Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Niszczyć rezerwaty przyrody można bez pytania, chronić już nie

Propozycja Polski 2050 i PSL zmierza do tego, że decyzja o ochronie cennego przyrodniczo obszaru przestanie być oparta na wiedzy naukowej, a zacznie zależeć od lokalnych układów politycznych – mówi szef zespołu kampanii w Greenpeace Polska.

Rozmowa
Kontekst

🌲 Posłowie PSL i Polski 2050 zapowiedzieli projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody, który uzależnia tworzenie nowych rezerwatów od zgody rad gmin. To rozwiązanie rozszerza mechanizm obowiązujący już przy parkach narodowych.

📉 W Polsce od 2001 roku nie powstał żaden nowy park narodowy – m.in. z powodu wymogu zgody samorządów. Rezerwaty pozostają jedyną formą ochrony przyrody, która w ostatnich latach była realnie rozszerzana.

📊 Obszary objęte najściślejszą ochroną stanowią w Polsce ok. 1,5 proc. powierzchni kraju, co jest wynikiem znacznie niższym niż średnia europejska.

🌍 Według przyrodników w Polsce istnieje kilkaset, a nawet ponad tysiąc miejsc o wysokiej wartości przyrodniczej, które wciąż nie są objęte ochroną – mimo że spełniają kryteria tworzenia rezerwatów.

Walka
Serce

2

Przemysław Stefaniak: Czym jest rezerwat przyrody i czym różni się od parku narodowego?

Krzysztof Cibor: Rezerwat przyrody to jedna z najważniejszych i najskuteczniejszych form ochrony przyrody w Polsce. To właśnie tam ochrona przyrody ma absolutny priorytet. Rezerwaty powstają w miejscach szczególnie cennych – tam, gdzie występują rzadkie gatunki roślin i zwierząt albo unikalne siedliska, których po prostu nie można stracić. 

To często niewielkie obszary: połowa rezerwatów w Polsce ma mniej niż jeden kilometr kwadratowy. I to jest jedna z kluczowych różnic względem parków narodowych. Parki obejmują duże, rozległe tereny, natomiast rezerwaty są zwykle małe i chronią konkretny fragment przyrody, ale równie cenny i wymagający ochrony.

Czy można powiedzieć, że park narodowy chroni przyrodę skuteczniej niż rezerwat?

Nie, to tak nie działa. W obu przypadkach ochrona przyrody jest absolutnym priorytetem. To nie jest różnica między „lepszą” i „gorszą” formą ochrony. W obu przypadkach mamy strefy ścisłe, gdzie ingerencja człowieka jest praktycznie wykluczona, oraz takie, gdzie pewne, ściśle określine aktywności są dopuszczone. Pod tym względem te formy są podobne. 

Co więc je różni poza wielkością? 

Tu dochodzimy do sedna problemu. Park narodowy powstaje w drodze ustawy, czyli musi przejść pełną ścieżkę legislacyjną, z poparciem prezydenta. Co więcej, wymagana jest też zgoda lokalnych samorządów. Efekt? Mechanizm od 25 lat skutecznie blokuje powstawanie nowych parków narodowych. Od 2001 roku nie powstał w Polsce ani jeden.

Rezerwaty działały inaczej. Powstają na podstawie decyzji administracyjnej, w oparciu o wiedzę naukową i dokumentację przyrodniczą, bez politycznego targu. Dzięki temu były w praktyce jedyną skuteczną, silną formą ochrony przyrody, która w Polsce jeszcze pozostała. I właśnie to chce zmienić grupa posłów z Polski 2050 i PSL. 

Co zakłada projekt PSL i Polski 2050, że wywołuje wasz protest?

Propozycja Polski 2050 i PSL zmierza do tego, żeby nałożyć na tworzenie rezerwatów ten sam mechanizm politycznego – w tym przypadku samorządowego – weta, który wcześniej zablokował parki narodowe. Decyzja o tym, czy chronić cenny przyrodniczo obszar, przestanie być oparta na wiedzy naukowej, a zacznie zależeć od lokalnych układów politycznych. Grupa lokalnych polityków będzie mogła zdecydować, czy chronimy unikalne siedliska, czy przeznaczamy ten teren pod jakąś inwestycję.

Zwolennicy tych zmian mówią: oddajemy więcej władzy samorządom, ludziom, którzy żyją w tym konkretnym miejscu. Dlaczego to złe?

Bo to nie jest oddanie władzy ludziom, tylko odebranie jej nauce i przekazanie politykom. Decyzje o ochronie przyrody przestają opierać się na wiedzy i faktach, a zaczynają zależeć od układów i interesów. Gdyby rzeczywiście decydowali mieszkańcy, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Około 80 proc. Polek i Polaków popiera tworzenie nowych parków narodowych i rezerwatów. Problem w tym, że decyzje mają podejmować rady gmin, czyli lokalni politycy, a nie społeczności. 

To upolitycznienie przyrody? 

I co więcej – skrajnie wybiórcze, bo zgoda rady gminy nie jest potrzebna, żeby przez jej teren przeprowadzono autostradę, aby zbudowano w gminie fermę przemysłową czy otwarto kopalnię. W takich przypadkach nikt nie pyta mieszkańców o zdanie. A tu nagle okazuje się, że zgoda lokalnych polityków jest konieczna tylko wtedy, gdy chcemy coś chronić. Niszczyć można bez pytania, chronić już nie.

Jeśli politycy naprawdę chcą wzmacniać głos lokalnych społeczności, to niech dadzą im realne narzędzia do blokowania szkodliwych inwestycji: megafarm, wycinek w lokalnych lasach czy planów łowieckich. Dziś mieszkańcy są w tych sprawach praktycznie bezsilni. Tymczasem mówimy o kraju, w którym wszystkie parki narodowe i rezerwaty razem zajmują około 1,5 proc. powierzchni. To dramatycznie mało, kilka razy mniej niż średnia unijna. I w tej sytuacji politycy, którzy sami deklarują w programach tworzenie nowych parków narodowych, próbują jednocześnie zablokować powstawanie nowych rezerwatów. To jest po prostu sprzeczność, bardzo kosztowna dla przyrody a przez to – dla nas wszystkich.

Czyli na zmianach skorzysta biznes, skorzystają myśliwi, a przyroda przegra?

Boimy się przede wszystkim tego, że resztki dzikiej przyrody, które jeszcze mamy, w wielu miejscach przegrają z lokalnymi interesami. Nie twierdzę, że tak będzie wszędzie – są samorządy, które rozumieją wartość przyrody. Ale w wielu miejscach decyzje będą zapadać w kontekście lokalnych układów, zależności i doraźnych interesów. I wtedy ochrona przegra z tym, co nazywa się „inwestycją”. Tyle że to często nie są żadne inwestycje z punktu widzenia społeczeństwa. To jest po prostu prywatyzowanie zysku i uspołecznianie strat. Ktoś zarobi na wycince, na zabudowie czy eksploatacji, a wszyscy stracimy coś bezpowrotnie.

Skoro tych obszarów chronionych i tak jest tak mało, to co się zmieni? Co realnie stanie się za 10 lat, jeśli te przepisy wejdą w życie?

To jest bardzo złudne myślenie. W Polsce wciąż mamy wiele cennych przyrodniczo miejsc, które nie są objęte żadną realną ochroną i które wciąż można uratować. 

Na przykład? 

Mówimy choćby o obszarach w Karpatach, które powinny być parkami narodowymi, jak Turnicki Park Narodowy czy powiększony Bieszczadzki Park Narodowy. Skoro politycznie trudno je dziś utworzyć, to minimum powinno być objęcie ich ochroną rezerwatową. Tymczasem ten projekt chce zablokować nawet to. 

Klub Przyrodników zinwentaryzował około 1500 miejsc w Polsce, które powinny zostać rezerwatami. To są ułamki procenta powierzchni Polski, ale jednocześnie to najcenniejsze fragmenty przyrody, jakie nam jeszcze zostały. Jeśli zamrozimy możliwość ich ochrony, one po prostu zostaną zniszczone.

Druga sprawa jest jeszcze ważniejsza: przyroda nie jest czymś statycznym. To nie działa tak, że mamy „gotowe” cenne miejsca, które tylko oznaczamy tablicą i zostawiamy. Przyroda się zmienia szczególnie dziś, w warunkach kryzysu klimatycznego. Są miejsca, które dziś nie wyglądają spektakularnie, ale jeśli damy im czas i spokój, już za 20–30 lat mogą stać się ostojami bioróżnorodności. 

Mamy na to konkretne przykłady? 

W Puszczy Piskiej fragment lasu zniszczony przez huragan na początku tego wieku pozostawiono samemu sobie. Po dwóch dekadach to miejsce odradza się jako cenny, naturalny ekosystem. Takich historii mogłoby być w Polsce znacznie więcej, gdybyśmy dali przyrodzie przestrzeń. Bo bioróżnorodność to nie jest abstrakcja z podręcznika. To fundament naszego życia, niezbędny nam tak samo jak czyste powietrze, woda czy zdrowe jedzenie. Jeśli wszystko podporządkujemy eksploatacji i „zagospodarowaniu”, to po prostu zniszczymy warunki, które pozwalają nam funkcjonować.

To jest bardziej konflikt ekonomiczny czy polityczny? Widzisz tu wpływ lobbingu, czy raczej czystą politykę?

Nie mam twardych dowodów na konkretny lobbing, więc nie chcę spekulować, ale bardzo wyraźnie widać, to że mamy do czynienia z konfliktem czysto politycznym, a momentami wręcz politykierstwem. To wygląda jak wewnętrzna rozgrywka w obozie władzy. Niedawno rozpadła się Polska 2050. Politycy, którzy wyszli z tej partii wciąż kierują resortem środowiska i próbują realizować zapisy umowy koalicyjnej, choćby dotyczące ograniczenia wycinek w najcenniejszych lasach. A druga część, która zachowała szyld i struktury, uderza w te działania. Efektem tej rozgrywki jest projekt, który de facto utrudnia ochronę przyrody. Co zabawne, w programie Polski 2050 wciąż są ekologiczne postulaty, które teraz poseł Bartosz Romowicz i jego koledzy chcą uczynić niemożliwymi do realizacji. Problem w tym, że stawką nie jest wizerunek jednej czy drugiej frakcji, tylko nasze wspólne dziedzictwo przyrodnicze.

Czy obecny system jest do obrony w całości? Czy ma wady, które należałoby poprawić?

Na pewno nie jest idealny. Gdyby był, mielibyśmy znacznie większy udział obszarów chronionych, zarówno jeśli chodzi o rezerwaty, jak i parki narodowe, przynajmniej na poziomie średniej europejskiej. A być może nawet wyższym, bo Polska wciąż ma wyjątkowo dużo cennych przyrodniczo terenów, które wymagają ochrony.

To jakie są największe problemy istniejącego systemu? 

Pierwszy to kwestia kosztów. Ochrona przyrody wiąże się oczywiście z pewnymi ograniczeniami dla mieszkańców i nie może być tak, że ten ciężar spada wyłącznie na lokalne społeczności – tutaj mamy pełną zgodę z posłem Romowiczem. Z pomocą przychodzi mechanizm subwencji ekologicznej, czyli dopłat dla samorządów, na terenie których znajdują się rezerwaty czy parki przyrody. Być może powinniśmy pracować nad tym, by tych środków dla samorządów było jeszcze więcej.

Druga sprawa to wydolność państwa. Instytucje odpowiedzialne za ochronę przyrody, jak Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska, są po prostu niedofinansowane, pracuje w nich za mało ludzi. Oznacza to, że na niektóre rezerwaty czekamy latami. . To nie powinno tak wyglądać. Państwo powinno mieć zasoby, żeby sprawnie zarządzać ochroną przyrody. 

Trzeci problem jest bardziej strategiczny. Rezerwaty w Polsce są często rozproszone i traktowane jako pojedyncze punkty na mapie, a nie jako element większego systemu. Tymczasem ochrona przyrody powinna być planowana w skali całego kraju jako spójna sieć, która rzeczywiście zabezpiecza bioróżnorodność. Pomogłoby tu też odblokowanie tworzenia nowych parków narodowych, które – jak mówiliśmy – obejmują większe obszary.

Krótko mówiąc: system wymaga wzmocnienia i rozwoju, a nie blokowania. Jeśli wiemy, że rezerwatów jest za mało i potrzebujemy ich wielokrotnie więcej, to ostatnią rzeczą, jaką powinniśmy robić, jest utrudnianie ich tworzenia.

** 

Krzysztof Cibor – kierownik działu kampanii Fundacji Greenpeace Polska, w której pracę rozpoczął tuż przed wjechaniem harvesterów do Puszczy Białowieskiej. Wcześniej zajmował się ekonomią społeczną.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x