż deklaruje gotowość zakończenia wojny, o ile Ukraina podporządkuje się rosyjskim żądaniom.

Zaraz po zakończeniu krótkiego rozejmu, zarządzonego z okazji 9 maja, rosyjskie drony uderzyły w zmasowanym ataku na Kijów, w którym zginęło 8 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Ukraińska armia odpowiedziała nalotem na Moskwę i Podmoskowie, gdzie zginęły trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych.

Ukraińskie drony trafiły w zakłady, zajmujące się przetwórstwem ropy naftowej, ale także w bloki mieszkalne, czyniąc wojnę namacalną nawet dla tej szczególnej klasy Rosjan, która mieszka w regionie stolicznym i jeśli miała jakichkolwiek efektów wojny doświadczyć, to tylko tych pozytywnych, czyli wywołanej wojną gospodarczej koniunktury. Po koniunkturze nic już nie zostało, pompowane w wojenny i okołowojenny przemysł państwowe pieniądze się kończą, a prawdopodobieństwo śmierci w wyniku ataku dronów rośnie.

W Jekaterynburgu koło wieżowca, w który trafiły ukraińskie drony, pojawiło się graffiti przypisywane art-grupie „Złyje”. Przedstawia dziewczynę w goglach VR, trzymającą w dłoniach panel do sterowania dronami. Na goglach napis: „game over”.

Nie wiem, czy można w tym kontekście mówić o sukcesie. Naloty się intensyfikują, ludzie umierają. Ukraina za sprawą rozwoju własnego przemysłu zbrojeniowego skoncentrowanego na dronach zyskuje przewagę psychologiczną, wprowadzając wojnę do rosyjskich domów. Nie musi już tak mocno polegać na wsparciu militarnym od sojuszników, co szczególnie istotne w kontekście trumpowskiej polityki.

Ogromna tragedia Ukrainy

Paradoksalnie te sukcesy przychodzą w momencie, kiedy państwowość ukraińska znalazła się w poważnym kryzysie wewnętrznym.

Andrij Jermak, szara eminencja biura prezydenta Zełenskiego, człowiek, którzy przez parę lat ręcznie zarządzał państwem i jego strukturami, siedzi na ławie oskarżonych w sprawie, która jest odpryskiem gigantycznego skandalu korupcyjnego, tzw. Midas-gate, który rozwija się od minionej jesieni. 14 maja Jermak został aresztowany, ale właśnie wyszedł z aresztu, po tym, jak grupa osób i firm wpłaciła kaucję – 140 milionów hrywien, czyli ok. 13 mln złotych.

Sprawa Jermaka dotyczy wyprowadzenia 10 milionów hrywien przy okazji nadzorowanej przez niego budowy (tak, facet, który kierował państwem, brał udział w negocjacjach pokojowych, spotykał się z politykami z całego świata, znalazł jeszcze czas na zajmowanie się deweloperką) elitarnego osiedla „Dynastia” pod Kijowem.

„W rzeczywistości jesteśmy świadkami ogromnej tragedii. Tragedii nie tylko samej wojny, nie tylko tysięcy ofiar śmiertelnych i zniszczonych miast. Ale także świadomości, że w jednym z najstraszniejszych momentów naszej historii krajem rządzili ludzie, którzy okazali się katastrofalnie niekompetentni, cyniczni i całkowicie oderwani od rzeczywistości. Kiedy decyzje państwowe były prawie zawsze podejmowane nie w oparciu o profesjonalizm, myślenie strategiczne i zrozumienie skali wyzwań, ale w oparciu o chaos, kaprysy, urazy, lęki, wizerunek medialny, kierując się ego i pragnieniem życia we własnej politycznej bańce” – w komentarzu do sprawy Jermaka pisze redaktorka naczelna Ukraińskiej Prawdy Sewgil Musaejwa.

„I to naprawdę przerażająca świadomość – kontynuuje Musajewa. – Nie można bowiem ani na chwilę zapomnieć, w jakich warunkach żyła Ukraina przez te wszystkie lata pełnej inwazji. Każdego dnia ktoś ginął. Każdego dnia. Na froncie, w miastach przyfrontowych i na tyłach, pod gruzami domów, w szpitalach, w niewoli, we własnych mieszkaniach po kolejnym rosyjskim ataku. Ktoś tracił dzieci, a ktoś na zawsze tracił swój dom i swoje życie. Jednocześnie – i dopiero teraz zaczynamy to sobie uświadamiać – znaczna część systemu administracji państwowej w kraju nie funkcjonowała, istniała jedynie formalnie i zajmowała się czymś zupełnie innym niż tym, czym powinno zajmować się państwo toczące wojnę o własne przetrwanie. Trzeba też zdać sobie sprawę z jednej z najbardziej bolesnych prawd ostatnich lat: Ukraina przetrwała ten cały czas nie dzięki skuteczności aparatu państwowego, ale w znacznej mierze pomimo jego słabości, chaosu, a czasem wręcz jawnej degradacji”.

Musajewa liczy na to, że Ukrainie uda się wyciągnąć wnioski i przekuć silne struktury horyzontalne – czyli sieci wolontariuszy, armię, lekarzy i nauczycieli, urzędników średniego szczebla, które utrzymały Ukrainę na powierzchni w obliczu rosyjskiej agresji, w silne państwo. Zwłaszcza że ukraińskie społeczeństwo płaci najwyższą cenę za aspiracje do budowy demokratycznego, europejskiego państwa.

Niestety, atomowy szantaż nie został wstrzymany w 2022 roku. Władze w Mińsku właśnie ogłosiły, że białoruska armia razem z armią rosyjską prowadzi ćwiczenia z zastosowania ładunków jądrowych.  

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x