Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Miłość w ramach ekonomii uwagi i spektaklu

„Tu zdarzy się coś strasznego” Haley Z. Boston, „Drama” Kristoffera Borgliego

Oglądając miniserial Netfliksa i film Borgliego zadajemy sobie pytanie, czy jakakolwiek długoterminowa relacja jest w ogóle „ontologicznie możliwa” w społeczeństwie produkującym tak neurotyczne i narcystyczne jednostki jak współczesny świat zachodni.

ObserwujObserwujesz
Recenzja
Walka

Para młodych ludzi, Rachel i Nicky, jedzie na północ stanu Nowy Jork, by pobrać się w położonej na odludziu rezydencji rodziny mężczyzny. Krajobraz, jaki mijają oraz ludzie, których spotykają po drodze wyglądają jednak bardziej jak z horroru niż z komedii romantycznej czy innego gatunku celebrującego zawiązanie się pary.

Także dom rodziny Nicky’ego wygląda jak coś rodem z mrocznych fantazji Davida Lyncha, miejsce, gdzie Ameryka odsłania swoje mroczne podbrzusze, pełne rodzinnych sekretów, ukrytej grozy, widm i zjaw, labirynt wpędzający w szaleństwo i paranoję każdego nieszczęśnika, dość nierozsądnego, by przekroczyć jego progi.

Panna młoda w kryzysie paranoicznym

Tak zaczyna się serial Tu zdarzy się coś strasznego, wyprodukowany dla Netfliksa „horror małżeński”. Najlepiej oglądać go, wiedząc jak najmniej o produkcji, tak by w pełni dać się zaskoczyć wszelkimi zwrotami akcji. Tych nie brakuje, twórczyni serialu Haley Z. Boston doskonale potrafi mylić wątki, podsuwać fałszywe tropy, zmieniać rejestry, prowadzić akcję w miejsca, których zupełnie nie spodziewamy się zobaczyć w podobnej historii.

To, że serial tak sprawnie działa narracyjnie, jest też zasługą trójki pracujących przy produkcji reżyserek, w tym znanej z pracy nad świetnym Reniferkiem Polki Weroniki Trofilskiej. Razem ze scenografią, zanurzonymi w chłodnym mroku zdjęciami i wprawiającą w ciągły niepokój muzyką Colina Stetsona tworzy to formę idealnie służącą opowiadanej historii i niezależnie od niej zdolną zachwycić zwłaszcza koneserów grozy.

Czytaj także Epicka rewolucja w mówieniu o przemocy wobec mężczyzn [o serialu „Reniferek”] Patrycja Wieczorkiewicz

W centrum tej narracji stoi Rachel. Tak jak w wielu filmowych horrorach, w Tu zdarzy się coś strasznego działanie kobiecej bohaterki napędza filmową akcję, odkrywa kolejne elementy Tajemnicy, będącej źródłem niesamowitości i grozy. W ciągu kilku dni przed wstąpieniem w związek małżeński Rachel nie tylko musi ostatecznie przemyśleć, czy naprawdę chce poślubić właśnie tego mężczyznę i wejść do tej, a nie innej rodziny, ale też zmierzyć się z całym szeregiem zagadek.

Rachel w wielu momentach sprawia wrażenie osoby w kryzysie paranoicznym, widzimy, jak z czegoś, co jest tylko niepokojące, potrafi wyciągnąć naprawdę ekscentryczne wnioski – na co wpływ może mieć ilość trawy, którą ciągle nerwowo pali. Jednak jak to w kinie grozy bywa, paranoja okazuje się być uprzywilejowaną pozycją poznawczą.

Znacząca metafora

Paranoję Rachel napędzają wątpliwości młodej kobiety co do małżeństwa, do wpisanego w tę instytucję zaangażowania i zobowiązania, przynajmniej w założeniu na całe życie, do „skoku w wiarę”, jaki trzeba wykonać, żeby móc zdecydować się, by dzielić życie z konkretną drugą osobą.

Pewien krakowski konserwatywny profesor dawno temu wzbudził wesołość lewicowo-liberalnej bańki, gdy przekonywał, opierając swoją argumentację na kategoriach arystotelesowskiej metafizyki, że relacja homoseksualna jest „ontologicznie niemożliwa”. Oglądając Tu zdarzy się coś strasznego zadajemy sobie pytanie, czy jakakolwiek długoterminowa relacja jest w ogóle „ontologicznie możliwa”, zwłaszcza w społeczeństwie tak indywidualistycznym, produkującym tak neurotyczne i narcystyczne jednostki jak współczesny świat zachodni.

Czytaj także „Chora na siebie”: Wszyscy na mnie patrzą Emilia Konwerska

Fakt, że konwencja gotyckiego horroru okazuje się tak doskonałą metaforą wątpliwości dwójki młodych ludzi związanych z instytucją małżeństwa, jest sam w sobie znaczący, a serial doskonale koresponduje ze współczesnymi dyskusjami na temat kryzysu samotności i związków, z pytaniami „czemu ludzie nie dobierają się w pary i nie tworzą stabilnych relacji”.

Ten kontekst jest tym bardziej widoczny, że produkcja bardzo udanie łączy gotycki horror z błyskotliwą obyczajową obserwacją, groza przeplata się z komedią, pokazującą współczesną amerykańską obyczajowość, przemiany, jakim w ciągu ostatnich kilku pokoleń uległo podejście do instytucji małżeństwa, bliskości i intymności. Na planie zgromadziła się znakomita obsada – rewelacyjne są zwłaszcza Camilla Morrone jako Rachel i Gus Birney w najbardziej komicznej roli siostry Nicky’ego, od początku z góry patrzącej na narzeczoną brata – i reżyserka ekipa w pełni potrafi wykorzystać jej potencjał.

Dyskusja o „kryzysie samotności” niejednokrotnie przybiera postać paniki moralnej często zakorzenionej w lękach przed „demograficznym załamaniem”. W produkcji Netflixa tego na szczęście nie ma, serial wypowiada się przy pomocy złożonych, wielowarstwowych alegorii. Zakończenie widz może zinterpretować sobie zarówno w reakcyjnym, jak i progresywnym duchu; tyleż jako potwierdzenie wartości liberalnego indywidualizmu, co apokaliptycznych fantazji o „demograficznym samowymazaniu” w stylu postów Elona Muska.

Chorzy na siebie

Tu zdarzy się coś strasznego koresponduje przy tym ciekawie z wchodzącym właśnie do kin filmem Drama Kristoffera Borgliego. Znów, najlepiej oglądać go wiedząc o nim jak najmniej, tak by razem z bohaterami przeżyć otwierające akcję zaskoczenie. Młoda para, Charlie i Emma, za kilka dni ma się pobrać. Wydają się idealnie dobrani do siebie. Jednak w trackie spotkania z przyjaciółmi, wypiwszy kilka kieliszków wina za dużo, w trakcie towarzyskiej gry „co najgorszego zrobiłeś w życiu”, Emma przyznaje się do czegoś, co zrobiła jako nastolatka zaczynająca liceum, co wprawia jej narzeczonego w głęboki niepokój i karze mu przemyśleć całą swoją relację z kobietą.

Tajemnica z przeszłości Emmy związana jest z jedną z najbardziej dzielących Amerykanów dyskusji i jednym z najbardziej dramatycznych i specyficznych dla Stanów problemów. Borgliego – reżysera pochodzącego z Norwegii i tam kręcącego swoje pierwsze filmy – nie interesuje jednak zajmowanie głosu w tej amerykańskiej dyskusji. Drama wpisuje się za to w tematy, jakie reżyser poruszał w swoich poprzednich produkcjach: Chorej na siebie (2022) i Dream scenario (2023). Wszystkie one układają się w opowieść o narcystycznej osobowości naszych czasów jako źródle cierpień i o tym, jak trudno jest jej tworzyć i utrzymać relacje.

W Chorej na siebie obserwowaliśmy bohaterkę, która zazdrosna o sławę, jaką jej chłopak zdobywa jako artysta budujący rzeźby ze skradzionych mebli, zaczyna brać wywołujący poważne skutki uboczne w postaci skórnych reakcji alergicznych nielegalny rosyjski lek, zyskując uwagę i publiczną rozpoznawalność jako jego ofiara. W Dream Scenario Nicholas Cage wcielał się w skromnego profesora zoologii, sfrustrowanego brakiem publicznego uznania dla swojej pracy, który nagle staje się rozpoznawalną globalnie postacią, gdy zaczyna pojawiać się w snach ludzi na całym świecie – sława niszczy jednak jego małżeństwo. Także tajemnica Emmy związana jest potrzebą bycia widzianą, zauważoną, uznaną, zapamiętaną.

W Dramie miłość funkcjonuje w ramach ekonomii uwagi i spektaklu. Ślub młodej pary jest starannie kurowanym wydarzeniem, reżyserowanym pod ślad w mediach społecznościowych. Emma w relacjach intymnych z Charliem uwielbia odgrywanie ról, wchodzenie w reżyserowane scenariusze. Można zastanawiać się, czy kobieta nie zdradziła tajemnicy z przeszłości nie pod wpływem rozluźnionego przez alkohol osądu, ale dlatego, że być może nieświadomie chciała znaleźć się w centrum tytułowej dramy.

Być może, wydaje się pytać Borgli, w społeczeństwie, gdzie wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej niedostosowanymi, niedopasowanymi, spragnionymi uwagi indywidualistami, jeśli nie narcyzami, małżeństwo staje unią dwóch osób niedopasowanych tak, że ze wszystkich innych ludzi najmniej nie pasują oni do siebie.

Jakiej odpowiedzi udziela ostatecznie film, warto sprawdzić samemu. Reżyserowi udaje się w pełni obronić film oparty na ryzykownym założeniu – choć czarny humor produkcji z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu – a Zendaya i Robert Pattinson dawno nie mieli tak znakomitych ról.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie